Październikowym wieczorem. Rozwiązanie.
Prezes zrobił szybki rachunek sumienia, próbował sobie przypomnieć za co został tak ukarany przez los, dlaczego przyszło mu walczyć o lepszą Polskę z takimi ludźmi, osobami, które – delikatnie mówiąc – nie są zbyt błyskotliwe.
- Może to wszystko przez to, że jestem wciąż kawalerem? Gdybym miał żonę to może byłbym bardziej przyzwyczajony do zmiennych humorów i braku zrozumienia? Mniej bym się denerwował i nauczyłbym się jednym uchem wpuszczać, a drugim wszystko wypuszczać? Robiłbym swoje pomimo wiatru w oczy... Tak! To jest metoda! – w myślach próbował znaleźć wyjście z sytuacji.
- Zrobię to co zaplanowałem, chociażbym miał już do końca życia wysłuchiwać oderwanych od rzeczywistości komentarzy moich, cholera jasna, współpracowników.
5 komentarzy
trackback