From zero to a hero... A raczej odwrotnie
Wczoraj udało mi się, mimo opadających powiek, obejrzeć pojedynek Hanny Gronkiewicz-Waltz z Kazimierzem Marcinkiewiczem u Tomasza Lisa. Na przykładzie p. Kazimierza doskonale widać jak szybko ktoś o wielkiej charyzmie potrafi się przerodzić w małego żuczka, którego przegadać i zaskoczyć potrafi każdy rozmówca. Człowiek, który potrafił do późnej nocy twardo negocjować z Unią, zrobić niemal w każdej chwili show wokół siebie teraz jest cieniem samego siebie z przed kilku miesięcy. Obecny premier nigdy, nawet jeśliby udało mu się wypełnić wszystkie obietnice wyborcze i jeszcze tysiąc innych nigdy nie uzyska chociażby ułamka popularności, jaką miał, niemalże wyciągnięty z kapelusza, jego poprzednik.
Kaziu! W obliczu popisów (nie PO-PiS-ów) Twojego następcy muszę powiedzieć, że byłeś dobry, cholernie dobry. Pozbieraj się, bo takiego cichego nikt Cię nie wybierze.
trackback
Zgadzam się z Tobą w pełni. Co prawda rzeczonego pojedynku nie widziałem dziwnym trafem, jednak Kazik kilkakrotnie mi się w innych sytuacjach przewinął przez TV. Odczucia mam podobne, z tym że zastanawiam sie, czy przyczyny takiego stanu nie nie należałoby sie dopatrywać w tym, jak bliźniacy Kazika potraktowali. Facet, który z każdym dniem stopniowo zyskiwał na popularności, która jak nic służyła PISuarowcom, został nagle zdegradowany do pozycji niemalże zamiatacza.
Na jego miejscu tez by mi się pewno odechciało. A szkoda, bo to był jeden z nielicznych polityków, których polubiłem.