Koniec pewnej fikcji
Przeglądając dzisiejszą prasę natknąłem się na artykuł o podjęciu przez radnych Radomia uchwały znoszącej zakaz sprzedaży alkoholu w miejscach usytuowanych bliżej niż 100 metrów od szkół i kościołów.
Muszę przyznać, że mimo iż alkoholikiem (ani nawet nałogowym konsumentem) nie jestem to uważałem, że ten, jak i całkiem niedawny zakaz handlu w niedzielę, przepis uważałem za śmieszny i kompromitujący Radom w oczach kraju. Nagle się bowiem okazało, że:
Nigdzie bowiem nie ma wykładni, jak mierzyć 100-metrową odległość: czy na skróty, czy wzdłuż ogrodzenia, do drzwi, a może schodów? - Kto przyjeżdżał i mierzył, wychodziło inaczej.
Ja osobiście proponowałem w rozmowie ze znajomym, że odległość powinno się mierzyć stosując przelicznik na zdrowaśki standardowe, równie precyzyjnie i profesjonalnie by to wyglądało. Według mojego światopoglądu, to żaden zakaz nie będzie miał specjalnego efektu jeśli to właśnie Miasto w postaci Szanownego Magistratu nie zadba o promocję "trzeźwego wychowania", a nawet o zwykłą kulturę picia alkoholu. To, że ustawowo zabroni się sprzedawania piwa w jakiejś tam wyimaginowanej odległości od szkoły nie oznacza, że automatycznie młodzież szkolna zaprzestanie niecnego procederu opróżniania szklanych butelek z pienistym trunkiem! Każdy, kto kiedyś był "młodzieżą", lub jest w tej chwili, doskonale zdaje sobie sprawę, że jak "jest ciśnienie" to 100 metrów nie zrobi mu ŻADNEJ różnicy w osiągnięciu zamierzonego celu. ŻADNEJ!!! Tego typu ustawy powinny trafiać do kosza w ogóle przed ich wymyśleniem, przecież to zwykłe omijanie problemu - "ustawimy sklep w odległości 100 m i jesteśmy cacy".
Co więcej, poniżej artykułu znajduje się wypowiedź ks. Andrzeja Tuszyńskiego, który m.in. mówi, że:
Zniesienie tego zakazu może spowodować, że będzie dochodziło do konfliktów społecznych. Tu szkoła, kościół, a obok bar czy sklep monopolowy. Myślę, że jedni drugim będą po prostu przeszkadzać.
Proszę księdza, proszę mi uwierzyć, że jeśli do kogoś trafiają argumenty głoszone z ambony, to na pewno nie będzie miał dylematu gdzie się udać - czy do kościoła, czy do sklepu. Bo jeśli trafiają to pójdzie nawet i na kolanach do Watykanu, a jeśli nie to i zakaz 100 razy dłuższej miary niż rzeczone 100 metrów mu nie przeszkodzi.
trackback
Czemu się tu dziwić - państwo i jednostki wychowawcze nie potrafią zapanować nad młodymi i wdrożyć im jakieś kanony postępowania, to cóż pozostaje.
Godzina milicyjna i pałowanie :) Nawet nie młodych, ale tych, co im państwo młodość zepsuło i teraz im tylko picie zostało.
Ale na razie zaczniemy od zakazów. Picia, potem spluwania obok kościoła, następnie w odległości 100 m od kościóła wprowadzi się ruch 'na klęczkach'.
Ironizuję, jedyny pozytywny aspekt tego, to to, że pomyślano o szkołach.
100 metrow? toz to IDEALNA sprawa jesli chodzi o rozwoj tezyzny fizycznej wsrod mlodziezy:
mamy 10 minutowa przerwe, nalezy przebiec 2*100 metrow coby miec czas zeby spokojnie wypic browara...
ale idzmy dalej:
jesli mamy 100 metrow 'abstynencji' wokol szkol to... w takiej Łodzi bedzie BARDZO malo sklepow gdzie alkohol kupic bedzie mozna... w koncu sa Szkoly Podstawowe, Gimnazja, Licea, takze budynki Uczelni Wyzszych [tych studentow to dopiero trzeba wychowac ;-)], przedszkola, zlobki... i pewnie jeszcze jakies budynki o znaczeniu Edukacyjnym... jesli naniesc te budynki + 100 metrowe obszary wokol nich na mape to pozostanie wolne moze z 1/8 miasta...