Jak nie powinno się politykować cz. 3

Ileż to dobrego robi dla lewicy Aleksander Kwaśniewski... Każda kolejna jego wypowiedź wzbudza w lewicowym elektoracie albo złość z zażenowaniem, albo ironiczny uśmieszek. Po tym, jak objął "patronatem" koalicję LiD (czyli lewicy z dawno zmarginalizowaną Unią Wolności, dla niepoznaki przemalowaną na nowoczesne barwy - demokraci dot pe-el) zajął się rządzeniem, kto będzie startował, a kto nie przy czym przebił zuchwałością nawet Olejniczaka, który 2 lata temu wielkodusznie udzielił zgody Leszkowi Millerowi na start w wyborach... do Senatu.

Tym razem byłemu prezydentowi udało mu się coś, co powinno go na zawsze skreślić z horyzontu lewicy - w wypowiedzi, którą przytoczyły chyba wszystkie media stwierdził, że w następnych wyborach prezydenckich jest gotów poprzeć kandydaturę Donalda Tuska! Tego samego Tuska, który w każdej wypowiedzi odżegnuje się od jakichkolwiek kontaktów z lewicą, a jego partyjny kolega Rokita z chęcią by powywieszał na okolicznych słupach większość posłów z SLD - w imię znanej nam już walki z "komuną". Pan Kwaśniewski chyba zapomniał, że stając na czele Komitetu Wyborczego LiD przestał być raptem byłym prezydentem, a stał się automatycznie rzecznikiem m.in. polskiej lewicy parlamentarnej, jednego z największych polskich ugrupowań politycznych. A tu proszę, ot tak deklarujemy sobie poparcie dla nomen omen prawdopodobnie największego konkurenta.

Kolejna sprawa to zręczne wymanewrowanie Sojuszu przez PiS i jego psa łańcuchowego - ABW. Dzięki zatrzymaniu Kaczmarka i Kornatowskiego Sojuszowi nagle odechciało się powoływania komisji śledczych ponieważ niespecjalnie miałby kto zeznawać - nie wierzę bowiem, że prokuratorzy zatrzymywali ludzi po to, aby ich później "wypożyczać" do sejmu.

Nie napiszę nic o tym, jak to SLD złożyło propozycję Tuskowi na temat konstruktywnego wotum nieufności - wyglądało to tak, jakby mniej więcej gospodarz bez krowy zaproponował drugiemu chłopu, który ma tych krów 10 - wspólne prowadzenie wytwórni mleka, ja daję pomysł i jak się uda to biorę 50% zysków i glorię genialnego pomysłodawcy, a jak się nie uda to ty tracisz krowy i oborę, które zastawimy pod kredyt na rozkręcenie interesu. Szkoda słów.

Poprzednie odcinki "Jak nie powinno się politykować:

Mam nadzieję, że wcześniejsze odcinki zbytnio się nie zdezaktualizowały.

August 9th

Rozświetlony pokój w reprezentacyjnym budynku władzy. Trzy osoby przy okrągłym stoliku.

- No dobra Michał, skocz przełączyć światełka na pół gałki bo pismaków już wyprowadzili - powiedział Gospodarz.
- Już!
- Więc tak Donald, sytuacja jest prosta: wybory jesienią, żadnych komisji i wygłupów. Żeby ładnie wyglądało pokrzycz sobie tam przez Bronka czy innego diabła, że my to tacy - owacy. Możesz popierać sobie to co Andrzej (tfu!) i Koniu wymyślą i tak wiesz, gdzie mogą nam skoczyć...
- Tam gdzie mogą pana Szefa pocałować w... - chciał szybko dopowiedzieć notujący Michał i natychmiast zmierzył się z potężnym spojrzeniem Gospodarza.
- No, mniej więcej... A wracając... Rozumiem, że Jarek, Antek i Gosiu coś tam mają dla siebie znaleźć - a raczej Ty im znajdziesz. W końcu będziecie rządzić. Rozumiesz, taka no - gruba krecha.
- Zgoda Lechu, niech tak będzie - powiedział Donald już widząc siebie trzymającego władzę ze stołka premiera.
- "A Bronek będzie marszałkiem - lewaki nas poprą..." - pomyślał.
- No to skoro tak, to ja jeszcze sprawdzę "czy rowery stoją", a gruby skoczy po coś do przepłukania - powiedział Gospodarz kierując się do drzwi - przecież nie może być tak, że w 5 minut załatwiliśmy najważniejszą dla kraju sprawę - dodał.

Po wyjściu z sali Gospodarz podszedł do telefonu, nacisnął przycisk i wyrecytował krótko do słuchawki:
- Brat? Łyknął jak pelikan. Mamy z rok, dwa spokoju. Teraz Twoja kolej, porób trochę boruty w Sejmie, niech to wygląda naturalne. Melduję wykonanie zadania, panie prezesie - uśmiechnął się odkładając słuchawkę z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

Gdy wrócił do sali zobaczył na stole butelkę wina i trzy kieliszki.
- Wino? Misiek! Po czterech godzinach picia wina uśniemy albo nas wykręci. Każ borowikom przejrzeć barek - po Kwachu powinno coś zostać, a jak nie to mają skoczyć po czystą.

Interes ponad wszystko.

Marny bo marny, ale zyskownych jeszcze Wolsce za czasów Kaczyńskich jeszcze nie udało się sfinalizować, ciągle tylko dajemy nieotrzymując nic w zamian - tu oczywiście piję do "wizyt" w Afganistanie i Iraku.

Tymczasem, kiedy nadarzyła się okazja żeby naprawdę pomóc i to w dodatku, w kraju, który Polacy odwiedzają często i chętnie (nie wspomnę, że Grecja jest również członkiem - tak jak my - Unii Europejskiej) to prezydent przesłał wyrazy współczucia i zapewnienia o modlitwie. Modlitwa zapewne będzie o deszcz ponieważ w tym nasi posłowi, a okazuje się, że również i najważniejsza osoba w Państwie, są najlepsi.

Pomoc płonącej Grecji zapowiedziały m.in. Francja, Włochy, Słowenia, Serbia, Izrael, Cypr, Hiszpania, Rumunia, Belgia, Niemcy, Norwegia, Austria. My się będziemy modlić i składać kondolencje. Brawo panie prezydencie!

Kampanijnie

Jak widać w niektórych telewizjach PiS rozpoczęło już kampanię wyborczą (tak naprawdę to pierwszym jej akcentem była według mnie defilada za ciężkie pieniądze podatnika), w której usilnie stara się przekonać naród, że tak naprawdę to wszystko jest w porządku, na dobrej drodze i tylko trzeba jeszcze chwilkę poczekać, a będzie raj.

Do kampanii przymierza się też LiD, w szczególności w osobie nowego szefa Komitetu Wyborczego tegoż ugrupowania - Aleksandra Kwaśniewskiego. Warto również dodać, że największym zwolennikiem LiD samego w sobie, a kto wie czy nawet nie pomysłodawcą był były prezydent we własnej osobie. Jak na razie miast zaprezentować chociażby podwaliny programu wyborczego (wiemy bowiem, że nad nim się pracuje) szef Komitetu Wyborczego LiD woli mówić kogo na listach na pewno nie zobaczymy:

"Ci, którzy aktywnie tworzyli lewicę po 1989 roku, powinni pomóc, ale nie pojawiać na listach wyborczych. To bym Leszkowi Millerowi sugerował"

Tego można się było spodziewać, obaj panowie raczej nigdy za sobą nie przepadali. Natomiast jeśli chodzi o Józefa Oleksego to również nie będzie niespodzianki:

"Ta karta polityczna jest zamknięta".

Kwaśniewski sugeruje, że lewicę aktualnie powinni tworzyć i reprezentować młodzi - niestety jak "się rządzą" młodzi widzimy w tej chwili. Tak mało wyrazistych liderów SLD nie miało nigdy, niestety nic dobrego w następnej kadencji to nie wróży. Tak, jak "starzy", którzy "budowali lewicę po 1989 roku" w osobach Millera, Oleksego i Janika są niewygodni dla b. prezydenta to już mecenas Jan Widacki, Waldemar Dubaniowski i inni związani z nim - absolutnie. Według mnie p. Miller jest osobą, która ma znacznie większe zasługi dla Polski i lewicy od (nie umniejszając) Jana Widackiego, względnie zdecydowanej większości "twarzy", które z pewnością pojawią się na listach LiD. Do niczego dobrego to nie prowadzi.

Wojciech Olejniczak i Grzegorz Napieralski nie są osobami, które poprowadzą SLD do zwycięstwa wyborczego, a mariaż z dysponującymi marginalnym poparciem demokratami.pl elektoratu lewicy raczej nie przysporzy - może być wręcz przeciwnie. Należy więc zadać zasadnicze pytanie - czy Aleksander Kwaśniewski jest potrzebny SLD i lewicy?

PS. Panie premierze, pan się nie boi - dwie trzecie lewicy za panem stoi!

Gaśnica

Nowy minister edukacji jeszcze dobrze nie zaczął piastować swojego urzędu, a już musiał zostać sprowadzony na ziemię przez premiera. Chodziło oczywiście o "niefortunną" wypowiedź dotyczącą religii wliczanej do średniej ocen na świadectwach szkolnych:

Nie jestem entuzjastą pomysłu, żeby religia była liczona do średniej ocen.

Ostatnio podejrzanie cichy w sprawach politycznych Kościół (widać do tej pory skutecznie obłaskawiany przez obecną władzę) wybuchnął w bardzo mocnych słowach "za pomocą" abpa Sławoja Leszka Głódzia, który raczył pogrozić MINISTROWI laickiego (teoretycznie) państwa:

Jeżeli minister Legutko chce konfliktu i dysharmonii społecznej, to będzie ją miał. Zapowiedź zniesienia religii z listy przedmiotów wliczanych do średniej, bez konsultacji z Kościołem, uważam za arogancję.

Dramat! Jak dla mnie to powyższa wypowiedź jest swoistym wezwaniem do buntu, a co do arogancji to nie wie kto w tym wypadku jest większym arogantem - minister czy przypadkiem arcybiskup. W każdym innym, rządzonym przez przestrzegających słów konstytucji, państwie taka wypowiedź byłaby uznana, jako co najmniej niestosowna i powinna zostać odpowiednio oceniona. Tymczasem jedną wypowiedzią Ryszard Legutko został sprowadzony do poziomu ziemi zarówno przez arcybiskupa, jak i premiera, który pozwolił sobie zmienić decyzję ministra, co pokazało dobitnie ile do powiedzenia w tym rządzie ma minister. Ja bym zrezygnował.

Najważniejsze jest to, że akurat Kościół doskonale orientuje się w bieżącej sytuacji politycznej w Wolsce i wie, że po ostatnich spięciach na linii prezydent, premier vs Tadeusz Rydzyk Kaczyńscy nie mogą sobie pozwolić na widmo dalszej krytyki ich, jako ludzi przy władzy przez "katolików". Za dużo to będzie kosztowało i lepiej "uciszyć" ministra niż pogodzić się z utratą sporej ilości głosów, które z pewnością przejęłyby LPR, Prawica RP czy nawet Platforma. Zresztą na sprzeczki z KK nie idzie nawet, co uważam za bulwersujące, SLD, które "zaledwie" skieruje sprawę do Trybunału Konstytucyjnego, aby ten "zbadał zgodność ustawy z najwyższym prawem" i to bez żadnego komentarza dla narodu. Widać przed potencjalnymi wyborami każdy z polityków stara się BARDZO ważyć słowa, za bardzo.

Nie do wiary!

Atmosfera wokół byłego już ministra SWiA coraz bardziej gęstnieje. Nagle, tuż po jego odwołaniu zaczęły pojawiać się informacje o jego przywarach, a to, że wprowadził premiera w błąd, a to że chronił i działał w interesie "potężnego UKŁADU biznesowego", względnie że - i to prawdopodobnie w IV RP najpoważniejszy zarzut - zataił swoją przynależność do PZPR.

Nie uwierzę za żadne skarby w to, że premier, dysponujący potężnym (i coraz bardziej rosnącym w siłę) aparatem śledczym, osoba która może sprawdzić kiedy i do jakiego dentysty chodzi dowolny obywatel RP nie wiedział o fakcie przynależności Kaczmarka do Partii. Po prostu widać, że wcześniej mu to nie przeszkadzało, a obecnie każda informacja mogąca zdyskredytować byłego ministra jest dla premiera usprawiedliwieniem niezwłocznego pozbawienia teki niewygodnej osoby. Dosyć niekorzystnie bowiem wygląda sytuacja, kiedy to jedno z najbardziej wpływowych ministerstw w kraju powierza się "niesprawdzonej" osobie o wątpliwej, jak się później okazało, osobie.

A informację LiS, że Kaczmarek jest kandydatem tego "ugrupowania" na premiera możemy spokojnie potraktować w kategoriach political fiction klasy C.

Mistrz powraca

Mistrzyni nietaktu i modelowy przykład sterowania z tylnego krzesła powróciła - i to w wielkim stylu. O kogo chodzi? Oczywiście o naszą minister spraw zagranicznych Annę Fotygę. Co było tym wielkim stylem - otóż wypowiedź w wywiadzie dla International Herald Tribune, w którym Anna Fotyga stwierdziła, że:

Wobec bliskich więzi między naszymi historycznymi wrogami, Moskwą i Berlinem, Polska musi bronić swoich interesów.

Jak dla mojego maluczkiego umysłu takie wynurzenie jest całkiem sporym skandalem i jeszcze bardziej pogrąży nas w izolacji dyplomatycznej w, bądź co bądź, stosunkach z naszymi sąsiadami. Język histerii, którym przemawia pani minister w każdym cywilizowanym kraju i wśród polityków, którzy powinni znać umiar w swoich wypowiedziach, szybko byłby spenalizowany, a autor takich wywodów skończyłby swoją karierę "na salonach" jeszcze szybciej niż ją zaczął. Dziwnie bowiem wygląda kraj, który za pomocą swoich notabli wypomina zamierzchłe czasy - brakuje jeszcze aby zażądać reparacji za straty poniesione przez Krzyżacką okupację, potop szwedzki i najazdy Tatarów.

Cały wywiad, w moich oczach, wygląda jak kolejny wątek rozpoczynającej się właśnie kampanii wyborczej - PiS zaczyna przedstawiać się jako jedyna siła, która może obronić naród przed zakusami wrogich mocarstw, które z pewnością chcą odebrać Polakom, to co się im należy - a może nawet historyczni najeźdźcy i oprawcy będą domagać się rewizji granic?

Dobrze, że (prawdopodobnie) już tylko kilka miesięcy...

W Układ układem?

Całkiem niedawno, jakby nam było mało intryg, miało miejsce spotkanie pierwszego najsprawiedliwszego z niesprawiedliwych z pierwszym sprawiedliwym w państwie sprawiedliwości. Obaj sprawiedliwi doszli do sprawiedliwego porozumienia, że najsprawiedliwsze będzie ogłosić nowe wybory, tak aby można było szybko powołać nowy, sprawiedliwy rząd.

Jak ćwierkają wróbelki zamieszkujące wokół Belwederu układ był prosty - "sprawiedliwi teraz" zgodzą się na, jak to pięknie ujęto "plebiscyt", a następni sprawiedliwi zapomną o pomysłach na konstruktywne wotum nieufności tudzież komisję śledczą d/s CBA. Nie wiem jak innym publicystom, ale mi szczególnie rzuciła się w oczy pazerność na wygraną w wyborach i rządzeniu krajem u Donalda Tuska. Myślę, że prezydent zażądał zbyt mało bowiem podgrzewany bardzo korzystnymi wynikami wszelakich sondaży szef Platformy zgodziłby się nawet na beatyfikację Andrzeja Leppera. Skąd my znamy to żądzę?

Po raz kolejny bracia Kaczyńscy po mistrzowsku rozwiązali dosyć trudną sytuację - z jednej strony niemal wszystkie siły w Sejmie chciały dopiec PiSowi przy okazji obrad komisji d/s nieprawidłowości i nieetyczności w działaniach CBA, a z drugie na horyzoncie rysowała się bardzo wyraźnie powyborcza koalicja POLiD. Jednym zaproszeniem, jednej osoby upieczono dwie pieczenie w jednej mikrofalówce (pieczenie na ogniu jest aktualnie passe). Tusk poczuł się Bardzo Ważną Osobą, a LiD na jakiś czas przeszła ochota na romanse z kimś, kto po usłyszeniu obietnicy lizaka odwraca się od reszty piaskownicy, za przeproszeniem, plecami ponieważ chce w samotności skosztować smakołyku.

Z drugiej strony Tusk jeśli, mimo obietnicy danej prezydentowi, jednak milcząco przyzwoli na powstanie KŚ d/s CBA okaże się wyłudzaczem, osobą nie wartą jakichkolwiek porozumień oraz obdarzenia zaufaniem. Czy z kimś takim można się dogadać? Lepiej przeczekać niż godzić się na rolę przystawki, mniejszego brata, na którego zawsze można zwalić odpowiedzialność ("a bo oni nam nie pozwalali"). W tej chwili lewicy parlamentarnej absolutnie na to nie stać!

Spektakularna klęska

Nie tak miała wyglądać IV RP. Miała to być kraina mlekiem i miodem płynąca, wolna od korupcji i układu. Od wyplenienia tych ostatnich Jarosław Kaczyński rozpoczął budowę wspomnianej nowej rzeczywistości.

Wyplenianie układu, którego tak naprawdę do tej pory nie udało się zidentyfikować premierowi, jak i nikomu innemu nie wyszło zupełnie - a może w ogóle nie miało wyjść, na kogo wtedy zrzucane miałyby być niepowodzenia? W każdym razie kolejnym etapem była korupcja - do zwalczania tejże powołano nawet specjalny urząd, który co prawda niespecjalnie radził sobie z powszechną wśród obywateli korupcją, ale za to po mistrzowsku realizował polecenia płynące z samej góry nakazujące szukanie "haków" na co ważniejsze osoby w Polsce. Korupcja, jak to nazwałem - powszechna, nie wystarczała - trzeba było sprokurować własną, lepszą i na wiele wyższym szczeblu niż zwykłe "danie w łapę" lekarzowi względnie przysłowiowemu "cieciowi". Jak się ta akcja skończyła - wszyscy wiedzą, dramatem, jakiego nikt do tej pory nie widział.

W tak zwanym między czasie mieliśmy festiwal intryg, knowań, wachlowanie stołkami, osobami, a także manipulację gawiedzią (czyt. opinią publiczną sprowadzoną, czyli widzianą przez aparat, do roli tych, którym cały czas trzeba tłumaczyć, że tak naprawdę to jest w porządku) w przyziemnej formie typu "ZOMO", "Tu jest Polska" itp.

Końcowy etap IV RP właśnie następuje w tej chwili na naszych oczach, wspomniany układ, korupcja i intrygi nie wystarczają. Teraz krąg podejrzanych o knucie wokół braci zacieśnia się. Z firmamentu znikają kolejne osoby blisko związane z zapleczem politycznym Kaczyńskich. Marcinkiewicz odpadł pierwszy - był za popularny, Dorn ośmielił się sprzeciwić, Jurek miał odmienne zdanie, a Kaczmarek "wprowadził w błąd". Kiedy spadnie Ziobro i Gosiewski, a zostanie tylko dwóch?

A może to wszystko miało właśnie tak wyglądać?

Kłopociki

Aktualną sytuację w obozie rządzącym (według mnie bardzo dobre określenie - obóz - zrobisz coś nie tak, jak kapo nakazuje - giniesz) można porównać do popularnego określenia "czeski film" - nikt nic nie wie. Niby Samoobrona i LPR (aka LiS) są w koalicji z PiS, co implikowałoby jedno zdanie i poglądy "na zewnątrz", a jednak obie te partie ostro atakują na całej linii frontu największego koalicjanta. Andrzej Lepper, jako (jeszcze) szef Samoobrony całkiem niedawno pokazał, jak należy opuścić koalicję i jednocześnie w niej pozostać, a LPR nieśmiało prosi PiS o przywrócenie Daniela Pawłowca na jego poprzednie stanowisko, choć sama nie wierzy w sukces, a nawet jakąkolwiek odpowiedź na swoje błagania (rzecznik PiS skwitował, pewnie nieoficjalnie, te błagania jako - uwaga - głupie!).

Odwołanie Pawłowca i wybór ze swoich szeregów Mojzesowicza na szefa resortu rolnictwa było zabiegiem testującym koalicjantów - czy już są tak słabi, że raptem krzykną i umilkną, czy może będą machać szabelką w powietrze, względnie spuszczą nosy po sobie i przejdą do porządku dziennego. Opuszczenia koalicji ten test nie przewidywał ponieważ "przystawki" w tej chwili są tak słabe, jak nie były nigdy dotąd - i co się stało? Nic, bo nic się stać nie mogło.

Zachowanie się PiS i koalicjantów obecnie przypomina farsę. Nikt się nie zajmuje Polską, na tapecie od dłuższego czasu (niemalże od początku rządów) są rozgrywki personalne, prywatne wojenki i przepychanki. Wielkim sukcesem i jedynym ratunkiem dla PiS jest to, że akurat ta kadencja przypadła na wielki wzrost gospodarczy (który oczywiście bracia przypisują sobie, a nie poprzedniej ekipie), dzięki któremu jakoś można bronić twarzy - w szczególności wśród mniej rozumiejącego elektoratu - i mydlić oczy, że będzie jeszcze lepiej. Będzie lepiej jeśli skończycie mości panowie, oszczędzicie dalszego wstydu.

Obowiązkowo, w ramach parafialnych ogłoszeń, dodam, że okres urlopowy dla czarnobiauej już się (niestety) zakończył i wracamy do aktywnego komentowania niezbyt kolorowej rzeczywistości, a jako superbonus w imieniu ekipy lewicowego.joggera.pl i siebie zapraszam do nowego joggerowego saloniku politycznego, w którym będzie można spotkać między innymi i moje teksty.