Nieważne szczegóły

Pan Prezydent raczył w dniu przedwczorajszym wystosować do narodu Orędzie. Tak się składa, że za pomocą tegoż strzelił sobie boleśnie w stopę, sobie jak i również popierającej Go partii.

Po tym jak Jarosław Kaczyński raczył sprowadzić użytkowników Internetu do poziomu, hmmm, lekkoduchów, jego brat zdołał po raz kolejny udowodnić, że najwyższy urząd w Państwie pogłębia podziały wśród narodu i dać przykład reszcie cywilizowanych krajów, że mimo zmiany rządu Polskę należy wciąż traktować, jako średniowieczne poletko pełne zabobonów i uprzedzeń. Jak bowiem tłumaczyć ciągłe straszenie Polaków rewizjonistycznymi Niemcami, inwazją gejów oraz szablozębną Brukselą, która zabierze, rozbierze i puści z torbami Prawdziwego Polaka? Cytując Jacka Kurskiego - "ciemny lud to kupi", tylko że warto się zastanowić ile razy?

Dla tych, którzy troszkę uważniej się przyjrzeli spotowi reklamowemu (chyba tak należy traktować poniedziałkowe wystąpienie Lecha Kaczyńskiego) z pewnością rzuciły się w oczy pewne niejasności. Natomiast dla tej części, która nie zwróciła uwagi na końcu podaję rozwiązanie, oczywiście będące niczym innym niż wytworem mojej zmanierowanej wyobraźni:

  1. dlaczego najpierw pokazywany jest Prezydent, który z radością ściska rękę Kanclerz Merkel, a potem ta sama Merkel jest pokazywana z Eriką Steinbach?
  2. dlaczego jako ilustracja rewizjonizmu przedstawiana jest mapa z dwudziestolecia międzywojennego z zaznaczonymi na czarno ziemiami, które wtedy należały do Niemiec, a teraz do Polski? Nie są natomiast w żaden sposób oznaczone ziemie, które teraz należą do naszych wschodnich sąsiadów - czy to oznacza, że będziemy się domagać zwrotu Lwowa i Wilna?
  3. dlaczego jako tło muzyczne wybrano motyw z filmu, w którym niemal co chwilę wychwalane są tak znienawidzone przez Prezydenta formacje jak AL i GL, a AK jest marginalizowane jako "podziemie w podziemiu" tylko szkodzące słusznej sprawie?
  4. dlaczego Prezydent mija się z prawdą strasząc Kartą Praw Podstawowych, która ponoć ma zburzyć porządek, gdzie małżeństwo jest związek kobiety z mężczyzną, a z pewnością doskonale wie, że niczego takiego tam nie napisano - co więcej, jest wyraźnie powiedziane, że w takich sprawach prawo kraju członkowskiego stoi ponad unijnym (pomijam straszenie Polaków ślubem gejów, który nie dość, że nie odbył się Polsce, nawet nie w zepsutej zachodniej Europie czy nawet nie w Unii tylko w Kanadzie!)?
  5. a podsumowując dlaczego Prezydent siedział przed flagą Indonezji (względnie Monako)?

Obiecane rozwiązanie to wspomniany wcześniej cytat - "Ciemny lud wszystko kupi", dopowiem tylko od siebie: "żeby to było tylko odpowiednio emocjonalnie zabarwione - a szczegóły nie są wcale ważne". Jak bowiem tłumaczyć śliczne wiejskie domki, które zabiorą najeźdźcy zza Odry, jak tłumaczyć znany i lubiany, chwytający za serce motyw muzyczny, jak w końcu nazwać końcowe słowa, w których przewija się "Nie pozwolę! Nie zgodzę się!". Kto się będzie zastanawiał i wnikał? Za broń rodacy - na Brukselę!

Szufladka

Wszyscy znają nowy kurs PiS - inteligencja, młodzi - to prawdopodobnie przez te grupy społeczne rządzi dziś Donald, a nie Jarosław. Ostatnia konferencja z udziałem "wybitnych ludzi nauki" zdawała się potwierdzać obrany kierunek. Tym bardziej dziwi (nie tylko mnie) wypowiedź (oczywiście wyrwana z kontekstu) Jarosława Kaczyńskiego na temat przybliżania urn wyborczych dla tych, którym się po prostu nie chce:

Akt głosowania powinien być według mnie czynnością poważną, świadomą, wymagającą pewnej fatygi. Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać.

Warto zauważyć, że to właśnie ludzie inteligentni i młodzi starają się "wysługiwać" Internetem wszędzie tam, gdzie się da co wyraźnie kłóci się z wizją przyciągnięcia przez PiS wspomnianego elektoratu. Jak to? Czyżby Jarosław Kaczyński widział w Sieci tylko pornografię, a w jej użytkownikach popijających piwko degeneratów? Bardzo ciekawe szufladkowanie znacznej części społeczeństwa. Otóż Panie Prezesie - obiecuję, że jeśli w jakikolwiek sposób przyłoży się Pan do wprowadzenia e-votingu (myślę, że wybory samorządowe byłyby doskonałym "poligonem") to obiecuję mieć podczas głosowania otwartą tylko stronę PKW - piwo odłożę do lodówki, strony z XXX zminimalizuję, a klikać będę na stojąco.

Dalsza część wypowiedzi byłego premiera jest równie ciekawa:

Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować.

Czyli mitycznego układu ciąg dalszy - Internet jest również opanowany przez żelazne macki, które oplatają całą Globalną Wioskę. Co ciekawe agitacja i manipulacja w Internecie jest dla Prezesa czymś nagannym, wartym tępienia, a taka sama - niemniej agresywna kampania prowadzona z ambon jest tym, na co można przymknąć oko, a nawet po cichu tolerować. W skrócie: jeśli nadają na nas - be, mówią zgodnie z linią - cacy.

Osobiście, według mnie to nowy kurs PiS jest tylko pewnego rodzaju makijażem nakładanym przez górę partii aby pozbyć się etykietki "ortodoksyjności" i rozszerzyć swoje wpływy, które mogą się przełożyć na głosy - jednak, jakby to powiedział mój znajomy - "słoma nadal z lakierek wychodzi". Z jednej strony walczymy o głosy nie tylko tych, którzy już nas znają i wychodzimy z otwartymi ramionami na każdego, nawet wcześniej obrażanych wykształciuchów, a z drugiej strony wszystko co nowe, nowoczesne i (chyba) nie do końca zrozumiałe jest by default złe i nie do przyjęcia.

Czy ktoś nad tym panuje?

Cud? Raczej cudaki!

Rację miał - nie sądziłem, że kiedykolwiek to przyznam - Jarosław Kaczyński umieszczając Platformę Obywatelską w bajce o Czerwonym Kapturku. Wyszło to, co wszyscy dokładniej studiujący programy polityczne wiedzieli sporo wcześniej i ostrzegali na lewo i prawo - o kogo tak naprawdę będzie dbała PO.

Rząd ma zamiar podzielić pracowników na tych, którzy zatrudnieni są w firmach o załodze ponad 10 osób i pozostałych. Ci pierwsi będą pracować według dotychczasowego Kodeksu Pracy, a "maluczcy" – nowego, obciętego z niemal wszelkich zobowiązań stawianych pracodawcom wobec pracowników!

Przykłady - proszę bardzo:

  • Właściciele małych przedsiębiorstw nie będą mieli "nad sobą" przepisu dotyczącego zakazu zwalniania kobiet w ciąży i osób w wieku przedemerytalnym.
  • Ci sami będą mogli zwalniać pracowników niemal bezkarnie - nie będzie już obowiązku przywrócenia do pracy, lub uznania wypowiedzenia za bezskuteczne! Wystarczy zapłacić niskie odszkodowanie (co i tak się pewnie będzie opłacać w porównaniu z pensją) i po sprawie.
  • Nie będzie też konieczności konsultowania ze związkami zawodowymi opinii na temat zwalnianego pracownika.
  • Konieczność prowadzenia ewidencji pracy? Niepotrzebna - będzie można eksploatować pracowników "ile wlezie"
  • Zniesiony zostanie również zakaz zmuszania (o przepraszam - proponowania) przejścia pracowników na tzw. "samozatrudnienie"
  • Inne "drobiazgi" to brak refundowania kosztów delegacji służbowych, skrócenie do zaledwie 14 dni chorobowego wypłacanego w wysokości 80% pensji (potem pracownicy będą skazani na ZUS-owski zasiłek)

Dodatkowo ustawodawca (czyli koalicja PO i PSL) zamierza znieść obowiązkowe zatrudnianie pracowników według umowy o pracę i dać możliwość zawierania umów cywilnych. Co to oznacza - tego nie należy raczej tłumaczyć.

Donald Tusk podczas kampanii wyborczej bardzo często powoływał się na Irlandię, bogaty zachód i wspomniany w tytule cud, problem w tym, że po wprowadzeniu powyższych poprawek znacznie bliżej niż do Dublina będzie nam do Pekinu i Phenianu, gdzie robotnicy pracują za miskę ryżu i nie mają żadnych praw, bo to przecież pracodawca jest Panem i Władcą. Warto dodać, że w firmach zatrudniających poniżej 10 pracowników pracuje ponad 3 mln osób, a poza tym w czym problem podzielić większą firmę na mniejsze? A ile korzyści od razu!

Korpus Weteranów Wybranych

Jak donoszą dzisiejsze gazety, w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego powstaje projekt powołania Korpusu Weteranów Rzeczpospolitej pod patronatem prezydenta. Projekt ten mówi, że tytuł weterana będzie przyznawany przez wspomniane już BBN, a wyróżniony dostanie 200 zł dodatku kombatanckiego miesięcznie oraz darmowe leki, dodatek pogrzebowy, asystę kompanii honorowej na pogrzebie i odznakę weterana, która jeśli będzie noszona w widocznym miejscu, będzie zobowiązywać żołnierzy oraz pozostałych funkcjonariuszy formacji mundurowych do salutowania.

Wszystko pięknie, ładnie - ale gdzie jest haczyk? Otóż okazuje się, żeby otrzymać status weterana trzeba się zlustrować! Jeśli przy tym procesie wyjdzie na przykład, że kandydat na weterana:

"nie uznając zwierzchnictwa Naczelnego Wodza i Rządu RP organizował na terenie ZSRR formacje wojskowe złożone z obywateli polskich"

to może się pożegnać z honorami przysługującymi weteranowi. Natomiast w przypadku, gdy kandydat był osobą:

"pełniąca służbę w formacjach podziemnych lub organizacjach podległych Polskiej Partii Robotniczej"

... to również zostanie wykluczony z grona kandydatów. O co więc chodzi? Ano o to, że Prezydent raczy starannie selekcjonować osoby, które walczyły "słusznie" o wyzwolenie Polski spod jarzma hitlerowskiej okupacji. Jak bowiem inaczej, niż dyskryminacją, nazwać wykluczenie "lekką ręką" setek tysięcy żołnierzy Gwardii Ludowej, Armii Ludowej względnie Batalionów Chłopskich? Oczywistą oczywistością jest również to, że nie zostanie uwzględniona większość żołnierzy, którzy przeszli szlak od Lenino do Berlina - bo, wg Prezydenta, "źle walczyli" - czyżby nie po tej stronie co potrzeba?

Czy naprawdę w czasie okupacji można sobie było "o tak" wybrać organizację? Czy były ogólnodostępne "punkty zborne" gdzie człowiek mógł sobie zadecydować czy będzie walczył w barwach AL czy AK? Szło się i walczyło po prostu z okupantem - dla Polski.

Okazuje się, że nie tylko Jarosław Kaczyński potrafi dzielić na "tych co stoją tu" oraz "tamtych, którzy stoją gdzie ZOMO" - Prezydent nie jest Prezydentem wszystkich polaków - tylko tych, których uważa za wartych tego. Tylko kto mu takie pomysły "sufluje"?