Echa dnia wczorajszego
Ha, a działo się działo. Ci którzy wczoraj (lub dziś rano) oglądali sobie różne serwisy informacyjne mogą sobie odpuścić cytaty i czytać tylko moje komentarze do wczorajszych wydarzeń.
Zacznę od genialnego pomysłu koalicji rządzącej jak dopuścić do rządzenia niemalże każdą partię - wszak demokracja to władza ludu i każdy (teoretycznie) może był panem i władcą:
Projekt Samoobrony, LPR i PiS ma zwiększyć szanse w wyborach do samorządu. Chodzi o wprowadzenie do ordynacji tzw. grup list. Kilka komitetów mogłoby zawrzeć umowę, że w wyborach wystawią własne listy wyborcze, ale po wyborach - jeśli wspólnie zdobędą ponad 10 proc. - ich wyniki się zsumują. Jeśli nie - każda lista dostanie mandaty oddzielnie.
Rulez. Rejestrujemy więc partię polityczną lub komitet wyborczy i szukami koalicjantów do bloku wyborczego. Jeśli nasze sondaże wskazują, że mamy szanse jedynie na 0.5% poparcia musimy znaleźć np. 20 takich samych komitetów wyborczych (o takim samym prognozowanym poparciu). Razem mamy ponad 10% i rządzimy. Łatwo i pięknie, czyż nie?
Kolejna sprawa to niezwykle pośpieszne przygotowywanie kolejnych stołków dla coraz szerszego (bo przecież trzeba się zapisać do rządzącej partii, to takie trendy) grona kolesi. Chodzi oczywiście o zmianę ustawy o Służbie Cywilnej:
Kluby koalicyjne w pośpiechu wzywały nieobecnych posłów do stawienia się na głosowanie. Niektórzy politycy opuszczali nawet telewizyjne programy na żywo (LPR wywołał z programu "Forum" w TVP1 swojego posła Daniela Pawłowca). Z kolei poseł PiS Artur Zawisza, który w Sejmie zawsze chodzi w garniturze i "pod krawatem", na głosowanie przybiegł w dżinsach i koszulce polo.
Uff dobrze, że pan Zawisza nie przybiegł prosto z sauny owinięty w ręcznik. Szkoda, że Sejm nie zajmuje się w tak wartki sposób ustawami mającymi na celu polepszenie życia ludności. A zamach na apolityczność Służby Cywilnej - no, tego można się było spodziewać, nic niezależnego nie będzie już wkrótce miało prawa bytu w IV RP, no chyba, że nie będzie podskakiwać. Trybunał Konstytucyjny podskoczył i co? Już będą zmiany.
A najbardziej rozbawiło mnie wczorajsze stwierdzenie, że Andrzej Lepper nie musi przepraszać Bronisława Wildsteina, za to, że ten pierwszy uznał, że Bronek nie nadaje się na prezesa TVP. Tak drodzy kochani czytelnicy. Teraz to premier i prezydent decydują za co należy przepraszać, kogo i w jaki sposób. Co jest obrazą, a co polityczną nagonką, zniesławieniem, oraz w którym momencie można legalnie dostać rozwolnienia.
trackback