Wpuszczać tylko w krawatach...

Wczoraj Onet.pl przekazał informację z Newsweeka, że od nowego roku rusza kampania nakłaniająca Polaków do płacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego, co ciekawe uświadczą ją wyłącznie odbiorcy mediów katolickich:

"TVP wyda 425 tys. złotych na reklamę w Telewizji Trwam, "Niedzieli", "Gościu Niedzielnym", "Różańcu", "Kwietniku" i "Lancecie". Za pomysłem spotów stoi Anna Milewska, członek zarządu TVP z ramienia Samoobrony."

Czyżby to było skopiowanie pomysłu o. Rydzyka, którego potęga oparta jest m.in. na "datkach" elektoratu ultrakatolickiego? Czy TVP liczy na to, że wychowani w duchu dziesięciu przykazań wezmą sobie do serca "Nie kradnij"? Dla mnie to jakoś dziwnie pachnie dotowaniem.

Przy okazji od razu przypomniał mi się świetny cytat (podaję z pamięci - w oryginale może było troszeczkę inaczej, ale sens ten sam) z "Misia": "Wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest mniej awanturujący". W wolnym przekładzie: "Przypominać tylko wierzącym, wierzący są bardziej podatni na sugestie".

Będziemy mieli Króla?

Monarchiści pewnie na początku zaczęli podskakiwać z radości, niestety okazuje się, że owym królem ma zostać Jezus! Taki bowiem jest cel projektu uchwały złożonej marszałkowi Sejmu Markowi Jurkowi przez grupę 46 posłów z PiS, LPR i PSL. Niestety Polska powoli staje się drugim Iranem, w którym rządy sprawuje rodzima odmiana ajatollahów, z tym że dla niepoznaki zasiadają w laickim parlamencie.

Czy może ktoś mi wyjaśnić dlaczego opłacani pieniędzmi podatników (także tych, którzy są niewierzący) posłowie zajmują się takimi sprawami miast tworzyć Prawo (przez duże "P"), które W CZYMKOLWIEK pomoże obywatelom? Czy może nie jest to przypadkiem próba "wymacania" jak zareaguje na takie pomysły naród, a potem powoli będziemy wprowadzać kolejne ustawy przygotowujące Polskę do stania się prawdziwym państwem wyznaniowym?

Rzadko chwalę instytucje kościelne, ale muszę przyklasnąć bp Pieronkowi, który stwierdził, że:

Posłowie niech się zajmą tym, co z konstytucji wynika, a niech zostawią pole działania dla instytucji religijnych.

Jeśli nawet Kościół jest przeciwny takim wychodzeniem przed orkiestrę to czy ktoś tu nie robi czegoś na siłę?

Religia na maturze?

Okazuje się, że powoli, aczkolwiek konsekwentnie zmierzamy do Rzeczpospolitej Jednej Wiary, Roman Wicepremier ogłosił, że już w 2010 roku będzie można zdawać maturę z religii. Chciałem napisać dłuższy wywód dlaczego jest tak, a nie inaczej, ale w dzisiejszej Trybunie znalazłem niemalże to samo, sam chciałem napisać - zwięźle i na temat:

Na początku religia miała być ostatnią lekcją nauczaną za darmo. Potem Kościół zaczął domagać się pieniędzy dla swoich nauczycieli, lekcje wciśnięto do środka rozkładów zajęć, przedmiot umieszczono na świadectwie. Następnie kler otoczył swoją „opieką” przedszkola i szkoły wyższe. Teraz przyszedł czas na zrównanie religii z matematyką i językiem polskim. Także na maturze. A już „czarni” w nieoficjalnych rozmowach przebąkują, że nauka religii lub etyki powinna być obowiązkowa.

Zastanawiam się kiedy do Ustawy Zasadniczej zostanie wpisana Jedyna Słuszna Wiara oraz obowiązek uczęszczania na msze. Czy taka ma być IV RP? Gdzie tolerancja i neutralność światopoglądowa oraz laicyzm państwa? Dlaczego Premier jeździ za m.in. moje pieniądze na rocznicowe obchody katolickiego (?) radia publicznie znanego jako niesprzeciwiające się głoszeniu antysemityzmu? Dlaczego nie pojechał tam jako obywatel Kaczyński? Przecież rząd reprezentuje wszystkich, a nie tylko katolików i tych wierzących w Rydzyka.

Huzia na Józia!

Dyżurnym tematem od dwóch dni jest stan wojenny, ekrany telewizorów są niemal przepełnione obchodami rocznicowymi upamiętniającymi wydarzenia z grudnia 1981 roku - nie ma się co dziwić, w końcu okrągła rocznica.

Oczywiście jak bumerang powraca kwestia rozliczenia twórców tego wydarzenia, z gen. W. Jaruzelskim na czele - pan premier wczoraj nawet posunął się do stwierdzenia, że najchętniej to by go zdegradował. Jak widać mania prześladowczo-rozliczeniowa nie opuściła i chyba długo nie opuści polityków PiS. Co ciekawe, wg aktualnie przeprowadzonych badań połowa Polaków twierdzi, że stan wojenny był konieczny i nie podzielają nienawiści jaką darzą generała Kaczyści.

Niestety pieniacze (a jest ich niestety sporo) nie potrafią ocenić celowości wprowadzenia stanu wojennego w Polsce i cały czas straszą rozliczeniami, wsadzaniem "zbrodniarzy" do więzień i wspomnianymi wcześniej degradacjami. Nie zdają sobie sprawy z tego, do czego mogło dojść gdyby gen. Jaruzelski nie podjął tej bolesnej decyzji. Tym pieniaczom polecam lekturę o wydarzeniach na Węgrzech oraz interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji oraz porównanie liczby ofiar z tymi, które niestety przyniosła decyzja gen. Jaruzelskiego. Boli przede wszystkim to, że przeciwnicy stanu wojennego nie przyjmują do wiadomości, że interwencja wojsk ZSRR była bardzo realna, szczególnie że takowa była już planowana w grudniu 1980 i tuż po bydgoskim marcu 1981, czym by się zakończyła można sobie wyobrażać czytając fakty ze wspomnianych wcześniej przeze mnie wydarzeń w innych krajach będących w strefie wpływów Związku Radzieckiego. Przeciwnicy tej tezy negują taką możliwość mówiąc, że ZSRR było zbyt zajęte Afganistanem, żeby interweniować w Polsce. Według mnie takie tłumaczenia są wymyślane na siłę ponieważ ganianie za Mudżahedinami to raczej nie to samo co możliwość utraty wpływów w największym kraju satelickim, poza tym strategicznie umieszczonym (np. na najkrótszym szlaku komunikacyjnym z NRD). Druga sprawa, że Związek Radziecki dysponował wówczas taką armią (nie licząc wojsk sojuszników z UW), że starczyłoby jeszcze na 2 Polski i cztery Afganistany.

Jednym z najbardziej zajadłych wrogów gen. Jaruzelskiego jest p. Bartoszewski zarzucając mu, że nigdy nie przeprosił rodaków za stan wojenny. Otóż muszę z przykrością stwierdzić, że mimo dużego szacunku jakim darzę p. Bartoszewskiego mija on się z prawdą ponieważ w ostatnim swoim wystąpieniu jako Prezydent Wojciech Jaruzelski powiedział:

"Każda krzywda, ból, niesprawiedliwość mają własne imię. Jestem świadom, że było ich niemało. Tkwi to we mnie jak cierń. Jako żołnierz wiem, że dowódca, a więc każdy przełożony odpowiada i za wszystko i za wszystkich. Słowo przepraszam może zabrzmieć zdawkowo. Innego jednak nie znajduję. Chcę więc prosić o jedno: jeśli czas nie ugasił w kimś gniewu lub niechęci - niechaj będę one skierowane przede wszystkim do mnie"

Cytat ten można znaleźć na stronie generała. Jednym zdaniem: Panie generale, Pan się nie boi - połowa narodu za Panem stoi!

Ten, który może wszystko

Są w Polsce ludzie ważni, są niestety również ważniejsi. Kiedy szeregowi policjanci podwieźli BWO po popijawie w knajpie do domu i "przy okazji" stracili życie podniosło się wielkie larum, BWO straciła stanowisko, a brzydki zapach będzie się niósł za nią aż do śmierci. Ludwik Wicepremier przyznał nawet, że poczuwa się do personalnej porażki.

Tymczasem okazuje się, że przykład BWO, która straciła pracę, oraz policjantów, którzy stracili coś cenniejszego, nie świeci zbyt jasno. Otóż najsławniejszy z tych, którzy głoszą Słowo, wozi się samochodem komendanta miejskiego policji w Toruniu. Nie tam jakimś Polonezem z zapyziałego Komisariatu Kolejowego tylko wozem wyznaczonym przez najważniejszą osobę w Policji na terenie jednego z większych polskich miast! Czy teraz Pan Komendant straci stanowisko i zacznie patrolować zakamarki piernikowego miasta, jako zwykły stójkowy? Jeśli nie to pozostaje nam tylko oczekiwać, kiedy miast napisu Policja na kogutach radiowozów pojawią się napisy TAXI.

Ojciec Rydzyk musi jednak coś w sobie mieć, skoro na dźwięk "Radio Maryja Reprezentant" podjeżdżają limuzyny a to z ministerstw, a to Komendanta Policji! A zwykły człowiek wzywający patrol do "zajścia" musi czekać niemalże do przedawnienia przestępstwa.

A.L i S.Ł - czołowi playboye sejmu?

O czym można pisać w tym tygodniu. Na tapecie są aktualnie dwie sprawy: srebrny medal siatkarzy oraz seks-afera z domniemanym udziałem wicepremiera oraz jednego z jego najbardziej zaufanych pretorian - posła Łyżwińskiego.

O ile w ciemne występki p. Łyżwińskiego jeszcze jestem w stanie uwierzyć ponieważ od lat niezliczonych nabija się On z polskiego wymiaru sprawiedliwości, to nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że Andrzej Lepper mógłby dopuścić się takiego czynu.

Cała ostatnia nagonka na "przystawki" czyli najpierw atak na MW i co naturalne - LPR, a teraz na Samoobronę wygląda na dobrze skoordynowaną wojnę przeciwko obecnej koalicji. Co ciekawe, przeprowadzaną przez skrajnie odmienne w opiniach (i przy okazji najbardziej opiniotwórcze) ogólnopolskie dzienniki: Gazetę i Dziennik. Czyżby media uznały, że opozycja sejmowa jest za słaba i trzeba wytoczyć najcięższe działa (czyli oczywiście wielkie skandale) żeby dokonać spektakularnego przewrotu w rządzie?

Faktycznie. Platforma jest obecnie zajęta awanturami na własnym podwórku, ewentualnymi podziałami spowodowanymi przez wyrazistego J.M. Rokitę i apodyktycznego z drugiej strony D. Tuska, SLD ostatnio ogranicza się wyłącznie do składania zawiadomień do prokuratury i podchwytywania afer ujawnianych przez media. Nie tak chyba powinna pracować opozycja, co wielokrotnie, całkiem słusznie, podkreślała i robi to nadal "Trybuna". Widać cała para poszła w budowanie LiD zamiast działania na polu ustawodawczym i rzeczowej krytyki rządu.

Piętnaście piw proszę!

Ostatnimi dniami głównym tematem w mediach i na przeróżnych blogach jest sprawa faszystowskich wybryków członków Młodzieży Wszechpolskiej. Goniąc za sensacją i tematem do pisania mało kto zauważył, że dzięki właśnie tej informacji zaistniał w mediach oraz zapewnił sobie (prawie darmową) reklamę nowy portal - dziennik.pl. Plan z "wystrzałową" informacją powiódł się w stu procentach i niemal każda telewizja i gazeta przeznaczyła czołówkę na wstrząsające doniesienie o nazistowskich zwyczajach członków Młodzieży Wszechpolskiej.

Reklama reklamą, ale warto się nieco zastanowić nad całą sytuacją. Z jednej strony Roman Giertych, wskrzesiciel i faktyczny wódz MW donosi do organów ścigania na wychowanych na własnej piersi Wszechpolaków, publicznie piętnuje ich zachowanie. Jak to? Czy szef partii i guru MW nie wie co się dzieje w szeregach nadzorowanej przez siebie organizacji - czy może nie chce wiedzieć. Asystentka europosła Macieja Giertycha wypowiada, żenujące według mnie, tekst jakoby znalazła się całkiem przypadkiem na imprezie, na której palono pochodnie w kształcie swastyki, śpiewano nazistowskie piosenki oraz zabawiano się w okazywanie faszystowskiego "sieg heil"! Całkiem przypadkiem ona też pokazywała. Tym razem głupie tłumaczenia, że gestem podnoszącym rękę i krzycząc "sieg heil" zamawiała piwo chyba nie przejdą.

Kolejnym, który "potrafi" się tłumaczyć jest wiceprezes LPR, partii, która uczestniczy w rządzeniu Polską, kandydat na prezydenta stolicy - Wojciech Wierzejski. Uwieczniony na zdjęciu podczas koncertu, na którym raczej nie śpiewano o tolerancji, w objęciach innych wszechpolaków stwierdził po prostu, że:

Jestem w towarzystwie kilku młodych ludzi podczas koncertu pieśni patriotycznej

Niech nas wszystkie świętości bronią przed takimi "pieśniami" oraz "młodymi ludźmi", którzy mienią się być patriotami. Jeśli takim samym patriotą jest wiceprezes LPR to ani trochę nie dziwi poparcie dla Niego w ostatnim sprawdzianie, jakim były wybory prezydenckie w Warszawie. SLD posunął się dalej - pragnie zdelegalizowania Młodzieży Wszechpolskiej - czy słusznie? Moim zdaniem, jeśli potwierdzą się takie nazistowskie praktyki w innych miejscach Polski to tak. Zdecydowanie, zgodnie z Ustawą Zasadniczą, powinno się zabronić działalności organizacji, która pochwala i propaguje totalitarne metody faszyzmu. Jeśli natomiast to był incydent to należy wziąć pod lupę całą organizację i bacznie przyglądać się jej poczynaniom.

Najsmutniejsze w tej całej awanturze jest to, że dzieje się ona w kraju, który stracił ponad 6 milionów obywateli dzięki działaniom faszyzmu, w którym propagowanie treści faszystowskich jest zabronione w Konstytucji. Dziadkowie ogolonych na łyso indywiduów, przedstawionych na filmie z Dziennika byli dzięki ideologii głoszonej przez ich idoli porównywani do ścierwa, podludzi i "polskich świń". Byli mordowani "za cokolwiek" i przeznaczeni bądź do najgorszych prac (jak to dla podludzi) bądź do zlikwidowania. Brawo panowie!