No i wymyślił

Niebywałe, jakie to pomysły mogą się rodzić w głowie premiera bądź w głowach jego doradców. Otóż Brat Premier wykombinował, że to nie On będzie decydował o tym, co się stanie z ekosystemem Rospudy, a - uwaga - mieszkańcy województwa podlaskiego.

Jak usłyszałem tą radosną nowinę w radiu to myślałem, że to jakiś żart! Jakim to prawem mieszkańcy jakiegokolwiek województwa mogą sobie decydować czy zburzyć to, co natura zbudowała w ciągu lat, i co jest własnością całego świata? Jak, z całym szacunkiem dla mieszkańców Podlasia, pierwszy lepszy kmiot spod budki z piwem może decydować o czymś takim jak "część Europejskiej Sieci Ekologicznej Natura 2000", o "węźle o znaczeniu międzynarodowym w Krajowej Sieci Ekologicznej ECONET–PL ze względu na uwarunkowania: geomorfologiczne, hydrologiczne, biotyczne, strukturę krajobrazu oraz istniejące i proponowane obszary chronione" - cytaty z mądrych źródeł.

Mówiąc natomiast o Europie to przechodzimy do, nie wiem czy nie najważniejszego, aspektu - czy mieszkańcy województwa podlaskiego mogą sobie decydować o tym, czy obowiązują ich prawa i nakazy Unii Europejskiej czy nie?

Premier niestety poszedł na łatwiznę i miast podjąć męską decyzję "w tę, albo we w tę" wolał żeby ktoś to zrobił za niego.

Bez litości

Hitem, wiadomo, ostatnich dni jest Raport. Dla mnie jednak ważniejszą, a z pewnością ciekawszą sprawą jest przepychanka między Obozem Dwóch Takich i jego przeciwnikami dotycząca doniosłości bądź błahości określenia "dureń".

Myślę, że Prezydent Wałęsa powiedział publicznie to, czego boją się powiedzieć Polacy - jeden bowiem powiedział dosadnie i stał się najbardziej rozchwytywanym bezdomnym w Nadwiślańskim Kraju. Lech Wałęsa jest impulsywnym, prostym człowiekiem - a u takich wypowiedzi wędrują, bez zbędnych przeszkód, z głowy przez język do uszu słuchających. Dlatego też jest on jednym z najbardziej poważanych polskich polityków i, z pewnością, najmocniej rozpoznawanym Polakiem na świecie. Takim ludziom wybacza się więcej i również należy ich bardziej szanować niż to robią niektórzy.

Owym niektórym okazał się świeżo upieczony Minister Obrony, A. Szczygło, za pomocą którego urzędujący Prezydent odzyskał MON. Powiedział on, że Wałęsa:

zdradził cały ruch "Solidarności" wygrywając wybory w grudniu 90 roku i później idąc we współpracę z postkomunistami, z wszystkim co najgorsze

Otóż chciałbym zauważyć, że to właśnie dzięki Wałęsie tacy ludzie jak Szczygło mogą piastować jakiekolwiek stanowiska państwowe i mówienie w kategoriach zdrajców o osobie, dzięki której poprzedni system upadł bez jednego strzału jest nieco żenujące. Do ogniska dołożył urzędujący Prezydent, który stwierdził, że nie będzie się "zniżał do poziomu pana Wałęsy".

Jak to jest, że elektryk ze Stoczni Gdańskiej potrafi sobie zjednać cały świat, gdziekolwiek nie pojedzie tam jest witany jako bohater narodowy, jako jedna z osób, które zmieniły świat, a we własnym kraju (i to przez obóz władzy) jest nazywany zdrajcą? Dla obecnych włodarzy nie ma osoby, której nie można byłoby opluć, zdyskredytować i zmieszać z błotem - tylko kto będzie następny?

Co ciekawego robią na górze?

Otóż na górze nie robią chyba nic specjalnego. Wylegując się podczas choroby miałem wreszcie czas na oglądanie telewizji, w tym obrad Najjaśniejszego Zgromadzenia. Działania Góry są jednak chyba tak dokładnie zakonspirowane, że nikt nie jest w stanie odgadnąć co dokładnie dla polepszenia sytuacji robi ona.

Mój stały pogląd dotyczący Igrzyskizacji życia publicznego nie traci więc na znaczeniu. Ba - ostatnie głośne zatrzymanie (w kajdankach i przez "kominiarzy") lekarza ze szpitala MSWiA (min. Ziobro i szefostwo CBA nie schodziło z ekranu), opublikowanie "Raportu" i od razu kontrowersje (sfałszowano, obcięto itp.) większe niż można się było spodziewać. A na deser wypowiedź Prezydenta nazywającego artykuł Economist (w środku m.in. krytyka rządu, ale i również słowa uznania dla wybranych ministrów) jako "wręcz haniebny" - odporności na krytykę Panie Prezydencie! Osoba na takim stanowisku powinna wg mnie zachować więcej dystansu, ponieważ niedługo może się stać tak, że większość "czasu antenowego" rządzących będą zajmować wyliczanki, kto jest pismakiem nieuczciwym, a to pisze tylko paszkwile. Tak jak mniej więcej teraz, kiedy za wszystko, co złe odpowiada "układ".

W komentarzach można wpisywać co wg PT czytelników będzie następnym przejawem igrzyskizacji - temat szpitala (podsycony nowymi informacjami o tym razem szpitalu MON) i raportu przysychają powoli. Ja stawiam na kolejną dymisję Ważnego Ministra.

Wypowiedź dnia (a może i tygodnia)

W dzisiejszym "Gościu Radia Zet" na pytanie Moniki Olejnik kiedy Radosław Sikorski zostanie prezydentem Polski, sekretarz generalny PiS Joachim Brudziński stwierdził, że:

za kilkanaście lat, po kolejnej kadencji Lecha Kaczyńskiego i dwóch Jarosława Kaczyńskiego

Gratulujemy dobrego humoru z rana.

Kolejne ministerstwo odzyskane

Hitem dnia wczorajszego była dymisja ministra obrony - Radka Sikorskiego. Jako oficjalny powód rzecznik rządu podał "przegląd kadr", w co nie wierzy chyba nawet elektorat PiSu. Szkoda, bo odszedł kompetentny minister (jeden z niewielu w tej ekipie) i to w przeddzień prawdopodobnie najtrudniejszej misji dla polskiego wojska.

Sikorski był bardzo nie na rękę premierowi ponieważ miał "własne zdanie" i nie bawił się w zegarmistrza (tzn. nie korzystał ze wskazówek premiera jak np. minister dyplomacji) tylko wyrażał osobiste opinie. Poza tym nie potrafił się dogadać z najbardziej kontrowersyjną, według wielu, osobą w rządzie czyli Antonim Macierewiczem. Już samo przydzielenie Macierewicza Sikorskiemu można było uznać za akt braku zaufania wobec ministra obrony.

Według mnie Sikorski wybrał dobry powód na odejście (Macierewicza nikt nie lubi oprócz braci Kaczyńskich), niektórzy nawet mówią, że odszedł z klasą, ale za to zły czas na odejście. Animozje animozjami, ale nim nowy minister (najprawdopodobniej A. Szczygło) usadowi się w fotelu nasi żołnierze będą już w Azji.

Jak pisze Olgierd, Kaczyńscy lubią się otaczać ludźmi, którzy się zgadzają z nimi w 100%, a krytykantów koszą zaraz przy ziemi. Tym bardziej szkoda Radka, który przy okazji rychłej budowy osławionej Tarczy Rakietowej potrafiłby coś jeszcze ugrać od USA dla kraju. Premier kontrakt po prostu przyklepie i koniec.

Podjudzać, zabrać, zemścić!

Zwykle nie piszę nic w niedzielę, ponieważ, tu przyznam się bezwstydnie, najzwyklej w świecie mi się nie chce - ostatni dzień tygodnia powinien być w całości przeznaczony na odpoczynek, słodkie lenistwo i (ewentualnie) oglądanie telewizji.

Niestety podczas powyżej wzmiankowanego lenistwa niechcący zdarzyło mi się otworzyć sidebar z RSS gdzie ryknęło na mnie kilka wyrazistych tytułów mówiących o tym, że Prezydent RP przygotowuje ustawę mającą na celu degradację do stopnia szeregowca autorów stanu wojennego oraz pozbawienie ich odznaczeń państwowych. W sumie nic nowego. Aktualna fala, która sprawuje władzę w Polsce zawsze twierdziła, że gdyby "u nasz" była możliwa kara śmierci to parę osób (w szczególności te wstrętne komuchy) można by zgładzić, ponieważ nie zasługują na szczycenie się mianem obywateli budowanej w pocie czoła IV RP.

Ustawa, o której w skrócie piszą gazety nie wnosi niczego, o czym PiS wcześniej by nie mówił czy też chwalił się. Moją uwagę natomiast zwróciłą wypowiedź szefa Kancelarii Prezydenta - Aleksandra Szczygło, który bez ogródek stwierdził, że:

"Ustawa jest potrzebna, bo w myśl obecnych przepisów, degradacja zawodowego wojskowego jest możliwa wyłącznie w drodze wyroku sądowego"

Ha! I tu mamy sedno sprawy. Władza po prostu zdaje sobie sprawę, że mimo tego, iż Prokuratorem Generalnym jest "ich" człowiek to sądy mogą mieć poważne wątpliwości co do słuszności i potrzeby odbierania stopni wojskowych najwyższym rangą wojskowym z poprzedniego systemu. Nie mówiąc już o odznaczeniach. W takim razie uchwalimy sobie odpowiednią ustawę, która zniesie konieczność zawracania głowy sądom, oszczędzi pieniądze podatników, które poszłyby niechybnie na długie, ciągnące się w nieskończoność procesy. Cud miód i orzeszki proszę państwa, przy okazji, w ramach ustawodawstwa hurtowego proponuję uchwalić, że środa będzie w piątek.

Fobia

Członkowie i sympatycy Partii Dominującej wreszcie znaleźli się w czasach, kiedy mogą ulżyć swoim fobiom oraz nienawiści do wszelkiego rodzaju komuchów, lewaków oraz innego "elementu rewolucyjnego". Przez cały kraj bowiem przelewa się fala pomysłów i knowań, które mają na celu usunięcie z widoku ostatnich pozostałych śladów wskazujących na to, że można było reprezentować zgoła inne ideały niż obecna większość w parlamencie.

Nie jest ważne, że koszt usunięcia np. takiego pomnika Armii Czerwonej w Katowicach to około pół miliona polskich nowych złotych (500 000 PLN) - ma zniknąć i koniec, bo krasnoarmiejcy to banda pijaków (i złodziei, bo każdy pijak to złodziej). Nie jest ważne, że to akurat oni wyzwolili Polskę, a nie AK i znany terrorysta "porucznik Ogień" - z tym że im się pomniki wystawia z pompą i obecnością najwyższych osobistości państwa. Plotki głoszą, że "Czterej śpiący" też się wkrótce wyniosą z zajmowanego miejsca na Pradze.

A może by tak te pół miliona złotych (około) przekazać na chociażby częściowe oddłużenie szpitali? A może dzieciom w domach dziecka rozdać?