I nikt nam nie wmówi...

...że białe jest białe, a czarne jest czarne. Tak mi się właśnie z obecną sytuacją skojarzyła słynna już wypowiedź premiera Kaczyńskiego. Cała otoczka obecnego rządu i stosunków w nim przypomina Wielką Kołomyję Elementarną (wyjaśnienie co to Kołomyja można znaleźć w jednym z wiekopomnych dzieł Edmunda Niziurskiego), w której każdy goni każdego - goniący jest gonionym i odwrotnie. Adaptując ten proces na poletko polskiej polityki stwierdzamy, że w tej chwili nie wiadomo kto kogo oskarża, a kto jest oskarżanym.

Były wicepremier mówi, że z koalicji wychodzi, a w niej pozostaje. Premier twierdzi, że z byłym wicepremierem rozmawiać już nie będzie, a z drugiej strony liczy na to, że jeszcze sobie porządzi. Niziurski był wielkim prorokiem, który potrafił niechcący przewidzieć jak będzie wyglądać "zabawa" w Kołomyję tylko, że jego proza wykroczyła daleko poza małą społeczność jaką była szkoła w "Siódmym wtajemniczeniu".

To, co się dzieje w Parlamencie "IV Rzeczpospolitej" w niczym nie przypomina odnowy moralnej, która przecież była sztandarowym hasłem PiS - obecny rząd miał być "nową jakością" w polskiej polityce, a do tej pory (i to raczej się nie zmieni) wszelkie działania rządu, szczególnie w ostatnim miesiącu, budzą jedynie uśmiech politowania.

Zastanawia jedynie dość wysokie poparcie dla PiS w obliczu ciągłych klęsk i awantur w koalicji, jakich nie widziała dotąd Polska - tu posłużę się modnych stwierdzeniem - "od 1989" roku. Czyżby ponad 20% ankietowanych bało się mówić źle o rządzących w świetle ultrasprawnego działa policji politycznej, która się nikogo nie boi?

Parafialnie dodam jeszcze, że również ubolewam nad ostatnio rzadkim pojawianiem się nowych wpisów na Czarnobiauej. Zdecydowanie największy wpływ na powyższą sytuację ma okres urlopowy (mój, a nie rzeczywistości), ale notuję gdzie się da i w momencie uzyskania dostępu do sieci staram się przelewać zapiski na bloga.

Nierównomierność

Najważniejszym wydarzeniem ostatnich dni (według mediów) jest oczywiście wypadek polskiego autokaru we Francji. Wydarzenie to jest na tyle ważne, że na miejsce wypadku pofatygował się osobiście Prezydent RP, a rząd wraz z Kancelarią Prezydenta obiecał każdej rodzinie po 110 tys. złotych. No właśnie, 110 tys. złotych w ramach czego? Zapomogi? Zadośćuczynienia? A może rekompensaty?

Oczywiście współczuję rodzinom ofiar z Grenoble, ale takie rozdawania pieniędzy, które najbliższych nie zwrócą jest co najmniej niestosowne w oczach tych, którzy stracili domy, a czasem i cały dobytek podczas zeszłotygodniowej wichury. Co więcej, u nich nie zjawił się nikt "z góry", a to właśnie tam da się całkowicie zlikwidować szkodę i pomóc w powrocie do normalnego życia.

Z pewnością wpływ na takie, a nie inne postrzeganie rzeczy przez Prezydenta miał fakt, że tragicznie zmarli byli pielgrzymami. Dodatkowo Lech Kaczyński "zabłysnął" w rozmowie z prezydentem Francji stwierdzeniem, że "Polska jest bardzo pobożnym krajem"... Trochę nieładnie tak generalizować ponieważ ja akurat specjalnie pobożny nie jestem, a prezydent mówiąc o Polsce wypowiedział się również i w moim imieniu. Zastanawia mnie fakt, czy gdyby to była wycieczka szwaczek artystycznych to prezydent powiedziałby do swojego odpowiednika, że "Polska to kraj z wybitnymi i głębokimi tradycjami w dziedzinie ozdabiania tkanin".

O potrzebie wprowadzanie żałoby narodowej nawet nie napiszę ponieważ zrobili to mniej lub bardziej dosadnie inni blogerzy. Od siebie dodam tylko, że jeśliby podliczać śmiertelne wypadki na drogach to żałoba narodowa ogłaszana byłaby co tydzień.

Na koniec ogłoszenie parafialne dotyczące tego, że od dziś czarnobiaua rzeczywistość ma swoją własną domenę - oczywiście czarnobiaua.com. Proszę uaktualnić bookmarki oraz wpisy w czytnikach RSS.

Spodziewany obrót sprawy

To znaczy wcale nie obrót ponieważ, tak naprawdę nic się nie obróciło, nie zmieniło - "Trwamy" dalej w obłudzie i ponad prawem i sprawiedliwością. Do czego piję? Otóż Przełożony Prowincji Warszawskiej Redemptorystów o. Zdzisław Klafkio raczył wystosować Oświadczenie (w porozumieniu z Ojcem Józefem Tobinem, Generałem Zgromadzenia Redemptorystów), w którym, jak można się było spodziewać odwraca lisa... to znaczy kota ogonem. A pisze tak:

Wobec treści "taśm", która nosi znamiona kompilacji, Ojciec Tadeusz Rydzyk nie utożsamia się z przypisywanym mu antysemityzmem, i jako współbracia, którzy go znają, wiemy, że jest mu obca taka postawa. Ojciec też nigdy nie miał zamiaru obrażać kogokolwiek, a tym bardziej Pary Prezydenckiej.

Uwaga! Kompilacja to coś złego i z pewnością taka forma przekazu została wymyślona i wdrożona przez samego Szatana we własnej osobie. A to, że Tadeusz Rydzyk nie utożsamia się z antysemityzmem to już od dawna "wiadomo" po jego licznych wystąpieniach na ten temat.

Martwi nas fakt, że tendencyjnie przedstawiane przez niektóre media informacje przy jednoczesnej wątpliwości dotyczącej autentyczności "taśm" stały się źródłem skrajnych komentarzy wielu osobistości, w których bez wysłuchania drugiej strony i woli obiektywnego szukania prawdy wydawano skazujące wyroki na Ojca Dyrektora.

Powyższy cytat należy rozumieć w ten sposób, że przełożonych Rydzyka w szczególności martwi fakt, że (jeszcze) nie wszyscy myślą tak, jak Pan Dyrektor Radia oraz, że wszelka krytyka jest dopuszczana tylko wtedy, gdy zgadza się oficjalną linią tegoż.

Wraz z Zarządem Prowincji otaczamy wspólną troską rozwój tych dzieł i jesteśmy przekonani, że obdarzeni charyzmatami nasi współbracia i ich współpracownicy mają szczególne znaczenie w wypełnianiu ewangelizacyjnej misji za pośrednictwem środków masowego przekazu.

To co przekazuje Radio Maryja to jest ewangelizacja? Popieranie, bez ogródek, konkretnych polityków i co za tym idzie uprawianie polityki na antenie, antysemityzm, obrażanie głowy państwa (wraz z małżonką) to jest ewangelizacja? To ja dziękuję po raz kolejny.

Pełną treść oświadczenia można znaleźć na stronach szatańskiej Gazety.pl.

Kraina dobrobytu

Na wczorajszym, jak to nazwałem na swoje potrzeby, spotkaniu chwalipięty premier Kaczyński podsumowywał rok swoich rządów. Nie należało się spodziewać szczególnych rewelacji - ot szef rządu po prostu opowiadał, że żyje nam się lepiej, dostatniej, a będzie jeszcze lepiej. Sukcesy (wg premiera) wyliczane były niemal taśmowo, ze szczególnym naciskiem na to, jak dzięki rządowi rośnie gospodarka i co za tym idzie dobrobyt obywateli - natychmiast odezwały się głosy niecnej i podstępnej opozycji, która niemal chórem (bynajmniej nie słowiczym) krzyknęła, że akurat sukcesy gospodarcze Polski to wcale nie jest zasługa PiS!

Otóż nie jestem w stanie się z tym zgodzić - wcale. Paradoksalnie rządząca partia (plus oczywiście przystawki, ale o tym później) zrobiła BARDZO DUŻO dla rozwoju gospodarczego kraju, więcej niż można się było po niej spodziewać. Rzekłbym nawet, że chytry plan Jarosława Kaczyńskiego przyniósł niemal same profity. "Jak to???" - odezwiecie się. W rzeczy samej dzięki wyjątkowo szczupłej ławce kadrowej PiS nie ma (i nie miał nigdy) żadnych fachowców, którzy potrafiliby zająć się gospodarką, wystarczy wskazać przykład "pozyskanego zza miedzy" ministra finansów. I to właśnie dzięki temu Polska rozwija się w imponującym tempie - dzięki temu, że PiS (jeszcze) nie zdążył się przyłożyć do jej rozwoju. Panie premierze! Gratuluję kolejnego sukcesu!

Warto, w kontekście wczorajszego chwalipięctwa, dodać że po raz kolejny LPR i Samoobrona, przepraszam - oczywiście LiS, zostały sprowadzone na ziemię i zostało im przypomniane ich miejsce. Premier ani razu nie wspomniał, że "sukcesy" rządu zostały "osiągnięte" również dzięki koalicjantom, którzy solidarnie (oj, ale wyświechtane słowo) popierali wszelkie pomysły Większego Brata. Nieładnie, nieładnie, wystarczyło chociaż dodać, że "nasze sukcesy nie mogłyby być osiągnięte dzięki przyciskom naszych przyjaciół z LiS"

Dwa tygodnie temu polecałem lekturę na weekend, mam nadzieję, że stanie się to nową świecką tradycją na tym blogu. Dziś jako "słowo na niedzielę" polecam:

oraz jako superbonus:

  • Wystawa "Nowa Huta - 802% normy" - pierwsza w Polsce na taką skalę multimedialna ekspozycja unikalnych archiwów fotograficznych, dokumentujących atmosferę czołowego projektu polskiego socjalizmu.

Już wkrótce poród

Wszyscy dookoła oszaleli na temat pewnego zwierzęcia zwanego LiSem, zwierzę to - mimo, że dopiero się narodzi - wiadomo, że będzie bardzo niesforne i wysoce nieprzewidywalne. Wszakże narodzi się z dwojga jeszcze bardziej nieprzewidywalnych i niesfornych rodziców - płodzicieli.

Warto dodać, że ów LiS to dziecko strachu - zdarza się, że dzieci potrafią być dziełem przypadku, nieostrożności względnie skrajnej nieodpowiedzialności. Dzieckiem strachu jest chyba pierwszym na świecie. Co prawda dzieci zazwyczaj płodzi się aby przetrwać, ale trwa się gdziekolwiek - to dziecko zostało spłodzone aby przetrwać w konkretnym miejscu.

Moje poglądy się nie zmieniły, jestem zwolennikiem aborcji.

Przegląd z komentarzami

Nie tylko amatorzy (tacy jak moja skromna osoba) blogują, blogi polityków z pierwszych stron gazet biją ostatnio rekordy popularności. Pierwszym blogerem był, poprawcie mnie jeśli się mylę, Ryszard Czarnecki - wokół jego blogu powstało nawet kilka mitów, z których najpopularniejszym jest to, że ten blog jest zawsze najlepiej poinformowanym źródłem o politycznych ruchach w państwie.

Niestety większość z nich to zwykłe lanie wody. Zdecydowane gro wygląda tak, jakby ktoś kazał biednym politykom pisać wypracowania i rozprawki jako karę za palenie papierosów w niedozwolonych miejscach. Dodatkowo dochodzi do tego zgraja nędznych komentarzy, w których odwiedzający mogą sobie ulżyć na rzecz prowadzącego lub zareklamować swojego sWeEEt bLogUsia!

Zdecydowanie, pod względem treści, wybija się z nich blog byłego premiera Waldemara Pawlaka, który obok niezwykle często aktualizowanej strony domowej, zawiera coś, co pozwala z chęcią do niego wracać. Kolejny dobrym przykładem, jak powinien wyglądać blog prowadzony przez polityka jest dziennik lokalnego, radomskiego radnego Bohdana Karasia. Panowie politycy, przyjrzyjcie się i czerpcie dobre wzorce.

A wracając do naszego ukochanego bagienka to bardzo ciekawą kwestię poruszył, wspomniany wcześniej, premier Pawlak:

Pani poseł J. Szymanek Deresz mówiła o tym, że SLD się ścigało z Platformą, kto pierwszy zgłosi wniosek o rozwiązanie Sejmu, a tymczasem warto zadać pytanie: czy w tej sytuacji, w tych okolicznościach nie należałoby przeprowadzić poważnej rozmowy praktycznie w gronie wszystkich klubów parlamentarnych? Bo wydaje się, że warto sprawę wyjaśnić i warto też sytuację w Polsce ustabilizować.

Celne spostrzeżenie. Zasadniczo może służyć za podsumowanie tego, co pisałem wcześniej we wpisach pod tytułem "Jak nie należy politykować" - chodziło pokrótce o to, że obecna opozycja poza machaniem szabelką nie jest w stanie niczego zaprezentować "od siebie" poza kolejnymi propozycjami na temat "wotum nieufności", "przedterminowe wybory", "spalić ich na stosie". Sęk tylko w tym, czy PiS, jako największa partia w Sejmie będzie chciała usiąść do takich rozmów? Pomysł w każdym razie warty kontynuowania - po przerwie wakacyjnej.

Skoro jesteśmy już przy "znanych i lubianych" to warto odnotować fakt, że bohater najpopularniejszego medium IV RP (chodzi oczywiście o taśmy) Józef Oleksy powrócił do blogowania i od razu napisał bardzo ciekawe zdanie:

Poznałem też aż nadto dobrze grono moich politycznych kolegów.Wyciągnąłem z całego doświadczenia wszystkie wnioski Będę więc od czasu do czasu opisywał swoje spostrzeżenia nie upatrując w tym ani niczego nadzwyczajnego ani też niczego sobie nie zakładając w dalszych zamierzeniach.

A ja się z nim zgadzam, z zażenowaniem oglądałem obłudne wypowiedzi Aleksandra Kwaśniewskiego i Wojciecha Olejniczaka zrównujące Oleksego z poziomem dna i mułu. Jaki jest język polityków każdy wie, a jeśli nie wie to może się domyślać - i nikt mi nie wmówi, że tacy jak Kwaśniewski czy inni ze świecznika mówią "ą i ę" i "bułkę przez bibułkę" prezentując Wersal na każdym kroku, szczególnie przy zakrapianym spotkaniu. Byłemu premierowi się dostało bo była konieczność publicznego potępienia i odcięcia się od polityka, który i tak już mało może. Wstyd.

Pada deszcz

Niestety stało się tak, jak wszyscy znający się na rzeczy przewidywali - premier zbagatelizował bulwersujące wypowiedzi Tadeusza Rydzyka dotyczące prezydenta oraz jego żony. Co ciekawe dodał, że całą sprawę wyolbrzymiły media i na koniec rzekł:

"Chociaż nie ukrywam, że się tym specjalnie nie zajmowałem, ta kwestia niemiła, w szczególności dla prezydenta i jego żony, nie ma podstawowego znaczenia politycznego"

Nie jestem zawodowym politykiem, ale ta sprawa według mnie ma najmniej fundamentalne znaczenie polityczne, otóż niskiej rangi przedstawiciel Kościoła Katolickiego raczy pomawiać głowę państwa o oszustwa (o czarownicy nie wspomnę - to może faktycznie nie mieć znaczenia politycznego) - czy to nie jest polityka? W moim odczuciu wypowiedź premiera jest o wiele bardziej oburzająca niż same inwektywy wygłaszane przez Rydzyka. Wstyd panie premierze!

Bracia Kaczyńscy niestety są wielce wybiórczy jeśli chodzi o działania w sprawie krytyki własnych poczynań, gdy niemiecka gazeta nazwała ich "kartoflami" prezydent odcierpiał ten incydent poważnymi problemami żołądkowymi, a obecny wicepremier chciał nawet wystosowania międzynarodowego listu gończego. W momencie, kiedy prezydenta zwymyślał najsłynniejszy (oczywiście po tym wydarzeniu) polski bezdomny - szukała go Policja w całej Polsce, a teraz? Wyolbrzymiona sprawa, w dodatku prawdopodobnie przez Szatanów, Układ, Szarą Sieć, Bure Suki oraz ZOMO. Wszyscy bowiem wiedzą, w którym miejscu jest Polska.

Szkoda tylko, że nie w tym gdzie jest większość polaków.

Kontratak

Na efekty milczenia braci Kaczyńskich w sprawie bulwersującego "występu" Tadeusza Rydzyka nie trzeba było długo czekać. Grupa europosłów wystosowała do prezydenta Lecha Kaczyńskiego list otwarty, w którym - uwaga - domagają się od niego przeprosin na rzecz "Ojca Dyrektora"! To nieprawdopodobne zdarzenie uzmysławia prawdziwą potęgę redemptorysty (?) z Torunia, który może liczyć nawet na reprezentantów naszego kraju w europarlamencie.

"Wzywamy prezydenta do zadośćuczynienia za krzywdy moralne i obrażanie Dyrektora Radia Maryja oraz całej rzeszy jego słuchaczy"

Mnie osobiście zastanawia fakt, czy owi posłowie naprawdę mają takie poglądy i uważają, że prezydent obraził Rydzyka, czy po prostu wyczuli możliwość koniunkturalnego zarobienia kilku głosów w następnych wyborach do europarlamentu? Wszyscy bowiem wiedzą, że słuchacze Radia Maryja są bezgranicznie i ślepo oddani swojemu, nie wiem jak go nazwać... idolowi? Słuchacze Radia Maryja, w większości, to starsze osoby podatne na manipulacje, których w oczywisty sposób dopuszcza się Rydzyk głosząc pod sztandarami Boga i wiary zwykłą nienawiść.

W tym miejscu widzę wielkie niebezpieczeństwo powstania precedensu polegającego na tym, że Rydzyk widząc, że oprócz ślepo oddanych wiernych ma poparcie polityków, a najwyższe władze w państwie nie reagują ostro i natychmiastowo na jego wypowiedzi będzie dalej testował na ile jest w stanie bezkarnie ingerować w sprawy kraju. Armia słuchaczy z poparciem polityków ze skraju prawej strony wraz z milczącym przyzwoleniem mniej radykalnej prawicy stanowi już poważne zagrożenie. I w tym momencie widziałbym rolę lewicy, która (o ile nie będzie usilnie walczyć o "każdy" elektorat) powinna stanowczym wystąpieniem zgłosić wyraźny sprzeciw wobec narastającej fali nienawiści inicjowanej przez (uwaga!) ślepo oddanych "miłowaniu i pokojowi". Niestety boje się, że SLD może się nie zdobyć, ze względu na wcześniej wspomniany "każdy" elektorat, na taką próbę.

Czuję się w również w obowiązku napisać, że owymi światłymi, wrażliwymi europosłami uważającymi, że to prezydent jest winny są: Urszula Krupa i Witold Tomczak, ponadto pod listem podpisali się byli parlamentarzyści Jan Łopuszański i Halina Nowina-Konopka.

Miejsce w szeregu

Wczorajszy dzień przyniósł nam dodatkowe odpowiedzi na pytania o co tak naprawdę chodziło w poniedziałkowym zamieszaniu w rządzie. Otóż Jarosław Kaczyński uznał, że przyszedł już czas sprawdzić, jak zachowa się Samoobrona w momencie pozbycia się z rządu Andrzeja Leppera. Po pierwszym zrezygnowaniu z jego usług premier nie miał pewności, czy klub Leppera będzie na tyle zdecydowany by przeciwstawić się swojemu szefowi (pamiętne zapowiedzi: Samoobrona to Lepper, Lepper to Samoobrona) i przyjął go ponownie do rządu - teraz już takich wątpliwości nie było.

Co prawda Lepper na konferencji prasowej gorliwie podkreślał, że klub jednogłośnie zagłosował za opuszczeniem koalicji, ale widać było brak pewności, buty i zacietrzewienia w jego wypowiedzi. Posłowie Samoobrony za bardzo są zadłużeni, za bardzo przyzwyczaili się do opływania w stanowiska, mają za dużo zobowiązań aby gładko zrezygnować z możliwości współrządzenia krajem. I właśnie wczoraj powiedzieli Lepperowi NIE.

Według mnie to już koniec politycznej kariery byłego wicepremiera, ministra rolnictwa. Bez ślepego posłuszeństwa swoich popleczników nie będzie już taki mocny, jak dotąd. I ten moment doskonale wyczuł i wykorzystał Jarosław Kaczyński - upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze pozbył się nieobliczalnego i niewygodnego Leppera, a po drugie utrzymał większość w Sejmie zatrzymując "szable" z Samoobrony.

I tu dochodzimy do sedna sprawy, rządy PiS (a raczej JK) polegają na ciągłym zastraszaniu, intrygach i kwitach. Kiedyś mówiło się "pokaż człowieka, a znajdę na niego paragraf", a teraz można jeszcze więcej, szczególnie mając w ręku CBA, ABW, IPN nie mówiąc już o służalczej prokuraturze. Przykład Andrzeja Leppera dobitnie pokazuje, że każdego można zniszczyć i pozbyć się go w białych rękawiczkach. Posłowie LPR i Samoobrony już dawno zdali sobie sprawę, że w zamian za możliwość pomachania szabelką (konferencje prasowe Giertycha i Leppera) i stanowiska w terenie stanowią dla PiS jedynie siłę dostarczającą brakującą do większości liczbę głosów w parlamencie. Każde większe wychylenie zostaje natychmiast karcone pod byle pretekstem, a jeśli nie ma mocnych kart - zawsze można je "dodrukować" mając w ręku wcześniej wymienione służby.

Flashbang

Wczorajszy wieczór obfitował w sensacyjne wydarzenia, najpierw do dymisji podał się Tomasz Lipiec (tego akurat można się było spodziewać), a później nastąpiło "klu" dnia czyli dymisja wicepremiera, ministra rolnictwa Andrzeja Leppera. Media oszalały, w każdym programie informacyjnym można było zobaczyć Kogoś Ważnego mówiącego o kryzysie w rządzie, a główny zainteresowany czyli Andrzej Lepper siedział niemal płacząc u Moniki Olejnik.

Otóż była to mistrzowska, brawurowa i genialna akcja Jarosława Kaczyńskiego. Nie jestem jego fanem jeśli chodzi o styl rządzenia, nie podzielam poglądów PiS i jestem przeciwnikiem tego gabinetu, ale jeśli chodzi o strategię to (niestety) nie ma lepszego od Jarka Kaczyńskiego.

Ale o co chodzi? Oto, że nagle z wszystkich mediów oraz ust narodu zniknęła sprawa bezczelnych wynurzeń Rydzyka... I to było celem całej wczorajszej zawieruchy! Sprawa Rydzyka była tak niewygodna dla PiS, że postanowiono WCALE jej nie komentować i przenieść oczy (i uszy) narodu na inny odcinek frontu, nie mniej atrakcyjny dla mediów. Lepiej bowiem poświęcić Leppera wiedząc, że może dojść do rozłamu w Samoobronie i część posłów (szczególnie tych, którzy nie śmierdzą groszem, mają komornika na karku, a dieta poselska jest ich jedynym dochodem) będzie nadal popierać PiS, niż rezygnować z kilkuset tysięcy głosów słuchaczy Radia Maryja. Warto wiedzieć, jak już kiedyś pisałem, że elektorat RM jest o wiele bardziej zdyscyplinowany niż potencjalni wyborcy "przejęci" z innych ugrupowań.

Teraz wystarczy tylko podtrzymać ogień kilka dni, może tydzień, a wszyscy zapomną o Rydzyku zajmując się spekulacjami o dymisji rządu, skróceniem kadencji parlamentu, wyborach itp. A Rydzyk będzie wiedział, że może dużo.

Warto dodać, że opozycja była całą sytuacją tak zaskoczona, że przez kilka godzin nikt się na ten temat nie wypowiadał! Dopiero późnym wieczorem w TVN24 ukazała się postać Wojciecha Olejniczaka (słabo wyglądał, jakby go ktoś przed chwilą wyciągnął z łóżka względnie większej imprezy), który wygłosił (również łamiącym się głosem) przemówienie dot. zgłoszenia konstruktywnego wotum nieufności.

Tam wczoraj była Polska

O ja głupi. Myślałem, że występ premiera, który stwierdził całkiem niedawno, że Ci, którzy nie są z nim są jak ZOMO to był jednorazowy wybryk niekonsultowany ze specjalistami od PR (czyt. pijaru).

Niestety wczoraj w Częstochowie Jarosław Kaczyński po raz kolejny uświadomił narodowi, że nie jest premierem wszystkich Polaków. Jasno i dobitnie stwierdził, że Polska jest tylko tam, gdzie jest On i popierający go tłum (im bardziej zagorzały - tym lepiej). Nie wiem gdzie w tym momencie byli wspomniani już wcześniej specjaliści, może by udało się powstrzymać wypluwającego z prędkością karabinu maszynowego pochwały dla zgromadzonych pielgrzymów premiera. Ale się nie udało.

Daleko mi od nazwania wczorajszego święta hucpą i spędem owczego, bezmyślnego tłumu. Szanuję przekonania każdego człowieka i jeśli myśli, że tak (zlot w Częstochowie) jest dla niego dobrze to życzę mu jak najlepiej oraz wytrwałości w swojej wierze. Natomiast nie mogę tolerować, kiedy Prezes Rady Ministrów zwyczajnie różnicuje i wywyższa jedną, cokolwiek radykalną, część społeczeństwa i nazywa TYLKO ją Polską, natomiast reszta to co? Volksdeutsch (poprawcie mnie jeśli źle zapisałem), jak to powiedział z nienawiścią w oczach jeden z "pielgrzymów" cytowanych wczoraj przez telewizję?

Takimi wypowiedziami premier po raz kolejny, niestety, stawia jedynych wyżej, jednocześnie gnojąc pozostałych jako tą gorszą część społeczeństwa. Jarosław Kaczyński wyraźnie zapomina, że to społeczeństwo właśnie jest państwem, a państwo społeczeństwem - w całości jako nierozerwalna część! Rozczłonkowywanie tejże całości to jest już dyskryminacja - przy tym bardzo blado wygląda sztandarowe hasło PiS: "Solidarne Państwo".

Jak nie powinno się politykować cz. 2

No nie spodziewałem się po Jerzym Szmajdzińskim takich słów. Jest to kolejny przykład jak przedstawiciele sejmowej lewicy nie potrafią się odpowiedzialnie zachować. A o co poszło? O ewidentną prowokację i populistyczne (dla swojego potencjalnego elektoratu) wypowiedzi Romana Giertycha na wczorajszym kongresie LPR:

Te wszystkie LiD-y, popaprańcy różnego rodzaju, zebrani razem

Na co, zazwyczaj stonowany i ostrożny w wypowiedziach Jerzy Szmajdziński odpowiedział:

W stosunku do osób niepełnosprawnych intelektualnie jak pan Giertych podejmowanie czynności prawnych zostawiam moim młodszym kolegom

Powyższą wypowiedzią Jerzy Szmajdziński zjechał szybciutko do poziomu reprezentowanego przez Romana Giertycha oraz PO i PiS obrzucających się błotem za pomocą reklamówek telewizyjnych. A wystarczyło wpuścić jednych uchem i wypuścić drugim, takiej reakcji należałoby się spodziewać od każdego zrównoważonego i doświadczonego polityka, za jakiego go uważałem do tej pory. Panie Jerzy, dodał Pan sporo wiatru łódce, w której płynie Roman Giertych i długo, długo nikt!

Wstyd, że SLD daje się wciągać w taką pyskówkę, szczególnie, że zainicjowaną przez tonącą i ratującą się przed zmarginalizowaniem Ligę, dla której ten kongres był doskonałą szansą na szerokie wypłynięcie po raz kolejny nie przez program, a przez "znane i lubiane" puste oskarżenia i odwoływanie się do eurosceptyzmu i negowaniu korzyści, które dał nam Okrągły Stół.

Dwa szybkie i jedno haiku

Jako lekturę na zbliżający się weekend czarnobiaua rzeczywistość poleca następujące pozycje:

Arcyciekawy artykuł o tym, jakie to wypowiedzi wicepremiera obecnego rządu znajdują się na liście lektur obowiązkowych Redwatch.

"Broń (atomową – red.) taką mają trzej nasi sąsiedzi – Rosja, Ukraina i Białoruś (...). Gdyby zakupić lub wyprodukować broń atomową moglibyśmy się czuć rzeczywiście bezpiecznie, gdyż nikt nie odważy się zaatakować państwa dysponującego taką możliwością odwetu. Kto wie, czy broń atomowa nie mogłaby zabezpieczyć naszej niepodległości na długie lata".

Felieton prof. Bożyka dotyczący przyczyn marginalizacji lewicy

"Od dwóch lat Lewica i Demokraci opierają swój program polityczny i gospodarczy na negowaniu bez wyjątku wszystkiego, co proponuje rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość oraz jej koalicjanci Samoobrona i Liga Polskich Rodzin. Tymczasem niektóre z tych propozycji lewica mogłaby poprzeć, wskazując, iż zostały one już wiele lat temu sformułowane przez nią i zawłaszczone obecnie przez ekipę rządzącą."

Oraz na deser nowy numer Przeglądu Socjalistycznego, z którego w szczególności polecam felietony prof. Szyszkowskiej, Krzysztofa Pilawskiego oraz Łukasza Foltyna.

Dziś przypadają również 84-te urodziny generała Wojciecha Jaruzelskiego, warto o tym pamiętać.

Siedzieć w domu, przymusowo!

Wspaniałomyślni posłowie z PiS przygotowują ustawę, zmieniającą przepisy Kodeksu Pracy, dotyczącą zakazu pracy w placówkach handlowych w 12 świątecznych dni w roku. Co najciekawsze to, to że projekt popiera również SLD tłumacząc swoją decyzję ustami posłanki Jarugi-Nowackiej, która stwierdziła, że:

wszystkim posłom chodzi o przepisy, które zabezpieczą przed wyzyskiem pracowników. Oceniła, że proponowana nowelizacja to krok w dobrą stronę, więc SLD poprze te rozwiązania.

Nie rozumiem, co jest w tym przypadku wyzyskiem pracowników? Ustawa jest w szczególności skierowana przeciwko dużym centrom handlowym. Ale przecież robotnik przychodzący pracować do marketu wie, że praca tamże nie jest siedzeniem na tyłku i przeglądaniem WWW względnie przerzucaniem papierków z jednej kupki na drugą. Nie chce tam pracować - idzie gdzie indziej, nie ma iść gdzie indziej - godzi się na pracę w święta i zarabia pieniądze.

Nie wiem czy posłowie nie widzą, czy może nie chcą widzieć, że obecnie naród jest tak zapracowany, że nie ma kiedy wybrać się na zakupy - niedziele i święta to niemal jedyne momenty, kiedy można zrobić większe zakupy nie spiesząc się przed zamknięciem sklepu. Kolejna sprawa to, to jak zareagują na takie zarządzenie pracodawcy, którym nagle spadną obroty? Zmniejszą ceny? A skąd, zmniejszą zatrudnienie - czy wtedy posłowie dadzą pieniądze bezrobotnym?

Moje rozumienie sytuacji dodatkowo zawiera fakt, że uchwalając takie zmiany Sejm ogranicza moją wolność wyboru, dlaczego w święto mam siedzieć w domu, kiedy akurat chciałbym zrobić zakupy lub zafundować dziecku zabawkę?

Nie tędy droga kochani wybrańcy narodu w poselskich ławach! Zamiast zakazywać spróbujcie skuteczniej egzekwować takie prawo, które już jest. Częściej i dokładniej sprawdzajcie czy przypadkiem gdzieś się naprawdę wyzyskuje pracownika przez łamanie jego praw, a nie zakazujcie jego pracodawcy zatrudniać kogoś, kto świadomie godzi się na pracę w święta (może przypadkiem jest niewierzący i nie świętuje niedzieli - każdego trzeba uszanować), a karzcie tych pracodawców, którzy wbrew woli pracownika zmuszają go do pracy wbrew panującemu prawu.

Instytut Skromności i Uniżenia

Jak się można dowiedzieć z mediów w 16 największych polskich miastach już wkrótce powstanie sieć kawiarni prowadzonych przez Instytut Księdza Prałata Henryka Jankowskiego, w których będzie można napić się wina z butelek sygnowanych wizerunkiem księdza prałata i być obsłużonym przez kelnerki legitymujące się zaświadczeniem od swojego proboszcza!

Ale to nie wszystko, Henryk Jankowski dołączy do m.in. Celine Dion, Davida Beckhama oraz Naomi Campbell, a to za sprawą kolekcji kosmetyków również sygnowanych swoim nazwiskiem. Szczerze mówiąc to po pierwszej informacji o sprzedaży wina z facjatą kapelana "Solidarności" szybko rzuciłem okiem na kalendarz i sprawdziłem czy przypadkiem nie jest 1 kwietnia, względnie nie przespałem kilku lat, w których księżą zrzucili sutanny i porzucili głoszenie "słowa" aby zająć się, już bez skrępowanym, zbijaniem majątków. Niestety to nie był 1 kwietnia...

Pycha, buta i obnoszenie się z bogactwem oraz orderami już od dłuższego czasu kojarzy z prałatem Jankowskim, nie wiem czy tylko zdaje on sobie sprawę, że przez taką część kleru jaką reprezentuje on wraz z o. Rydzykiem część ludzi traci resztki wiary w to, do czego księża pierwotnie byli powołani. W tej chwili jesteśmy świadkami działania doskonale prosperujących przedsiębiorstw nastawionych (oczywiście i bezwzględnie) na osiągnięcie zysku, a nie na krzewienie wiary, służebność wobec ludzi czy też pokorę i skromność.

Niestety żyjemy w ultrakatolickim kraju, gdzie z pewnością znajdą się chętni na stołowanie się w takich restauracjach, picie spoglądając z uwielbieniem na swojego idola z ambony oraz ludzie, którzy pójdą do restauracji, w której kelnerki mają zaświadczenie od proboszcza. W żadnym natomiast cywilizowanym kraju taki numer nie przeszedłby - jeśli nie politycy to naród i władze Kościoła ukręciłyby takiego "przedsiębiorce" zanim on jeszcze rozpocząłby działalność. Niestety (po raz kolejny) jesteśmy ciemnogrodem, w którym znaczna część społeczeństwa myśli średniowiecznymi kategoriami, gdzie ksiądz jest nieomylny, nieskazitelny i zawsze ma racje cokolwiek by nie robił.

Dlatego jestem zdecydowanie za wpisaniem do konstytucji paragrafu dotyczącego zakazu finansowania przez państwo żadnych religii (podobnie jak to jest np. w Irlandii) oraz przyjęciem niemieckiego, bądź francuskiego modelu finansowania się Kościoła charakteryzującego się wprowadzeniem podatku kościelnego (ok. 1% rocznych dochodów, Niemcy) lub zwolnieniem z opodatkowania (oczywiście do pewnej kwoty) darowizn na rzecz Kościoła (Francja). Oczywiście niewierzący podatku nie płacą, ani nie mają wcześniej wymienionego przywileju podatkowego.

Dopiero wtedy okazałoby się ilu jest prawdziwych katolików w Wolsce, oraz - przede wszystkim - mogłyby zwiększyć się wydatki budżetu państwa na bardziej potrzebne rzeczy niż np. dotacje na Świątynię Opatrzności, uczelnie teologiczne itp.

Ideologia głupcy!

Po doskonałych inicjatywach na zwiększenie odsetek zdanych matur, "uaktualnieniu" kanonu lektur, zmianie outfitu uczniów względnie ośrodkach resocjalizacji do głowy Ministra Giertych przyszedł kolejny genialny pomysł - ideologiczna ingerencja w przedmiot. Padło na biologię.

"Młodzież powinna się szczegółowo dowiedzieć, na czym polega zabijanie dzieci nienarodzonych. Należy to odczytywać w kontekście pozytywnego podejścia do problemu zabijania dzieci nienarodzonych"

Według mnie edukacja, a w szczególności podstawowa, powinna być pozbawiona ideologii tak bardzo, jak się da - nie możemy bowiem tłoczyć dzieciom do głowy w tak młodym wieku wzorców, które już z zasady są kontrowersyjne! Pomijam już fakt oczywistej niedojrzałości. Szkoła ma za zadanie kształcić, wpajać wiedzę bezstronną tak, jak Rocznik Statystyczny, pełną faktów i rozwijać myślenie - wręcz zmuszać do SAMODZIELNEGO oceniania sytuacji.

Zastanawiałem się dziś jakie ministerstwo byłoby lepiej oddać Romanowi Giertychowi miast resortu edukacji i... Chyba lepiej jakby utworzone jakieś specjalne - przystosowane, podatne na "racjonalizację" i jednocześnie na nią odporne. W sumie i tak obecny rząd dominuje (oczywiście w ramach tzw. "taniego państwa") jeśli chodzi o rozrost departamentów więc jedno więcej nie zaszkodziłoby - a, jak widzimy po obecnej sytuacji, oszczędziłoby dzieci.