Ale...

Niemieckiej fobii ciąg dalszy. W dzisiejszych Sygnałach Dnia premier Kaczyński "przytomnie" zauważył, że w Polsce znaczna część prasy należy do niemieckich wydawców i publicznie zadaje pytanie czy taka sytuacja jest właściwa i nie należałoby zahamować tego zjawiska.

Jeśli premier zastanawia się czy należy przeciwdziałać to znaczy, że według niego jest to złe. A jeśli premier uważa, że coś jest złe, źle zarządzane lub działa nie po Jego myśli to próbuje to "odzyskać". Czy w takim razie możemy się wkrótce spodziewać nacjonalizacji koncernów prasowych? A może zostanie wprowadzone nowe prawo zakazujące germańskim najeźdźcom przejmowania polskich mediów (a co najmniej ograniczające im prawo głosu)?

Niestety dotychczasowy bilans rządów PiS i prezydentury L. Kaczyńskiego z perspektywy naszych sąsiadów (i nie tylko, podobnie myśli wiele innych krajów) wygląda, delikatnie mówiąc, bardzo średnio. Wśród nowoczesnej Europy Polska wraca do stereotypu zacofanej ideowo, rządzonej przez zabobonnych polityków europejskiej prowincji. Akcje typu "koronacja Jezusa" czy też "40 mln PLN dla obiektu kultu religijnego" (nie wspomnę już o kombinacjach alpejskich jak tu obejść prawo zakazujące Państwu finansowanie tego typu inwestycji). Jeszcze niedługo, a na zachodzie zaczną wierzyć, że nie tylko na Syberii niedźwiedzie chodzą po ulicach.

Zastanawiający jest fakt głębokiego uprzedzenia rządzącego Polską rodzeństwa właśnie do naszych odwiecznych zachodnich sąsiadów. Czy ktoś z PT Czytelników ma może jakieś informacje, co lub kto spowodował takowe zachowania?

Spiskowa teoria dziejów

Poszukiwacze układów, wszelakich nieprawidłowości, haków na kogo się da mają się znakomicie. Co prawda od kilku dni, czyli od momentu ucichnięcia sprawy ogłoszenia B. Wołoszańskiego agentem, trwa nieprzyzwoita cisza, ale podżegacie nie śpią!

Znany ze swojej ogromnej tolerancji dla bliźnich z zagranicy (a szczególnie dla tych z Bliskiego Wschodu) Stanisław Michalkiewicz nawet w wynikach sondażu Pentora potrafi doszukać się wielkiej afery. Rzeczony sondaż, zlecony przez Wprost, dotyczył ewentualnego poparcia dla hipotetycznej partii, którą mieliby założyć J. Rokita i K. Marcinkiewicz (nie ma co - tuzy polskiej polityki czyli niedoszły premier oraz niedoszły prezydent Warszawy, a były premier). Okazało się bowiem, że aż 41,7% Polaków byłoby zainteresowanych taką partią - widać to p. Michalkiewiczowi odpowiada dosyć średnio ponieważ od razu przypomniało Mu się, że:

Tygodnik „Wprost” uchodzi bowiem za organ tego odłamu razwiedki, która ośmieliła się podnieść rękę na prezydenta Kwaśniewskiego, za co on w odwecie zdemaskował jej tygodnik.

Ale co tam Wprost! Pentor to istna jaskinia lwa naszpikowana byłymi aparatczykami niczym Longinus Podbipięta strzałami w powieści Sienkiewicza. Następie p. Michalkiewicz usiłuje wzbudzić autentyczny niepokój o rzetelności badań pośród swoich czytelników pisząc, że:

Pentor działa w branży „obsługa nieruchomości, wynajem i działalność związana z prowadzeniem interesów”, co brzmi dość zagadkowo, podobnie jak „audyt, doradztwo podatkowe, badania rynku i opinii publicznej, doradztwo biznesowe”.

Olaboga! Pentor wygląda na jakiś gigantyczny przestępczy interes prowadzony przez piorących brudne pieniądze. To fakt, że dla "zwykłego" czytelnika, adresata felietonów p. Michalkiewicza stwierdzenie "prowadzenie interesów" może być alarmujące. Na wszelki wypadek akapit dalej następuje podkreślenie:

Ale sami chyba rozumiemy, że skoro firma prowadząca „działalność związaną z prowadzeniem interesów” postawiła na „nową”, albo może tylko „inną partię”, to i sondaże muszą to jakoś pokazać, bo w przeciwnym razie cały pogrzeb na nic, a para pójdzie w gwizdek.

Otóż każdy, w miarę średnio orientujący się w gospodarce "człeń" zdaje sobie sprawę z tego, że jakoś ta działalność gospodarcza musi być sklasyfikowana i Pentor (jaki by nieczysty i wstrętny nie był) też musi się w te ramki wpasować. Następnie taki człowiek (myślący) szybko skojarzy (albo mu Google pomoże), że można sobie jakoś sprawdzić i potwierdzić, że p. Michalkiewicz sieje zwykłą panikę, ponieważ PKD jest zbudowana tak, a nie inaczej. I to nie do Pentora należy mieć pretensję, że jego profil działalności mieści się w sekcji Obsługa nieruchomości, wynajem i usługi związane z prowadzeniem działalności gospodarczej (a nie żadnych interesów!!!), klasie Działalność gospodarcza pozostała, podklasie Działalność prawnicza, rachunkowo- księgowa; doradztwo; zarządzanie holdingami - badanie rynku i opinii publicznej.

Jak prosto można ludzi omamić i naprowadzać na wyciąganie fałszywych wniosków, nie wyrażając przy tym nieprawdy.

Odzyskamy Księżyc!

Działalność obecnego rządu przestała się już ograniczać do obsadzania (i wysadzania) Bardzo Ważnych Instytucji Państwowych oraz spółek, w których Skarb Państwa ma udziały. Tym razem na odcinku sportu front przerwał minister T. Lipiec wymuszając kapitulację twierdzy Miodowa i wprowadzając tam Naczelnika Rusko (nie Ruska!).

W ten sposób rozpoczęła się nowa operacja desantów na jeszcze nieobsadzone przez Odpowiednich Ludzi stanowiska we wpływowych (i nie) instytucjach. Nic to, że nigdzie na świecie (no, w Rosji, ale tam zawsze było inaczej - nawet święta kiedy indziej obchodzą) nie praktykuje się takich metod. W Polsce można. Nie szkodzi, że dobra passa naszych kadrowiczów, którzy wreszcie zaczęli grać w piłkę na zadowalającym poziomie, może zostać zaprzepaszczona przez osobiste "widzimisię" p. Lipca. Zresztą co tam, p. Lipiec (a może p. Rusko) zawsze mogą znaleźć nam sparringpartnera spoza FIFA (pewnie w Afryce są jakieś kraje, które nie należą do FIFA), w ostateczności zawsze można zagrać z oldboyami - oni chyba nie należą nigdzie.

Minister Lipiec wymuszając szereg zmian w PZPN, jak widać, tylko sondował "miękkość" obecnej (tzn. już "nieobecnej") wierchuszki związku. Kadencję skrócono, nowy statut - uchwalono, wybory ustalono na 31 marca. Po "pomacaniu" i utwierdzeniu się w przekonaniu, że teraz to ich mamy na tacy pan Minister postanowił zawezwać Michała Listkiewicza do rezygnacji. Zaiste niesamowite, ciekawe czego by zażądał Tomasz Lipiec po tym, jakby "Listek" opuścił stanowisko - publicznego samowybatożenia? Co ciekawe: Kurator Rusko powiedział wczoraj, że wybory nowych władz postara się urządzić na początek marca!

Czy warto było ryzykować zawieszenie naszego kraju w rozgrywkach międzynarodowych dla parunastu dni? Czyżby tylko chodziło o postawienie na swoim i udowodnienie, że mimo iż PZPN jest stowarzyszeniem, gdzie prezes i zarząd wybrani zostali całkiem legalnie to i tak "nie takie rzeczy ze szwagrem w wojsku"?

Zaokrąglenie

Kilka dni temu podniosło się wielkie larum oraz spadły tysiące gromów (z gradobiciem włącznie) na szefa SLD, Wojtka Olejniczaka, który publicznie wypowiedział się o SB i UB, że:

pracowało tam wielu porządnych ludzi, który robili dużo dobrego dla Polski.

Oczywiście w wylewaniu pomyj i ferowaniu politycznej śmierci na przewodniczącego SLD przodują "czołowi lustratorzy" IVRP czyli PiS i LPR. Ta ostatnia przygotowała nawet wniosek o odwołanie W. Olejniczaka z funkcji wicemarszałka Sejmu. Szansę na zabłyśnięcie w mediach wyczuł od razu Wojciech Wierzejski pisząc na swoim blogu:

Szef SLD wygłosił publicznie pochwałę służby bezpieczeństwa reżimu komunistycznego w Polsce. Cynicznie i bez żadnego zażenowania dowodził, że w UB pracowało „wielu porządnych ludzi”. Oburzył tym polskich kombatantów z AK i NSZ, patriotów represjonowanych przez bolszewicki reżim i jego siepaczy. Kim jest człowiek, który pozwala sobie w wolnym i demokratycznym kraju na tak haniebne wypowiedzi?

A ja się z Olejniczakiem zgadzam. Nie może być tak, że jedną miarą ocenia się wszystkich. Wyobraźmy sobie sytuację jaka panuje, daleko nie szukając, w Sejmie - liczniejsza jest bowiem grupa posłów płci męskiej niż kobiet. Czy, posługując się sposobem myślenia PiS i LPR, możemy uznać za pewnik, że wszyscy posłowie są mężczyznami? Jeśli dalej myślicie, że tak...

Kolejna sprawa to fakt, że kto inny, jak nie prawica weryfikowała byłych UBeków i SB-ków pod względem przydatności w służbie Rzeczypospolitej? Nie wyszło w takim razie i po 18 latach będzie poprawka? Po kolejnych 20 latach ktoś wpadnie z pewnością na pomysł KOMPLETNEGO pozbawienia emerytur tym, którzy jeszcze żyją, a pracowali dla dawnych służb PRL. W sumie można się tego spodziewać skoro jeden z braci Kaczyńskich zamierza jeszcze rządzić po 90-tce...

Agent w środę, agent w sobotę!

Dzisiejsze wydania większości gazet otwiera portret Bogusława Wołoszańskiego z podpisem AGENT. Nie chcę już więcej pisać co sądzę o całym IPN, teczkach, agentach itp. Zdecydowanie zgadzam się z Tadeuszem Mazowieckim, który powiedział, że najlepiej było te teczki zakopać na długie lata lub całkiem o nich zapomnieć.

Czy naprawdę nikt nie widzi, że jedynymi agentami, którzy doczekali się "ujawnienia" są płotki, bez praktycznie żadnej wartości? Jako narzędzie politycznej zemsty, nieudolnego procesu oczyszczania kraju z tzw. agentów IPN sprawdza się doskonale.

Z innej beczki polecam arcyciekawą koncepcję pt. "Niezależny dochód podstawowy", którą przedstawia Katja Kipping, posłanka Partii Lewicy PDS w niemieckim Bundestagu. Może właśnie takimi rzeczami jak bieda i bezrobocie (wciąż najwyższe w EU) zająłby się rząd?

Igrzyskizacja

Igrzyskizacja to takie nowe słowo, które wg mnie powinno trafić niedługo do słownika każdego opozycyjnego polityka. Wymyśliłem je ja (no chyba, że ktoś był wcześniej, ale nic mi o tym nie wiadomo) i udzielam każdemu, wspaniałomyślnie, darmowej i dożywotniej licencji na wykorzystywanie.

Co oznacza igrzyskizacja? Otóż spieszę z wyjaśnieniami, że jest zespół działań mających na celu odwrócenie uwagi od poważnych problemów poprzez podsunięcie ogółowi (z punktu widzenia podsuwających w 100% tępemu) tematu zastępczego, wyjątkowo kontrowersyjnego tudzież mającego ogromne szanse na przetrwanie przez kilka tygodni. Wzorem igrzyskizacji były świetne czasy Imperium Rzymu, kiedy to w momencie spadku morale obywateli poniżej określonego pułapu urządzano igrzyska by motłoch mógł pić, używać i dokazywać miast się buntować i domagać rzeczy niewygodnych. Pewnym dodatkiem do koncepcji było też ostatnio bardzo popularne słowo "deubekizacja" polegające mniej więcej na tym, co wymordowanie całej (co do jednego, jak leci) ludności Iraku z powodu takiego, że kilkunastu obywateli tegoż kraju popełniało zbrodnie przeciwko ludności.

Igrzyskizacja może występować jako: polityczna, gospodarcza, światopoglądowa oraz nie związana z niczym innym (taka dowolna, wiecie).

Dla przykładu w tej chwili popularna jest igrzyskizacja dowolna. Gdyby ktoś nie zauważył to wyjaśnię, że polega ona tym, że kilka osób monitoruje uważnie media i opinię społeczną i w momencie gdy zaczyna ona dobierać się do tyłków tych, którzy patrzą podsuwany jest szybciutko temat zastępczy. Np. gdy zaczęto ostro krytykować wystąpienie Szefa o najlepszym od 17 lat roku w Polsce, przypadkiem wpadł bp. Wielgus, niespodziewanie sprawa Wielgusa szybko zaczęła znikać z czołówek to zaserwowano deubekizację "poprawioną" informacjami o TW Borowskim. To powinno starczyć na tydzień.

Znowu mi się nie podoba

Pan Zarzeczny był znakomitym felietonistą. Był, kiedy pisał o piłce nożnej, o piłce i niczym więcej. Obecnie większość jego artykułów, a w szczególności te pisane na Interii wyglądają na pisane na kolanie, bez pomysłu co skutkuje powstaniem felietonu bez sensu. Doskonałym tego przykładem jest wczorajszy felietonik napisany w formie listu do Davida Beckhama - wstyd i hańba.

Już miałem skasować wpis w czytniku RSS informujący mnie o nowych wpisach spłodzonych przez p. Zarzecznego, kiedy dziś pojawił się bardzo ciekawy artykuł: "50 groszy na ratowanie dzieci", w szczególności polecam akapity:

"Matematyka jest dla nas bezlitosna. Cały naród, uważający się za cywilizowany, nie ma pojęcia o sile dobroczynności, skoro jest w stanie raz w roku zebrać dwa razy mniej, niż FC Liverpool zapłacił swego czasu za średniego bramkarza Jerzego Dudka. I aż sto razy mniej, niż jeden tylko amerykański przedsiębiorca (Gates, Bill chyba) ofiarował na zwalczanie chorób. Zresztą ten Jankes aż dziesięć razy więcej dał własnym instytucjom charytatywnym, niż zapisał własnym dzieciom! Taki krwiożerczy kapitalista, gdy my przecież wszyscy wychowani w ideałach równości i sprawiedliwości społecznej, nie mówiąc już o umiłowaniu bliźniego jak siebie samego.

Nasze społeczeństwo jest skąpe i wyrachowane, a chwaląc akcję Owsiaka chwali po prostu siebie - straszliwie się przy okazji przeceniając. Bo co to jest te 20 milionów złotych - tyle wart był spalony parę dni temu zwykły bazar w Słubicach."

Nie jestem przeciwnikiem Owsiaka, szanuję go, że jako jedynemu chce się zrobić kosmiczny show, dzięki któremu chociaż część dzieci może być zdrowa, może mieć nadzieję. Jestem przeciwnikiem kosmicznej obłudy wśród Polaków - każdy po wrzuceniu choćby 5 groszy do skarbonki wypina pierś z przyklejonym serduszkiem jakby to właśnie ON był największym darczyńcą.

Zarzeczny pisze, że kiedyś wydał 3.000 PLN na koszulkę, na licytacji WOŚP, i jakby każdy choć raz wydał tyle to Orkiestra zebrałaby 30 miliardów PLN. Ja takim optymistą nie jestem i proponuję żeby każdy polak przekazał 10 zł, każdy, który może (za tych mogących przyjąłem polaków w wieku produkcyjnym, dane GUS, stan w dniu 31 XII 2005). Co roku orkiestra zebrałaby 244050340 PLN (244 miliony PLN).

Rokrocznie po każdym finale Jurek mówi, że byliśmy wielcy. A co ma powiedzieć?

PS. Panie Zarzeczny, czasem pan jednak coś dobrze napiszesz.

[tu wstaw nr kolejny] Rzeczpospolita

Znany publicysta Maciej Rybiński ogłosił niedawno na łamach Dziennika, w felietonie "Koniec Polski Kiszczaka i Michnika", że w poprzedni weekend, w niedzielę 7 stycznia 2007 roku skończyła się III Rzeczpospolita.

Zadziwiające jest już same zestawienie gen. Kiszczaka z Adamem Michnikiem, ale co tam, dalej w artykule są jeszcze lepsze porównania. Miłośnikom dobrego humoru podczas wieczornej kawki z ciastkiem polecam ww. artykuł z całego serca.

Bardzo mnie ciekawiła zawsze geneza konfliktu "wszyscy na Michnika", a w artykule p. Rybińskiego możemy nieco się dowiedzieć dlaczegóż to Michnik jest winien całemu złu świata, łącznie z kokluszem i gradobiciem - fascynujące. Tylko jakoś nigdzie p. Rybiński nie napisał dlaczego właśnie "Wyborcza" ma tylu czytelników, ktoś nakazuje ustawą czytanie tejże? A może, tak jak w czasach mojej edukacji w podstawówce trzeba było prenumerować radzieckie pisma młodzieżowe, tak teraz jest przymus czytania GW?

Po przebrnięciu przez pierwsze akapity mające na celu wprowadzenie czytelnika w stan kompletnego niezrozumienia i otumanienia (ja się zgubiłem gdzieś zaraz za wstępem) można przeczytać, m.in. że:

Jednym dekretem Polskę opartą na zrównaniu komunistów i antykomunistów, równouprawnieniu ofiar i katów, moralnej równości zdrajców i niezłomnych zburzył z dalekiego Watykanu Ojciec Święty Benedykt XVI, orzekając, że agent SB nie może być arcybiskupem metropolitą warszawskim.

Otóż wg mnie Benedykt XVI stwierdził, że to nie o agenturę chodzi, ale o zwyczajne kłamstwo TW Greya, który wcześniej wypierał się jakiejkolwiek współpracy. To, że był jakimś tam Tajnym Współpracownikiem myślę, że Papieża obchodziło raczej średnio, a już z pewnością nie w pierwszej kolejności.

Sprawa tego artykułu została poruszona również we wczorajszym programie publicystycznym (nie powiem w jakim, bo włączyłem już po czołówce) na TVP1, w którym gośćmi byli właśnie Maciej Rybiński i Jacek Żakowski. P. Rybiński siedział sobie przez cały program z założonymi rękoma i na wszelkie argumenty Żakowskiego po prostu odburkiwał mając siebie za jedyne prawdomówno-wszechwiedzące medium, atmosferę potęgowała wyraźnie stronnicza prowadząca którą zresztą widziałem po raz pierwszy na ekranie i miejmy nadzieję, że po raz ostatni.

Artykuł się wyraźnie p. Rybińskiego udał, ale tylko jako nowa wersja przemówienia Joanny Szczepkowskiej, która też ogłaszała koniec Rzeczpospolitej, Ludowej.

Krótko, zwięźle i na temat

O Arcybiskupie Wielgusie napisano już wszystko, a może nawet jeszcze więcej dlatego też rozpisywać się nie mam zamiaru, chociażby dlatego, że moje zdanie nt. kleru jest powszechnie znane. Chciałem tylko zapytać czy może ktoś z PT Odwiedzających wie:

  • jak można po ujawnieniu niezbitych dowodów na współpracę, przyznaniu się do winy, okazaniu się ewidentnymi kłamstwami wcześniejszych zapewnień o niewinności mówić o "zwycięstwie Kościoła", z mediów można wywnioskować, że kolejne "zwycięstwa" w drodze;
  • jakim trzeba być (przerwa na szukanie odpowiedniego, delikatnego słowa) ignorantem aby wypisywać na transparentach poparcia dla Wielgusa, niesionych przez jego zwolenników, stwierdzenia, że jest On "godnym następcą Prymasa Tysiąclecia";
  • jaka jest różnica między fanatycznymi muzułmanami, a spędem (nie powiem czego) przed warszawskim kościołem, co prawda Ci drudzy jeszcze się nie wysadzają, ale kto wie co by było jakby Rydzyk wezwał...

Gdyby ktoś znał odpowiedzi na moje ww. pytania to zapraszam do komentowania.

Uprzedzenie

Bardzo lubię czytać felietony Daniela Passenta na jego blogu, uważam zresztą, że jest to jeden z lepszych, najbardziej treściwych dzienników, jakie można spotkać w naszej sieci. Co więcej, do dnia dzisiejszego z wszystkimi opiniami pana Daniela zgadzałem się w całej rozciągłości. Niestety przeczytawszy wczorajszy wpis pt. "Wszystkiego najgorszego!" jestem nieco zażenowany.

Otóż pan Daniel komentuje pomysł szefa stowarzyszenia krematoriów w Danii, polegający na tym, aby wykorzystywać (sprzedawać na rynku) ciepło wytworzone podczas spalania ciał:

Może jestem ulepiony z innej gliny niż luteranie, którzy stanowią 85 proc. mieszkańców Danii, ale nie mieści mi się w głowie, że taki pomysł narodził się i ma zostać wprowadzony w życie zaledwie jedno pokolenie po epoce pieców (...). Pomysł wykorzystania energii z krematoriów kojarzy się z wykorzystaniem ciepła, jakie wydychały kominy Brzezinki. Do tego nie byli zdolni nawet hitlerowcy.

Chyba nieco się pan Daniel zagalopował w swoim toku myślenia. Zgodnie z Jego światopoglądem należałoby zakazać produkcji mydła i materaców, oraz kategorycznie zabronić budowania krematoriów w ogóle! Zastanówmy się dlaczego w Danii żyje się dostatnio, a w Polsce nie. Dlatego, że Duńczycy potrafią myśleć i nie pozwalają na marnotrawstwo, a polak przez swoje zabobony woli żyć w biedzie.

Co złego jest w wykorzystywaniu marnującej się energii? Czy ludzi w duńskich krematoriach zamienia się w popiół wbrew ich woli? Skąd, sami wolą poddać swoje ciało spaleniu miast budować wielkie groby z wymyślnymi pomnikami z marmuru. Nie muszą się prześcigać w tym, która rodzina ma większy i bogatszy grób, przy bardziej lub mniej reprezentacyjnej alejce. Pod takim, a nie pod innym drzewem.