Dekomunizowywacz

Nie, nie czytam Naszego Dziennika. Temat na niniejszy wpis znalazłem u Brochy i jak zwykle, jeśli chodzi o prześladowczo-maniakalne pomysły - zainteresował mnie niezmiernie.

Otóż wspomniany Nasz Dziennik donosi o rychłym wejściu pod głosowanie tzw. "Ustawy dekomunizacyjnej":

Projekt ustawy dekomunizacyjnej - uniemożliwiającej pełnienie funkcji publicznych wysokim funkcjonariuszom PZPR oraz funkcjonariuszom komunistycznej bezpieki - jest już niemal gotowy.

Dekomunizacja 17 lat po upadku PZPR i jej przewodniej roli w życiu obywateli Polski? Takie lekkie opóźnienie jest tłumaczone oczywiście spiskiem "układu" złożonego z SLD, UW i PSL. Jako przykład podaje się podobne ustawy w Niemczech, Czechach i na Węgrzech - tyle, że w wymienionych państwach takie działania zostały podjęte w latach 1990-1992, czyli od razu po upadku komunizmu. Wcześniej, w 1999 r., niedługo po dojściu do władzy prawicy, AWS próbowała przepchnąć podobną ustawę, ale wyżej wymieniona łże-koalicja niecnie ją storpedowała. Jak widzimy, mania prześladowcza nie opuściła jeszcze (i pewnie długo nie opuści) prawicowych polityków i próbują po raz kolejny "rozliczyć" byłych wstrętnych, komunistycznych aparatczyków, mimo, że prawdopodobnie nawet elektorat PiS nie zgłasza takich potrzeb.

PiS i tak będzie miał problemy z przyszłym przegłosowaniem takiej ustawy chociażby dlatego, że na pewno zagłosuje przeciw niej SLD i PSL, część posłów PO, a nawet koalicjant - Samoobrona. Po co więc odgrzewać nieświeży kotlet, na którego co prawda ma się ochotę lecz wiemy, że jest przeterminowany?

Kto dogoni psa?

Pies, proszę PT odwiedzających, to takie stworzenie, które bardzo lubi człowieka. Człowiek, to takie stworzenie, które bardzo lubi psy. Przytulać i cieszyć się, gdy są posłuszne. Niestety kiedy chodzi już o obowiązki wobec najlepszego towarzysza jest już bardzo różnie.

Dzieci również bardzo lubią psy, niektóre nawet tak bardzo, że nie wyobrażają sobie, że taki milusi piesek może im zrobić krzywdę kąsając tu i ówdzie. Ale dzieci najbardziej lubią się bawić. Bawić, biegać i fikać koziołki. A już najlepiej gdy mają dookoła siebie dużo miejsca i nikt (nic) specjalnie im w tym procederze nie przeszkadza. Doskonale do tego nadają się parki, polanki oraz place zabaw, gdzie mogą spotkać przyjaciół w podobnym wieku oraz w ten sam sposób nastawionych do życia. Nie zważają wtedy na nic i tylko czuwający, z boku - żeby nie przeszkadzać, tatusie lub mamusie, względnie babcie potrafią dostrzec czyhające niebezpieczeństwa.

Połączywszy pierwszy i drugi akapit otrzymujemy "sumę wszystkich strachów", które mogą napotkać dziecko i rodzica na zbliżonych do blokowisk trawnikach i placach zabaw. Dla mnie, i dlatego o tym piszę, taką sumą jest brud, a dokładnie - nie bójmy się tego słowa - psie kupy. Są wszędzie, najbardziej widać je, kiedy spadnie śnieg i wtedy cudownie kontrastują ze śnieżną pierzyną, która zakrywa zwykle zielone trawniki - miejsca zabaw dzieci. W lato są jeszcze groźniejsze, ponieważ brykające sobie po trawnikach placów zabaw dzieci nie są w stanie, w odpowiednim momencie, ich dojrzeć i kłopot gotowy. Opiekunowie czworonogów mają sobie, niestety, za nic utrzymywanie czystości przez ich czworonogi i pozwalają im załatwiać swe potrzeby gdzie tylko szanowne pieski sobie zażyczą - nie zważając na to, że komuś może to przeszkadzać. Oby tylko szybciej piesek zrobił to, do czego natura wzywa i można wracać do kapci oraz gazety - przed telewizor.

Jednym z niewielu plusów mojego miejsca zamieszkania jest to, że "strzał z procy" od mojego bloku jest przepiękny park, zwany Leśniczówką. Jest to naprawdę spory kawał lasu w centrum ćwierć milionowego miasta, przedzielony rzeczką i do tego całkiem nieźle utrzymany. Wyposażenie obejmuje, oprócz oczywiście drzew i wspomnianej rzeczki, urządzenia do umilania dzieciom wolnego czasu w postaci drabinek, piaskownic, huśtawek oraz sporą polankę do uskuteczniania harców wszelakich, grania w piłkę i innych pomysłów, na które tylko mogą wpaść nasi milusińscy. Oczywiście we wszystkich tych przyjemnościach przeszkadzają psie kupy oraz ich producenci. Otóż ich właściciele nie zadawali sobie żadnego trudu, żeby przejść nieco dalej za polankę i wśród całkiem bogatych krzaków pozwolić swoim podopiecznym załatwić swoje potrzeby, tylko spuszczają psy wśród dzieci i siadają sobie na ławeczkach soczyście zaciągając się papierosami bądź zajmują się ploteczkami z napotkanymi sąsiadami. A gdzie pieski sobie zrobią kupkę - co ich to obchodzi.

Naprzeciw potrzebom dzieci, o dziwo, wyszło miasto i wydzieliło całkiem duży kawałek polanki ogrodzony siatką i oznaczyło go na każdym z boków tabliczką z napisem WYBIEG DLA PSÓW, jest to również miejsce, gdzie pieski mogą sobie załatwić swoje potrzeby fizjologiczne oraz pobiegać w kółko bez naruszania prywatności innych użytkowników. Wspomniany wybieg stoi sobie już kilka miesięcy - liczyłem, że może, chociaż w minimalnym stopniu wpłynie na poczucie estetyki i czystości właścicieli psów. A skąd.

Wczoraj korzystając z całkiem niezłej, słonecznej pogody wybrałem się z Juniorem na spacerek. Junior wyposażony w swoją żółtą strzałę pokonywał na niej wszelkie chodniki z prędkością (dla niego) zbliżoną do prędkości światła, a tatuś z godnością maszerował za nim podziwiając wspaniałe okoliczności przyrody. Przy okazji przechodziliśmy właśnie obok wymienionego wcześniej wybiegu, który był oczywiście pusty. Obok niego biegały sobie radośnie pieski, a ich właściciele, jak wspomniałem wcześniej siedzieli sobie na ławeczkach i tylko od czasu do czasu pokrzykiwali na nich. Kupek koło ławek, moczu spływającego z pni drzew na chodniki - co nie miara.

Zastanawiam się tylko kiedy nasz naród dorośnie do czystości i obowiązków wobec innych. Należy się również zastanowić czy np. wysokie kary dla "brudasów" wymuszające czystość w czymś by pomogły, czy może tylko jeszcze bardziej wzburzyły ludzi przeciw władzy.

Stop histerii!

Jedyne, co możemy oglądać od dwóch dni to czarne, żałobne loga stacji, w niektórych przypadkach ozdobione czarnymi wstążkami. Muzyki, jaką raczy nas większość stacji słuchać się raczej nie da, ponieważ człowiek przysypia nawet i w południe. Wszelakie media przebijają się wzajemnie w kolejnych pomysłach, jak najbardziej uszanować smutek po tragicznym wypadku w śląskiej kopalni.

Na większości forów możemy zaobserwować setki tematów ze świeczkami, emotkami wyrażającymi smutek i płacz, dodatkowo społeczeństwo na potęgę manifestuje swoją zdolność do płaczu i modlitwy. Kiedy na jednym z forów zapytałem jedną z uczestniczek zbiorowej histerii czy czy modli się również codziennie za tych, którzy w znacznie większej liczbie giną np. na polskich drogach, tracą życie wykonując niebezpieczną pracę względnie skaczą sobie z mostu - "bo tak!", to zostałem niemal zjedzony żywcem, nazwany cynikiem i odsądzony od czci i wiary.

Dla mnie to jest masowa histeria, nie mająca nic wspólnego z normalnością. Podobnie zresztą jak to miało miejsce podczas sytuacji z zawaleniem hali targowej na - nomen omen - Śląsku. Ludzie zginęli - smutne, tragedia. Nikt pewnie nie zdaje sobie sprawy, że w tym roku zginęło już kilkunastu górników, setki kierowców i ich pasażerów, polscy żołnierze na bezsensownej misji w Iraku, jakoś żałoby narodowej nie było. Przestańcie!

Bardzo dobrze napisał, co czuje Rafał Majdaczak:

Chcę mojej "Laleczki Chucky", dwudziestej debaty Hanny z Kazimierzem, białego loga TVP1 i niech mi nikt nie kładzie łopatą do głowy jak mam przeżywać śmierć drugiego człowieka.

Natomiast byte zamieścił wielce wymowny obrazek i też bardzo słusznie napisał:

Tak zapewne czuje się przeciętny internauta, gdy wypełnia formularz w kolejnej księdze kondolencyjnej. Zaraz potem idzie sobie zrobić kanapkę z jajkiem i przełącza się na HBO, gdzie właśnie dają “Punishera”.

Po raz drugi, również muszę się zgodzić z p. Ziemkiewiczem:

Halo, halo, witam spod kopalni, gdzie od dwudziestu godzin trwa akcja ratownicza, a pod bramami gromadzą się zapłakane rodziny. Jest z nami pani Zdzicha, której mąż został właśnie tam, na dole. Pani Zdzicho, męża nie ma wśród wydobytych ciał, wierzy pani, że jeszcze żyje? Proszę opowiedzieć, jak bardzo pani cierpi. Przepraszam, musimy teraz przerwać, bo właśnie mamy w studio eksperta, panie profesorze, proszę opowiedzieć, co dzieje się z człowiekiem, który nagle znajdzie się w obszarze eksplozji metanu, gdzie temperatura sięga tysiąca stopni. Co najpierw mu się pali, czy bardzo wtedy cierpi? Wracamy do pani Zdzichy, która po zastrzyku doszła już do siebie, proszę pani, niech pani teraz opowie, jak mąż wychodząc pocałował waszą córeczkę w główkę i obiecał, że wieczorem zabierze ją do kina...

i jeszcze jedno, dla tych, którzy zaraz mnie zjedzą również na moim blogu. Tak, jest mi przykro i współczuję rodzinom tragicznie zmarłych, ale nie przyłączam się do medialnego szumu i sztucznej histerii.

Pomnik im. Wielkiej Kontrowersji

Jakoś nie miałem jeszcze okazji napisać nic o wielce kontrowersyjnej budowli, jaka powstała całkiem niedawno w Warszawie. Budowli odwiedzanej i czczonej przez jednych, a oblewanej farbą i kontestowanej przez pozostałych.

Chodzi oczywiście o pomnik jednego z twórców i prawdopodobnie głównego ideologa polskiej endecji - Romana Dmowskiego. Pomnik budzi kontrowersje nie z powodu jego (obelisku, jak najbardziej - ponieważ nie jestem kompetentny w dziedzinie oceniania urody mężczyzn, szczególnie znanych z portretów bądź fotografii w barwach sepii) brzydoty, umiejscowienia względnie walorów artystycznych, ale z powodu zupełnie odmiennych opinii, jakie są głoszone o osobie widniejącej na nim samym.

Roman Dmowski był, z pewnością, wybitnym politykiem, znanym i cenionym patriotą. Nie można mu również odmówić zasług, jakie wniósł podczas bolesnego okresu odzyskiwania przez Polskę niepodległości - należy wręcz dobitnie podkreślić jego rolę, jako twardego i konkretnego negocjatora w zakresie formowania granic II Rzeczpospolitej na wersalskiej konferencji. Niestety te "dodatnie plusy" (ostatnio bardzo modne wyrażenie, szczególnie wśród polityków) nie mogą przesłonić obrazu Dmowskiego, jako zatwardziałego nacjonalisty oraz czołowego, w historii Polski, antysemity.

Są osoby, które twierdzą, że antysemityzm Dmowskiego był "rzekomy" i jest celowo przez jego przeciwników wyolbrzymiany. Nie wiem czy te osoby wiedzą, że (najpierw o nacjonalizmie) ich idol (?) twierdził iż naród polski należy do narodów państwowych mających prawo do ekspansji, natomiast Litwini i Rusowie są "szczepami podrzędnymi", które prędzej czy później "zadowolą się pewnymi prawami językowymi i pogodzą się z tą lub inną narodowością państwową". Ciekawe jak z tego jego miłośnicy wytłumaczą się przed Litwinami i resztą obywateli b. ZSRR.

Warto również zacytować nie mniej znaną wypowiedź Dmowskiego, że choćby:

Żydzi moralnie byli aniołami, a umysłowo geniuszami, choćby byli ludźmi o wiele wyższego od nas gatunku, sam fakt ich istnienia wśród nas i ich bliskiego udziału w naszym życiu jest dla społeczeństwa naszego zabójczy.

Nie mniej warta jest znajomość faktu (pewnie wkrótce zostanie wymazany z kart podręczników historii, za kadencji min. Giertycha), że pierwszy prezydent niepodległej Rzeczypospolitej Gabriel Narutowicz został zamordowany przez nacjonalistycznego fanatyka tylko dlatego, że zawdzięczał swój wybór m.in. mniejszościom narodowym, które utworzyły w Sejmie blok kierowany syjonistę Icka Grünbauma. Endecy Dmowskiego winni byli rozpętania wielkiej histerii, która poprzedziła i przygotowała mord na demokratycznie wybranym prezydencie.

Wyżej wymienione przeze mnie informacje jasno powodują, że pomnik Dmowskiego w nowoczesnym, tolerancyjnym (?) kraju, należącym do wielkiej wspólnoty europejskiej nie miał prawa stanąć. Rondo by spokojnie starczyło.

Takich trzech, jak nas dwóch to nie ma ani jednego!

Ruszyły w Polskę "trójki" mające za zadanie kontrolować, badać i wykrywać wszelkie nieprawidłowości w naszych szkołach. Specgrupy złożone z wizytatora, policjanta albo prokuratora i urzędnika gminy spotkają się z uczniami, z radą pedagogiczną oraz z rodzicami i zadadzą im pytania: Czy w twojej szkole pali się papierosy? Czy pije się alkohol? Czy są bójki i kradzieże. Czy używa się wulgaryzmów? Z całą pewnością wszyscy uczniowie i nauczyciele wyznają, jak na spowiedzi prawdę, całą prawdę i tylko prawdę - nikt przecież nie będzie ukrywał nieprawidłowości na własnym podwórku przed tak szacownym gremium! Szczególnie nauczyciele i dyrekcja będą zainteresowani przekazaniem, jak bardzo nie radzą sobie z pospólstwem przysyłanym przez niecnych rodziców do źle zarządzanych szkół. Plan prosty i skuteczny - szczególnie, że na wyniki rzeczonych wizji lokalnych Ministerstwo oczekuje do końca roku.

Czy w ciągu niewiele mniejszym niż miesiąc (święta przecież za pasem) można uzyskać w miarę wiarygodny obraz tego, co się dzieje w szkolnictwie na terenie całego kraju? Odpowiedź jest prosta: nie, nie i po stokroć nie! Po co więc tego typu bicie piany i szukanie winnych? A może chodzi o zrobienie szumu, a może o to, żeby Premier (bo to on, a nie, jak wszyscy myślą Roman Wicepremier, wymyślił "trójki") pokazał się narodowi jako dzielny szeryf, który zaprowadzi porządek taki, jakiego nie udało się żadnemu z jego poprzedników? Może to wreszcie konwulsje miotającego się człowieka, który nie ma pojęcia, jak można zrobić coś dobrego, pożytecznego i robi po prostu COŚ?

Szczyt?

Piękne słowa wygłosił ostatnio premier Kaczyński w Piotrkowie Trybunalskim:

w Polsce toczy się walka polityczna, która przekroczyła wszelkie miary. Posługiwanie się kłamstwem, pomówieniem, nieprawdą, osiągnęło gigantyczny rozmiar. Jeżeli tego rodzaju działania przeniesione zostaną do samorządów, to przyniesie to ogromną szkodę dla Polski.

Zatkało mnie. Jak dla mnie jest to absolutny szczyt hipokryzji autorstwa urzędującego premiera.

Bezmyślność warta 1,8 mln PLN

O pośle Józefie Rojku słyszeli już chyba wszyscy - tym, którzy nie wiedzą kto to, spieszę z wyjaśnieniem, że to poseł, który przez nieznajomość przepisów niechcący zamienił mandat posła na mandat radnego. Okazuje się jednak, że pan Rojek z PiS nie osiągnął szczytu bezmyślności - pobiła go na głowę pani senator Elżbieta Gelert (PO), która przez podobną pazerność jak wspomniany wcześniej liczyła na wygraną w wyborach prezydenckich w Elblągu i dodatkowo wystartowała równocześnie na radną, by zdobyć jak najwięcej miejsc w nowej Radzie Miasta. Niestety poległa w pierwszej turze wyborów, ale dostała się do Rady. Tutaj sytuacja niestety nie była tak prosta jak w przypadku posła Rojka, ponieważ oprócz tego, że pani senator straciła mandat senatora to dodatkowo trzeba przeprowadzić wybory dla ok. pól miliona osób, w których wyłoniona zostanie osobą, która obejmie wakujący mandat ziemi elbląskiej. Pikanterii dodaje fakt, że takie wybory będą kosztować ok. 1,8 mln złotych!!!

Szef PO w Elblągu mówi:

Wiem, że nasz przewodniczący Donald Tusk jest na nią wściekły. Nikt nie chciał świadomie narazić społeczeństwa na ogromny wydatek, jakim będą wcześniejsze wybory. Pani senator na pewno przeprosi.

A kto przeprosi budżet? Rażąca niekompetencja proszę pań i panów z PO, nie rozumiem tylko dlaczego dopiero teraz pan Tusk jest wściekły? Czyżby w Platformie każdy sobie sam decydował gdzie będzie posłował bądź senatorował względnie zasiadał w Radzie miasta? Pan Tusk może sobie być wściekły - ale nie dlatego, że pani Elżbieta dostała się do Rady, tylko dlatego, że nie dopilnował wcześniej swoich senatorów.

Przezorny zawsze ubezpieczony

Rządząca partia prawdopodobnie już przed wyborami samorządowymi przewidziała, że mogą pójść nie po jej myśli i przygotowała wielce zapobiegawczy plan, w którym zapisano możliwość zablokowania inwestycji sejmików z unijnych pieniędzy przez wojewodów.

Dla tych, którzy nie orientują się specjalnie w organach władzy zespolonej i samorządowej dodam, że wojewoda jest przedstawicielem Rady Ministrów w województwie, co oznacza, że rządząca opcja wyznacza sobie (poprzez ministra właściwego ds. administracji) odpowiednie osoby, natomiast sejmiki są wybierane w wyborach bezpośrednich.

Rzeczoną poprawkę do ustawy o rozwoju regionalnym zgłosił nie kto inny, jak poseł PiS Krzysztof "pożyczam auta na telefon" Jurgiel. W jej myśl, jeśli wojewoda uznałby inwestycję finansowaną ze środków UE za "nieprawidłową" bądź jeśli WEDŁUG NIEGO wystąpiły "nieprawidłowości proceduralne" mógłby BEZ PODANIA POWODÓW nakazać powtórzenie konkursu. Pięknie, szkoda niestety, że przeczy to zasadom samorządności i niezależności sejmików. Przegrany w wyborach do sejmików PiS nie będzie miał wielkiego wpływu na wybór marszałków województw, którzy rozdzielają pieniądze z Unii i stara się o uzyskanie innego rodzaju kontroli - pęd do władzy niesamowity. Jak nas nie wybiorą to i tak coś wymyślimy żeby móc "dzielić i rządzić".

Następna okazja do "odzyskania samorządów" już za kilka lat, a więcej o pomysłach p. Jurgiela można przeczytać w Koszernej.

Krótka powyborcza piłka z mojej strony

Mimo, że w chwili, w której tworzę tenże wpis Państwowa Komisja Wyborcza jeszcze nie opublikowała wyników wyborów to pozwolę sobie napisać kilka słów na temat najważniejszego w listopadzie wydarzenia w IV (?) RP.

Po pierwsze bardzo mnie cieszy fakt, że LPR i Samoobrona w większości przypadków znalazły się poniżej progu wyborczego i nie będą w stanie kompromitować się w ramach samorządów. Po drugie skalę niechęci do złotoustego Wojtka pokazały wybory prezydenckie w Warszawie - od Wierzejskiego więcej głosów dostał szef partii Gamonie i Krasnale - Major Frydrych. Jakoś do obecnego momentu na blogu WW o swoim "osiągnięciu" w wyborach nie napisał ani słowa - czeka na oficjalne wyniki?

W moim mieście, jako jednym z niewielu większych, PiS zapewnił sobie samodzielne rządzenie, lewica - zawsze osiągająca dobre wyniki - tym razem została zepchnięta na margines, mało brakowało aby nawet na tym marginesie zabrakło dla niej miejsca. Zastanawiam się ile taśm prawdy, ile więcej kompromitacji i przykładów kolesiostwa oraz niekompetencji trzeba żeby naród wreszcie przejrzał na oczy.

Samoobronie i LPR już wyborcy podziękowali, po przystawkach czas na danie główne.

Krzysiu był podstawiony!

Jak donosi Onet najpopularniejszego w internecie kandydata na lokalnego prezydenta (kandydował w Białymstoku), Krzysztofa Kononowicza wymyślił dr historii Marek Czerniawski - członek Polskiej Partii Narodowej.

Chcieliśmy aby naszym kandydatem był lokalny przedsiębiorca, ale się nie zgodził. Wpadliśmy więc na pomysł jeśli nie bogaty, to bezrobotny

Jak się później okazało Kononowicz uzyskał niezły (jak na swoje możliwości oczywiście) wynik - 1676 głosów co przełożyło się na 1,8% poparcia. Szok? Ci, którzy oglądali jego spot - chociażby na YouTube pewnie do tej pory zastanawiają się jak blisko 2 tys. osób mogło oddać swój głos na takiego kandydata. Otóż wczoraj oglądałem debatę dziennikarzy na TVN24 poświęconą właśnie wyborom samorządowym i jeden z gości w studiu stwierdził, że skoro tacy kandydaci zgłaszani są do piastowania urzędów to znaczy, że w Polsce jest dobrze i panuje pełna demokracja.

Nic dodać, nic ująć.

Jak można dać bogatszym jeszcze więcej

W imię "Solidarnego państwa" rządowi nie udało się jeszcze przyjąć projektu ustawy zarządzającej podwyżkę emerytur i rent, udało się za to zapewnić wyborców o wdrażaniu "prorodzinnej" polityki podatkowej. Otóż, jak wymyśliła Rada Ministrów KAŻDE gospodarstwo domowe będzie mogło sobie odliczyć od podatku 120 zł za każde z dzieci - rodzina z dwójką dzieci będzie mogła odliczyć kwotę 240 zł. Wszystko pięknie, ładnie, tylko dlaczego akurat wszyscy muszą korzystać z takiej pomocy? Dlaczego miast dotować m.in. i tak bogatych bankierów, przedsiębiorców czy, daleko nie szukać, posłów i senatorów (np. wicemarszałek Senatu Krzysztof Putra, który ma ośmioro dzieci) nie dać większej kwoty, ale tylko tym, którym z pewnością by się przydała? Na przykład gospodarstwom o niskich dochodach, tam gdzie pracuje tylko jedno z rodziców itp.

No chyba, że chodzi o tzw. solidarność - każdemu, jak leci. Z tym, że należy sobie uzmysłowić jaką częścią budżetu gospodarstwa pana Putry (przepraszam, że tak się czepiam akurat pana wicemarszałka) będzie "dodatek prorodzinny", a jak mogą skorzystać rodziny np. w rejonach o wysokim bezrobociu, gdzie na kilkuosobową rodzinę pracuje AŻ jedna osoba.

Dlaczego nie Marcinkiewicz

Dziś Olgierd napisał notkę o tym, dlaczego chciałby zwycięstwa K. Marcinkiewicza w wyborach prezydenta Warszawy. Co prawda w większości kwestii ze wspomnianym się zgadzam, tu jednak zdanie mam odmienne.

Kazimierz Marcinkiewicz jest jedną (jedyną?) z niewielu osób z PiS, które rozpoznaję i szanuję, a może szanowałem. Dlaczego? Otóż większość "zarządu" rządzącej partii wydaje się być odległa, wyniosła i nie ukrywam - nie po mojej linii myślowej. Marcinkiewicz natomiast, jako premier dał się poznać jako otwarty polityk, niebojący się okazywać nastrojów (słynne yes, yes yes), potrafiący zagrać w koszuli i "kantach" w piłkę z młodzieżą czy też wystartować w biegu ulicznym. Poza tym chyba wszyscy podczas zmiany warty na stanowisku premiera żałowali medialnego Kazia na gburowatego Jarosława - nawet opozycja, choć pewnie ciężko im się do tego przyznać. Niestety polityczna złość p. Kazia skończyła się tego jednego dnia, polityczna pewność siebie również. Żal mi było oglądać w czwartek Marcinkiewicza, który wraz z Hanną Gronkiewicz-Waltz i Markiem Borowskim występował u Lisa. Apogeum stłamszenia polityka nastąpiło kiedy Tomasz Lis zapytał o to, czy Lech Kaczyński miał rację zabraniając demonstrantom przejścia ulicami Warszawy - Marcinkiewicz po dłuższym namyśle odparł, że b. prezydent Warszawy miał rację, choć było widać jak nak na dłoni, że toczy wewnętrzną walkę ze sobą.

Dlatego też gdybym był Warszawiakiem nie zagłosowałbym na osobę, która mimo jasnych poglądów boi się je upubliczniać bo pryncypał, być może, stoi i słucha. Myślę, że czasy sterowania z tylnego fotela się już skończyły, niezbyt dobrze dla tych, którzy sterowali oraz również dla tych, którzy byli sterowani. Kaziu! Opamiętaj się.

Za XXX do więzienia

Jakoś nikt z blogerów wcześniej nie skomentował (bądź ja nie zauważyłem) nowego pomysłu LPR dotyczącego karania za rozpowszechnianie pornografii. Otóż projekt zakłada zmianę paragrafu pierwszego art. 202 Kodeksu karnego. Miałby on brzmieć:

"Kto rozpowszechnia pisma, druki, fotografie, inne przedmioty lub treści mające charakter pornograficzny podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch"

Co ciekawe taka sama kara będzie czekać dla tych, którzy przechowują, przenoszą lub przesyłają pornografię! Nigdzie niestety nie ma (ja nie zauważyłem) zakazu produkowania treści pornograficznych, w związku z tym co się stanie, kiedy ktoś zrobi zdjęcie np. swojej towarzyszce (żonie, dziewczynie, konkubinie), które następny ktoś uzna za pornografię? Pójdzie do więzienia?

Obecnie tenże paragraf brzmi następująco:

"Kto publicznie prezentuje treści pornograficzne w taki sposób, że może to narzucić ich odbiór osobie, która tego sobie nie życzy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku"

Czy ktoś może mi wytłumaczyć, co jest złego w tym zapisie? Kto nie chce - nie ogląda, nie odbiera. Kto zmusza, narzuca konieczność - jest karany. A tutaj panowie Wierzejski z Giertychem chcą właśnie narzucić swoje skatolicyzowane, homofobiczne normy kilkudziesięciu milionom rodaków.

W każdym cywilizowanym kraju można zaobserwować coraz większe przejawy liberalizowania prawa w celu zwiększonej tolerancji - co się dzieje w Polsce? Zupełnie odwrotnie.