Nowe szatki "króla"
Zeszłotygodniowy kongres Prawa i Sprawiedliwości w jaskrawy sposób powinien uzmysłowić potencjalnym wyborcom koniunkturalność i owczy pęd do władzy polityków skupionych wokół Jarosława Kaczyńskiego. Co prawda nie sposób było jasno usłyszeć znanych wszem i wobec opowieści o wszechobecnym układzie, łże-elitach i ZOMO, ale uważny słuchacz z łatwością napotykał na załamanie słowotoku Wielkiego Wodza, kiedy trzeba było wygłosić zdania "o nowej linii".
Z jednej strony mieliśmy, parafrazując Tomasza Lisa, slogan na czasie "Gospodarka głupcy", ale z drugiej prezes atakował niezwykle populistycznie, niemalże ultraprzyziemnie, pytając dlaczego prawie wszyscy mieli olimpiadę, a my jeszcze nie? Z jednej strony puszczał oczko do inteligencji, przepraszając za "wykształciuchów", łże-elity i tym podobnych, a z drugiej ograniczył swoje przesłanie tylko do "etosowców" jawnie stwarzając kolejne podziały nie definiując w prosty sposób kto się do tego "etosu" zalicza, a kto nie. Mówiąc o polityce rozmowy i pokoju, skoro już jesteśmy przy przeprosinach, nigdzie nie padły z kolei słowa ubolewania w stosunku do wyborców za wyniesienie na najwyższe stanowiska w państwie indywiduów w postaci Andrzeja Leppera i Romana Giertycha.
Nowy program jest (tu specjalnych pretensji mieć nie można, bo tak robią wszyscy – co nie oznacza, że to słuszny zwyczaj) pełen ogólników bez przykładów na rozwiązania konkretnych problemów, z wyjątkiem projektu ogromnego wzmocnienia roli urzędu prezydenta, gdzie trzeba przyznać, że politycy PiS popuścili wodze fantazji. Gdyby te zmiany miałyby wejść w życie to polski prezydent byłby super-urzędnikiem mającym niemal kontrolę nad całym państwem włącznie z możliwością (przy zacietrzewieniu przy wetowaniu obecnego - jest to scenariusz wielce prawdopodobny) rozwiązywania Sejmu przy byle okazji. Taki projekt (polecam lekturę – pasjonujący materiał dla pisarzy z gatunku science-fiction szukających inspiracji do tworzenia powieści o alternatywnej rzeczywistości) budzi oczywiście uśmieszek politowania, ale doskonale obrazuje kierunek, w którym zmierza partia Jarosława Kaczyńskiego.
Będziemy mieli znowu władzę to wam pokażemy, pozmieniamy, ulepszymy i tym razem przedwcześnie się nie poddamy. No chyba, że widmo kolejnego kryzysu pojawi się na horyzoncie i trzeba będzie oddać stery komu innego.
trackback
To Jarek oddał władzę, bo na horyzoncie dostrzegał kryzys? Poza tym dziwi mnie to ciągłe pisanie o PiSie - nie wiem czy zauważyłeś, ale rządzi Platforma.
Z oddaniem władzy to była raczej humorystyczna wersja sarkazmu, ale kto wie? ;)
Wiem, że rządzi Platforma, niestety daje się to dostrzec w wielu dziedzinach. Im również poświęcam wpisy - z tym, że kongresu PiS nie dało się nie dostrzec, oglądałem z wypiekami na twarzy :)
Ja za to z kolei za nic nie mogłem zrozumieć, o co chodziło z tą próbą wproszenia się na kongres przez Donka. Samego kongresu nie śledziłem, bo i po co.
To był akurat IMO błąd Tuska, że chciał się tam pojawić - uwiarygodnił w ten sposób "siłę" Kaczyńskiego i PiS. Bo skoro sam premier z takim poparciem prosi o przyjęcie na kongresie, o audiencję to znaczy, że wciąż jesteśmy silni i wiele znaczymy...
Straszne śmieszny był ten kongres. Jak zobaczyłem Kaczyńskiego ze śliczną fryzurką, galanteryjną wypowiedzią i pięknym wizerunkiem to pusty śmiech mnie zalał.
Ale myślę, że nawet głupi lud tego nie kupi.
Kongres był WIELKIM spektaklem medialnym. Szczerze mówiąc to z całego widowiska najbardziej podobała mi się scenografia - naprawdę wielki szacun dla realizatorów, bo fajnie to wyglądało. Prezes na tle zarządu, jakby z głębią ostrości - rewelacja. Niestety aktorzy marni - no i z olimpiadą to Jarek przesadził, szczerze mówiąc to po tej wypowiedzi roześmiałem się.