Autopromocja
Wczorajsza debata, reklamowana jako starcie III z IV RP wypadła bardzo blado. Przypominała nieco kiepski teleturniej tylko, że zamiast Ibisza wystąpił szef TVP - Andrzej Urbański.
Rację mieli Ci, którzy jako jedyny powód zwołania tego "wielkiego show" podawali chęć odsunięcia na boczny tor Donalda Tuska i PO. Każdy z dwójki polityków nie zabłysnął niczym konkretnym: Kwaśniewski był tradycyjnie odprężony, łatwo formułował riposty i nie rozsiewał nadmiernej demagogii, Kaczyński, jako wciąż urzędujący premier, chwalił się "osiągnięciami" rządu, sprawnie operował liczbami i wskaźnikami - nic nowego!
Oczywiście każdy zwolennik obu opcji twierdzi, że zdecydowanie na punkty wygrał ich kandydat - no właśnie. Nikt nie mówi o nokaucie, zdeklasowaniu przeciwnika czy też kompromitacji, najlepiej ilustruje to wczorajszy pojedynek. Obaj rozmówcy powiedzieli to, co mieli powiedzieć, bez specjalnych ataków i personalnych wycieczek, wydaje się, że nie tylko pytania były uzgodnione między sztabami wyborczymi, a również i odpowiedzi.
Nie było mowy o drażliwych tematach, atakowaniu poniżej pasa względnie docinkach pod publiczkę - wszystko starannie wyreżyserowane. Kwaśniewski zmarnował wielką szansę, aby zaskoczyć Kaczyńskiego i wyłamać się z ram, które narzucili mu organizatorzy programu. Były prezydent cały czas zapomina, że nie jest cały czas "byłym preziem", któremu nie wypada być stronniczym i w związku z tym jest... po prostu nijaki - A TO ON miał być lokomotywą kampanii LiD.
W debacie remis, dla lewicy kolejna zmarnowana szansa na promocję.
trackback
Ta debata z obu strony była wymierzona w PO. Tzn. zachowanie obu polityków miało przekonać wahających się.