Czyja prawda jest najmojsza?

Przedwczoraj p. prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka stwierdził, że:

aby doszło do przestępstwa korupcji, w zamian za jakąś korzystną decyzję czy załatwienie danej sprawy, musi być komuś udzielona "korzyść majątkowa lub osobista". "Taką korzyścią osobistą nie jest przecież nominacja na wiceministra" - dodał prawnik.

Co prawda ja prawnikiem nie jestem, ale zawsze mi się wydawało, że nominacja "na cokolwiek" wyższego rangą od pełnionej obecnie funkcji jest korzyścią osobistą, szczególnie, że idzie za tym większy prestiż z, zapewne, wyższym wynagrodzeniem. Dalej prof. Hołda mówi, że:

"Nie dostrzegam w całej sprawie żadnego przestępstwa, bo rozmowy te były negocjacjami politycznymi, które najwyżej można oceniać w kategoriach etycznych, a nie prawnokarnych"

No przepraszam bardzo, czy rozmowy toczone w hotelowych pokojach o tym, ilu członków rodziny się dostanie na listach, to są negocjacje polityczne? Do tej pory nie wyskakiwałem z takimi przemyśleniami ponieważ, jak już wyżej napisałem, prawnikiem nie jestem i z prawa pamiętam tylko, że nie wolno kraść ani zabijać, ale dziś zabrał na ten temat głos jeden z bardziej znamienitych prawników, współautor polskiego kodeksu karnego z 1997, Sędzia Trybunału Konstytucyjnego, Rzecznik Praw Obywatelskich, profesor prawa karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego p. Andrzej Zoll. W dzisiejszym wywiadzie z Jackiem Żakowskim stwierdził wyraźnie:

Były obietnice, niewątpliwie obietnice udzielenia korzyści, przy czym zarówno obiecywanie stanowiska jest korzyścią osobistą, jak również obiecywanie załatwienia pewnych spraw funkcjonariuszowi publicznemu jest ofiarowaniem pewnej korzyści osobistej, to jest interpretacja która jest powszechnie przyjęta. Załatwienia Pewnych spraw, typu załatwienia spraw weksli, spraw związanych z toczącymi się postępowaniami, to wszystko jest objęte tym pojęciem korzyści osobistej. Pani Beger jest niewątpliwie funkcjonariuszem publicznym, to nie ulega wątpliwości, kodeks karny to jednoznacznie przesądza. Ta propozycja była dokonana w związku z pełnieniem tej funkcji publicznej, jaką jest bycie posłem.

I to uzasadnienie jest w pełni zgodne z moją osobistą, lewacką opinią. Zresztą każdy, kto umie czytać i ma chociaż niewielkie umiejętności analityczne taki wniosek wysnuje.



Komentarze gości

  1.  Bratbud 29 września 2006, 11:06:01

    "przy czym zarówno obiecywanie stanowiska jest korzyścią osobistą,"
    Niewątpliwie. Każdy obiecujący odnosi korzyść osobistą.
    "obiecywanie załatwienia pewnych spraw funkcjonariuszowi publicznemu jest ofiarowaniem pewnej korzyści osobistej"
    Obiecywanie nie jest ofiarowaniem, jakby nie odwracać kategorii prawnych.
    Wiesz Dely, może i wypowiedź Zolla jest zgodna z Twoją opinią, ale *nie-do-przyjęcia* z lingwistycznego punktu widzenia. Na dobrą sprawę Zoll sprytnie nie powiedział nic.

  2.  dely 29 września 2006, 11:11:39

    kodeks karny, art. 229 paragraf 1, "Kto udziela lub **obiecuje** udzielić korzyści majątkowej".

    Nie trzeba więc "ofiarować", wystarczy "obiecać". Za co Rywin siedzi? Ofiarował coś, czy obiecywał? Dalej cytat:

    "To jest dla mnie czysta korupcja, to jest niewątpliwie zrealizowanie tych znamion art. 229, i to nie jest obrzeże korupcji, to jest korupcja."

    Dalej uważasz, że nie powiedział nic?

  3.  Bratbud 29 września 2006, 11:12:54

    Tak. Przeczytaj jego odpowiedź na drugie pytanie, to dowiesz się dlaczego tak uważam.

  4.  dely 29 września 2006, 11:37:04

    Przeczytałem. Możesz rozwinąć swoją opinię?

  5.  Bratbud 29 września 2006, 12:20:33

    Zoll w odpowiedzi na drugie pytanie przedstawił interpretację tak pokrętną, że równie dobrymi wnioskami, jak stwierdzenie korupcji w tym przypadku, jest stwierdzenie, że wszelkie rozmowy koalicyjne są czysto korupcyjne.
    O ile potem twardo obstaje przy 229p1, o tyle tutaj wygląda na to, że improwizuje, byle jego było na wierzchu.
    Analiza lingwistyczna:
    1) wynika jasno z wypowiedzi Zolla, że gdyby Beger usłyszała hasło "my PiS chcemy was z Samoobrony w PiSie" problemu by nie było ("oficjalne pertraktacje partii politycznych")
    2) nagle okazuje się że nie każda rozmowa jest rozmową, a ta akurat z bliżej nieokreślonych powodów zasłużyła sobie u Zolla na nazwę działania "pertraktacje... działanie"
    3) i najzabawnieszy fragment: "w którym chce się osobie, którą przeciągamy na nasza stronę jednak załatwić pewne rzeczy, czyli za cenę korzyści ta osoba ma się zachować w sposób przez nas oczekiwany."
    Który jest zabawny bo przeczy pierwszej części zdania.
    I teraz taka drobna uwaga: to trochę dziwne, żeby RPO przedkładał partię na osobę, a w kontekście całej wypowiedzi można wysnuć wniosek, że Zoll uważa, iż niedopuszczalne jest opuszczenie partii za uzyskanie stanowiska. Słowem- Sośnierz ma przerąbane.

  6.  dely 29 września 2006, 13:06:15

    Wydaje mi się, że strasznie teoretyzujesz. Taką analizę można również tak przeprowadzić, żeby wskazywała zupełnie odwrotne podejście.

    Zoll według mnie dobitnie wyraża swoją opinię, a czepianie się słówek i nadinterpretacja w Twoim komentarzu jest nadużyciem w celu uzyskania osobistej satysfakcji ;)

  7.  Bratbud 29 września 2006, 13:42:22

    Czy ktoś zabrania?
    Czepiam się słówek, bo Zoll właśnie o nie się opiera. No ale czy to ważne? W groteskowym skrócie wygląda to tak:
    JŻ: "To była korupcja czy nie była?"
    AZ: "Jak najbardziej, art. 229 p1 kodeksu karnego! Korzyści majątkowe, bla bla bla, korupcja murowana"
    JŻ: "A rozmowy koalicyjne?"
    AZ: "No nie, to zupełnie co innego. To też są rozmowy, ale to są inne rozmowy niż te rozmowy, bo są to inne rozmowy, albowiem różnią się od tych rozmów."

  8.  dely 29 września 2006, 13:46:32

    Jakby ktoś zabraniał to bym skasował Twój komentarz, a tego nie zrobiłem bo po to one są, żeby wpadali tu różni ludzie i prezentowali swoje poglądy.

    Wreszcie złapałem o co Ci chodzi, IMO Zoll wyraźnie powiedział, że rozmowy toczone przez Beger nie były oficjalnymi rozmowami o koalicji prowadzonymi między partiami.

  9.  c_s 29 września 2006, 13:58:30

    Ale po co skupiać się na stanowiskach? Załatwienie sprawy weksli to jest jasny i klarowny przykład na obiecanie korzyści majątkowej. Tutaj nie ma żadnych ale, elementem negocjacji politycznych w _żadnym_ wypadku nie jest oferowanie bezpośredniej korzyści majątkowej.

  10.  mikey 29 września 2006, 17:12:19

    Wg mnie w calej tej sprawie najbardziej powinno martwic stwierdzenie o 'przerzuceniu kosztow weksli na sejm' oraz ze 'ziobro mowi ze weksle nie przejda' (cytaty niekoniecznie oddane wiernie, ale moza sobie obejrzec jeszcze raz i porownac, sens zachowany)
    Ktokolwiek, jakikolwiek autorytet, teraz sie wypowiada, nie powinno to miec znaczenia, degrengolada jest juz tak gleboka, zgnilizna tak gleboko zapuszczona, ze zadne analizy nie powinny nam przeslonic tego aby w nowych wyborach, (hopefully) wybrac madrze. Nie mozemy sobie pozwolic na powtorke.

Zostaw opinię.