Według Hammurabiego

Zaiste dziwne dla liberała słowa wypowiedział ostatnio urzędujący Premier. Otóż (jak wszyscy pewnie już słyszeli) planuje On takie zmiany w prawie, które będą skutkować kastracją chemiczną dla osób, które dopuściły się pedofilii.

Nikt (chyba) natomiast nie zauważył, że wprowadzenie takiej poprawki do obowiązującego kodeksu znacznie bardziej przypominać będzie odwet oraz zbliży politykę karną do Hammurabiego, którego ustawodawstwo opierało się na prawie mutylacji czyli "czym uczyniłeś to ci odetniemy". Czy kolejną zmianą będzie ucinanie rąk złodziejom, uszu podsłuchiwaczom, a także języków krzywoprzysięzcom?

Dlaczego Premier porównując pedofilii do do alkoholizmu czy narkomanii nie widzi, że pijakom i ćpaczom (przepraszam za kolokwializmy) niczego się nie ucina, ani nie uniemożliwia? Ich się leczy, a nie okalecza. Znacznie lepiej byłoby przeznaczyć siły i środki pieniężne na ochronę i przygotowywanie najbardziej zagrożonych do obrony przed tego typu patologią.

Wszyscy oczywiście zdają sobie sprawę, że kastracja pedofilów jest ogromnie medialna, a pewnie i znaleźliby się zwolennicy publicznego kamieniowania oraz kary śmierci dla takowych. Nie tędy droga. Warto zauważyć, że w cywilizowanym kraju - do jakich z pewnością chcielibyśmy się zaliczać - nie ma pozwolenia dla takich praktyk.

No chyba, że zamiast do Japonii, jak zwykle zbliżamy się do Chin, a Premier wiedząc, że takie zmiany nie mają szans na wprowadzenie usiłuje zafundować nam igrzyska zamiast chleba.



Komentarze gości

  1.  dgd 16 września 2008, 10:30:32

    Chyba nie bardzo rozumiesz temat. "Kastracja chemiczna" to nie żadne okaleczanie lecz leczenie (jak w przypadku alkoholików i narkomanów). To podawanie leków, by dotknięta tą ohydną chorobą osoba mogła panować nad swoim zachowanie. Nie ma tu żadnego ucinania czy innego kaleczenia.

  2.  AdamK 16 września 2008, 10:36:57

    Problem polega na tym że pedofilia to choroba. W przypadku zwykłych przestępstw, kara (i jej ewentualna nieuchronność) pełni rolę odstraszającej. Pedofila kara nie odstraszy, bo jego instynkt jest silniejszy.

    Lew Starowicz, moim zdaniem autorytet w tej dziedzinie, zdecydowanie opowidział się przeciw kastracji chemicznej argumentując że sama kastracja, bez terapii nie jest leczeniem.

  3.  Aeth Rhiannios 16 września 2008, 10:54:00

    Cieszę się bardzo, że na tym blogu znów coś się dzieje, mam nadzieję, że ten wpis jest nowym początkiem, a nie jedynie wyjątkowym wpisem.
    Mi się wydaje, że ten pomysł nie jest taki zły, bo nie polega na okalecznaiu, podaniu środków, które hamowałyby poped seksualny. Dzięki temu rodzice nie musieliby żyć w strachu o swoje dzieci, a one nie musiałyby (chociaż swoją drogą, one też by się przydały) być męczone jakimiś szkoleniami z zakresu obrony, które zapewne byłyby mało skuteczne. Jak zwykle jednak diabeł tkwi w szczegółach. Sąd bowiem też nie jest nieomylny i gdyby ktoś miał zostać pozbawiony nieodwracalnie swojej seksualności, gdyby działanie tych środków chemicznych byłoby trwałe, to zasadność całej reformy stałaby pod dużym znakiem zapytania. Złe byłoby prawo, z powodu którego np. pomówiony przez ucznia, nielubiany nauczyciel zostałby pozbawiony możliwości założenia rodziny.

  4.  error777 16 września 2008, 11:00:22

    Jak na kraj fundamentalnie chrześcijański zacytuję Mt(18,6) "Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza". To co widzimy to tylko skutki wychowania, już teraz rosną kolejne patologiczne umysły. To rodzina jest przyczyną - najbliższe środowisko - zarówno ofiar jak i sprawców (tylko przesunięcie w czasie nie pozwala ludziom powiązać faktów). Rodzina nie uczy empatii, współczucia, przeczuwania skutków własnych decyzji - bo jak prosty murarz może nauczać hiszpańskiego? Dlaczego KK którego działania sprowadzają się do rozwijania poczucia winy, już 6..7 latkom wpaja abstrakcyjne pojęcie boga a nie uczy na przykład pierwiastka z 3? W gimnazjum są 2 lekcje religii a tylko 1 lekcja fizyki? Patologia powiela patologię...

  5.  czarnobiaua 16 września 2008, 11:15:05

    @dgd: ograniczenie (praktycznie do zera) popędu seksualnego to nie jest okaleczenie? A teraz zadaj sobie pytanie: czy wolałbyś żeby ucięli Ci palec czy nigdy więcej nie odbyć stosunku. Bardzo to uprościłem, ale mniej więcej JA to tak widzę.

    Co prawda według specjalistów chemiczna kastracja nie jest "dożywotnia", ale z drugiej strony przyznają, że ta terapia nie jest w stu procentach przewidywalna, a skutków ubocznych jest mnóstwo.

  6.  dgd 16 września 2008, 11:33:36

    @czarnobiaua
    Ale sama "kastracja" nie powinna stanowić kompletnej terapii, lecz być jej elementem. Wydaje mi się, że stosowanie jej jako jedynej metody leczenia jest tak samo niewłaściwe jak kastracja fizyczna (dosłowna).

  7.  torero 16 września 2008, 11:47:55

    > Rodzina nie uczy empatii, współczucia, przeczuwania skutków własnych decyzji - bo jak prosty murarz może nauczać hiszpańskiego?

    A co gorsza patologiczna rodzina do spółki z równie patologicznym KK nie uczy w zasadzie niczego, bo potem co poniektórzy wypisują "swoje zdanie" nie będąc zdolnymi do zauważenia, że dziwnym trafem wszystkie substytuty ww. w historii wypadają jakoś dziwnym trafem o wiele gorzej. Bez odbioru.

  8.  error777 16 września 2008, 12:03:33

    @torero: a skąd ja mam pewność (ty masz pewność) że ja (ty) jako rodzic nie wychowasz osoby nazwanej następnie pedofilem lub gejem? Skoro możesz nauczyć dziecko arytmetyki, angielskiego, muzyki to jaki jest mój (twój) wpływ na psychikę własnego dziecka - no dziecko to obraz rodzica, nie tylko fizyczny. W psychologi gdzieś muszą być modele powstawania takich zaburzeń, proponowałbym rodziców poddawać badaniom najpierw - tych "normalnych" (siebie też). Nie znam substytutu rodziny - podaj przykład.

  9.  Paweł Ciupak 16 września 2008, 14:11:00

    "Problem polega na tym że pedofilia to choroba. [...] Pedofila kara nie odstraszy, bo jego instynkt jest silniejszy."

    Pedofilia to nie choroba - to zwykłe zboczenie seksualne. A nad instynktami i popędem, to się za przeproszeniem panuje - człowiek to nie zwierzę i powinien się umieć powstrzymać. Nie umie? Uciąć jaja - skoro już się zezwierzęca, to też trzeba z nim postępować jak z psem.

  10.  AdamK 16 września 2008, 14:11:35

    Zboczenie seksualne jest chorobą.

  11.  Paweł Ciupak 16 września 2008, 14:26:59

    Chorobę można wyleczyć. Do zboczeń można stosować najwyżej albo terapię awersyjną (zUo), albo właśnie sztucznie zmniejszać popęd seksualny, np. Tuskowymi metodami kastracji chemicznej.

  12.  AdamK 16 września 2008, 14:31:29

    Hm, nie słyszałeś nigdy o chorobach nieuleczalnych? Zaś co do leczenia pedofilii: jesteś lekarzem psychiatrą? Ja nie, ale wydaje mi się że mogą być jeszcze inne metody leczenia, co zresztą potwierdza wikipedia: http://en.wikipedia.org/wiki/Pedophilia#Treatment

  13.  czarnobiaua 16 września 2008, 18:08:29

    Ale przecież nikt nie użyje stwierdzenia "Terapia awersyjna" ani nie wskaże alternatywnych metod. Zdecydowanie łatwiej jest wymachiwać na lewo i prawo sloganem "kastracja dla pedofilów".

    Daję sobie rękę uciąć, że 95% z tych, którzy popierają Premiera w jego krucjacie nie zdaje sobie sprawy, że tu nie chodzi o obcinanie genitaliów tylko o farmakologię

  14.  torero 16 września 2008, 18:49:55

    @err777: nic Ci do tego [bo mogą nas czytać dzieci], jak ja wychowam swoje dzieci. Jak Ty wychowasz swoje, oczywiście mi też nic do tego. Dopóki rzecz jasna nie wchodzimy sobie w drogę. Wolność mojej pięści... itd.

    Substytut rodziny? Dom dziecka choćby. W zasadzie można powiedzieć, że panują tam idealne warunki do wdrażania dowolnych ideologii - dzieci jak tabula rasa [przynajmniej spora ich część], oddane instytucjom państwowym. Jakoś w światowej psychologii nie widzę [może nie jestem na bieżąco] trąb tryumfu w zakresie hodowli nowych wspaniałych, współczujących i zrównoważonych emocjonalnie ludzi.

  15.  error777 17 września 2008, 09:28:28

    @torero: Powiedzmy, że każdy wychowuje dziecko "po swojemu". Powiedzmy, że moje/Twoje dziecko "padnie ofiarą" pedofila - który był wychowany "po swojemu" 20 lat wcześniej. Dostrzegam związek przyczynowy pomiędzi rodzicem->dzieckiem. Abstrakcyjnie można powiedzieć, że pedofil to tylko narzędzie którym steruje program z dzieciństwa - i dlatego podlega leczeniu psy-chiatrycznemu. Podobna analogia obowiązuje w przypadku ataku psa - odpowiada właścicel (a nie ja/Ty jestem "właścicelem" dziecka). Powiedzmy, że wychowanie dziecka to proces budowania psy-chiki (która służy sobie i innym w społeczeństwie) - budowania, tak jak dom. Patrz $229 i $230 http://pl.wikisource.org/wiki/Kodeks_Hammurabiego.

  16.  Jajcuś 17 września 2008, 09:34:10

    error777: Jak już mówimy o wychowywaniu dzieci i pedofilach, to przypominam, że sprawcami większości przestępstw seksualnych wobec dzieci są osoby z bliskiej rodziny, zwykle ojcowie... Trochę dziwnie w takim świetle wygląda powyższa dyskusja (bo relacja rodzic->dziecko w przypadku molestowania dzieci przeważnie jest tą samą co przestępca->ofiara)...

  17.  AdamK 17 września 2008, 09:35:28

    error777: czyli jak rozumiem jak wpadne do ciebie na chate i zrobie kongo, to pretensje będziesz tylko do moich rodziców i to oni są wszystkiemu winni? Super, moge robić co chcę :)

    Proces budowania psychiki to nieco bardziej skomplikowana sprawa. Rodzina jest w nim ważnym czynnikiem, lecz nie jedynym.

  18.  error777 17 września 2008, 11:23:40

    @AdamK: No tak możesz... ja też... i samobójcy z bombami ... i politycy. A gazety piszą w nagłówkach DLACZEGO??? Problem w tym że prawo działa w dziedzinie skutków - mechanizm represyjny - nie zrobię X nie dlatego że nie chcę, ale że mi zrobią Y. Jak ktoś jest upośledzony/nieświadomy (np. pijany, niepoczytalny) to - mechanizm represji nie działa - i człowiek działa jak maszyna. Oczywiście pojawienie się takiego człowieka w społeczeństwie to też skutek, a przyczyna jest w rodzinie.
    @Jajcuś: ale ojciec-pedofil jest też dzieckiem... dziadka/babki?

  19.  maoam 17 września 2008, 19:54:27

    error777, czyli, że to rodzice sprawiają, że ktoś jest pedofilem czy homoseksualistą? Źle wychowali swoje dziecko? Przecież na psychikę wpływa wiele innych czynników jak środowisko, inni ludzie (nie tylko rodzice), geny.
    A i co z ludźmi, którzy robią X, bo zrobią im Y? I przecież nie wszystkie zbrodnie są popełniane pod wpływem alkoholu/innych środków odurzających czy w trakcie niepoczytalności. Co z np. morderstem z zimną krwią?

  20.  error777 18 września 2008, 08:22:54

    @maoam: Tak, rodzice są przyczyną (świadomie lub nieświadomie). Rozważanie zależy od przyjętego modelu. Dla mnie substancją (obok struktury) psychiki są "emocje". Przez analogię z komputerem. Ciało to software (nanotechnologiczny program) - działa automatycznie przez szereg pętli i sprzężeń zwrotnych na wielu poziomach (atom, cząsteczka, komórka, narząd, organizm, rodzina, społeczeństwo) - jednak tylko mechanizm. Zaburzenia ruchu pewnych jonów/molekuł nazywam emocjami (mechanizm fali). Przy takiej definicji emocji - praca mózgu (lokalna świadomość - LS) to ekstremalnie skomplikowana emocja - która zmienia się pod wpływem zmysłów i poprzez ciało ma wpływ na "środowisko" (i odwrotnie). Idąc dalej (w większej) skali tworzymy dosłownie (globalną świadomość - GS) - "emocjonalny system rozproszony" - taki emo internert :-D. Wracając do psychiki - jeżeli za model LS przyjmę "ziemię" to psychika odpowiada "klimatowi". Dalej w analogi struktura psychiki to układ stref na powierzchi LS (strefy klimatyczne).To co odbieramy jako zachowanie człowieka to dosłownie jego wewnętrzny klimat, który transmituje na zewnątrz. W takim modelu to LS rodziców (czyli geny + dziadkowie itp.) są bezpośrednim twórcą "klimatu" jednostki - w dalszej kolejności dosłownie każdy (nawet tzw. czas w którym żyjemy)...

  21.  maoam 18 września 2008, 10:31:20

    Z punktu widzenia medycyny zaburzenia jonowe czy molekularne to choroby metaboliczne, a nie emocje. I masz rację… zazwyczaj są przekazywane przez rodziców. (choroby genetyczne)

  22.  error777 18 września 2008, 10:34:50

    @maoam: powinienem to nazwać "e-mocje" (bo zmieniłem definicję na prywatną). Z punktu widzenia abstrakcji i tzw. eksperymentu myślowego to foton mogę też nazwać "e-mocją" (też fala-zaburzenie).

  23.  maoam 18 września 2008, 10:38:26

    Często zmieniasz definicje na prywatne? Bo jeśli tak, to nie mamy o czym rozmawiać. Albo w sumie jak - ja o jednym, ty o drugim.

  24.  error777 18 września 2008, 10:42:10

    @maoam: Napisałem przecież "..zaburzenia ruchu pewnych jonów/molekuł nazywam emocjami. Przy takiej definicji emocji.. ". A jaką nazwę proponujesz?

  25.  maoam 18 września 2008, 10:50:26

    Chodzi mi o to, że sam sobie stworzyłeś definicję, która nie jest rzeczowa. Skoro emocje są naturalnymi silnymi odczuciami, które angażują wiele struktur w organizmie, abyśmy odczuwali ja tak, jak je odczuwamy, to nie możesz użyć słowa *zaburzenie*. Według powszechnie przyjętej definicji zaburzenie jest nienaturalnym procesem, prowadzącym do choroby.

    Czy przypadkiem pominąłeś resztę moich wcześniejszych pytań?

Zostaw opinię.