Italian job
Jak było wiadomo wcześniej w dniu dzisiejszym pracownicy marketów podjęli akcję protestacyjną skierowaną przeciw niecnym pracodawcom, którzy każą im pracować świątek, piątek i niedzielę (w szczególności).
Strajk włoski, ponieważ taką formę przyjęli pracownicy, polega na ultradrobiazgowym wykonywaniu swoich obowiązków - w tym przypadku na ręcznym wstukiwaniu kodów z opakowań zakupionych produktów. Wiadomo nie od dzisiaj, że do marketów nie chodzi się po jedno piwo, czy też dwie kostki masła - przeważnie wózki są wyładowane po same brzegi, a pchający je klienci ledwo docierają do kasy. Dziś czekała ich wielka niespodzianka - kolejki przy miejscu zapłaty przypominały ostatnie święta Bożego Narodzenia, albo i lepiej. I czy oto chodziło?
Oczywiście prawo do strajku należy się każdemu pracownikowi (o ile nie ogranicza go odgórnie żadna ustawa), ale należy się zastanowić czy z pewnością mają na tym cierpieć klienci?
trackback
Przepraszam ale na tym polega strajk...
Co to byłby za strajk gdyby nie wywierał żadnej presji, hę?
Ale mógłby wywierać presję na pracodawcach, a nie na, wiadomo, niewinnych klientach.
bo sobie myślą, że zły klient nie przyjdzie już więcej do sklepu, albo zrobi awanturę kierownictwu - mogą dokładnie odwrotny skutek odnieść takie sprawy.
Nie było dzisiaj żadnego strajku ostatecznie. Zakupy robiło się wyjątkowo przyjemnie (ok. godz. 14-15). Ludzie chyba wystraszyli się strajku i dali sobie spokój. Dzięki czemu pracownicy zapewne też mieli lżejszy dzień.
A jak sobie wyobrażasz wywieranie nacisku na pracodawcę przez pracowników supermarketów?
Poprzez strajk. Nie sądzisz, że lepsze rozwiązanie to poinformowanie klientów z wyprzedzeniem o akcji strajkowej i brak świadczenia pracy? A nie denerwowanie poprzez ślamazarną obsługę?
"Kochani klienci, w związku z tym że za tydzień mamy zamiar strajkować, będziecie wolniej obsługiwani przez świeżo przyjętych pracowników. Jednocześnie informujemy, że już niedługo możecie nas zatrudnić".
Jak to w koncernie :>.