Nu! mołodiec!

Wczorajszy "występ" byłego prezydenta, przewodniczącego rady programowej LiD wyraźnie pociągnie w dół notowania Lewicy i Demokratów i to na samym początku kampanii, która prawdopodobnie przejdzie do historii jako najbardziej zajadła obfitująca w chwyty poniżej pasa.

Osoba, która jest twarzą eksportową ugrupowania, które (jako kolejne zresztą) obiecuje odnowę moralną po raz kolejny pisze scenariusz wyborczy dla swoich przeciwników, daje im argumenty - wręcz pomaga. Vanity Fair, odczyt na Ukrainie - co będzie następne? Otóż następne będzie ogłoszenie komitetu LiD, że Aleksander Kwaśniewski będzie kandydatem tego ugrupowania na premiera. Brak mi słów.

Czy Kwaśniewski ma tyle silną pozycję w środowisku parlamentarnej lewicy, że ujdzie mu na sucho każdy wygłup - umówmy się, że ostatnie wpadki byłego prezydenta wypełniają całkowicie znamiona takiego określenia. Nawet zawsze elokwentny Ryszard Kalisz, którego darzę ogromną sympatią, nie ma ostatnio specjalnie argumentów na obronę swojego szefa - to już coś znaczy. Czyżby do trzech razy sztuka?

Jako deser na weekend proponuję humorystyczno-prześmiewczy felieton Jana Lityńskiego (dla nieznających tematu - jednego z szefów LiD) pt. "Konstytucja SLD - było strasznie jest śmiesznie". Kilka cytatów:

"SLD-owski tekst jest pełen pompatycznego pustosłowia."

"Przyświecający z oddali twórcom Konstytucji Karol Marks stwierdził kiedyś, że historia się powtarza. Pierwszy raz występuje jako tragedia drugi raz jako farsa."

"Samo porównanie deklaracji programowej przyjętej przez Komisję Programowa Lid-u i Konstytucji SLD ukazuje ogromną rozbieżność w myśleniu programowym."

"Jednak Konstytucja SLD to zawoalowana rehabilitacja PRL-u i narzuconego Polsce systemu. I tego nie można zaakceptować."

I uwaga:

"Tekst ten napisałem, przed powstaniem Komisji Programowej LiD-u. Zwracaliśmy wówczas uwagę, że proponowana Konstytucja SLD niezwykle utrudnia, mówiąc delikatnie, współprace programowa."

Klika uczestników kanapowej partii szczycąca się ogólną liczbą członków i sympatyków nieprzekraczającą liczebności pierwszego lepszego koła SLD w powiatowym mieście zwraca uwagę, że Konstytucja SLD "mówiąc delikatnie" 'IM UTRUDNIA... Pozostawię to bez komentarza.

Sam nie wiem co mam napisać

Dziś Leszek Miller ogłosił, że będzie startować z listy wyborczej Samoobrony do Sejmu. Na konferencji prasowej powiedział:

- To partia dla ludzi, którzy nie chcą lewicy wystraszonej i niesamodzielnej. (...)
- Nowa partia rodzi się spontanicznie, z odruchu serca. Chcę budować formację, która nie będzie wiecznie przepraszać za PRL, która nie będzie się go wstydzić. Chcę powiedzieć ludziom: Nie musicie się wstydzić własnych życiorysów. Pracowaliście dla legalnego państwa, a obecni szaleńcy chcą to państwo zdelegalizować.

Nie wierzę. W tym MUSI być jakiś plan. Nie wierzę, że Leszek Miller chce "zadawać się" z politykami pokroju Leppera, Filipka czy też Wrzodaka. Czy aż tak pała chęcią zmierzenia się z Wojciechem Olejniczakiem, że zdecydował się na mariaż wyborczy z Samoobroną? Czy człowiek, który podpisywał traktat akcesyjny, jeden z najważniejszych dokumentów w historii Polski może chcieć mieć cokolwiek wspólnego z partią, w której wiodącą rolę odgrywał jeszcze niedawno skompromitowany poseł Łyżwiński? Wolałbym się odsunąć na zawsze od polityki niż korzystać z życzliwości Andrzeja Leppera.

Panie Leszku, dlaczego?

Dzisiaj na Radzie niewesoła nowina

...dla Leszka Millera. Zgodnie z wszelkimi przewidywaniami Rada Krajowa SLD nie zatwierdziła kandydatury Leszka Millera na liście wyborczej koalicji Lewicy i Demokratów. Tak, jak przypuszczałem były premier zrezygnował z członkostwa w SLD, w partii, którą sam tworzył i która pod jego rządami zdobyła najwyższe w historii poparcie w wyborach parlamentarnych - tym bardziej bolesna musiała być ta decyzja.

Podejrzewam, że jeszcze bardziej zawiedzeni od Millera są wojewódzcy działacze SLD, którzy stanęli murem za swoim kandydatem i niestety się okazało się, że mają zbyt mało do powiedzenia. Jak zwykle "teren" pozostał z tyłu, przydaje się do zbierania składek i po dzisiejszych decyzjach nic się nie zmieniło. Co prawda nie słychać żeby akurat w Łodzi na listy zostali wpisani (jak to się ma zdarzyć na śląsku) tzw. "spadochroniarze", dla których miejsca nie starczyło na listach w ważniejszych miejscach, ale pomruk niezadowolenia daje się wyczuć, a to nie wróży dobrze LiDowi. Najgorzej wygląda sprawa podziału miejsc między koalicjantów czyli w szczególności między SdPL, Demokratami i SLD. Podejrzewam, że lokalni działacze SLD najbardziej rozgoryczeni będą (w zasadzie już powinni być, bo listy zostały zatwierdzone) faktem, że to SLD jest w sejmie, to SLD ma pieniądze i tylko SLD zdobyło dostateczne poparcie narodu, a na listach LiD często wyżej są umieszczani działacze koalicjantów, którzy albo opuścili Sojusz w jego trudnych momentach (Borowski, Nałęcz) czy całkiem niedawno publicznie rozgłaszali, że postkomunistów porozwieszaliby po okolicznych słupach telefonicznych (Lityński). Smutne, że wszyscy tańczą jak im (prawdopodobnie) Aleksander Kwaśniewski zagra.

Mnie najbardziej rozbawił sondaż, w którym 54% respondentów odpowiedziało, że "zdecydowanie nie życzą sobie aby Miller kandydował z listy LiD", jestem bardzo ciekawy metodologii tego badania, a w szczególności czy te 500 ankietowanych osób było np. z Łodzi czy może z całej Polski, a może wszyscy byli z np. Słupska (przypomnę, że przy wyborze posła nie głosuje na jedną listę nazwisk cała Polska)? Warto dodać, że sondaż był przeprowadzony dla Rzeczpospolitej, która oczywiście zatriumfowała informując, że tylko 4% badanych stwierdziło, że były premier powinien "zdecydowanie kandydować". Jak widać manipulacje zdarzają się również "poważnym" tytułom i tak opluwana Wyborcza nie jest wyjątkiem. Tak na marginesie dodam, że podawanie wyników sondaży bez prezentowania ich metodologii jest równie opiniodawcze jak np. oskarżenie o kradzież Jana Kowalskiego nie precyzując, o którego Kowalskiego chodzi - a jest ich tysiące.

Switch (kolegaOlka) { }

Jako, że powoli rozpędza się machina wyborcza wszyscy politycy odkryli w sobie nieograniczone pokłady energii i starają się pokazywać we wszelkich możliwych mediach oraz na co większych imprezach względnie konwentach. Doskonałym tego przykładem był premier, który wczoraj, mimo z pewnością ogromu obowiązków, odwiedził Finlandię aby kibicować naszej reprezentacji podczas walki o punkty eliminacji Mistrzostw Europy.

Aktywność zaczęła się również przekładać na blogi, które do tej pory świeciły pustkami lub nie było ich wcale. Z blogiem wystartował również Wojtek (jak każe siebie tytułować na blogu) Olejniczak, który produkuje taśmowo wpisy właśnie od 7 września. Przeglądając te wpisy natrafiłem na bardzo ciekawy wywód dlaczego to Leszek Miller nie będzie zasiadać w nowej kadencji sejmu z poparcia LiD. Otóż lider SLD pisze, że:

Otóż więc Panie Premierze – chcę, by to zabrzmiało z pełną atencją wobec Leszka Millera – czas na zmiany. Wszak to między innymi Pan lansował tezę, że w polskiej polityce musi nadejść poważna zmiana pokoleniowa. I ona właśnie nadchodzi, staje się – na Pańskich i moich oczach.

To ja przepraszam, czy np. (z całym szacunkiem dla Nich) panowie Szmajdziński, Zemke, Iwiński i Martyniuk, Borowski i Nałęcz oraz Lityński i Geremek nie nadają się do "zmiany pokoleniowej"? Dlaczego Olejniczak nie powie wprost, że to Aleksander Kwaśniewski zadecydował o tym, że Miller, mimo poparcia łódzkiego SLD miejsca na listach mieć nie będzie? Niech pan przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej wreszcie zdobędzie się na "ujawnienie prawdy" kto tak naprawdę podejmuje ostateczne decyzje w LiD?

Panie Wojtku proszę się obudzić, bo w pewnym momencie może się okazać, że pan również podpadnie pod "zmianę pokoleniową", kiedy Aleksander Kwaśniewski uzna, że pana czas się skończył. Były prezydent nie jest rycerzem na białym koniu, który nagle przybył aby zbawić polską lewicę - czy nikt do tej pory tego nie zauważył? Na razie widzimy człowieka, który po skończeniu dwóch kadencji na najwyższym urzędzie nagle uznał, że jeszcze potrafi - tylko, że niespecjalnie mu to wychodzi. Dla SLD demokraci.pl są potrzebni do "uczłowieczenia" wizerunku postkomunistów, po których można jeździć jako sprawców wszelkiego zła, a dla zmarginalizowanych demokratów SLD jest jedynym lewarem, który może wyciągnąć tą kanapową partię do poziomów pozwalających na zajęcie miejsca w sejmowych ławach. Tylko co poza tym mają wspólnego te dwa ugrupowania? Śpieszę z odpowiedzią: Aleksandra Kwaśniewskiego, który nagle zapragnął lewitować w stronę centrum.

Jak nie powinno się politykować cz. 4

Czyli nieustającego pouczania aspirujących do władzy lub tą władzę sprawujących, po raz kolejny o byłym prezydencie - Aleksandrze Kwaśniewskim. Otóż tematem drugim tematem (pierwszym są oczywiście nadchodzące wybory) w kolejności cytowania i omawiania jest słynna już wypowiedź Szefa Rady Programowej Lewicy i Demokratów dla Vanity Fair.

I nie chodzi tu o to, czy Kwaśniewski powiedział coś, co mogło obrazić kogokolwiek, nie chodzi tu również o małostkowe prostowanie, że tu przetłumaczyli tak, a nie inaczej. Że przekłamanie nastąpiło w momencie tłumaczenia z angielskiego na niemiecki, a potem z niemieckiego na polski czy też odwrotnie. Nieważne! Ważne (i tego nikt nie zauważył!!!) natomiast jest to, że ktoś, kto stoi na czele jakiegokolwiek ugrupowania szukającego poparcia w masach (chociażby to byli "biznesmeni stojący pod budką z piwem") nie może się wypowiadać w sposób rodzący możliwość podwójnej interpretacji. No nie może i koniec. Zawsze (i w tym przypadku mamy doskonały tego przykład) znajdą się tacy, szczególnie wśród sceptyków i przeciwników, którzy dany fakt przekręcą względnie zinterpretują na niekorzyść oratora i afera gotowa. Szczególnie przykre, że sprawa się "wypsnęła" właśnie Kwaśniewskiemu, który raczej za granicą jest odbierany bardzo pozytywnie i stanowi osobę, z której słowami liczy się wiele ważnych osobistości.

Myślę, że były prezydent od początku powrotu (tego ukrywanego, nie od momentu powrotu na afisz - daję głowę, że pomysł na LiD to jego sprawka) przysparza więcej zamieszania i kłopotów lewicy niż dobrego. Teraz PiS ustami premiera może sobie używać na całym LiD, jako prezentującym "pijaństwo na grobach pomordowanych", "urąganie papieżowi" (słynny występ z Siwcem) itp. itd. To jest dobry pomysł panie Olejniczak, bardzo chętnie natomiast chciałbym zobaczyć Pana, Panie Wojtku startującego z przedostatniego miejsca w Łodzi i Leszka Millera startującego jako ostatni. I wiem, kto tych głosów miałby więcej.

Nie możesz znaleźć wroga - stwórz swojego!

Walka Jarosława Kaczyńskiego z układem prawdopodobnie powoli dobiega końca, 7 września br. Sejm ma głosować za skróceniem obecnej kadencji - istnieje więc szansa, że mityczny układ przetrwał. Ale czy na pewno?

Otóż w zeszły weekend z wielką pompą ogłosili rozbicie groźnej szajki przestępczej, która niechybnie miała na celu manewrowanie Polską na szkodę obywateli, wspólnie i w porozumieniu. Konferencja była profesjonalnie okraszona dowodami w postaci zapisów podsłuchów, video z kamer ochrony oraz przepięknymi animacjami mającymi na celu dokładne przedstawienie, że nie może być w tym całym ambarasie żadnych pomyłek. Układ rozpoznany, rozbity, udowodniony!

W tym sęk, że wszyscy członkowie tegoż Układu doszli na świecznik dzięki tym, którzy ich w poprzednim tygodniu zatrzymali i pokazowo, na łamach wszystkich gazet i antenach wszelakich telewizji przesłuchiwali. Jak to powiedział Ryszard Kalisz:

PiS nie mógł przez dwa lata odnaleźć i zdemaskować mitycznego Układu więc postanowił go samemu stworzyć, później zdemaskować i ujawnić opinii publicznej.

Nic tak nie raduje tłumu, jak wyniki. Brak wyników - trzeba je poprawić, nawet kosztem tej bardziej rozumnej części społeczeństwa, która zwijała się ze śmiechu obserwując ową hucpę.

Cały ten cyrk przypomina mi od razu policjantów, którzy mają miesięczny "limit" spisań obywateli, którzy coś tam sobie przeskrobali. Czy jest spokojnie czy nie - ilość "spisanych" delikwentów ma być nie mniejszy niż, powiedzmy, 20 nazwisk. Jeśli jest ich mniej co robią dzielni stróżowie prawa? Przepisują z notesów kolegów nazwiska złapanych na niegodziwych czynach - tak, aby osiągnąć plan minimum. Prawda, że widać analogię?

Tylko czy, po raz kolejny zadam to pytanie, tak miała wyglądać odnowa moralna IV Rzeczpospolitej? Czy to są te zasady, które obowiązują?

Przegrani są w tym bałaganie wszyscy. PiS - bo żeby udowodnić, że Układ istnieje musi kogoś pokazać i złapać. Samoobrona i LPR - bo uwierzyli bezspornie w opowiadania Kaczmarka i jeszcze go desygnowali na premiera. SLD i Platforma bo wysuwali pod publiczkę żądania niemożliwe do spełnienia przy obecnym stosunku sił. PSL bo nie potrafiło się wyraźnie odciąć od tej sprawy i pokazać, że można stać z boku i nie mieszać się do z daleka cuchnącej sprawy.

Najbardziej przegrał naród, przegrał 2 lata.