Jak można dać bogatszym jeszcze więcej

W imię "Solidarnego państwa" rządowi nie udało się jeszcze przyjąć projektu ustawy zarządzającej podwyżkę emerytur i rent, udało się za to zapewnić wyborców o wdrażaniu "prorodzinnej" polityki podatkowej. Otóż, jak wymyśliła Rada Ministrów KAŻDE gospodarstwo domowe będzie mogło sobie odliczyć od podatku 120 zł za każde z dzieci - rodzina z dwójką dzieci będzie mogła odliczyć kwotę 240 zł. Wszystko pięknie, ładnie, tylko dlaczego akurat wszyscy muszą korzystać z takiej pomocy? Dlaczego miast dotować m.in. i tak bogatych bankierów, przedsiębiorców czy, daleko nie szukać, posłów i senatorów (np. wicemarszałek Senatu Krzysztof Putra, który ma ośmioro dzieci) nie dać większej kwoty, ale tylko tym, którym z pewnością by się przydała? Na przykład gospodarstwom o niskich dochodach, tam gdzie pracuje tylko jedno z rodziców itp.

No chyba, że chodzi o tzw. solidarność - każdemu, jak leci. Z tym, że należy sobie uzmysłowić jaką częścią budżetu gospodarstwa pana Putry (przepraszam, że tak się czepiam akurat pana wicemarszałka) będzie "dodatek prorodzinny", a jak mogą skorzystać rodziny np. w rejonach o wysokim bezrobociu, gdzie na kilkuosobową rodzinę pracuje AŻ jedna osoba.

Dlaczego nie Marcinkiewicz

Dziś Olgierd napisał notkę o tym, dlaczego chciałby zwycięstwa K. Marcinkiewicza w wyborach prezydenta Warszawy. Co prawda w większości kwestii ze wspomnianym się zgadzam, tu jednak zdanie mam odmienne.

Kazimierz Marcinkiewicz jest jedną (jedyną?) z niewielu osób z PiS, które rozpoznaję i szanuję, a może szanowałem. Dlaczego? Otóż większość "zarządu" rządzącej partii wydaje się być odległa, wyniosła i nie ukrywam - nie po mojej linii myślowej. Marcinkiewicz natomiast, jako premier dał się poznać jako otwarty polityk, niebojący się okazywać nastrojów (słynne yes, yes yes), potrafiący zagrać w koszuli i "kantach" w piłkę z młodzieżą czy też wystartować w biegu ulicznym. Poza tym chyba wszyscy podczas zmiany warty na stanowisku premiera żałowali medialnego Kazia na gburowatego Jarosława - nawet opozycja, choć pewnie ciężko im się do tego przyznać. Niestety polityczna złość p. Kazia skończyła się tego jednego dnia, polityczna pewność siebie również. Żal mi było oglądać w czwartek Marcinkiewicza, który wraz z Hanną Gronkiewicz-Waltz i Markiem Borowskim występował u Lisa. Apogeum stłamszenia polityka nastąpiło kiedy Tomasz Lis zapytał o to, czy Lech Kaczyński miał rację zabraniając demonstrantom przejścia ulicami Warszawy - Marcinkiewicz po dłuższym namyśle odparł, że b. prezydent Warszawy miał rację, choć było widać jak nak na dłoni, że toczy wewnętrzną walkę ze sobą.

Dlatego też gdybym był Warszawiakiem nie zagłosowałbym na osobę, która mimo jasnych poglądów boi się je upubliczniać bo pryncypał, być może, stoi i słucha. Myślę, że czasy sterowania z tylnego fotela się już skończyły, niezbyt dobrze dla tych, którzy sterowali oraz również dla tych, którzy byli sterowani. Kaziu! Opamiętaj się.

Za XXX do więzienia

Jakoś nikt z blogerów wcześniej nie skomentował (bądź ja nie zauważyłem) nowego pomysłu LPR dotyczącego karania za rozpowszechnianie pornografii. Otóż projekt zakłada zmianę paragrafu pierwszego art. 202 Kodeksu karnego. Miałby on brzmieć:

"Kto rozpowszechnia pisma, druki, fotografie, inne przedmioty lub treści mające charakter pornograficzny podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch"

Co ciekawe taka sama kara będzie czekać dla tych, którzy przechowują, przenoszą lub przesyłają pornografię! Nigdzie niestety nie ma (ja nie zauważyłem) zakazu produkowania treści pornograficznych, w związku z tym co się stanie, kiedy ktoś zrobi zdjęcie np. swojej towarzyszce (żonie, dziewczynie, konkubinie), które następny ktoś uzna za pornografię? Pójdzie do więzienia?

Obecnie tenże paragraf brzmi następująco:

"Kto publicznie prezentuje treści pornograficzne w taki sposób, że może to narzucić ich odbiór osobie, która tego sobie nie życzy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku"

Czy ktoś może mi wytłumaczyć, co jest złego w tym zapisie? Kto nie chce - nie ogląda, nie odbiera. Kto zmusza, narzuca konieczność - jest karany. A tutaj panowie Wierzejski z Giertychem chcą właśnie narzucić swoje skatolicyzowane, homofobiczne normy kilkudziesięciu milionom rodaków.

W każdym cywilizowanym kraju można zaobserwować coraz większe przejawy liberalizowania prawa w celu zwiększonej tolerancji - co się dzieje w Polsce? Zupełnie odwrotnie.

Wcześniejsze wpisy Nowsze wpisy