Jak nie powinno się politykować cz. 5

Kilka dni temu Wojciech Olejniczak utwierdził wszystkich wątpiących w jego mandat do szefowania parlamentarnej lewicy o słuszności ich poglądów. Piję oczywiście do sławnego już "zrezygnowania z usług" demokratów.pl przy tworzeniu wspólnego ugrupowania - z rozbrajającą szczerością stwierdził on, że dotychczasowa formuła raczyła się wyczerpać. Trudno o żałośniejsze podsumowanie sztucznej koalicji, która już na samym początku nie miał prawa bytu.

Czytaj dalej »

Szufladka

Wszyscy znają nowy kurs PiS - inteligencja, młodzi - to prawdopodobnie przez te grupy społeczne rządzi dziś Donald, a nie Jarosław. Ostatnia konferencja z udziałem "wybitnych ludzi nauki" zdawała się potwierdzać obrany kierunek. Tym bardziej dziwi (nie tylko mnie) wypowiedź (oczywiście wyrwana z kontekstu) Jarosława Kaczyńskiego na temat przybliżania urn wyborczych dla tych, którym się po prostu nie chce:

Akt głosowania powinien być według mnie czynnością poważną, świadomą, wymagającą pewnej fatygi. Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać.

Warto zauważyć, że to właśnie ludzie inteligentni i młodzi starają się "wysługiwać" Internetem wszędzie tam, gdzie się da co wyraźnie kłóci się z wizją przyciągnięcia przez PiS wspomnianego elektoratu. Jak to? Czyżby Jarosław Kaczyński widział w Sieci tylko pornografię, a w jej użytkownikach popijających piwko degeneratów? Bardzo ciekawe szufladkowanie znacznej części społeczeństwa. Otóż Panie Prezesie - obiecuję, że jeśli w jakikolwiek sposób przyłoży się Pan do wprowadzenia e-votingu (myślę, że wybory samorządowe byłyby doskonałym "poligonem") to obiecuję mieć podczas głosowania otwartą tylko stronę PKW - piwo odłożę do lodówki, strony z XXX zminimalizuję, a klikać będę na stojąco.

Dalsza część wypowiedzi byłego premiera jest równie ciekawa:

Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować.

Czyli mitycznego układu ciąg dalszy - Internet jest również opanowany przez żelazne macki, które oplatają całą Globalną Wioskę. Co ciekawe agitacja i manipulacja w Internecie jest dla Prezesa czymś nagannym, wartym tępienia, a taka sama - niemniej agresywna kampania prowadzona z ambon jest tym, na co można przymknąć oko, a nawet po cichu tolerować. W skrócie: jeśli nadają na nas - be, mówią zgodnie z linią - cacy.

Osobiście, według mnie to nowy kurs PiS jest tylko pewnego rodzaju makijażem nakładanym przez górę partii aby pozbyć się etykietki "ortodoksyjności" i rozszerzyć swoje wpływy, które mogą się przełożyć na głosy - jednak, jakby to powiedział mój znajomy - "słoma nadal z lakierek wychodzi". Z jednej strony walczymy o głosy nie tylko tych, którzy już nas znają i wychodzimy z otwartymi ramionami na każdego, nawet wcześniej obrażanych wykształciuchów, a z drugiej strony wszystko co nowe, nowoczesne i (chyba) nie do końca zrozumiałe jest by default złe i nie do przyjęcia.

Czy ktoś nad tym panuje?

Płacić czy płakać - o to jest pytanie!

Powoli wraca stare. Stare - czyli znana od początku "nowej Polski" (tej po 1989) niemoc i słabość rządzących w stosunku do Kościoła - chodzi oczywiście o pierwsze starcie rządu Donalda Tuska z duchowieństwem w sprawie dopłat do zapłodnienia in vitro.

Warto na początku zaznaczyć, że niemal wszystkie państwa należące do Unii Europejskiej od dawna refundują ten proceder, a Polska tradycyjnie pozostaje w skansenie w towarzystwie na przykład Rumunii.

Z odważnych wypowiedzi minister Kopacz na temat refundacji nie zostało niemal nic, kiedy biskupi delikatnie pogrozili paluszkiem - z drugiej strony nie ma się co dziwić, na wojnę z Kościołem nie zdecydowały się poprzednie ekipy (włącznie z dwoma rządami, na których czele stała lewica), to dlaczego mielibyśmy mieć teraz ewenement?

Z jednej strony duchowni mówią o szczęśliwych rodzinach i miłości rodzicielskiej, a z drugiej swoim wetem odbierają możliwość doświadczenia tychże ubogim małżeństwom, którzy pokrzywdzeni przez los nie mogą mieć dziecka. Bo nienaturalnie poczęte będzie z pewnością gorsze i nie zasługuje na życie - jak bowiem inaczej można zinterpretować słowa biskupa Górnego, który nazwał poczęcie przez zapłodnienie in vitro - "niegodziwym"?

Czy biskup Górny będzie na tyle odważny żeby stanąć przed dzieckiem, które otrzymało życie dzięki in vitro i powiedzieć mu prosto w oczy: "Zostałeś poczęty w niegodziwy sposób!". Czy zdanie "Idźcie i się rozmnażajcie" dotyczy tylko tego typu rozmnażania, które łaskawie zaakceptuje Kościół podczas któregoś z kolei posiedzenia - czy to Kościół ma decydować kto się może urodzić, a kto jest niegodziwcem? Dochodzimy tutaj do niebezpiecznej sytuacji. W liście przesłanym do parlamentarzystów in vitro nazywane jest również "rodzajem wyrafinowanej aborcji" - przepraszam, ale ktoś tu jest niedouczony względnie brutalnie fanatyzuje!

Czy czekają nas kolejne lata ideologiczno-ultrakonserwatywnego zacofania? Bezwzględnie sprawa in vitro jest pierwszym przyczółkiem i rozpoznaniem, którego dokonuje Kościół, badając na ile nowa ekipa będzie uległa duchowieństwu. Panie Kardynale - melduję wykonanie zadania!

Religia na maturze? Czemu nie!

Media ostatnimi dniami są przepełnione wojenkami i sprzeczkami na temat wprowadzenia religii jako przedmiotu, który można zdawać na maturze. Z obydwu stron padają różne argumenty mające przekonać zwalczające się obozy - nikt oczywiście przekonać się nie da, bo jego oczywistości są bardziej oczywiste - to jasne.

Nikt natomiast nie zauważył (ja w każdym razie tego nie wychwyciłem), że zwolennicy religii na maturze nigdzie nie mówią, iż ta religia ma być obowiązkowa! Skoro nikt do jej zdawania nie będzie nikogo zmuszać to o co chodzi? O wrodzoną antyklerykalność? Według mnie, a głoszę poglądy wolnościowe, jeśli ktoś chce sobie zdawać religię to proszę uprzejmie - dlaczego mam mu tego zabraniać? Oczywiście istnieje jeden warunek - egzamin maturalny z religii musi zapewniać odpowiedni poziom merytoryczny, tak aby był on porównywalny z innymi przedmiotami, które obecnie można sobie wybrać jako dodatkowe. Nie może być zgody na to, aby zdający wybierali sobie religię po to, żeby gładziutko przejść przez egzamin dojrzałości! Nad tym powinna czuwać Centralna Komisja Egzaminacyjna aby zapobiec nierównościom spowodowanym jak wyżej.

Należy również gruntownie zbadać poziom prowadzenia zajęć z religii w szkołach - nie może bowiem dalej funkcjonować taka sytuacja, gdzie lekcje z religii sprowadzają się do sprawdzenia obecności i "odbębnienia" 45 minut (tak było za czasów mojej edukacji), bo i tak nie ma się gdzie podziać ponieważ przedmiot ten umiejscowiono w środku planu lekcji. Skoro ocena z tego przedmiotu ma być wliczana do średniej ocen (oczywiście nie jest to najlepsze rozwiązanie, ale bądźmy realistami - nie ma szans na zmiany przy obecnej koalicji rządzącej) to niech ilość włożonej pracy w celu uzyskania wysokiej oceny będzie porównywalna z innymi przedmiotami. Nie może wystarczyć sama obecność na lekcjach czy też, o zgrozo, regularne dostarczanie kartek od proboszcza z potwierdzeniami odbytej spowiedzi.

Jednym zdaniem - chcesz zdawać z religii? Proszę bardzo, wiedz jednak, że nie będzie to spacerek, dzięki któremu unikniesz nauki!

Interes ponad wszystko.

Marny bo marny, ale zyskownych jeszcze Wolsce za czasów Kaczyńskich jeszcze nie udało się sfinalizować, ciągle tylko dajemy nieotrzymując nic w zamian - tu oczywiście piję do "wizyt" w Afganistanie i Iraku.

Tymczasem, kiedy nadarzyła się okazja żeby naprawdę pomóc i to w dodatku, w kraju, który Polacy odwiedzają często i chętnie (nie wspomnę, że Grecja jest również członkiem - tak jak my - Unii Europejskiej) to prezydent przesłał wyrazy współczucia i zapewnienia o modlitwie. Modlitwa zapewne będzie o deszcz ponieważ w tym nasi posłowi, a okazuje się, że również i najważniejsza osoba w Państwie, są najlepsi.

Pomoc płonącej Grecji zapowiedziały m.in. Francja, Włochy, Słowenia, Serbia, Izrael, Cypr, Hiszpania, Rumunia, Belgia, Niemcy, Norwegia, Austria. My się będziemy modlić i składać kondolencje. Brawo panie prezydencie!

Gaśnica

Nowy minister edukacji jeszcze dobrze nie zaczął piastować swojego urzędu, a już musiał zostać sprowadzony na ziemię przez premiera. Chodziło oczywiście o "niefortunną" wypowiedź dotyczącą religii wliczanej do średniej ocen na świadectwach szkolnych:

Nie jestem entuzjastą pomysłu, żeby religia była liczona do średniej ocen.

Ostatnio podejrzanie cichy w sprawach politycznych Kościół (widać do tej pory skutecznie obłaskawiany przez obecną władzę) wybuchnął w bardzo mocnych słowach "za pomocą" abpa Sławoja Leszka Głódzia, który raczył pogrozić MINISTROWI laickiego (teoretycznie) państwa:

Jeżeli minister Legutko chce konfliktu i dysharmonii społecznej, to będzie ją miał. Zapowiedź zniesienia religii z listy przedmiotów wliczanych do średniej, bez konsultacji z Kościołem, uważam za arogancję.

Dramat! Jak dla mnie to powyższa wypowiedź jest swoistym wezwaniem do buntu, a co do arogancji to nie wie kto w tym wypadku jest większym arogantem - minister czy przypadkiem arcybiskup. W każdym innym, rządzonym przez przestrzegających słów konstytucji, państwie taka wypowiedź byłaby uznana, jako co najmniej niestosowna i powinna zostać odpowiednio oceniona. Tymczasem jedną wypowiedzią Ryszard Legutko został sprowadzony do poziomu ziemi zarówno przez arcybiskupa, jak i premiera, który pozwolił sobie zmienić decyzję ministra, co pokazało dobitnie ile do powiedzenia w tym rządzie ma minister. Ja bym zrezygnował.

Najważniejsze jest to, że akurat Kościół doskonale orientuje się w bieżącej sytuacji politycznej w Wolsce i wie, że po ostatnich spięciach na linii prezydent, premier vs Tadeusz Rydzyk Kaczyńscy nie mogą sobie pozwolić na widmo dalszej krytyki ich, jako ludzi przy władzy przez "katolików". Za dużo to będzie kosztowało i lepiej "uciszyć" ministra niż pogodzić się z utratą sporej ilości głosów, które z pewnością przejęłyby LPR, Prawica RP czy nawet Platforma. Zresztą na sprzeczki z KK nie idzie nawet, co uważam za bulwersujące, SLD, które "zaledwie" skieruje sprawę do Trybunału Konstytucyjnego, aby ten "zbadał zgodność ustawy z najwyższym prawem" i to bez żadnego komentarza dla narodu. Widać przed potencjalnymi wyborami każdy z polityków stara się BARDZO ważyć słowa, za bardzo.

Spodziewany obrót sprawy

To znaczy wcale nie obrót ponieważ, tak naprawdę nic się nie obróciło, nie zmieniło - "Trwamy" dalej w obłudzie i ponad prawem i sprawiedliwością. Do czego piję? Otóż Przełożony Prowincji Warszawskiej Redemptorystów o. Zdzisław Klafkio raczył wystosować Oświadczenie (w porozumieniu z Ojcem Józefem Tobinem, Generałem Zgromadzenia Redemptorystów), w którym, jak można się było spodziewać odwraca lisa... to znaczy kota ogonem. A pisze tak:

Wobec treści "taśm", która nosi znamiona kompilacji, Ojciec Tadeusz Rydzyk nie utożsamia się z przypisywanym mu antysemityzmem, i jako współbracia, którzy go znają, wiemy, że jest mu obca taka postawa. Ojciec też nigdy nie miał zamiaru obrażać kogokolwiek, a tym bardziej Pary Prezydenckiej.

Uwaga! Kompilacja to coś złego i z pewnością taka forma przekazu została wymyślona i wdrożona przez samego Szatana we własnej osobie. A to, że Tadeusz Rydzyk nie utożsamia się z antysemityzmem to już od dawna "wiadomo" po jego licznych wystąpieniach na ten temat.

Martwi nas fakt, że tendencyjnie przedstawiane przez niektóre media informacje przy jednoczesnej wątpliwości dotyczącej autentyczności "taśm" stały się źródłem skrajnych komentarzy wielu osobistości, w których bez wysłuchania drugiej strony i woli obiektywnego szukania prawdy wydawano skazujące wyroki na Ojca Dyrektora.

Powyższy cytat należy rozumieć w ten sposób, że przełożonych Rydzyka w szczególności martwi fakt, że (jeszcze) nie wszyscy myślą tak, jak Pan Dyrektor Radia oraz, że wszelka krytyka jest dopuszczana tylko wtedy, gdy zgadza się oficjalną linią tegoż.

Wraz z Zarządem Prowincji otaczamy wspólną troską rozwój tych dzieł i jesteśmy przekonani, że obdarzeni charyzmatami nasi współbracia i ich współpracownicy mają szczególne znaczenie w wypełnianiu ewangelizacyjnej misji za pośrednictwem środków masowego przekazu.

To co przekazuje Radio Maryja to jest ewangelizacja? Popieranie, bez ogródek, konkretnych polityków i co za tym idzie uprawianie polityki na antenie, antysemityzm, obrażanie głowy państwa (wraz z małżonką) to jest ewangelizacja? To ja dziękuję po raz kolejny.

Pełną treść oświadczenia można znaleźć na stronach szatańskiej Gazety.pl.

Pada deszcz

Niestety stało się tak, jak wszyscy znający się na rzeczy przewidywali - premier zbagatelizował bulwersujące wypowiedzi Tadeusza Rydzyka dotyczące prezydenta oraz jego żony. Co ciekawe dodał, że całą sprawę wyolbrzymiły media i na koniec rzekł:

"Chociaż nie ukrywam, że się tym specjalnie nie zajmowałem, ta kwestia niemiła, w szczególności dla prezydenta i jego żony, nie ma podstawowego znaczenia politycznego"

Nie jestem zawodowym politykiem, ale ta sprawa według mnie ma najmniej fundamentalne znaczenie polityczne, otóż niskiej rangi przedstawiciel Kościoła Katolickiego raczy pomawiać głowę państwa o oszustwa (o czarownicy nie wspomnę - to może faktycznie nie mieć znaczenia politycznego) - czy to nie jest polityka? W moim odczuciu wypowiedź premiera jest o wiele bardziej oburzająca niż same inwektywy wygłaszane przez Rydzyka. Wstyd panie premierze!

Bracia Kaczyńscy niestety są wielce wybiórczy jeśli chodzi o działania w sprawie krytyki własnych poczynań, gdy niemiecka gazeta nazwała ich "kartoflami" prezydent odcierpiał ten incydent poważnymi problemami żołądkowymi, a obecny wicepremier chciał nawet wystosowania międzynarodowego listu gończego. W momencie, kiedy prezydenta zwymyślał najsłynniejszy (oczywiście po tym wydarzeniu) polski bezdomny - szukała go Policja w całej Polsce, a teraz? Wyolbrzymiona sprawa, w dodatku prawdopodobnie przez Szatanów, Układ, Szarą Sieć, Bure Suki oraz ZOMO. Wszyscy bowiem wiedzą, w którym miejscu jest Polska.

Szkoda tylko, że nie w tym gdzie jest większość polaków.

Kontratak

Na efekty milczenia braci Kaczyńskich w sprawie bulwersującego "występu" Tadeusza Rydzyka nie trzeba było długo czekać. Grupa europosłów wystosowała do prezydenta Lecha Kaczyńskiego list otwarty, w którym - uwaga - domagają się od niego przeprosin na rzecz "Ojca Dyrektora"! To nieprawdopodobne zdarzenie uzmysławia prawdziwą potęgę redemptorysty (?) z Torunia, który może liczyć nawet na reprezentantów naszego kraju w europarlamencie.

"Wzywamy prezydenta do zadośćuczynienia za krzywdy moralne i obrażanie Dyrektora Radia Maryja oraz całej rzeszy jego słuchaczy"

Mnie osobiście zastanawia fakt, czy owi posłowie naprawdę mają takie poglądy i uważają, że prezydent obraził Rydzyka, czy po prostu wyczuli możliwość koniunkturalnego zarobienia kilku głosów w następnych wyborach do europarlamentu? Wszyscy bowiem wiedzą, że słuchacze Radia Maryja są bezgranicznie i ślepo oddani swojemu, nie wiem jak go nazwać... idolowi? Słuchacze Radia Maryja, w większości, to starsze osoby podatne na manipulacje, których w oczywisty sposób dopuszcza się Rydzyk głosząc pod sztandarami Boga i wiary zwykłą nienawiść.

W tym miejscu widzę wielkie niebezpieczeństwo powstania precedensu polegającego na tym, że Rydzyk widząc, że oprócz ślepo oddanych wiernych ma poparcie polityków, a najwyższe władze w państwie nie reagują ostro i natychmiastowo na jego wypowiedzi będzie dalej testował na ile jest w stanie bezkarnie ingerować w sprawy kraju. Armia słuchaczy z poparciem polityków ze skraju prawej strony wraz z milczącym przyzwoleniem mniej radykalnej prawicy stanowi już poważne zagrożenie. I w tym momencie widziałbym rolę lewicy, która (o ile nie będzie usilnie walczyć o "każdy" elektorat) powinna stanowczym wystąpieniem zgłosić wyraźny sprzeciw wobec narastającej fali nienawiści inicjowanej przez (uwaga!) ślepo oddanych "miłowaniu i pokojowi". Niestety boje się, że SLD może się nie zdobyć, ze względu na wcześniej wspomniany "każdy" elektorat, na taką próbę.

Czuję się w również w obowiązku napisać, że owymi światłymi, wrażliwymi europosłami uważającymi, że to prezydent jest winny są: Urszula Krupa i Witold Tomczak, ponadto pod listem podpisali się byli parlamentarzyści Jan Łopuszański i Halina Nowina-Konopka.

Tam wczoraj była Polska

O ja głupi. Myślałem, że występ premiera, który stwierdził całkiem niedawno, że Ci, którzy nie są z nim są jak ZOMO to był jednorazowy wybryk niekonsultowany ze specjalistami od PR (czyt. pijaru).

Niestety wczoraj w Częstochowie Jarosław Kaczyński po raz kolejny uświadomił narodowi, że nie jest premierem wszystkich Polaków. Jasno i dobitnie stwierdził, że Polska jest tylko tam, gdzie jest On i popierający go tłum (im bardziej zagorzały - tym lepiej). Nie wiem gdzie w tym momencie byli wspomniani już wcześniej specjaliści, może by udało się powstrzymać wypluwającego z prędkością karabinu maszynowego pochwały dla zgromadzonych pielgrzymów premiera. Ale się nie udało.

Daleko mi od nazwania wczorajszego święta hucpą i spędem owczego, bezmyślnego tłumu. Szanuję przekonania każdego człowieka i jeśli myśli, że tak (zlot w Częstochowie) jest dla niego dobrze to życzę mu jak najlepiej oraz wytrwałości w swojej wierze. Natomiast nie mogę tolerować, kiedy Prezes Rady Ministrów zwyczajnie różnicuje i wywyższa jedną, cokolwiek radykalną, część społeczeństwa i nazywa TYLKO ją Polską, natomiast reszta to co? Volksdeutsch (poprawcie mnie jeśli źle zapisałem), jak to powiedział z nienawiścią w oczach jeden z "pielgrzymów" cytowanych wczoraj przez telewizję?

Takimi wypowiedziami premier po raz kolejny, niestety, stawia jedynych wyżej, jednocześnie gnojąc pozostałych jako tą gorszą część społeczeństwa. Jarosław Kaczyński wyraźnie zapomina, że to społeczeństwo właśnie jest państwem, a państwo społeczeństwem - w całości jako nierozerwalna część! Rozczłonkowywanie tejże całości to jest już dyskryminacja - przy tym bardzo blado wygląda sztandarowe hasło PiS: "Solidarne Państwo".

Wcześniejsze wpisy