Trendomierz
Na językach, przepraszam - w ustach, wszystkich mediów dominującym tematem jest Tybet - we wszelkich odmianach. Wiadomo mniej więcej o co chodzi, o prawa człowieka, brutalne tłumienie demonstracji, prześladowanie Dalajlamy i okupację regionu. Jest wręcz w modzie demonstrowanie swojego poparcia dla Tybetańczyków poprzez noszenie okolicznościowych koszulek, opasek względnie czapeczek.
Ci, którzy są "wyżej" na świeczniku mogą sobie nawet pozwolić na szerszą demonstrację poprzez manifestacyjne (dzięki występom we wspomnianych mediach) odmawianie przenoszenia ognia olimpijskiego z jednego miejsca na drugie. A już najwyżsi naszego podwórka (oraz Ci, których stać) ostentacyjnie ogłaszają, że na olimpiadę nie pojadą wcale.
W czasach tzw. Globalnej Wioski takie manifestowanie staje się modne i dzięki niemu można poprawić swoją sytuację na rynku poprzez uwiarygodnienie swojej osoby, jako tej, która wydaje się nie być obojętna na cierpienia i ból innych - toż to znakomita (i nośna) okazja, której przegapienie mogłoby się okazać dużym błędem. A nuż ktoś pomyśli, że jak nie popieram Tybetu to znaczy, że popieram chiński totalitaryzm i komunizm - co to, to nie!
Tylko ja pytam gdzie byli Ci wszyscy Małaszyńscy, Renie Jusis i cała reszta zgrai "dobrych i wrażliwych", kiedy to Chiny KANDYDOWAŁY dopiero do organizacji największego sportowego widowiska na świecie? Czy w ogóle wiedzieli o istnieniu takiego problemu, a jeśli tak (to światowcy - mogą być oczytani!) to dlaczego dali o swoich poglądach znać dopiero teraz? Czy wtedy chiński reżim był łagodny, jak baranek i otaczał Tybetańczyków ciepłym i bezpiecznym ramieniem sprawiedliwości? Takich pytań mam więcej, ale odpowiedzi nie oczekuję - bo znana jest każdemu.
Kochani sportowcy (jeśli czytacie ten blog) jedźcie do Pekinu i biegajcie, jak najszybciej możecie, skaczcie najdalej i najwyżej. Nie słuchajcie tych, którzy chcą zrobić z igrzysk miejsce agitacji - dajcie z siebie wszystko i zapomnijcie przez chwilę o wszelkich problemach tego świata. Od zarania dziejów Igrzyska Olimpijskie były prowadzone pod hasłem szlachetnego współzawodnictwa i braterstwa wszystkich narodów. Zawsze na czas tej Wielkiej Imprezy zawieszane były wszelkie konflikty i wojny - niech tak będzie i teraz!
trackback
O widzisz, mnie też to strasznie śmieszy, że wszyscy nagle obudzili się, że przecież Chiny łamią prawa człowieka. Zupełnie jakby zaczęły to robić od stycznia 2008...
Mogę się podpisać dwoma łapkami pod tym wpisem.
Polecam poszukać i poczytać co ciekawego zdarzyło się ~miesiąc temu w Tybecie, i dlaczego akurat wtedy zaczęły się akcje na całym świecie.
obee:
A co było pół roku temu, rok temu, pięć lat temu?
"Czy wtedy chiński reżim był łagodny, jak baranek i otaczał Tybetańczyków ciepłym i bezpiecznym ramieniem sprawiedliwości?"
@obee: Polecam poczytać co ciekawego zdarzyło się od 1949 roku. Mam nadzieję, że nie jesteś jednym z tych, którzy o istnieniu Tybetu dowiedzieli się z telewizji w czasie kiedy wybuchły tam zamieszki.
czarnobiaua: ja sie tylko skromnie podpiszę pod Twoją notką.
Zgadzam się jak nigdy. ;)
Bardzo dobra notka.
O niepodległośc czy chociaż o autonomię dla Tybetu warto walczyć. Ale są lepsze metody niż bojkotowanie wielkich koncernów -a tak naprawdę zwykłych dystrybutorów ich produktów, którzy z całą sprawą mają mało wspólnego- zwyczajnie nie mogących sobie pozwolić na ignorowanie takiego rynku czy zwalczanie olimpiady (a właściwie igrzysk, ale kto przejmuje się dziś nomenklaturą), na czym ucierpią przede wszystkim sportowcy, z ktorych wielu traktuje te zawody jako ostatnią szansę na zapewnienie sobie świetlanej przyszłości.
Celny komentarz powyżej, miałem o tym również pisać - chodzi o to, jak bardzo słusznie zauważył Aeth Rhiannios, że również bojkotowanie chińskich produktów jest pozbawione większego sensu.