Lokalny grajdołek

Nowa (a może stara?) lokalna władza nadchodzi i to wielkimi krokami. Zewsząd wyglądają na lud pracujący mojego miasta kandydaci na radnych, prezydenta oraz pretendenci do sejmiku wojewódzkiego. Co w tym dziwnego, przecież wybory tuż za pasem? Otóż wszystko rozbija się o formę tego "wyglądania". Jeśli plakaty są na miejscach, które są do tego przeznaczone to wszystko jest w porządku, ale jeśli wracam sobie z pracy pięknie "zardzewiałą", jesienną aleją i widzę drzewa oszpecone facjatami naszych przyszłych rajców to mam ochotę złożyć zawiadomienie do odpowiednich organów o niszczenie przyrody. I dopilnować żeby było rozpatrzone w modnym ostatnio "trybie wyborczym". Jestem w stanie zrozumieć determinację i dokładność w oplakatowywaniu miasta kandydatów, ale ich późniejsze tłumaczenia "że to aktywiści" oraz "że nic o tym nie wiedziałem" nie trafiają do mnie wcale, a nawet wzbudzają jeszcze większą agresję. No bo jak to, pan/pani kandydatka nie wie kto zajmuje się jej kampanią wyborczą? Zatrudnia byle kogo i jak rozwiesi reklamy ładnie to jest cacy, a jak powiesi nie tam gdzie trzeba i przyniesie wstyd to się nie przyznajemy? Rozumiem, że jak będzie już radnym to za wszelkie porażki i wpadki też obciąży kogo innego?

Druga sprawa to reklamy na autobusach, a raczej w ich przepastnych (?) wnętrzach. Co innego jeśli pojazd ma reklamę dobrze wkomponowaną w siebie (np. cały jest pomalowany w logo bądź podobiznę kandydata), ale jeśli widzę wszystkie szyby tandetnie poobklejane różnymi "przedstawicielami" oraz "zbawcami narodu" to jakoś zaczynam mało wierzyć w skuteczność samorządu.

Kolejna rzecz, o której chciałbym napisać w tej notce to Nasza Lokalna Supertelewizja Dami. Jako, że nadchodzi ważny czas dla mieszkańców Radomia, ma to oczywiście odzwierciedlenie w lokalnej telewizji w postaci rozmów i debat z kandydatami na Ważne Stołki. Oczywiście nie wymagam od Dami oprawy znanej z TVN24, gości z pierwszych stron ogólnopolskich gazet, ale to co się dzieje na ekranie raczej budzi niesmak i nie wzbudza zainteresowania tych, dla których wspomniane audycje są przeznaczone. Jestem wręcz w stanie stwierdzić, że panowie prowadzący rozmowy stwarzają wrażenie jakby sami chcieli się czegoś dowiedzieć dla siebie, a nie "wyciągali" informacje dla widzów. Takie wewnętrzne fuj, ukryte "pssie".

Ludu pracujący Włoszczowej!

Wczoraj Prawo i Sprawiedliwość z Przemysławem Edgarem na czele zorganizowało wiec poparcia dla peronu PKP we Włoszczowie. W kilka godzin ściągnięto na peron przedstawicieli władz miasta i mieszkańców oraz wiodącą na rynku Telewizję Trwam.

- Dlaczego ta inwestycja jest tak atakowana? Atakują ją liberalne media i takie partie jak PO. Próbuje się ją ośmieszyć. Po co peron Włoszczowie, lotnisko Kielcom? To są ugrupowania, według których mają się tylko rozwijać duże miasta - tłumaczył Gosiewski.

Nie panie Edgarze, ośmiesza się tą inwestycję nie dlatego, że Włoszczowa jest mała, tylko dlatego, że dookoła, jak pokazano i sprawdzono, Włoszczowej są dziurawe drogi, a częściej wykorzystywany dworzec podmiejski jest w opłakanym stanie. Dlatego, że PKP, zadłużone po uszy nie stać na budowanie w każdej (wybaczcie mieszkańcy) Koziej Wólce przystanku dla ekspresów, które z racji swojego charakteru powinny się zatrzymywać na jak najmniejszej liczbie stacji. I dlatego też, że u mnie na przystanku autobusowym pod blokiem więcej ludzi rano wsiada do "piątki" niż w całym tygodniu do siłą zatrzymywanego ekspresu do Krakowa.

Poza tym mam pytanie, czy dla każdego rządowego posunięcia należy od razu organizować wiec poparcia z naprędce ściąganymi zwolennikami? To chyba nie te czasy, przecież poparcie dla rządu, jak rzecze premier, jest duże.

"Co nam Polakom udało się w 2005"

Przeglądając ulubione blogaski prawicowych pieniaczy trafiłem na arcyciekawy wpis Andrzeja Węgrzyna pt. Rewolucja. Wyżej wspomniany pisze, że:

w 50 rocznicę Rewolucji Węgierskiej solidaryzuje się z narodem Węgierskim w ich walce z rządem Socjalistyczno – Demokratycznym. Wiem, że uda wam się to co nam Polakom udało się zrobić w 2005 roku.

A cóż takiego to się udało nam rok temu? Wybrać przedstawicieli Sejmu, który nie zajmuje się niczym oprócz wojenek podjazdowych, teczkami, szafami i innymi meblami? Który nie potrafi rządzić, kompromituje się na arenie międzynarodowej i zapewnia stanowiska premiera dla osób mających konflikty z prawem oraz reprezentują ksenofobiczne i nacjonalistyczne poglądy, a ministrowie miast pracować dla narodu prowadzą za pomocą swoich stanowisk prywatne kampanie wyborcze na rzecz swoich ugrupowań? Nie bratankowie Madziarzy, nie życzę Wam takiego losu, nikomu zresztą nie życzę.

Dalej kolega Andrzej pisze, że połączone siły wstrętnych lewaków i liberałów:

Nawołują do Nieposłuszeństwa Obywatelskiego czyli de facto do nie płacenia np. podatków, do załamania się struktur państwa.

... do załamania się struktur państwa. Panie Tusk i Olejniczak, opamiętajcie się. Ale zaraz, zaraz. Gdzie któryś z tych panów coś takiego powiedział? A może to kol. Andrzej czegoś nie zrozumiał, albo zrozumiał po swojemu. Niestety taka to przypadłość tej części narodu (która głosowała na obecnych koalicjantów), że jak czegoś się nie rozumie to szuka się spisku, układu względnie "szarej sieci", albo dorabia się własną ideologię, tyle że jedynie słuszną.

Łubu-dubu. Lizak.

Okazuje się, że nie wszyscy nauczyciele piętnują ministra Giertycha za wykorzystywanie swojego stanowiska w rządzie do promocji własnej partii oraz głoszonych przez nią idei. Otóż lider Wadowickiego (Wadowice Górne, nie te papieskie) ZNP (sic!) wystosował do Romana Wicepremiera list, w którym rzecze:

Solidaryzując się z Pańskimi planami zmierzającymi do przywrócenia w szkole wartości spod sztandaru Bóg-Honor-Ojczyzna prosimy Pana Ministra o stanowisko na piśmie, jak w oczach ministerstwa będą traktowani członkowie takich ogniw jak nasze, dla których Pańskie idee są bliskie

Piękne. Zapomniał dodać w podpisie "zniżający się do nóg, wierny poddany". Wieść niesie, że minister w odpowiedzi na poddańczy list obiecał, że odznaczy wskazanych przez p. Czesława Wyzgę z Wadowic Górnych nauczycieli medalami im. KEN — wszak o wiernych trzeba dbać, gotowi są przecież do wolty. Co ciekawe, wcześniej ponad 300 nauczycieli zrzeszonych w ZNP zostało pominiętych w dekoracji przez ministra, biedacy nie pomyśleli, że wystarczy napisać kilka ciepłych słów, a odznaczenie będzie leżało w zasięgu ręki.

Najbardziej zaskoczony okazał się szef ZNP, który polecił zbadać czy stanowisko lidera ZNP w Wadowicach Górnych jest zgodne z przekonaniami całej lokalnej organizacji czy tylko jednostkowym wybrykiem jej przewodniczącego łasego na medale.

Skandaliści G.

W sobotę podczas wykładu dla wszechpolaków z Akademii Orła Maciej Giertych poświęcił ponad godzinę na udowodnianie słuchaczom, że teoria ewolucji to kłamstwo i zło wcielone. Dodatkowo dodał, że dinozaury były współczesne ludziom czyli żyły między nimi.

Ze wszystkich kultur docierają informacje, że je pamiętamy. Szkoci - potwora z Loch Ness, my - smoka wawelskiego, a Marco Polo pisał, że smok był zaprzężony do karety cesarskiej w Chinach - przekonywał Giertych.

Dowody niezbite, nie ma co. Kierując się tokiem myślenia p. Giertycha Sr można w ten sam sposób udowodnić wiele rzeczy, np. powszechne występowanie czarowników, kosmitów czy też gigantów i innych zjawisk występujących w podaniach ludowych. Wszystko jednak, tzn. cała ta wojna o ewolucję w prawidłowym zrozumieniu, wygląda na robienie sobie i Giertychowi Jr reklamy oraz zdobywanie "dusz", które mogą później przełożyć się na wymierne poparcie LPR, szczególnie kiedy giertychowska partia nie może liczyć na potężnego sprzymierzeńca w postaci Radia Maryja.

A naiwni dziennikarze dają się nabrać i propagują (wg. mnie mało apetyczny) wizerunek Macieja Giertycha jako głównego krytyka nauki i orędownika Bożego stworzenia świata.

Właśnie przeszło ludzkie pojęcie - obok

Obecnie panująca koalicja (katoprawicowo-narodowa) staje się znacznie bardziej socjalna niż socjaldemokraci, bardziej lewicowa niż lewica. Otóż, jak się okazało jednym z warunków przystąpienia (kolejnego) Samoobrony do koalicji rządowej był dożywotni zasiłek dla "bezrobotnych nie z własnej winy" (jak dla mnie tekst roku) w wysokości 800 zł! To teraz jak się mają poczuć osoby, które zarabiają mniej niż te 800 zł ciężko pracując? Pójdą na bezrobocie. A co zrobią emeryci, którzy po kilkudziesięciu latach pracy mają 600 zł emerytury? Oni raczej już nie mogą powiększyć stanu rejestrów Urzędu Pracy, pozostaje im oglądanie przez okno młodzieniaszków, którzy uzyskując status bezrobotnego będą się wygrzewać na ławce i popijać piwko.

Nie wspomnę tu o otwierającym się szerokim polu do popisu dla "załatwiaczy bezrobocia", a może to specjalny wybieg, aby CBA miało co robić? Bo jak na razie to oprócz sporego budżetu (w ramach taniego państwa) nie przytuliło żadnego aferzysty.

Jeszcze jedna wiadomość, parafialna. Od dziś działa u mnie (jak również na innych joggerowych blogaskach) trackback. Odpowiedni link u góry. Dziękuję za uwagę.

From zero to a hero... A raczej odwrotnie

Wczoraj udało mi się, mimo opadających powiek, obejrzeć pojedynek Hanny Gronkiewicz-Waltz z Kazimierzem Marcinkiewiczem u Tomasza Lisa. Na przykładzie p. Kazimierza doskonale widać jak szybko ktoś o wielkiej charyzmie potrafi się przerodzić w małego żuczka, którego przegadać i zaskoczyć potrafi każdy rozmówca. Człowiek, który potrafił do późnej nocy twardo negocjować z Unią, zrobić niemal w każdej chwili show wokół siebie teraz jest cieniem samego siebie z przed kilku miesięcy. Obecny premier nigdy, nawet jeśliby udało mu się wypełnić wszystkie obietnice wyborcze i jeszcze tysiąc innych nigdy nie uzyska chociażby ułamka popularności, jaką miał, niemalże wyciągnięty z kapelusza, jego poprzednik.

Kaziu! W obliczu popisów (nie PO-PiS-ów) Twojego następcy muszę powiedzieć, że byłeś dobry, cholernie dobry. Pozbieraj się, bo takiego cichego nikt Cię nie wybierze.

To ja, Jarząbek...

...dawno nie nagrywałem bo byłem chory. Mam zwolnienie.

Faktycznie, dopadło mnie i to dosyć nieźle, od wtorku siedzę sobie w domku i na zmianę mi zimno / gorąco. Ale juz mi nieco lepiej i postaram się dalej zjadliwie, okiem wstrętnego lewaka komentować otoczenie :)

Dość gier tych!

Polska niestety staje się powoli, ale skutecznie pośmiewiskiem Europy. Niestety celują w tym przedstawiciele resortu, który ma za zadanie dbać o wykształcenie dzieci i młodzieży. Zaczęło się od przyznawania matury niedouczonym licealistom, później padł pomysł jednolitego przyodziewania uczniów, a dla tych z problemami wychowawczymi dodatkowo fundowania obozów przetrwania. We to wszystko wpleciona zostanie indoktrynacja polit... tzn. patriotyczna, a na koniec kurie przeprowadzą szkolenia dla belfrów z wykrywania wcielonego diabła bądź szatana (przepraszam, może to to samo - nie znam się), pilotażowy kurs został już przeprowadzony w Łodzi, cieszył się podobno sporym zainteresowaniem.

Ale to nie wszystko, na dobrej drodze jest wprowadzenie nowej teorii tłumaczącej powstanie rodzaju ludzkiego - kreacjonizmu. Tak naprawdę to teoria nie jest wcale nowa, obowiązywała już jakiś czas temu (kiedy Kościół był najpotężniejszą, niemalże wszechwładną, instytucją), więc z pewnością jest wypróbowana i doskonale udowodniona. Co tam nauka, wykształciuchy mieszają tylko w głowach, nikt nie będzie słuchał takiego techno-bełkotu. Co innego słowa światłego sekretarza stanu w MEN Mirosława Orzechowskiego:

Teoria ewolucji to kłamstwo. Pomyłka, którą zalegalizowano jako obowiązującą prawdę

Tak proszę PT Czytających. DARWIN KŁAMIE, podobnie zresztą jak TVN, z pewnością był też lewakiem i należał do ZOMO. Kolejną teorią, która powróci do łask będzie z pewnością ta (przepraszam, nie pamiętam nazwy), w której możemy wyczytać, że Ziemia jest centrum wszechświata (Kopernik kłamał) i kształtu placka. Wspiera się na trzech krokodylach pod którymi znajduje się piekło (powyżej oczywiście są gwiazdy i niebo).

Mało w tym wpisie jest polityki - w końcu teoria o powstaniu życia to rzecz stokroć ważniejsza - ale warto jeszcze wspomnieć o głównym bohaterze odnowy środowiska nauczania (również początkowego). Otóż p. minister wymyślił sobie, że:

Każdy nauczyciel, który pracował w okresie komunizmu, był poddawany presji, by zapisać się do partii. Ci, którzy się tej presji oparli, to najwierniejsi z wiernych

...najświatlejsi ze światłych i najmądrzejsi z mądrych! Może by ich od razu beatyfikować? Wynoszenia na świętych niestety jeszcze nie będzie, ale za to przyznane im zostaną najwyższe odznaczenia, jakie może przyznać resort oświaty - jako rekompensata za brak przedrostka "św." przed nazwiskiem. Otóż, jak widać na powyższym przykładzie, teraz nie osiągnięcia w pracy z młodzieżą, nie poważanie i szacunek u uczniów ale przynależność do partii decyduje o odznaczeniach. Kiedyś już tak chyba było?

Uliczna kampania samorządowa

Jak wszyscy wiedzą za kilka tygodni pójdziemy do urn głosować na naszych wybrańców, którzy przez kolejne kilka lat będą zasiadać w wygodnych krzesłach radnych. Co prawda mimo, że wspomniane wybory są praktycznie za pasem, to w moim mieście jeszcze nie dało się odczuć zalewu plakatów, na którzy każdy z kandydatów prezentuje swój pomysł na polepszenie bytu obywateli. Nie oznacza to paradoksalnie braku kampanii. Już tłumaczę jak to jest możliwe.

Z pracy do domu mam jakieś 30-35 minut piechotką, do wyboru mam dwie trasy, taką co szybciej i taką, która pozwala mi załatwić co nieco po drodze. Przez trzy lata, za przeproszeniem, pies z kulawą nogą się nie zainteresował żadną z nich, mimo publicznego narzekania i pomstowania na jakość nawierzchni i standard chodników. Zbliżają się wybory i... Parafrazując - Cud Nad Mleczną! Oba wymienione przeze mnie miejsca stały się placami budowy, szybko i sprawnie ul. Czachowskiego podniosła swój standard do powszechnie akceptowalnego. Magia. Przebudowa drugiej trasy również dobiega końca, jak miałem "zaszczyt" zobaczyć własnoocznie wczoraj pozostała tylko wykończeniówka. Tak więc nie wydając ani grosza z własnych pieniędzy p. Prezydent Radomia będzie mógł tuż przed wyborami zorganizować happening, na którym uroczyście przetnie wstęgę oddając odświeżone ulice ogółowi mieszkańców (czyt. potencjalnym wyborcom). Spryt godny Jamesa Bonda.

Wybory to niestety (a może stety?) czas, kiedy władza bezinteresownie (czyt. oczekując na reelekcję) zaczyna się martwić o mieszkańców i otwierać się na ich problemy. Bo jak inaczej, można wytłumaczyć umożliwienie spotkania się z pracownikami Urzędu Miasta, a nawet z samym Prezydentem w sobotę! W dzień wolny. Ale to nic! Dla osób interesujących się sprawami publicznymi prezentowany będzie krótki film informujący o zakresie kompetencji Urzędu Miejskiego. Nie uwierzyłem za pierwszym razem, więc wczytałem się jeszcze kilka razy. Naprawdę - kino za zupełną darmochę. Ale to przecież wszystko dla dobra mieszkańców, jakie tam wybory.

- Otwarcie urzędu w sobotę to konieczność, bo idą święta, dni wolne, 1 listopada. I ludzie proszą o to. Nie traktujemy tego wyborczo - mówi sekretarz miasta Włodzimierz Dłużewski.

No właśnie, troska, troska i jeszcze raz troska. Wstyd mi... za tych z Radomia.

Comeback?

Niemożliwe, nieprawdopodobne, nie do przyjęcia stanie się prawdopodobnie faktem. W dzisiejszej rozmowie z Moniką Olejnik Roman Giertych zapewnił, że Andrzej Lepper wróci do rządu i obejmie stanowisko wicepremiera i ministra rolnictwa. Większej kompromitacji dla premiera chyba być już nie może, jak mają się teraz poczuć wszyscy wyborcy PiS, e tam, wszyscy Polacy, którym Jarosław Kaczyński obiecał, że NIGDY więcej nie będzie rozmów z ludźmi o marnej reputacji, że Andrzej Lepper w rządzie to był błąd?

Poczują się oszukani przez człowieka, który od dłuższego czasu mami ich pustymi obietnicami, wiemy bowiem po roku rządów PiS, że przytłaczająca większość programu zwycięskiej partii to puste słowa i populizm w najczystszej jego odmianie. Miejmy nadzieję, że ta decyzja to plotka, a jeśli nie to naród wreszcie przejrzy na oczy.

Władza, władza i przetrwanie jako dominant - takie cele tak naprawdę przyświecają braciom Kaczyńskim, Polska i racja stanu przestała się już liczyć. A wyborcy? O nich się PiS będzie martwić przed zakończeniem kadencji Sejmu.

Kto nie z Mieciem tego zmieciem

Moralność pana premiera Kaczyńskiego jest zaiste zadziwiająca. Zapytany dlaczego uwypukla rolę Jana Rokity w inwigilacji prawicy skoro rok temu to nie przeszkadzało, co więcej Rokita miał nawet zostać premierem wspólnego rządu PO i PiS odpowiedział:

Ja wówczas mogłem się tylko domyślać, jaką rolę odegrał Rokita. Postanowiłem jednak przyjąć postawę abolicyjno-amnezyjną. Uznałem, że kiedy Platforma opowiada się za IV RP i zmianami w państwie, to znaczy, że trzeba machnąć ręką na dawne sprawy. Ale dziś okazuje się, że ci panowie nie budują IV RP i na dodatek zaciekle bronią III RP. Nie ma więc podstaw do ponownej amnezji i abolicji.

Czyli jasna i prosta sprawa. Jeśli ktoś jest w stanie zaakceptować nasze metody i przystać do nas to jesteśmy mu w stanie wybaczyć wszystko byle nas popierał i walczył przy naszym boku. Możemy wybaczyć kilka wyroków (Andrzej Lepper), zapomnieć o tym, że jakaś partia była (podobno) założona przez służby specjalne (Samoobrona), zastosować abolicjo-amnezje odnosząc się do antysemityzmu i naśladowania faszyzmu (sławne machanie kończynami górnymi członków LPR) itp., itd.

Byle nas popierano, a jak nie... To my ich załatwimy.

Farsa?

Działalność obecnego rządu, a precyzując - PiS-u to nie jest już budzący politowanie uśmieszek, to raczej kabaret, i to światowej, a przynajmniej europejskiej sławy. Nie tak jeszcze dawno prezes PiS podczas sławnego już wystąpienia grzmiał z trybuny, że Samoobrona w rządzie to był błąd i nigdy tego błędu już nie powtórzy. Okazuje się jednak "nigdy" to nie znaczy "od tego momentu, aż do końca" tylko mniej więcej parę tygodni, bowiem w dzisiejszych Sygnałach Dnia, nie byle kto bo Sekretarz generalny PiS Joachim Brudziński...:

Na pytanie, czy Andrzej Lepper może ponownie zostać wicepremierem, Brudziński odpowiedział "w polityce nigdy nie mówi się nigdy".

Co prawda, z tego co pamiętam, pan prezes i pan przewodniczący przeprosili się za "warcholstwo" i "chamstwo" ale niesmak pozostał. Najciekawsze jest to, że PiS, a szczególnie premier Kaczyński zawsze powtarza, że nieporozumieniem jest twierdzenie, że "trzymają się kurczowo władzy", ale przecież tak to wygląda - nie oszukujmy się. Sondowanie ilu posłów może wyjść z tego, a tamtego klubu, ciułanie, zbieranie. Jak tu przetrwać w obliczu statystyk poparcia lecących w dół niczym temperatura w zimowy wieczór. A tymczasem dalej p. Sekretarz generalny mówi, że:

- Zrobimy wszystko, by ten rząd miał większość, wykonał swój program i by nie stracić szans, jakie ma Polska

To w końcu jak mam to rozumieć? Warchoł może wrócić do rządu, mimo chamstwa ze strony premiera? Sądzę, że tak. Ze swojej strony mogę już teraz zaproponować kierownictwu partii rządzącej udział w kolejnej Opolskiej Nocy Kabaretowej (koniecznie z flagami Indonezji i Czech), w sumie już teraz się z naszego rządu śmieją na zachodzie, dlaczego więc nie pośmiać się w kraju.

Żbik reaktywacja

Jak donosi Wojciech Orliński na stronach Gazety już wkrótce możemy się spodziewać reaktywacji przygód znanego z dzieciństwa super-hero Kapitana Żbika.

Nie, nie będą to kolejne reprinty starych albumów tylko całkiem nowe opowiadania rysowane przez jednego najlepszych (najlepszego?) rysownika komiksów młodego pokolenia - Śledzia.

Nowy Żbik ma na imię Michał i jest wnukiem emerytowanego pułkownika Jana Żbika, bohatera poprzednich komiksów. Przejął po dziadku jego metody śledcze - rozpracowując jakieś kryminalne środowisko, udaje wybitnego specjalistę w jakiejś dziedzinie humanistycznej, przyjmując oryginalny pseudonim "Żbikowski".

Jak dla mnie bomba, więcej informacji, wstępne plansze z pierwszego albumu oraz okładkę można znaleźć na wcześniej linkowanej przeze mnie stronie Gazety.

Warszawski cyrk objazdowy

W sobotę Warszawa zamieni się w jeden wielki kontener dla propagandy niemal wszystkich opcji politycznych - wyłamali się tylko ludowcy z PSL i populiści z Samoobrony. Na jednej ulicy maszerować będą zwolennicy Platformy, kilka przecznic dalej LPR, a obok Pałacu Kultury i Nauki wiec organizuje PiS. Na wszystko oczywiście zezwolił POPW Kazimierz Marcinkiewicz, przecież nie ma lepszego miejsca na przemarsze jak wiecznie zakorkowana i borykająca się z problemami komunikacyjnymi Warszawa.

Nigdy nie byłem zwolennikiem wszelkiej maści wieców, pochodów i manifestacji, dlatego, że w większości przypadków na czele idą osoby, które chcą się pokazać, a w środku i na końcu - persona, które mają małe pojęcie o co chodzi w tym całym galimatiasie, ale za to znają i przeważnie popierają tych, którzy idą z przodu. Manifestacje te w większości pozbawione są ładu i składu, a to przecież właśnie o to chodzi, żeby w zorganizowany sposób przejść z jednego punktu do drugiego, ZAMANIFESTOWAĆ swoje racje i poglądy, ew. przekazać postulaty osobom, do których kierowana jest manifestacja i spokojnie się rozejść. Tak proszę Szanownych Czytelników, manifestuje się bowiem nie dla tych, którzy nie uczestniczą w pochodzie i mieszkają na trasie przemarszu, nie po to żeby się przylansować w telewizji, ale w celu uzyskania konkretnych korzyści i pokazania (za pomocą tłumu, który idzie z nami), że się nie jest samemu.

Tymczasem widzimy (na przykładzie wiecu przy Stoczni) zgraję emerytów krzyczących "precz z komuną" (bo mało rozumieją, ale tłum robią) czy studentów protestujących przeciwko Giertychowi (nie wiedzieć czemu, przecież to nie ich minister).

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Kaczyńscy niemal pasjami nienawidzą komuny, socjalizmu, a tymczasem, jak widzimy na załączanych w telewizorze obrazkach, idealnie kopiują ich metody. Przykładem niech będzie wiec poparcia dla rządu przy Stoczni, czy wyżej wspomniany wiec przy PKiN, gdzie lata temu z trybuny przemawiało wielu Sekretarzy...

Brylantowe góry

Tydzień temu pisałem o tym, jak wreszcie zlikwidowano bzdurny zakaz sprzedaży alkoholu w odległości mniejszej niż 100 metrów od szkół, kościołów w Radomiu. Pisałem też o ośmieszającej miasto, w którym przyszło mi mieszkać, ustawie zakazującej handlu w niedziele, a teraz chciałem napisać o kolejnym mitomanie zesłanym do Radomia przez LPR.

Otóż okazuje się, że obiecanki, w których przodowali kandydaci do Sejmu z ramienia PiS trafiły na podatny grunt, bowiem kandydat na prezydenta Radomia - Ryszard Wiosna (LPR) - Jeśli zostanie prezydentem Radomia, postara się, by władze samorządowe przyznały każdej radomiance, która zostanie matką, becikowe w wysokości 5 tys. zł.

Co tam 1000 zł, pięć tysięcy to jest już coś! Pięć razy więcej!!! Nic tylko brać się do roboty, pieniądze, okazuje się faktycznie nie leżą na ziemi, leżą bowiem w łóżku (bądź na stole - dla tych bardziej wyuzdanych lub nie posiadających łóżek). Na pieniądze potrzebne na sfinansowanie daru dla matek mogłyby złożyć się fundusze z budżetu miasta i sejmiku samorządowego Mazowsza. No to szybko sobie policzymy ile to by mogło być. Bierzemy sobie publikację "Ludność, ruch naturalny i migracje w woj. mazowieckim w 2005 r." i liczymy, zakładając, że pieniądze będą wypłacane tylko radomiankom, które rodziły dzieci na terenie powiatu grodzkiego m. Radom - w roku 2005 urodziło się 2226 dzieci. Szybkie kilka uderzeń w kalkulator i wychodzi nam kwota 11130000 zł (jedenaście milionów sto trzydzieści tysięcy złotych). Całkiem niezła sumka, podejrzewam, że nawet dla sejmiku Mazowsza. Ale nie ma się co martwić, koalicja obecnie rządząca krajem ma niezłe doświadczenie w "realizowaniu" obietnic wyborczych.

Ogólnie ja uważam instytucję becikowego za pomysł całkowicie chybiony. Pieniądze, nie bójmy się tego słowa, wyrzucone na jednorazowe świadczenia dla matek, które urodziły dziecko można spożytkować w inny sposób. Niestety mentalność naszych rodaków jaka jest, każdy widzi. Jako przykład mogę podać sytuację w jakiej znalazł się jeden z wójtów - wymyślił on bowiem miast płacenia becikowego, że każdemu z bezrobotnych ojców nowo narodzonych dzieci załatwi pracę - PRZYNAJMNIEJ na pół roku. Niestety pomysł spalił na panewce ponieważ NIKT SIĘ NIE ZGŁOSIŁ. Komentarz wydaje mi się zbędny.

Na koniec jeszcze słowo do p. Ryszarda Wiosny, Panie Ryszardzie - proszę obiecać 10 tys. zł, nic Panu nie szkodzi. Każdy, kto choć trochę orientuje się w ekonomii i zna prawdziwe potrzeby miasta nie uwierzy, że będzie Pan dawał duże pieniądze matkom. A Pana elektorat jest w stanie uwierzyć nawet i w 3 miliony mieszkań.

75% społeczeństwa to ZOMO!

Takim stwierdzeniem jak w tytule można podsumować wiec poparcia obozu rządzącego wyreżyserowany przez premiera J. Kaczyńskiego. Skąd mi wyszło 75%? Ano średnie poparcie z kilku ostatnich sondaży dla PiS i LPR razem wynosi ok. 25%, a według słów premiera cała reszta...:

My jesteśmy tu gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO

My, czyli jedyni sprawiedliwi, Oni (vel. Układ, alias Szara Sieć) to ZOMO. Wychodzi na to, że i ja jestem ZOMOwcem, nie wiem czy się obrazić, czy cieszyć?

Dziwi jedynie "delikatna" niekonsekwencja braci Kaczyńskich, którzy najpierw w orędziu do całego narodu mówią, że kraj jest w najlepszej od wielu lat kondycji, wszystko jest pięknie - ładnie, a potem dla wybranych (czyli uczestników wiecu zwiezionych autokarami i skrzykniętych przez Radio Maryja):

Znaleźliśmy się w trudnej sytuacji, ale wyjdziemy z niej zwycięsko

Hmm, może tym razem znowu mieliśmy do czynienia ze "skrótem myślowym", a "trudna sytuacja" znaczy "wszystko jest w porządku"? Przecież premier mylić się nie może! Panie premierze, proszę się zdecydować, bo mój łże-lewacki wykształciuchowy umysł nie jest w stanie tego objąć!

Edit: Właśnie przeczytałem, że Wojciech Olejniczak doszedł do podobnego wniosku co ja. Tyle, że ja zaniżyłem liczbę zomowców - szef SLD stwierdził, że stanowią 80% społeczeństwa. Ech, jestem optymistą.

Permanentna inwigilacja

Dzisiejsza Gazeta pisze o tym, jak to Policja rozpytuje o uczestników antyrządowej manifestacji w stolicy!

Jak się dowiedzieliśmy, do samorządowców PO w całym kraju dzwonią policjanci z komend powiatowych. Pytają m.in. o liczbę działaczy, którzy wybierają się na antyrządową manifestację do Warszawy 7 października. - Interesuje ich godzina wyjazdu do stolicy, numery rejestracyjne autokarów i kto nimi będzie jechał - mówi jeden z działaczy pomorskiej PO.

Nie wiem jak Wam, ale mi od razu nasuwa się na myśl nasz wschodni, często odwiedzany przez byłego wicepremiera, sąsiad z wąsatym gospodarzem. Skoro Policja chce wiedzieć, kto będzie uczestniczyć w manifestacji, to dlaczego robi to ona miast p.o. Prezydenta Warszawy?

Kazimierz Marcinkiewicz przed wydaniem pozwolenia na manifestację powinien zażądać od organizatorów listy obecności, miało by to równie komiczny wydźwięk, ale ładniej by wyglądało.