Jednoczenie przez podział

Na rozłam w PiS zanosiło się od dawna, a przez „dawno” nie mam na myśli ostatnich zawirowań wokół tzw. Ziobrystów. Reformatorskie zapędy byłego Ministra Sprawiedliwości znane były już kilka lat temu, wtedy jednak był on za słaby aby szerzej artykułować potrzebę zmian w PiS, przez co został skierowany przez prezesa na odpowiedzialny odcinek w Parlamencie Europejskim, co wielu z komentatorów podsumowało daniem czasu na ochłonięcie dla gorącej głowy. Niewielu bowiem obserwatorów sądziło, że Ziobro przez ten czas będzie zbierał siły na powtórną próbę wprowadzenia nowego ładu w Prawie i Sprawiedliwości.

Że tak będzie nie było wątpliwości, dziwi mnie fakt, że nikt tak naprawdę nie śledził poczynań Zbigniewa Ziobry (a także Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego) na forum Parlamentu Europejskiego. Nikt nie śledził, bo za bardzo nie było na czym – pardon me French – oka zawiesić, jedyne przemówienie byłego ministra sprawiedliwości, które zapadło w pamięć to to, które Michał Kamiński podsumował słynnym „Popieram polski eksport, ale nie eksport obciachu". Potrzeba było więc czasu, aby Ziobro ujawnił swoje zamiary i wziął srogi rewanż na swoim dawnym protektorze. Co prawda, jak zwykle mający wyjaśnienie na wszystko Adam Hoffman stwierdził zaraz po konferencji „Solidarnej Polski”, że PiS przeżył odejście późniejszego PJN, to i Ziobrystów przeżyje. Niestety dla Jarosława Kaczyńskiego Zbigniew Ziobro to nie Kluzik-Rostkowska, Kurski to nie Poncyliusz, a Mularczyk to nie Jakubiak. I o ile PJN zabrakło naprawdę niewiele do osiągnięcia sukcesu, to w moim przekonaniu z pewnością udałoby im dostać się do Sejmu, gdyby mieli w swoich szeregach politycznych wojowników, w stylu wcześniej wymienionych. Paweł Poncyliusz i Paweł Kowal to świetni fachowcy i jedni z najbardziej pracowitych parlamentarzystów, ale tłumów za sobą nie pociągną, od tego muszą mieć „robotników” takich właśnie jak Kurski (zły glina) i Cymański (dobry glina).

Zastanawia mnie natomiast cynizm, z jakim Zbigniew Ziobro opowiada mediom o „złym zarządzie partii”, który bez zdania racji i możliwości dyskursu wyrzucił jego, wraz z przyjaciółmi za burtę. Oczywiście podczas tych, jakże barwnych, filipik ani słowem nie zająknął się o tym, w jaki sposób on sam, jako narzędzie Kaczyńskiego, potraktował Joannę Kluzik-Rostkowską i Elżbietę Jakubiak rok temu.

Nie ulega wątpliwości, że barwne wypowiedzi inicjatora powstania, nie mającej precedensu sytuacji, „opozycyjnego klubu w partii” są wyrafinowaną zasłoną dymną, bo nikt nie uwierzy, że chodzi tylko o jedność w PiS – chyba, że ta jedność ma polegać na odsunięciu Jarosława Kaczyńskiego. „Solidarna Polska” walczyć będzie o dokładnie ten sam elektorat, co PiS, trudno bowiem sobie wyobrazić, aby uosobienie (wespół z Jackiem Kurskim) najgorszych cech IV Rzeczypospolitej, cieszący się niesłabnącym – wręcz nieograniczonym – poparciem o. Rydzyka, polityk stał się nagle umiarkowanym, jak stara się kreować, przedstawicielem „konserwatywnej centroprawicy”. W to nawet on sam nie chce wierzyć.


Poprzedni wpis: Be quick or be dead cz. 2
Następny wpis: Bandyctwo pod płaszczem światłych haseł


Komentarze gości

Zostaw opinię.