Kraina dobrobytu
Na wczorajszym, jak to nazwałem na swoje potrzeby, spotkaniu chwalipięty premier Kaczyński podsumowywał rok swoich rządów. Nie należało się spodziewać szczególnych rewelacji - ot szef rządu po prostu opowiadał, że żyje nam się lepiej, dostatniej, a będzie jeszcze lepiej. Sukcesy (wg premiera) wyliczane były niemal taśmowo, ze szczególnym naciskiem na to, jak dzięki rządowi rośnie gospodarka i co za tym idzie dobrobyt obywateli - natychmiast odezwały się głosy niecnej i podstępnej opozycji, która niemal chórem (bynajmniej nie słowiczym) krzyknęła, że akurat sukcesy gospodarcze Polski to wcale nie jest zasługa PiS!
Otóż nie jestem w stanie się z tym zgodzić - wcale. Paradoksalnie rządząca partia (plus oczywiście przystawki, ale o tym później) zrobiła BARDZO DUŻO dla rozwoju gospodarczego kraju, więcej niż można się było po niej spodziewać. Rzekłbym nawet, że chytry plan Jarosława Kaczyńskiego przyniósł niemal same profity. "Jak to???" - odezwiecie się. W rzeczy samej dzięki wyjątkowo szczupłej ławce kadrowej PiS nie ma (i nie miał nigdy) żadnych fachowców, którzy potrafiliby zająć się gospodarką, wystarczy wskazać przykład "pozyskanego zza miedzy" ministra finansów. I to właśnie dzięki temu Polska rozwija się w imponującym tempie - dzięki temu, że PiS (jeszcze) nie zdążył się przyłożyć do jej rozwoju. Panie premierze! Gratuluję kolejnego sukcesu!
Warto, w kontekście wczorajszego chwalipięctwa, dodać że po raz kolejny LPR i Samoobrona, przepraszam - oczywiście LiS, zostały sprowadzone na ziemię i zostało im przypomniane ich miejsce. Premier ani razu nie wspomniał, że "sukcesy" rządu zostały "osiągnięte" również dzięki koalicjantom, którzy solidarnie (oj, ale wyświechtane słowo) popierali wszelkie pomysły Większego Brata. Nieładnie, nieładnie, wystarczyło chociaż dodać, że "nasze sukcesy nie mogłyby być osiągnięte dzięki przyciskom naszych przyjaciół z LiS"
Dwa tygodnie temu polecałem lekturę na weekend, mam nadzieję, że stanie się to nową świecką tradycją na tym blogu. Dziś jako "słowo na niedzielę" polecam:
- Neoliberalizm jest ekonomicznie nieracjonalny - Łukasz Foltyn
- Zamiast czy obok? - Jan Barański
oraz jako superbonus:
- Wystawa "Nowa Huta - 802% normy" - pierwsza w Polsce na taką skalę multimedialna ekspozycja unikalnych archiwów fotograficznych, dokumentujących atmosferę czołowego projektu polskiego socjalizmu.
trackback
Marna ta argumentacja Foltyna. Lepszym jest programistą niż ekonomistą.
A co Ci konkretnie nie pasuje? ;)
Od czego zacząć...
racjonalność wydatków socjalnych - nieracjonalność wydatków socjalnych, polega na tym że utrzymanie administracji potrzebnej do zarządzania wydatkami jest bardzo kosztowne, ponadto ta administracja rzadko potrafi wykorzystać je efektywnie i w dodatku tam gdzie sa potrzebne. O wiele lepiej pozostawić te pieniądze w kieszeni ludzi bo ogólnie lepiej nimi zarządzą. Biednym natomiast należy dac nie rybe a wędkę. Natomiast osoby które nie ze swojej winy nie mogą na siebie zarobić - powinniśmy wspierać.
racjonalność płacy minimalnej - "czy sie stoi czy sie leża ... sie należy"? Pracodwace w takie sytuacji predzej dorzuci dodatkowe obowiązki pracownikowi którego już ma niz zatrudni nowego, ewentualnie zatrudni go na czarno. Praca minimalna motorem podwyższania kwalifikacj? Śmiech na sali. Nikt kto z góry wie ile dostanie nie będzie sie męczył żeby powiększyc swoje kwalifikacje.
racjonalność podatków - taaaak. Zastanawiające jest to że ludzie którzy naprawdę dużo zarabiają uciekają do rajów podatkowych? I jakoś od płacenia mniejszych podatków nie odechciewa im się pracować. To że ktoś ma dochody większe niż powinno to wynikać z jego pracy jest jak najbardziej naturalne - widać kiedyś podjął w życiu dobre decyzje inwestycyjne (albo jego ojciec, itp.). I nikomu wcale tej nadwyżki z gardła nie wyrwali.
racjonalność regulacji - na rynkach zagrożonych monopolem, ma to sens. W Polsce jest bardzo niewiele takich rynków, najbardziej znany to usługi telekomunikacyjne. Na większości innych rynków, gdzie nie ma niebezpieczeństwa monopolu, nie ma też zbytecznych regulacji i wszyscy sobie radzą. A UOKK to głównie poradnia dla konsumentów oszukanych przez nieuczciwe firmy.
Do kontemplacji: Kuba, której jakiś czas temu wciśnięto socjalizm, oraz Wenezuela którą na powierzchni trzyma tylko wysoka cena ropy.
Ludzie nie wydadzą lepiej pieniędzy. No może kilka % tak, ale powiedz Adamie, tak szczerze, czy wierzysz, że ludzie będą sobie sami odkładać na emeryturę, lekarzy, naukę? Otóż podpowiem Ci, że przebimbają tą kasę, a potem będzie tylko płacz i zgrzytanie zębów. Tak u przytłaczającej większości będzie wyglądała Twoja wędka.
Co do kwalifikacji to każda osoba, która będzie wiedziała ZA CO pracuje i będzie miała odrobinę oleju w głowie będzie starała się doskonalić i dobrze pracować wiedząc, że nie jest wyzyskiwana za grosze.
To, że ktoś ma wielki majątek to oznacza, a raczej powinno oznaczać, że kiedyś go (albo jego poprzednika) ktoś wykształcił, ktoś dał pracę itp. Wydaje mi się, że sprawiedliwe będzie jeśli część dochodów odda w ramach podatku.
Co do regulacji rynku to Państwo MUSI odgrywać taką rolę, bo kto inny to zrobi? W to, że zrobi to sam rynek nie wierzą nawet zatwardziali kapitaliści i liberałowie.
A z Kubą i Wenezuelą to pojechałeś... ;)
Nie chodzi mi o to aby całkowicie znieść podatki i różnego rodzaju ubezpieczenia. Jednak wydaje mi się że mówienie dziś w polsce że trzeba podwyższyc podatki (i że wysokie podatki są dobre) nie świadczy o specjalnej wiedzy ekonomicznej. Po prostu należy ograniczać nadmierny fiskalizm państwa, bo ma on naturalne tendencje do powiększania. Ubezpiecznia zresztą powinny być moim zdaniem całkowicie komerctjne (acz w podstawowym stopniu, obowiązkowe).
Nie wyobrażam sobie aby osoba mająca przyżeczony zasiłek dla bezrobotnych, a potem płace minimalną, to niespecjalnie będzie go to zachęcało do rozszerzania kwalifikacji. Praktyka wskazuje że podwyższanie płacy minimalnej _zawsze_ skutkuje spadkiem chęci do zatrudniania przez firmy.
Oczywiście że część powinno się oddać w formie podatków, ale dlaczego bogaty ma oddawać nie tylko procentowo, ale relatywnie więcej? Nie mówię że powinno wprowadzić się pogłówne, ale nie przesadzajmy. W Szwecji kiedyś wprowadzono podatek progresywny do tego stopnia że Astrid Lingren musiała zapłacić 102% podatku. Wyemigrowała.
Co do regulacji: w kraju cywilizowanym zawsze jakaś regulacja jest (w formie ogólnych przepisów prawa). Nie należy jednak tworzyć bytów i regulacji ponad potrzebę. Tylko rynki zagrożone monopolem potrzebuja regulacji i to tylko w takim stopniu aby zlikwidowac monopol. W innym wypadku, wszelkie urzędy/koncesje itp. jedynie zwiększają korupcję.
Z Kuba i Wenezuelą pojechałem, owszem, ale są to żywe przykłady państw gdzie zasady socjalizmu wprowadzono w praktyce. Kuba to dziś ruina (i amreykańskie embargo ma do tego bardzo niewiele), a Wenezula stacza sie i osiągnie dno jak im się skończy ropa.
Ogólnie: żadne państwo/urząd/urzędnik nie będzie mądrzejsze od człowieka w wydawaniu pieniędzy, bo tylko on zna dokładnie swoje potrzeby. Urząd wyda najpierw 3/4 kasy na to żeby zbadać komu i na co potrzebne sa pieniądze, po czym na 3/4 potrzeb kasy zabraknie.
Co do podatków, to ogólna teoria mówi że powinny być jak najprostsze, jak najniższe i jak najpowrzechniejsze. Jak najprosztsze, oznacza jak najmniej odliczeń. (Najlepiej 0 odliczń. Jeśli państwo chce wspierac jakieś dziedziny życia (tzw. polityka prorodzinna), to nie poprzez zmiany w podatkach, lecz poprzez tworzenie odpowiedniej sytuacji gospodarczej). Jak najniższe - rozumie się, nik nie lubi płacić wysokich podatków. Jak najpowszechniejsze - podatki powinny być ściągane z jak najszerszej grupy osób. Dzięki temu: wszyscy płacą relatywnie tyle samo, ciężko zrobić jakiekolwiek przekręty, no i mają za to taki sam poziom usług publicznych. Jak mamy dzisiaj? PITy są dość proste (ale nie doskonałe). VAT i CIT to dżungla. Dodatkowo mamy spore grupy ludzi które rozliczają się na zupełnie innych zasadach (np. rolnicy). I jeszcze jedno - lepiej obniżać maksymalnie podatki bezpośrednie, a opierac się na podatkach pośrednich. Czyli niski PIT, ale VAT na wszystko taki sam.
Ufff...
> podpowiem Ci, że przebimbają tą kasę, a potem będzie tylko płacz i zgrzytanie zębów. Tak u przytłaczającej większości będzie wyglądała Twoja wędka.
Tradycyjnie chcesz uszczęśliwiać ludzi na siłę i bez wyboru. A jeżeli ja nie mam ochoty składać się na emerytury dla bandy nierobów/nieuków, którzy nie potrafią/nie chcą zadbać o swoje dupsko, to mogę się wypisać z tego układu?
A Fołtyn to kliniczny przypadek lewicowego ogłupienia. Proponuję go obłożyć 103% podatkiem dochodowym, Szwecja ma już tradycje w takich zabiegach.
Najlepsze, że w Szwecji nawet fiskus ucieka od tamtejszych podatków produkując reklamy w tańszej Estonii. :]
Poza tym: "FoŁtyn".