Uwaga zakręt!
Na lewicy zamęt - zamęt spowodowany zbliżającymi się wyborami nowych władz, ale i również znaczącymi przegrupowaniami wewnątrz, nie tak dawno (podobno) monolitycznego LiD, który na szczęście przeszedł już do historii.
Szkoda tylko, że wskutek walki pomiędzy przewodniczącym Olejniczakiem, a sekretarzem Napieralskim traci na znaczeniu sam przekaz ugrupowań na lewo od PO, o przepraszam - demokratów.pl. Codziennie mamy nowe konferencje, przedstawianie jakichś-tam-kolorowych-ksiąg, a konkretów wciąż brak.
Jak na razie to cały "skręt w lewo" opiera się na atakach skierowanych ku Kościołowi i... To by było chyba na tyle - więcej nie zauważyłem. W tej chwili peleton "lewicy" skręcający w lewo prowadzi Joanna Senyszyn, u której lewicowość objawia się jedynie wspomnianymi wcześniej uwagami nt. konkordatu, roli kościoła i jego finansowaniu. Wczoraj w "Kropce nad i" pani Senyszyn raczyła wypowiedzieć bardzo ciekawe zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: "Nasz program w 70% składa się z pomocy socjalnej, aktywizacji bezrobotnych i dbaniu o wykluczonych". To ja pytam w takim razie, o czym mówi pozostałe 30%? Jeśli o Kościele to porównywając częstotliwość wypowiedzi pani profesor o klerze z wywiadami nt. "socjału" to wydaje się, że o tych 70% mówi się w SLD chyba tylko na wewnętrznych, zamkniętych dla elektoratu posiedzeniach względnie w wewnątrzpartyjnej telewizji ponieważ w ogólnodostępnych mediach cisza, jak makiem zasiał.
Podsumowując - samym mówieniem o Kościele wiele SLD nie zyska, śmiem twierdzić, że nawet może stracić. Dodatkowo medialna wojna (tzw. szorstka przyjaźń) między liderami z pewnością nie pomaga - a gwoździem do trumny obecnego SLD jest, wielokrotnie przeze mnie wytykany, brak konkretów, którymi można zdobyć utracony przed laty elektorat.
Kilka lat rządów Olejniczaka z Napieralskim przyniosło lewicy poziom niespotykany jeszcze w III RP - na SLD chce głosować wyłącznie ultra-żelazny elektorat (żelazny już dawno nie chce), który prawdopodobnie tak zagłosowałby również gdy przewodniczącym zostanie wyciągnięty z kapelusza działacz z głębokiego zaplecza, niemający pojęcia o tym co mówi. Według mnie to stan zatrważający, sięgający poniżej dna, tam gdzie metr mułu. Czy znajdzie się osoba, która wymieni chociażby jeden plus działalności obecnej "wierchuszki" SLD czyli panów O. i N.? Jeśli tak, to proszę wpisać w komentarzach.
Co czeka lewicę w najbliższym czasie? Kilkanaście drobnych partyjek (SdPL, Polska Lewica Millera, Celiński z Balickim i Cimoszewiczem, Unia Pracy i szereg frakcji w SLD), które zostaną rozbite w jakichkolwiek wyborach? A może solidny wstrząs w SLD, rozliczenie "twórców" LiD i zabranie się do roboty, tworzenie prawa, wskazywanie że jest coś innego niż prawica?
A o Wojtku, Grzegorzu i Aleksandrze "ekologu" już zapomnijmy. I niech nie wracają.
trackback
Lewica ostatnio sięgnęła dna. Dla mnie, prawicowca, do dobra wiadomość - ale nie dziwię się, że wszystkie osoby o odmiennych poglądach krew zalewa ;)
Trzeba przyznać, że partie lewicowe prezentują się niestety słabo. Jest jeszcze pewna nadzieja, bo SLD prowadzi prace nad nowym programem, a ich nowa "Konstytucja programowa" była, mimo dominacji ogólników, nie tak zła jak starsze "100 konkretów", a poza tym ma to być chyba tylko wyjście dla dalszych prac.
Ale co z tego, jeśli kompletnie nie prezentują tych zamierzeń w mediach? W zasadzie jedynia zauważalna jest walka z wpływami Kościoła (co nie jest złe, ale nie da się stworzyc z tego jakiejkolwiek siły politycznej),a nie mówi się nic o takich rzeczach jak pomoc mniej zaradnym, słabszym, o obronie praw zatrudnionych, może nawet o poprawie szkolnictwa i służby zdrowia. Z tego się da się napisać dobry zbiór postulatów. I nie powinni się tu zrażać, że prawica te cele "ukradła" i się na nie powołuje. Zawsze można przecież pokazać, kto w działaniach na ich rzecz jest lepszy.
A z personaliami... Sądzę, że pan Olejniczak dostał władzę za wcześnie. Po prostu brakowało mu doświadczenia, które mieli starsi działacze. Ale raczej powrót do nich nie jest już możliwy. Może przydałby się ktoś z zewnątrz. Może Sojusz po prostu będzie musiał upaść i powstanie jakaś świeża siła.
Problem w tym, że antypatią do Kościoła (który u nas jest tożsamy z wiarą) elektoratu się nie powiększy - kto wie czy nie przyniesie to efektu odwrotnego. Niestety widać tutaj rozpaczliwe chwytanie się brzytwy bowiem innych pomysłów obecne kierownictwo nie ma, a skoro tylko to zostało, to czemu nie spróbować. Dla mnie jest to po prostu żałosne i godne potępienia, bo nie tak powinno to wyglądać!
Ale przynajmniej w tym, co widziałem w relacjach medialnych z pochodów 1-majowych widać jakąś poprawę. Walka o dobry kodeks pracy powinien być sztandarowym projektem partii socjaldemokratycznych, bo dotyczy wszystkich, nie tylko wykluczonych z normalnego życia społecznego