Majówka pośród zasp. Jajo.
Prezes tym razem nie dał się wyprowadzić z równowagi. Uodporniony i zdeterminowany ciągnął dalej niewzruszony.
- Wszyscy powoli wracają do Sprawiedliwej Prawicy, szkoda marnować czas. Tylko teraz tak – uniósł palec do góry – musicie zrobić trochę zamieszania, o to akurat się nie martwię, że dacie radę.
Słysząc o robieniu zamieszania wszyscy na sali wyraźnie się ożywili.
- Ja też mogę? – wstał Murski – oni nie umieją nawet tego, zamiast samolotem, skoczę do Brukseli samochodem, może nawet uda się pod jakąś więźniarkę podłączyć? A może nawet pod niemieckie pogotowie na autobanie – rozmarzył się Jacek - To dopiero byłby skandal!
- Ale ciebie prezes nie wyrzucił, ty rób swoje zagranicą, a tak przy okazji – wtrącił Poncjusz – nie masz parę złotych pożyczyć? Bo ja wiesz, umoczyłem nieco dziś… Słyszałem, że szybko i łatwo można pieniądze zbierać w takim Europarlamencie…
- Cisza! Teraz ja mówię – zgromił ich Jaromir. - Niestety musimy sięgnąć dalej niż myślałem – ciągnął – skoro sondaże nie dają szans nowej partii dziewczyn to musimy inaczej załatwić Rampę. Wrzucimy im kukułcze jajo!
- Jajo?
- Ale gdzie, do siedziby?
- Zgniłe, znaczy się?
- Przez szybę?
W sali rozległ się niesamowity gwar, każdy chciał się dowiedzieć więcej o niecnym, niewiarygodnie niekonwencjonalnym planie Prezesa.
- Spokój! – usiłował uspokoić towarzystwo Lolo Bukiński – Ciiisza! Po kilku minutach widząc spokojnie siedzącego prezesa z zaplecionymi rękoma na brzuchu, który zupełnie nie miał ochoty na odpowiadanie ciżba usiadła spokojnie i postanowiła czekać na wyjaśnienie.
- Z tym jajem to oczywiście przenośnia… Nie będziemy im wrzucać nic do siedziby, tylko wprowadzimy w ich szeregi osobę, która będzie działała na niekorzyść Rampy – spokojnie tłumaczył Jaromir - dewaluowała jej wartość i kiedy tylko się da siała ferment głupimi wywiadami.
- O! To może ja Panie Prezesie – gorączkowo poderwał się Rysiek Białecki – ja mam całkiem spore doświadczenie w zmienianiu partii, byłem już członkiem 34 ugrupowań (włącznie z kanapowymi), a w Brukseli powiedzieli mi, że kiedy przyjmę się po raz 50 do kolejnej ekipy to mogę aplikować do Księgi Rekordów Guinnessa – jaki to będzie temat na bloga! – niemal wykrzyczał wyraźnie podekscytowany europoseł.
- Tobie to nikt nie uwierzy, że przychodzisz bezinteresownie – wyjaśnił Prezes – już mi by prędzej uwierzyli, albo Morwin-Kikkemu, że chce zostać politykiem Rampy z przekonań – zażartował Jaromir.
- Nie to nie – obraził się Rysiek – i tak rekord pobiję, mam czas.
- No dobrze, dobrze. Pożartowaliśmy, a tu czas ucieka – Prezes spojrzał na zegarek - Tylko nie może być tak, że ludzi, którzy w tą partyjkę dziewczyn uwierzyli zostawicie od razu na lodzie. Kongres jakiś zróbcie, czy jakąś inną szopkę. Niech mają, a co.
Jaromir pociągnął łyk wody ze szklanki, oblizał się i skinął na Miśka.
- Skocz no do mojego gabinetu i sprawdź czy kot ma jedzenie wsypane, coś nie chce jeść przez tą pogodę. Tylko zdejmij tę czapkę, bo jeszcze się przestraszy.
- Na czym to ja… - podrapał się w głowę – A, mam. No, ten kongres ma mieć taką wymowę, żeby każdy średnio inteligentny zrozumiał, że zwijacie interes. Poncjusza zróbcie szefem klubu w Sejmie, a na Prezesa wybierzcie kogoś cichego, niewygadanego – tu Jaromir zrobił pauzę – o, Pawcio Stolarz będzie dobry. On jest taki spokojny i nijaki, że nada się jak znalazł. Ludzie będą spadać z partii, niczym z pożaru.
- A my? – jednym głosem spytały Hela i Kluczyk-Krostecka.
- A wy znowu na pierwszej linii, tylko tym razem nawet specjalnie nie dacie rady nic zepsuć – z satysfakcją odparł Wielki Szef.
Koniec części trzeciej.
Nie czytałeś poprzednich części "Majówki pośród zasp"? Na co więc czekasz:
Nie wiesz o co chodzi? Przeczytaj "Październikowym wieczorem", sensacyjny thriller prawiepolityczny w kilku odcinkach!
Uwaga. Wszelkie podobieństwo postaci w tej notce do osób faktycznie zasiadających w ławach Sejmu i Europarlamentu jest przypadkowe. Przepraszam, jeśli ktoś poczuł się urażony.
trackback