Be quick or be dead
Tytułowej maksymy nie rozumiano w SLD przed ostatnią kampanią wyborczą, nie pojmowano jej w trakcie wspomnianej, jak również po wyborach wydaje się ona obca. Kiedy słyszę o kolejnych ruchach Palikota, to narasta we mnie wściekłość, dlaczego człowiek, który nagle postanowił zostać czołową postacią lewicy potrafi w ten sposób punktować działaczy, którzy powinni dać się prędzej pokroić na plasterki niż dać się wyprzedzić zwykłemu awanturnikowi, zręcznie korzystającemu z rad specjalistów od budowania wizerunku.
Postaram się w kilku punktach – umownie nazwanych przeze mnie erami – przedstawić, dlaczego Sojusz już niedługo osiągnie poziom najgłębszego punktu Rowu Mariańskiego. Tu czarnobiaua pragnie wyłuszczyć Szanownym Czytelnikom, że ostatnim wynikiem SLD nie przebiło dna – wyrwa w podłożu pojawi się dopiero, kiedy po następnym plebiscycie lewicy zabraknie w Sejmie.
Prehistoria.
Kiedy Palikot sprawnie budował (od zera) struktury, potrafił prostymi hasłami zmobilizować setki osób do przyszłego mamienia narodu i przygotowywał się do wyjścia ku wyborcom, Sojusz zaaplikował swojemu elektoratowi wcale nie rajski krajobraz wojenek i podszczypywań pomiędzy kandydatami na posłów. Czy Ryszard będzie nr 1, czy może Katarzyna. Czy Bartosz może startować ze Szczecina, czy może będzie tam zbyt dużą konkurencją dla Grzegorza? Nota bene pozwolenie na odejście Arłukowicza do PO było jednym z solidniejszych gwoździ do trumny SLD (za trumnę przyjmijmy ciasne poletko złożone z mniej niż trzydziestu krzeseł), późniejsze okraszanie go epitetami typu sprzedawczyk, handlarz stołkami, zdrajca i innymi tego typu wcale nie było, w moim przekonaniu, żalem w stosunku do niego, ale do Grzegorza Napieralskiego, który przedłożył własne ambicje ponad interes partii. Czym się to skończyło – większość wie, tym którzy nie śledzili wyników wyborów w Szczecinie podsunę dwie liczby: 53504 i 10 024. Proszę zgadnąć kto dostał ponad 5 razy więcej głosów.
Nieodległa przeszłość.
Kampania trwa w najlepsze, kandydaci pracują, z okien sztabów wręcz bucha para. Ale zaraz, czy ze wszystkich? Oczywiście, że nie. W ogólnopolskich mediach widzimy niemalże pełen przekrój osób, z których będziemy wybierać na początku października nowych posłów, ale chwila, to zdanie przecież nie dotyczy SLD – tu przekroju nie ma, jest tylko Napieralski. Tu zatrzymajmy się na chwilę – uważam, że zrzucanie całej winy za kiepski wynik kampanii na tzw. „nieprzyjazne media lansujące Palikota” jest zdumiewającym przykładem na niemoc i zupełny brak pomysłu na jej przeprowadzenie oraz logiczne wytłumaczenie jej celu. Przecież nawet osoba, która w ogóle nie ma pojęcia o kulisach – nie bójmy się tego słowa – wpływania na lud, będzie wiedziała, że jedna, nawet najwybitniejsza persona pokazywana w kółko, a to jako wręczająca jabłuszka, tudzież jako troskliwy tatuś w księgarni, w końcu się opatrzy, przestanie wzbudzać zaufanie i efekt będzie odwrotny od zamierzonego. Nie trzeba również wspominać, że o wiele łatwiej w takiej sytuacji o „zmęczenie materiału” i kolejne okazje do niezbyt udanych wystąpień.
Wojna
Ktoś kiedyś powiedział, że biznes to wojna, wszyscy wiedzą, że wojną jest również kampania wyborcza i myślę, że nie będzie zbyt wielkim nadużyciem, jeśli sprowadzę wybory do festiwalu obiecanek, gruszek na wierzbie i pobożnych życzeń. Sukces osiągają nie ci, którzy w jej trakcie mówią z sensem, są powściągliwi w ocenach oraz mierzą siły na zamiary, o nie. Wybory wygrywają kandydaci (partie), które potrafią w przyjazny sposób przekazać swoje pomysły i generalnie sprawiają dobre wrażenie.
Dawno temu z przerażeniem stwierdzono, że większość obywateli naszego kraju nie rozumie Wiadomości w telewizji, radiu oraz ma duże problemy z przyswojeniem materiału z codziennych gazet (co po części tłumaczy katastrofalne wyniki sprzedaży książek i wcale nie lepsze czasopism poruszających tematy nieco bardziej ambitne niż pupa Dody). Doskonale zrozumiała to Platforma, a jeszcze lepiej Palikot. Schowano marszałka Niesiołowskiego, nagle Cezary Grabarczyk zniknął z przekazu medialnego, a Janusz Palikot zamiast nazwać swoją partię Nowoczesna Polska, względnie Antyklerykalna Lewica postawił na najlepszy znak rozpoznawczy – swoje nazwisko (kogo interesuje kto tam startuje, przecież głosujemy na Palikota!).
Przekaz należy dopasować dokładnie do oczekiwań, do poziomu słuchających – tu nie ma sentymentów. Dacie pieniądze – damy! Wybudujecie autostrady – owszem, kilkaset kilometrów! Koniec z krzyżem w przestrzeni publicznej, praca dla bezrobotnych, ulgi dla firm, itp., itd. Najprościej, jak się da, łatwo i przyjemnie. A co robi SLD? Wysyła Grzegorza Napieralskiego aby dyskutował o finansach z Jackiem Rostowskim, wyniku debaty można było się spodziewać na długo przed jej rozpoczęciem – to jest trochę tak, jakbym ja założył się z Szanownymi Czytelnikami bloga, że w kolejnym turnieju Masters osiągnę lepszy wynik, niż Agnieszka Radwańska w tegorocznym. Zainteresowania tą debatą nie mogło być żadnego, bo skąd? Kogo to interesowało? Nikogo.
O wiele większe zainteresowanie przyniosły spoty wyborczy Sojuszu, niestety nie z powodu merytoryczności, konkretów czy jasnego przekazu, ale z okazji hektolitrów miodu, płynących na serca przeciwników politycznych, brukowych gazet oraz internautów wysyłających sobie linki do „największych epic fails”. Faworytów miałem dwóch: panią obiecującą, że zrzuci resztę ciuchów, kiedy zostanie wybrana oraz Grzegorza Napieralskiego mówiącego spokojnym głosem (litującego się?) do starszej kobiety. Mam nadzieję, że w przyszłych latach akademickich na wykładach z marketingu te i pozostałe spoty zostaną wybrane jako przykłady, czego absolutnie nie należy robić.
CDN…
Następny wpis: Be quick or be dead cz. 2
trackback
Kontprzykład: Putin.
Szkoda, że SLD nie startowało pod nazwą Ruch Poparcia Napieralskiego.Wtedy wynik mógłby być zerowy.
Jan Kowalski, pierwsze miejsce na liście PO? Dla porównania, kandydat na prezydenta, niemal równy wynik w drugiej turze, startował z trzeciego miejsca i dostał 3k.
Jak Palikot? A może kogoś jeszcze promowali?
W moim przekonaniu sytuacja w Rosji jest diametralnie różna od tej w Polsce. W Rosji tak naprawdę naród nie ma zbyt wielkiego wyboru - a dokładnie możliwości poznania programów innych kandydatów (ogólnie: opozycji), ponieważ media zrobią wszystko, aby pozostawić do wyboru Putina, albo Putina.
Hm, a czy Palikot w kampanii był (poza nazwą ugrupowania) gdzieś specjalnie promowany? On pojawiał się na debatach, spotkaniach z wyborcami (uwaga, powtarzam - z wyborcami), a nie jeździł z dziennikarzami luksusowymi salonkami i przekomarzał się z ministrami, jak Napieralski. Przecież SLD ma solidne i kompetentne zaplecze zarówno intelektualne, jak i merytoryczne - kto zrobił tak wielką krzywdę Napieralskiem, że kazał mu jeździć wszędzie samemu?
Dziękuję za komentarze i zapraszam do dalszej dyskusji.
Be quick or be dead cz. 2
Wpis ten jest kontynuacją felietonu „Be quick or be dead” z dnia 28 października.
Aftermath
Żal było oglądać twarze zgromadzonych na wieczorze wyborczym polityków SLD. Z drugiej strony dopiero wtedy zrozumieli, że droga konformizmu, któ[...]