Szkoły rewiami mody?
Przedwczoraj mieliśmy okazję (chyba we wszystkich telewizjach) obejrzeć galę mody zorganizowaną w łódzkiej hali Expo przez, uwaga, wicepremiera i ministra edukacji Romana Giertycha. Na tej, niewątpliwie pokazowej, imprezie można było oglądać niewątpliwy sukces ministra - mundurki szkolne, oraz rzeczonego w otoczeniu swojej świty - wszyscy z bananami na twarzy, jak to im się pięknie udał pomysł.
Przy okazji jak na dłoni widać było kto tak naprawdę zarobi na pomyśle ministra - producenci odzieży, który prześcigali się w prezentowaniu swoich pomysłów na wygląd dziatwy szkolnego. Nie muszę chyba tłumaczyć, że przy okazji otworzyło się szerokie pole do popisu dla wszelakiej maści spekulantów - wybierzcie nasze mundurki, a my coś tam pod stołem przekażemy dla Szanownej Komisji Wybierającej Outfit.
Kto na tym straci - wiadomo - rodzice, którym do szkolnej wyprawki dojdzie kolejny wydatek na ubranie dziecka zgodnie z obowiązującą normą. Następną sprawą jest to, że mając określony budżet na wyprawkę łatwiej będzie zrezygnować z książki do danego przedmiotu ponieważ takową dziecko może sobie pożyczyć od kolegi - mundurka już nie.
Tymczasem przez media przelewają się informacje o opóźnieniu zakupu nowych gimbusów, nieprawidłowościach w dofinansowywaniu wypoczynku dzieci i inne. Ja osobiście nie jestem w stanie sobie wyobrazić w jaki sposób ubiór może pomóc w edukacji dziecka.
trackback
Ależ to proste. Uczeń w krawacie jest mniej awanturujący się.
Przy okazji proszę poprawić linkę do mojego blogusia :)
No... bo zawsze za ten krawat można go pociągnąć, Zamiast walić linijką po łapach.
Swoją drogą - banany to oni mieli n ie z powodu udanego pomysłu, tylko z powodu tych mini, które niektóre grzeczne uczennice prezentowały. Niektórzy projektanci to się chyba za bardzo na mangę zapatrzyli.
Za moich czasów edukacji podstawowej wszyscy mieli fartuszki z krochmalonymi kołnierzykami i tarczą na agrafce. I było dobrze.
Byte: za poprzedniego ustroju było chociaż śmiesznie, teraz jest żałośnie.
scanner: pamiętam, miałem niebiewski z wiecznie odpadywującą tarczą :)
Też nosiłem „fartuszek” w szkole podstawowej. Wyglądem i materiałem, z którego został wykonany przypominał ubiór roboczy sprzątaczki. Obrzydlistwo.
A myśmy się tyle w szkole nawalczyli żeby fartuszków nie nosić...
To jest klęska na całej linni...