Nie będzie Niemiec pluł nam w płaszcz

...ani mężów w kajdankach wyprowadzał. Tak chce się aż krzyknąć po awanturze, która miała miejsce z udziałem państwa Rokitów na pokładzie samolotu Lufhansy kilka dni temu. Żał patrzeć dziś na "premiera z Krakowa", który to niby dobrowolnie zrezygnował z życia politycznego jednocześnie od czasu do czasu usilnie o sobie przypomina – a ostatnio przeszedł sam z siebie.

Rokita jest znany od dawna z ekscentrycznego trybu życia, jak również wypowiadania się, a jego małżeństwo z niezwykle barwną postacią, jaką jest obecna posłanka PiS – Nelli Rokita nierzadko bywa tematem wielu artykułów w prasie tzw. "różnej", zwykle brukowej.

Ekscentrycznie, żeby nie powiedzieć wyniośle, zachował się były przewodniczący najsłynniejszej komisji śledczej we wspomnianej, mało chlubnej, opowieści prosto z pokładu. Pomijając już różne wersje zaistniałego "nieporozumienia" pochylmy się nad faktami – ocenę zostawiam czytelnikom mojego bloga:

  • czy jeśli wykupujemy bilet w klasie ekonomicznej można sobie zażyczyć umieszczania bagażu, względnie odzieży w klasie business?
  • czy słuszne jest ignorowanie poleceń obsługi (a stewardessa z pewnością do niej należy), bo "ja wiem lepiej"? Szczególnie, że sam ten fakt może zaowocować wydaleniem pasażera z samolotu.
  • czy na działanie Policji należy zareagować krzykiem i kurczowym trzymaniem się fotela? w jaki sposób mieli Rokicie pomóc współpasażerowi wezwani błagalnym okrzykiem "Ratujcie mnie! Biją mnie Niemcy! Ratujcie!"? Czy "pojmany" wyobrażał sobie, że nagle pasażerowie zerwą się z foteli, obezwładnią policjantów oraz obsługę?
  • czy w ogóle uzasadnione było wzywanie pomocy, kiedy ignoruje się wyraźne polecenia, opóźnia start samolotu i wszczyna niepokój?
  • czy, bądź co bądź, osobie publicznej wypada wzniecać konflikty na tle narodościowym i imputować niechęć do Polaków z powodu własnych wyimaginowanych fobii?

Swoją ocenę pozostawię sobie i życzę wszystkim subskrybentom udanego weekendu oraz polecam nie zwracanie uwagi na wyjątkowo – podobno – niefortunną datę.

Nowe szatki "króla" cd.

Wczoraj w programie Tomasza Lisa wystąpił były premier, prezes PiS (przepraszam, Prawa i Sprawiedliwości albowiem podobno zaleceniem "góry" jest nieużywanie skrótu) i... Wielkim zaskoczeniem dla mnie było że wypadł bardzo dobrze, wręcz niewiarygodnie wiarygodnie.

Daleko mu było od tego walczącego z wiatrakami premiera krzyczącego z trybuny o podziale na "tych od ZOMO" i "nas", był niesłychanie spokojny. rzeczowy i wyrazisty oraz starał się puszczać mimo uszu uszczypliwe komentarze prowadzącego. Niewygodnych pytań nie unikał, ale starał się kierować rozmowę na wyraźnie nakreślone tory – gospodarka, przyszłość i społeczeństwo. Szczerze mówiąc, to gdybym otrzymał stenogram rozmowy bez podania z kim rozmawia Tomasz Lis mógłbym postawić, że jego rozmówcą jest niezwykle zrównoważony polityk lewicy.

Co ciekawe Jarosław Kaczyński nie dał się, mimo usilnych starań Lisa, "wpuścić" w podsumowanie działań rządu za czasów poprzedniej kadencji, za każdym razem odpowiadając, że "myślimy wyłącznie o przyszłości", co wyraźnie mogło się podobać telewidzom i co za tym idzie przyszłym wyborcom. Natomiast prowadzący miał zdecydowanie zły dzień, gdzie się podziała dotychczasowa błyskotliwość Tomasza Lisa – na tle byłego premiera wyglądał bardzo marnie, na nieprzygotowanego i zagubionego pewnością siebie Kaczyńskiego. Żal było patrzeć, kiedy prowadzący momentami aż zagłębiał się w fotelu słysząc (posługując się terminologią innego b. premiera – Józefa Oleksego) "ostrego jak brzytwa" rozmówcę. Lis pogłębił jeszcze swoją bezlitosną ocenę, w moich oczach, podsumowując wyniki sondażu (niemal połowa głosujących chciała aby PiS powrócił do rządzenia Polską) prowadzonego w czasie programu, jako dalekie od reprezentatywnych i mające jakiekolwiek pokrycie w rzeczywistości.

Wielki wstyd i hańba panie Tomaszu, z pewnością podczas takiego programu następuje wielka mobilizacja zwolenników partii Kaczyńskiego, ale nie należało tego komentować w ten sposób, wyraźnie akcentując swoją niechęć do rozmówcy. Tego typu komentarze i stronniczość mogą nie dziwić w programach Pospieszalskiego i dysputach prowadzonych na TVP Info, ale od jednego z najpopularniejszych i najbardziej cenionych dziennikarzy w Polsce wymaga się czegoś więcej. Albo może wymagało.

Nowe szatki "króla"

Zeszłotygodniowy kongres Prawa i Sprawiedliwości w jaskrawy sposób powinien uzmysłowić potencjalnym wyborcom koniunkturalność i owczy pęd do władzy polityków skupionych wokół Jarosława Kaczyńskiego. Co prawda nie sposób było jasno usłyszeć znanych wszem i wobec opowieści o wszechobecnym układzie, łże-elitach i ZOMO, ale uważny słuchacz z łatwością napotykał na załamanie słowotoku Wielkiego Wodza, kiedy trzeba było wygłosić zdania "o nowej linii".

Z jednej strony mieliśmy, parafrazując Tomasza Lisa, slogan na czasie "Gospodarka głupcy", ale z drugiej prezes atakował niezwykle populistycznie, niemalże ultraprzyziemnie, pytając dlaczego prawie wszyscy mieli olimpiadę, a my jeszcze nie? Z jednej strony puszczał oczko do inteligencji, przepraszając za "wykształciuchów", łże-elity i tym podobnych, a z drugiej ograniczył swoje przesłanie tylko do "etosowców" jawnie stwarzając kolejne podziały nie definiując w prosty sposób kto się do tego "etosu" zalicza, a kto nie. Mówiąc o polityce rozmowy i pokoju, skoro już jesteśmy przy przeprosinach, nigdzie nie padły z kolei słowa ubolewania w stosunku do wyborców za wyniesienie na najwyższe stanowiska w państwie indywiduów w postaci Andrzeja Leppera i Romana Giertycha.

Nowy program jest (tu specjalnych pretensji mieć nie można, bo tak robią wszyscy – co nie oznacza, że to słuszny zwyczaj) pełen ogólników bez przykładów na rozwiązania konkretnych problemów, z wyjątkiem projektu ogromnego wzmocnienia roli urzędu prezydenta, gdzie trzeba przyznać, że politycy PiS popuścili wodze fantazji. Gdyby te zmiany miałyby wejść w życie to polski prezydent byłby super-urzędnikiem mającym niemal kontrolę nad całym państwem włącznie z możliwością (przy zacietrzewieniu przy wetowaniu obecnego - jest to scenariusz wielce prawdopodobny) rozwiązywania Sejmu przy byle okazji. Taki projekt (polecam lekturę – pasjonujący materiał dla pisarzy z gatunku science-fiction szukających inspiracji do tworzenia powieści o alternatywnej rzeczywistości) budzi oczywiście uśmieszek politowania, ale doskonale obrazuje kierunek, w którym zmierza partia Jarosława Kaczyńskiego.

Będziemy mieli znowu władzę to wam pokażemy, pozmieniamy, ulepszymy i tym razem przedwcześnie się nie poddamy. No chyba, że widmo kolejnego kryzysu pojawi się na horyzoncie i trzeba będzie oddać stery komu innego.