Odzyskamy Księżyc!
Działalność obecnego rządu przestała się już ograniczać do obsadzania (i wysadzania) Bardzo Ważnych Instytucji Państwowych oraz spółek, w których Skarb Państwa ma udziały. Tym razem na odcinku sportu front przerwał minister T. Lipiec wymuszając kapitulację twierdzy Miodowa i wprowadzając tam Naczelnika Rusko (nie Ruska!).
W ten sposób rozpoczęła się nowa operacja desantów na jeszcze nieobsadzone przez Odpowiednich Ludzi stanowiska we wpływowych (i nie) instytucjach. Nic to, że nigdzie na świecie (no, w Rosji, ale tam zawsze było inaczej - nawet święta kiedy indziej obchodzą) nie praktykuje się takich metod. W Polsce można. Nie szkodzi, że dobra passa naszych kadrowiczów, którzy wreszcie zaczęli grać w piłkę na zadowalającym poziomie, może zostać zaprzepaszczona przez osobiste "widzimisię" p. Lipca. Zresztą co tam, p. Lipiec (a może p. Rusko) zawsze mogą znaleźć nam sparringpartnera spoza FIFA (pewnie w Afryce są jakieś kraje, które nie należą do FIFA), w ostateczności zawsze można zagrać z oldboyami - oni chyba nie należą nigdzie.
Minister Lipiec wymuszając szereg zmian w PZPN, jak widać, tylko sondował "miękkość" obecnej (tzn. już "nieobecnej") wierchuszki związku. Kadencję skrócono, nowy statut - uchwalono, wybory ustalono na 31 marca. Po "pomacaniu" i utwierdzeniu się w przekonaniu, że teraz to ich mamy na tacy pan Minister postanowił zawezwać Michała Listkiewicza do rezygnacji. Zaiste niesamowite, ciekawe czego by zażądał Tomasz Lipiec po tym, jakby "Listek" opuścił stanowisko - publicznego samowybatożenia? Co ciekawe: Kurator Rusko powiedział wczoraj, że wybory nowych władz postara się urządzić na początek marca!
Czy warto było ryzykować zawieszenie naszego kraju w rozgrywkach międzynarodowych dla parunastu dni? Czyżby tylko chodziło o postawienie na swoim i udowodnienie, że mimo iż PZPN jest stowarzyszeniem, gdzie prezes i zarząd wybrani zostali całkiem legalnie to i tak "nie takie rzeczy ze szwagrem w wojsku"?
trackback