Pod publiczkę

Dyżurnym tematem ostatnich dni jest wojna między tak zwanymi "Małym Pałacem", a "Dużym Pałacem" - w skrócie: między rządem, a Lechem Kaczyńskim.

Kulminacją tej mini-wojny (a może sprzeczki?) była absencja Radosława Sikorskiego na spotkaniu z prezydentem. Prezydent, a dokładnie jego otoczenie, był ogromnie oburzony, że minister nie raczył się stawić na jego zaproszenie, a minister nie widzi w tym nic niestosownego. W związku z tą sprawą mieliśmy już dziesiątki wystąpień i komentarzy z obu stron, jaki to prezydent jest obrażony, a minister krnąbrny. Co więcej - największe oburzenie kipi nie od samego Lecha Kaczyńskiego, a z ust jego świty.

Według mnie to nigdzie nie jest zapisane, że ktokolwiek MUSI się stawiać, kiedy wzywa (a może zaprasza?) go Głowa Państwa, a tym bardziej jeśli jest to członek rządu. Sprawa jest nadmiernie rozdmuchana, a głównymi bohaterami nie są ci, którzy powinni. Otóż wydaje się, że winnymi są sekretariaty obu skłóconych panów.

Po pierwsze Kancelaria Prezydenta przed zaproszeniem członka rządu (szczególnie teraz, gdy praktycznie rząd jeszcze nie zaczął rządzić tylko się "rozgrzewa") powinna wystosować pismo z zapytaniem o wolne terminy z dopiskiem, że (prawdopodobnie) chodzi o pilną sprawę. Gabinet Ministra powinien odpowiedzieć, po konsultacji z szefem (przecież chodzi nie o spotkanie z byle kim), że można się spotkać tego, a tego, o tej i o tamtej. I po co było tyle szumu?

Po drugie wydaje się, że Kancelaria Prezydenta jest bardzo słabo poinformowana, skoro nie wiedziała o posiedzeniu rządu, którym to Radosław Sikorski tłumaczył absencje na wizycie z prezydentem. Albo może nie chciała o nim wiedzieć, aby mieć powód do szerzenia opinii jakoby ministrowie nowego rządu mają w głębokim poważaniu prezydenta?

A po trzecie bardzo mi się spodobało skwitowanie całej sytuacji przez Bronisława Komorowskiego:

"Minister rządu nie jest chłopcem na posyłki."

Czyżby z jednej strony prezydent pokazywał, że rząd nie będzie miał z nim łatwo, a z drugiej - rząd wyraźnie wskazuje, że nie zgodzi się na zwiększanie roli prezydenta?



Komentarze gości

  1.  Clou 01 grudnia 2007, 12:21:40

    a ja nie wiem o co chodzi. W kancelarii prezydenta wiedzieli że Sikorskiego nie będzie, bo były telefony dzień wcześniej, że być nie może. Na drugi dzień wysłali prośbe o inny termin, a ten rzecznik Kaczyńskiego zrobił od razu konferencję i prezentował rzeczony faks. Bo przyszedł 3 minuty po 16. Śmiechu warte, otoczenie Kaczyńskich zachowuje sie jak dzieci.
    A może im się urząd prezydenta z władzą królewską pomylił? :D

  2.  lsr 01 grudnia 2007, 13:01:41

    W oficjalnych sytuacjach, a z taką mamy w tym przypadku miejsce, powiadomienie o nieobecności czy w ogóle o czymkolwiek innym powinno być złożone w formie pisemnej. To standard. Na telefon takich spraw na takim szczeblu się nie załatwia.

  3.  mmm 01 grudnia 2007, 13:36:51

    lsr: Jak ty byłeś prezydentem to tylko pisemnie było? Może teraz jest inaczej. ;]

    Grunt to się dać zassać i analizować pierdoły.

  4.  lsr 01 grudnia 2007, 13:42:30

    Buuuchacha... Nawet w niechętnym Kaczyńskim TVN przyznano wczoraj, że zastosowano niewłaściwą formę powiadomienia. Powtarzam: na tym szczeblu takich spraw nie załatwia się na telefon.

  5.  mmm 01 grudnia 2007, 13:44:59

    Ale ja nikogo nie bronię, ani nie oskarżam. Tylko śmieszy mnie jak każdy od razu wie co i jak się załatwia. Jakbyś przesiedział w ministerstwie sto lat. Po prostu bajdurzenie.

    A cała sprawa to jest ich problem. Jakby im zależało na dobrym wizerunku to by załatwili między sobą. A tak się chłopaki przepychają znów kto jest większym dobrem. Niech coś sensownego zrobią a powiadamiać mogą się nawet SMSem - nie wnikam w takie szczegóły.

  6.  lsr 01 grudnia 2007, 13:49:15

    Przepraszam, a ile Ty byłeś w ministerstwie, że wiesz lepiej? Byłeś w ogóle kiedykolwiek na jakimś stanowisku? Wiesz coś o tym? Nie wiem też, na jakiej podstawie twierdzisz, że ja wiedzieć nie mogę...

  7.  mmm 01 grudnia 2007, 13:53:59

    A czy ja pisałem jak mają się powiadamiać? To ty napisałeś, że <poważny głos>To *standard*. Na telefon *takich* spraw na *takim* szczeblu się nie załatwia.</poważny głos>. I kto jest śmieszny. Jakie sprawy - takie, gdzie - na takim szczeblu. "Minister Sikorski wystosował prośbę o atak polskich wojsk na Rosję". ;]

    A ty byłeś na jakimś stanowisku? Już to widzę.

    Ja napisałem, że przeciętnego wyborcę powinno guzik obchodzić jak oni się ze sobą komunikują - obchodzić powinno co robią.
    A to co teraz jest to kolejny medialny bełkot dla naiwniaków co lubią analizować i robić z siebie eksperta w dziedzinie wysyłania listów. Ciekawe czy margine był 3 centymetry czy 2, a może podpisał się bez zawijasa. ;]

  8.  lsr 01 grudnia 2007, 14:02:34

    Sam się przyznajesz, że nie masz o tym pojęcia. Więc po prostu trolling tu uprawiasz i nic więcej...

    bq. A ty byłeś na jakimś stanowisku? Już to widzę.
    Nie ma to jak sensowna odpowiedź. Mnie nie obchodzi, co ty tam widzisz. Nie wiesz, to nie gadaj bzdur. W tym przypadku mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że wiem, o czym piszę i mam tego pewność.
    Masz, poczytaj sobie jeszcze co sądzi o sprawie "wielki przyjaciel Kaczyńskiego" => http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,4724020.html
    Mam nadzieję, że w następnym komentarzu napiszesz coś konkretnego, a nie przypuścisz na mnie kolejny atak czy stwierdzisz, że tobie to wszystko jedno, bo takie wypowiedzi nie mają żadnej wartości.

  9.  scanner 01 grudnia 2007, 14:13:29

    I proszę.. Sami zaczynacie kolejną wojenkę. O pierdoły.
    Sposób informowania się przez biura jest mało dla nas istotny. Istotny jest fakt, że prezydenckie przydupasy z każdej okazji zrobią temat do prowadzenia propagandy przeciwko swoim przeciwnikom. Na szczeście Ci drudzy nic sobie z tego nie robią...

  10.  lsr 01 grudnia 2007, 14:19:07

    > Sposób informowania się przez biura jest mało dla nas istotny.
    Są pewne przyjęte zasady, których trzeba się trzymać. Może z perspektywy wielu obywateli wygląda to inaczej, to niczego nie zmienia. Jeśli pan Sikorski nie chce się do nich stosować, to nikt mu nie każe w politykę się bawić.
    > prezydenckie przydupasy
    Takie stawianie sprawy zdradza Twoje intencje: "nieważne, kto de facto ma rację, ja i tak wiem, że nie ma jej ten, którego nie lubię".
    Nie wiem, czy ten sposób prowadzenia dyskusji do czegokolwiek pozytywnego prowadzi. Ale to dotyczy w zasadzie większości komentarzy naszych rodaków - zarówno z jednej, jak i z drugiej strony sceny politycznej.

  11.  mmm 01 grudnia 2007, 14:20:13

    lsr: Ty masz za to duże pojęcie i mówisz z pełnym przekonaniem bo... powiedzieli ci w telewizji. Teraz będziesz z pełnym przekonaniem na każdym blogu to powtarzał. I kula śniegowa się kręci tysiące znawców politycznego savoir-vivre. ;]

    Zaraz, zaraz a czy to jest w ogóle ważne?

    Nie interesuje cię bardziej co sobie powiedzą jak już się spotkają? Mnie jakoś to drugie bo to jest konkret. A to co oni robią - to jest tło.

    To miałem na myśli pisząc pierwszy komentarz. Ale analizuj dalej czy list, czy faks... (przecież już wiesz jak powinno być jesteś znawcą tematu, masz nawet na WP artykuł!) żaden minister i tak tego nie piszę zapewne nigdy własnoręcznie.

    Więc cała afera to sekretarka łamaga, może zaspała, a może ma chore dziecko, a może list się zgubił? Może już ją zwolnili? Zobaczmy jaka tragedia w jej rodzinie. Może jutro będzie nagłówek w gazecie "Sekretarka, która doprowadziła do skandalu politycznego zwolniona". Wtedy też powiedzą ci co to oznacza i ty wpiszesz komentarz do mojego komentarza. ;]

    I nie piszę tego jako wycieczkę osobistą, ale po prostu Polacy dają sobie takie bzdety serwować w gazecie i wiadomościach telewizyjnych. I jeszcze się można pokłócić na blogu. ;]

  12.  lsr 01 grudnia 2007, 14:31:06

    > Ty masz za to duże pojęcie i mówisz z pełnym przekonaniem bo... powiedzieli ci w telewizji.
    Dość tego. Na jakiej podstawie twierdzisz, że swoją opinię opieram na oglądaniu TV? Przeczytaj moje komentarze z większym zrozumieniem, a pojmiesz, że wskazałem na TVN w tym kontekście, że to, co tam zostało powiedziane, potwierdza moją opinię w tej sprawie (a nie że jest jej źródłem). Ale mam wrażenie, że celowo przekręcasz sens moich wypowiedzi, bo innego sposobu na dowodzenie swoich racji nie widzisz... Nie mam zamiaru Ci niczego udowadniać - to Ty powinieneś potrafić przekonująco uzasadnić postawiony przez Ciebie zarzut, że swoją wiedzę czerpię z TV... Więc czekam na uzasadnienie (za pomocą konkretów) lub odwołanie zarzutów.

    Czy w związku z tym, co napisałeś, uważasz, że również tzw. protokół dyplomatyczny jest pierdołą?
    A reszta Twojego komentarza to snucie jakiejś fikcyjnej fabułki...

  13.  czarnobiaua 01 grudnia 2007, 14:43:20

    Panowie, akurat sekretarka zaspać nie może, bo jest kilka osób, które musi ją zastąpić. Poza tym sekretariaty, kancelarie itp. posiadają setki gotowców, które wysyłają w ciągu kilkunastu sekund. Dodatkowo akurat tam (mówię o sekretariatach) pracują ludzie, których czas reakcji NA DOWOLNĄ sprawę wynosi (dosłownie) kilka chwil i są NAJLEPIEJ poinformowani. Więc jakoś nie chce mi się wierzyć żeby u prezydenta nie wiedziano, że akurat wtedy było posiedzenie rządu.

  14.  Michał Górny 01 grudnia 2007, 15:07:34

    Mnie się w całej sprawie najbardziej podobał komentarz w „Trójce” (nie pamiętam kogo) — że Kancelaria Prezydenta przypomina „Ministerstwo głupich kroków” Monty Pythona.

    A sprawa oburzenia — przecież to normalna sprawa w sektach.

Zostaw opinię.