Czyja prawda jest najmojsza?

Przedwczoraj p. prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka stwierdził, że:

aby doszło do przestępstwa korupcji, w zamian za jakąś korzystną decyzję czy załatwienie danej sprawy, musi być komuś udzielona "korzyść majątkowa lub osobista". "Taką korzyścią osobistą nie jest przecież nominacja na wiceministra" - dodał prawnik.

Co prawda ja prawnikiem nie jestem, ale zawsze mi się wydawało, że nominacja "na cokolwiek" wyższego rangą od pełnionej obecnie funkcji jest korzyścią osobistą, szczególnie, że idzie za tym większy prestiż z, zapewne, wyższym wynagrodzeniem. Dalej prof. Hołda mówi, że:

"Nie dostrzegam w całej sprawie żadnego przestępstwa, bo rozmowy te były negocjacjami politycznymi, które najwyżej można oceniać w kategoriach etycznych, a nie prawnokarnych"

No przepraszam bardzo, czy rozmowy toczone w hotelowych pokojach o tym, ilu członków rodziny się dostanie na listach, to są negocjacje polityczne? Do tej pory nie wyskakiwałem z takimi przemyśleniami ponieważ, jak już wyżej napisałem, prawnikiem nie jestem i z prawa pamiętam tylko, że nie wolno kraść ani zabijać, ale dziś zabrał na ten temat głos jeden z bardziej znamienitych prawników, współautor polskiego kodeksu karnego z 1997, Sędzia Trybunału Konstytucyjnego, Rzecznik Praw Obywatelskich, profesor prawa karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego p. Andrzej Zoll. W dzisiejszym wywiadzie z Jackiem Żakowskim stwierdził wyraźnie:

Były obietnice, niewątpliwie obietnice udzielenia korzyści, przy czym zarówno obiecywanie stanowiska jest korzyścią osobistą, jak również obiecywanie załatwienia pewnych spraw funkcjonariuszowi publicznemu jest ofiarowaniem pewnej korzyści osobistej, to jest interpretacja która jest powszechnie przyjęta. Załatwienia Pewnych spraw, typu załatwienia spraw weksli, spraw związanych z toczącymi się postępowaniami, to wszystko jest objęte tym pojęciem korzyści osobistej. Pani Beger jest niewątpliwie funkcjonariuszem publicznym, to nie ulega wątpliwości, kodeks karny to jednoznacznie przesądza. Ta propozycja była dokonana w związku z pełnieniem tej funkcji publicznej, jaką jest bycie posłem.

I to uzasadnienie jest w pełni zgodne z moją osobistą, lewacką opinią. Zresztą każdy, kto umie czytać i ma chociaż niewielkie umiejętności analityczne taki wniosek wysnuje.

A co mówią inni?

Inni mówią o przedwczorajszej "największej aferze IV RP." oraz o rzeczach związanych:

– To nie jest taka sama afera. Nie ma żadnego dowodu, że ktokolwiek z mojego rządu przyszedł do Michnika z korupcyjną propozycją. Pan Nowak coś słyszał, ale nie jest w stanie pojąć prostych różnic między obiema sprawami. W tym wypadku mamy do czynienia z określoną propozycją, która wychodzi z ust wysoko umocowanego polityka, zastępcy Jarosława Kaczyńskiego w partii, a nie producenta filmowego, który nie wiadomo kogo reprezentuje. (Leszek Miller o podobieństwach do "Rywingate")

– Mamy do czynienia z obsesją i próbą odwrócenia kota ogonem – tego kota Jarosława Kaczyńskiego. Nie wiem, ile razy ten kot był już obracany. Może to spowodować jego zawroty głowy, co na pewno pogorszy stan jego właściciela. PiS powinien dotrzymać teraz swojej deklaracji: skoro nie będzie większości, to niech będzie samorozwiązanie Sejmu. To w najlepszy sposób rozstrzygnie ten konflikt polityczny. (Jerzy Szmajdziński)

– Naród kiepsko wybrał w wyborach, które były czasem demagogii i populizmu. Wybrano ludzi zakompleksionych, nieprzygotowanych, którzy zrobili to, co zrobili. Próbowałem przestrzegać, ale naród czasem robi tak, jak zrobił. Mamy więc kłopot i trzeba to skorygować. Tylko czy ludzie pójdą do wyborów i bardziej się zaangażują? Bo jeśli nie, to powtórzymy coś podobnego, co już było. W takiej sytaucji szkoda pieniędzy na wybory. (Lech Wałęsa)

Cytaty ukradłem z Trybuny.

Układ, układ i jeszcze raz układ

Powoli, po krótkim niebycie, wraca na "dziennikarskie salona" Przemysław Edgar Gosiewski. Oczywiście ze swoim ugruntowanym zdaniem na temat otaczającej go, a dokładniej jego klub, rzeczywistości. Podstępnej, zdradzieckiej i kierowanej przez UKŁAD.

To już niemal "kultowe" słowo nie mogło się oczywiście nie przewinąć podczas bijącej rekordy popularności "Aferze Begergate"1. Minister Edgar stwierdził bowiem, że:

sprawa nagrań tajnych rozmów Lipiński-Beger to "kolejna próba obrony układu". Do jego obrońców Gosiewski zaliczył Donalda Tuska (PO), Wojciecha Olejniczaka (SLD) i Andrzeja Leppera (Samoobrona).

Tak! Czekałem na to, kiedy przy obecnych wydarzeniach pojawi się UKŁAD. Zauważcie drodzy czytelnicy mojego bloga, że do UKŁADU dołączają kolejni szefowie ugrupowań sejmowych. Brakuje jeszcze p. Pawlaka oraz Romana Giertycha. Ale już niedługo!

1 Na dzień dzisiejszy korekta podkreśla mi zwrot "Begergate", ale myślę, że już wkrótce trafi do wszystkich słowników.

Obudziłem się w V RP?

Nie pisałem nic o ogłoszonej wczoraj "Begergate" licząc na dzisiejsze wypowiedzi polityków PiS, którzy pewnie pogrążą się swoimi wyjaśnieniami. Nie pisałem o tym, co wszyscy i tak zaraz napisali, po co się powtarzać. No i dziś przed południem buchnęła wypowiedź z pierwszego szeregu:

- Mamy do czynienia z potężną prowokacja polityczną - powiedział szef klubu PiS Marek Kuchciński. [...] Jego zdaniem, stoją za tym siły określane teraz mianem centrolewicy, czyli lewica, postkomunisci i liberałowie.

Oho, jest dobrze, do komuchów dołączają liberałowie - zapomniano, chyba przez przypadek o cyklistach. Wszystko jest jednak tak jak sądziłem, nie sprawdziły się moje płonne nadzieje na chociaż odrobinę wyświechtanej "odwagi cywilnej", dzięki której od razu po opublikowaniu "lewackiej prowokacji" premier stanąłby na wysokości zadania i wyrzucił na zbitą twarz ministra Lipińskiego i sekretarza stanu Mojzesowicza. Zachowałby chociaż część twarzy, ponieważ nikt normalny chyba nie uwierzyłby, że nikt poza biednym Lipińskim nie wiedział o tym procederze. Ale sprawiłoby to wrażenie na części elektoratu PiS, że premier całkowicie się odcina od tej sprawy, ukarał winnych i ukręcił sprawie łeb.

A tak mamy dalszy ciąg nagonki na wszystkich i na wszystko. Wszyscy winni tylko nie my, wszyscy nam przeszkadzają, nie potrafią uszanować naszego procesu naprawiania państwa. Na szczęście kolejne "wyskoki" członków PiS powoli odkrywają jak ta naprawa wygląda i ma wyglądać.

Kończcie panowie, oszczędźcie większości, która na Was nie głosowała płaczu i zgrzytania zębami!

Koniec pewnej fikcji

Przeglądając dzisiejszą prasę natknąłem się na artykuł o podjęciu przez radnych Radomia uchwały znoszącej zakaz sprzedaży alkoholu w miejscach usytuowanych bliżej niż 100 metrów od szkół i kościołów.

Muszę przyznać, że mimo iż alkoholikiem (ani nawet nałogowym konsumentem) nie jestem to uważałem, że ten, jak i całkiem niedawny zakaz handlu w niedzielę, przepis uważałem za śmieszny i kompromitujący Radom w oczach kraju. Nagle się bowiem okazało, że:

Nigdzie bowiem nie ma wykładni, jak mierzyć 100-metrową odległość: czy na skróty, czy wzdłuż ogrodzenia, do drzwi, a może schodów? - Kto przyjeżdżał i mierzył, wychodziło inaczej.

Ja osobiście proponowałem w rozmowie ze znajomym, że odległość powinno się mierzyć stosując przelicznik na zdrowaśki standardowe, równie precyzyjnie i profesjonalnie by to wyglądało. Według mojego światopoglądu, to żaden zakaz nie będzie miał specjalnego efektu jeśli to właśnie Miasto w postaci Szanownego Magistratu nie zadba o promocję "trzeźwego wychowania", a nawet o zwykłą kulturę picia alkoholu. To, że ustawowo zabroni się sprzedawania piwa w jakiejś tam wyimaginowanej odległości od szkoły nie oznacza, że automatycznie młodzież szkolna zaprzestanie niecnego procederu opróżniania szklanych butelek z pienistym trunkiem! Każdy, kto kiedyś był "młodzieżą", lub jest w tej chwili, doskonale zdaje sobie sprawę, że jak "jest ciśnienie" to 100 metrów nie zrobi mu ŻADNEJ różnicy w osiągnięciu zamierzonego celu. ŻADNEJ!!! Tego typu ustawy powinny trafiać do kosza w ogóle przed ich wymyśleniem, przecież to zwykłe omijanie problemu - "ustawimy sklep w odległości 100 m i jesteśmy cacy".

Co więcej, poniżej artykułu znajduje się wypowiedź ks. Andrzeja Tuszyńskiego, który m.in. mówi, że:

Zniesienie tego zakazu może spowodować, że będzie dochodziło do konfliktów społecznych. Tu szkoła, kościół, a obok bar czy sklep monopolowy. Myślę, że jedni drugim będą po prostu przeszkadzać.

Proszę księdza, proszę mi uwierzyć, że jeśli do kogoś trafiają argumenty głoszone z ambony, to na pewno nie będzie miał dylematu gdzie się udać - czy do kościoła, czy do sklepu. Bo jeśli trafiają to pójdzie nawet i na kolanach do Watykanu, a jeśli nie to i zakaz 100 razy dłuższej miary niż rzeczone 100 metrów mu nie przeszkodzi.

50% + 1

Wczoraj, jak to pięknie określili goście TVN24, Andrzej Lepper wyleciał z roboty, a już dziś dawno nie widziany w mediach Przemysław Edgar Gosiewski w Poranku Radia TOK FM sypie genialnymi pomysłami:

Gdyby były wybory to proponujemy rozwiązanie że rozstrzygają, ze jest zwycięzca, ma ponad 50% mandatów i realizuje program.

Aaaa! Jestem bardzo ciekawy czy gdyby sondaże nie dawały szans na wygraną PiS to taka propozycja byłaby w ogóle rozpatrywana. Co więcej, p. minister Gosiewski optymistycznie twierdzi, że:

Napisanie takiego projektu to jest kwestia 2-3 dni, to nie jest szczególny problem.

No pewnie, nie takie rzeczy ze szwagrem w wojsku... eee z Marszałkiem w Sejmie. Bezczelność p. Gosiewskiego nie ma granic, napisać sobie to i ja mogę. I to nie w 2-3 dni, ale w 2 godziny. Problem tylko w tym czy tak, na kolanie, przygotowana ustawa, de facto rozstrzygająca o przyszłości (najmniej 4-letniej) nie okaże się nagle prawnym bublem, jakich to już obecna koalicja zdążyła przygotować kilka.

Pęd do władzy wśród członków Prawa i Sprawiedliwości jest niepojęty, nie udało się rządzić w mniejszości powołano koalicję, nie udało się koalicyjnie rządzić - zmieńmy ordynację. Przecież jakiś sposób musi być.

A na koniec cytat z wypowiedzi Grzegorza Napieralskiego skierowanej do marszałka sejmu i premiera:

Kończ waść ten sejm, wstydu oszczędź.

Tak jest, koniec tego kabaretu, wynocha!

Kaczyński nie musi przepraszać SLD

Jak donosi Gazeta premier Jarosław Kaczyński nie musi przepraszać za nazwanie SLD "organizacją przestępczą". Orzekł tak dziś Sąd Najwyższy, którego orzeczenie jest ostateczne.

W związku z tym wyrokiem mam kilka pytań:

  1. Czy w takim razie SLD jest "organizacją przestępczą"?
  2. Jeśli tak to czy Wojciech Olejniczak zostanie skazany za kierowanie organizacją przestępczą, a członkowie Sojuszu aresztowani pod zarzutem uczestniczenia w organizacji przestępczej?
  3. Czy można każdą partię polityczną nazwać "organizacją przestępczą"?
  4. Czy każdy może nazwać SLD "organizacją przestępczą"?
  5. Czy są określone osoby, którym wolno pomawiać każdego o przestępstwo?
  6. Czy można powiedzieć i nie zostać zmuszonym do przeprosin przez sąd, że ktoś jest przestępcą?

Przypomina się od razu powiedzenie: "Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie".

NIE popieram B16

Wczoraj na Joggerze i nie tylko pojawił się wysyp postów, w których blogerzy za pomocą żółtego banerka wyrażali poparcie dla Papieża.

Otóż ja chciałbym wyrazić swoją opinię, w której wcale nie popieram B16. Już tłumaczę dlaczego.

Po pierwsze tak znamienita osoba jak Papież, znana na całym świecie głowa jednej z najbardziej rozpowszechnionej religii na świecie powinien trzy razy, a co ja mówię, sto razy przeczytać każde swoje orędzie i milion razy zastanowić się nad jego możliwymi konsekwencjami. Szczególnie jeśli chodzi o Islam. Tłumaczenie, że niewygodny cytat został wyrwany z kontekstu uważam za śmieszne i jeszcze bardziej pogrążające osobę Ojca Świętego. Jego wielki poprzednik przez wiele lat potrafił umiejętnie formułować swoje homilie i jakoś nikt nie wyrwał żadnych słów z kontekstu i użył ich przeciwko niemu.

Po drugie jeszcze bardziej poniżające są słowa przeprosin, które potwierdzają moją wcześniejszą tezę o braku wcześniejszego, porządnego, przygotowania wypowiedzi. Albo się odpowiada w pełni za swoje słowa, albo nie. Albo się jest pewnym pewnych słów i przekonań, albo się schyla później głowę i przeprasza. To z pewnością jeszcze bardziej rozwścieczyło muzłumanów, a kto wie czy jeszcze bardziej ich nie rozzuchwaliło.

Po trzecie uważam za skandal, że Papież mówi o Islamie jako religii niesionej ogniem i mieczem, a nie pamięta jak stulecia temu wprowadzane był chrześcijaństwo. Pewnie tylko samymi słowami, modlitwą i wodą święconą? Eksterminacja Prusów przez "Zakon" Krzyżacki, wyprawy krzyżowe, palenie heretyków na stosie, inkwizycje itp. głoszone w imię Boże to jest dobre? Moralność Kalego.

Dlatego też nie popieram B16!

Rach-ciach szabelką

No i namachał się szabelką najsłynniejszy polski mulat. Rozgłaszał bowiem wszem i wobec, że on już ma dosyć "współrządzenia" z PiS oraz nierealizowania programu wyborczego i prognozuje wybory parlamentarne na koniec listopada bieżącego roku.

Szybko sytuację zgasił premier, który stwierdził, że "tak rządzić się nie da!" i wezwał resztę rekordowej liczby wicepremierów na dywanik. Podobno rozmowa miała dotyczyć koalicji parlamentarnej, a trwała tylko 15 minut. Poniżej rekonstrukcja wydarzeń mojego autorstwa.

- Cześć Andrzej, witaj Roman,
- Witaj Jarek (razem AL i RG)
- Krótka piłka z mojej strony, koniec machania szabelką, koniec prób torpedowania budżetu jakimiś pieniędzmi dla rolników czy nauczycieli. Andrzej, jeszcze jeden taki wyskok i składamy w sejmie ustawę o zakazie kandydowania osobom skazanych prawomocnym wyrokiem i pokierujesz sobie w sejmie najwyżej odkurzaczem. Platformersi nas poprą. Roman, Ty z kolei nie podskakuj ponieważ sondaże, jakie by nie były i kto by ich nie prowadził pokazują jasno, że jesteście na zielonej trawce.
- Ale... (razem AL i RG)
- Żadne ale, żegnam ozięble.

Takie tam, political fiction, kto wie czy tak nie było naprawdę?

I znowu lekarze...

Nasi kochani lekarze kontratakują. Tym razem wymyślili, że pozwalniają się z etatów w szpitalach lub przychodniach i otworzą własną działalność gospodarczą na terenie swoich aktualnych miejsc pracy. Problem tylko w tym, że wszystkie wizyty, względnie zabiegi, będą płatne. Jednym słowem idąc do lekarza będziemy musieli pamiętać o zabraniu ze sobą portfela i to pewnie grubego. Taki oto pomysł ma zmusić rząd do przyznania jeszcze większych podwyżek dla lekarzy, bo te 200 zł, które obiecano im wcześniej to za mało.

Rząd ma podobno czas do 15 grudnia, potem będziemy płacić - jak ktoś przyjdzie chory i nie będzie miął pieniędzy? No cóż tego nie wiem, pewnie odejdzie z kwitkiem.

Moje zdanie sprzed 4 miesięcy nie zmieniło się wcale. Do roboty nieroby! Nikt Wam nie kazał być lekarzem, albo ma się powołanie do przynoszenia pomocy człowiekowi i zdaje sobie sprawę jakie są zady i walety bycia lekarzem, albo się idzie kształcić na murarza, filozofa bądź bankowca. Spadać leczyć Niemców, Szwedów i Irlandczyków!

Dlaczego akurat my?

Gdyby ktoś się przypadkiem zastanawiał dlaczego akurat od Polski rozpoczął się proces rozkładu Imperium Sowieckiego i czemu to akurat my zaczęliśmy nową rewolucję przenoszącą komunę na śmietnik historii to proszę zajrzeć na MyśloZbrodnię.

A co jeśli silna opozycja w Polsce wynikała z woli ZSRR? Może to nie my byliśmy bardziej uparci od Niemców, Czechów czy Węgrów ale Moskwa tylko nam pozwoliła na tworzenie liczącej się opozycji?

Dla mnie za bardzo naciągane, ale dobrze napisane. Polecam.

Jak nie kijem, to go pałą

Dobitnym przykładem kulturalnej polityki uprawianej przez PiS jest przykład samorządu wojewódzkiego w Małopolsce.

Z końcem sierpnia radni PiS zerwali z PO koalicję w sejmiku Małopolski. Na jej miejsce powołali nową z LPR i lokalną Wspólnotą Małopolską. Sepioł z PO pozostał marszałkiem, bo radni nowej koalicji nie mają 60 proc. głosów w sejmiku, które są wymagane do odwołania marszałka.

Skoro nie można go (pewnie chwilowo) odwołać to będziemy torpedować wszystkie jego wyjazdy, a co. Nie szkodzi wcale, że takie działania przynoszą szkodę województwu, kto tam się będzie przejmował.

- Mój długopis przerywa. Czasami pisze, czasami nie pisze. Tak się składa, że ostatnio nie pisze, kiedy mam przed sobą delegacje marszałka Sepioła - tak Witold Kozłowski, przewodniczący sejmiku wojewódzkiego (PiS), uzasadnia niepodpisywanie delegacji służbowych marszałka

Niestety nie przerywał, kiedy miał wyjechać wiceszef sejmikowego klubu PiS Krzysztof Woźniak - za 11.000 zł.

Mam tylko nadzieję, że biomasa, która wybrała obecną większość parlamentarną i samorządową spod znaku PiS zostanie przy następnej okazji w domu, albo puknie się głęboko w czółko.

Talent prima sort

Nadrabiałem dziś zaległości w moim blogrollu i na blogu Ryszarda Czarneckiego (dla mnie nr 1 wśród dzienników prowadzonych przez polityków) znalazłem rewelacyjny wiersz autorstwa Janusza Wojciechowskiego (b. prezesa NIK, b. wicemarszałka Sejmu, b. PSL, obecnie PSL - Piast):

Idę sobie przez podwórze - mijam sklep i pralnie - ogłoszenie widzę duże: PSL: NORMALNIE – i myśl taka prosta do głowy mi wali - że kto, k... , jest normalny ten się tym nie chwali...

Myślę sobie, kombinuję - cóż jest ową normą - i przypuszczam, że te ch.... tworzą blok z Platformą

Panu eurodeputowanemu z PSL - Piast gratulujemy weny twórczej, żałujemy zaś frustracji.

Plan (prawie) doskonały

Wczoraj wieczorem postanowiłem, że w niedziele się wyśpię za wszystkie czasy - plan iście szatański wiedząc, że Junior wstaje najpóźniej o 8:00. Wszyscy Ci, którzy mają dziecko w wieku 3-4 lata wiedzą, że takie szkraby nie potrafią docenić snu sprawiedliwego, który tak ceni Tatuś.

Tak więc plan powinien być przygotowany starannie - tak też go przemyślałem: komputer wraz z AP-kiem zostawiłem na noc włączony bowiem Bobas umie się zalogować na swoje konto, ale nie zna hasła potrzebnego do rozruchu komputera (i słusznie), wędlinka, jogurciki i serki wszelakie zostawiłem na niższej półce w lodówie żeby dziecko mogło dosięgnąć wszystkiego bez budzenia tatusia. Piciu też leżało w dostępnym miejscu. Wszystko pięknie, ładnie więc zasnąłem.

Niestety nie przewidziałem jednego - rozładowały się baterie w klawiaturze... O 8:00 obudził mnie tekst: "tatooooooooo, klawiatura nie klika". Argh.

Serdeczny Dżordź

Premier Jarosław stwierdził, że:

Podczas półgodzinnej rozmowy premiera z wiceprezydentem USA Dickiem Cheneyem wszedł do nich na krótko prezydent George Bush. Kaczyński określił rozmowę z prezydentem jako "niezwykle serdeczną"

Według mnie to Bush dobitnie pokazał Kaczyńskiemu swój stosunek do polskiego rządu poświęcając mu aż 5 minut. Że ma go serdecznie w ... Hm, w serdecznie głębokim poważaniu. Cóż, myślę, że jego poprzednicy by sobie na to nie pozwolili, ale dla Jarosława - pewnie sobie myśli, że trzeba jakoś zacząć.

Poza tym po co w ogóle się spotykać na pół godziny z wiceprezydentem? Co można przez ten czas załatwić? Przywitanie i pożegnanie wraz z serdecznościami i zagajeniem zajmuje pewnie z 20 minut, zostaje 10 - brawo.

Cywilizacja Białego Człowieka musi walczyć

Takimi słowami raczy nas wiceprezes, bądź co bądź, rządzącej Polską partii Wojciech Wierzejski na swoim blogasku. Dalej pan wiceprezes pisze, że:

Nie takimi metodami, jak PODGNIŁA, ZLEWACZAŁA, IMPOTENTNA, ZGEJOWANA i OBŁA Unia Europejska. Ale jak Ameryka. Twardo, a nawet bezwzględnie. Wówczas przetrwamy.

Zabijmy wszystkich czarnuchów, tak, muzłumanów, poganie i cykliści strzeżcie się, a lewactwo do obozów. Słowa godne prawdziwego nacjonalisty. Ciekaw jestem kiedy media to nagłośnią.

Terroryzm

Od pewnego czasu (pewny czas = czas zbliżających się wyborów) można zaobserwować wyskoki szefów dwóch koalicyjnych partii skierowane przeciw "dużemu" koalicjantowi - PiS. Najpierw Andrzej Lepper straszy, że nie zagłosuje nad budżetem jeśli nie uda się wygospodarować dodatkowych funduszy na m.in. podwyżki w służbie zdrowia, podwyżki dla nauczycieli, coroczną waloryzację rent itp. Zachęcony takim tokiem sprawy Roman Giertych stawia na ostrzu noża sprawę podwyżek dla nauczycieli - jeśli ich nie będzie to LPR wyjdzie z koalicji oraz jako bonus on sam odejdzie z ministerstwa.

Panowie ministrowie, powiedzcie co osiągnęliście do tej pory na swoich stanowiskach? Jakoś nie widać tłumu rolników, którzy wynoszą pod niebiosa Andrzeja Leppera, ogólnie poza Renatą Beger i osobach, które dostały pieniądze "z teczek" nikt raczej go nie chwali. Jedyny plus, że podobno nic nie zdążył jeszcze popsuć.

Z kolei ministrowi Giertychowi jeszcze nic nie wyszło, a do tego jego pomysły budzą spore kontrowersje. Wystarczy przypomnieć kwestie matur, mundurków, monitoringu szkół, cenzury stron WWW, tanich podręczników itp. Nic dziwnego, że teraz chwyta się ostatniej deski ratunku i obiecuje podwyżki - nie wiem dlaczego, ale mam takie przeczucie, że będzie trwał przy swoim pomyśle aż do 12 listopada, a później będzie jak zwykle.

Obie "przystawki" zdążyły już chyba zauważyć, że ten rząd raczej długo nie wytrzyma, koalicja chwieje się już na wszystkie strony - ostatnia nadzieja w samorządzie, może coś ugramy? Jeszcze jesteśmy w rządzie, możemy terroryzować premiera, nie da pieniędzy - zabierzemy mu głosy niezbędne do forsowania własnych ustaw. Przy okazji coś obiecamy.

Nie wiem czy ktoś zauważył, ale tylu obietnic co ostatnio, nie serwował nam żaden dotychczasowy rząd. Niestety w dotrzymywaniu tychże obecny nie wyróżnia się wcale. Rzekłbym nawet, że tak szybko ze swoich obietnic nikt się jeszcze nie wycofywał. Znienawidzone przez wszystkich sformułowanie TKM zastąpiono łagodniejszym - TMK (Teraz My, Kaczyńscy), szkoda tylko, że łagodniejsza nazwa nie oznacza łagodniejszego przebiegu.

Core Quadro

Korzystając z przerwy w pracy postanowiłem sobie trochę odpocząć przeglądając RSS z wiadomościami ze świata IT. I oto od razu rzuciła się w oczy informacja z Tom's Hardware o pierwszym publicznym teście Intel Core 2 Quadro.

Whoa, jeszcze dobrze się nie zadomowiły na rynku procesory dwurdzeniowe, a Intel "straszy" już czterema jądrami. Co prawda dla przeciętnego zjadacza chleba korzyści z wielu procesorów będą raczej marginalne ale doskonale widać na tym przykładzie kierunek przyszłej ewolucji CPU. Zatrzymał się bowiem pęd ku gigahercom, a rozpoczął ku upychaniu większej ilości jednostek logicznych w jednej podstawce. Wystarczy teraz czekać na upowszechnienie się programów (gier?) potrafiących skorzystać z dobrodziejstw kilku procesorów jednocześnie - obecne aplikacje czasem bowiem zamiast przyspieszać potrafią błędnie działać w środowisku wykorzystującym kilka procesorów bądź nawet (jak to w podanym wyżej teście) nie pracować wcale.

PKP...

Właśnie siedzę sobie na peronie i dopadła mnie taka refleksja, że od dłuższego czasu nie udało mi się trafić na pociąg, który przyjeżdża o czasie. Chyba jestem pechowcem jakimś.

Wpis sponsoruje Opera mini i K700i.

Jeden naród...

LPR przygotowała projekt ustawy zmieniającej ordynację wyborczą, dzięki której mniejszość niemiecka ma stracić mandaty w Sejmie RP. Zadziwiający jest fakt, że o wspomnianej ustawie przychylnie wypowiada się również PiS - czyżby to była riposta na wypowiedzi Eriki Steinbach, kąśliwego artykułu w "Tageszeitung", a może zemsta za projekt budowy gazociągu niemiecko-rosyjskiego?

Jeszcze bardziej dziwi mnie fakt takiego wyskoku w momencie kiedy nasze stosunki z Niemcami są, delikatnie mówiąc, dosyć średnie, Polskę uważa się cały czas za skansen, a bicie piany przez prawicowych polityków staje się coraz częstszym powodem do krytyki naszego rządu na arenie międzynarodowej.

Poseł Piłka z PiS usprawiedliwia powyższy projekt jako "kartę przetargową":

MSZ powinno wykorzystać kwestię ordynacji jako element przetargowy w rozmowach z Niemcami. Jeśli będą się upierać przy zachowaniu status quo, to należy znieść przywilej wyborczy dla ich mniejszości. Jeśli pójdą na ustępstwa - zostawić go.

Jakoś mi to bardziej pachnie szantażem, a nie przetargiem Panie pośle.

Informacja pochodzi z Rzepy, żeby przypadkiem nikt mi nie zarzucił znowu, że przeglądam tylko "Wybiórczą".