Jak nie powinno się politykować cz. 5

Kilka dni temu Wojciech Olejniczak utwierdził wszystkich wątpiących w jego mandat do szefowania parlamentarnej lewicy o słuszności ich poglądów. Piję oczywiście do sławnego już "zrezygnowania z usług" demokratów.pl przy tworzeniu wspólnego ugrupowania - z rozbrajającą szczerością stwierdził on, że dotychczasowa formuła raczyła się wyczerpać. Trudno o żałośniejsze podsumowanie sztucznej koalicji, która już na samym początku nie miał prawa bytu.

Nie żebym był jej gorącym orędownikiem - zawsze byłem przeciw sztucznemu łączeniu ugrupowań o jakże rozbieżnych programach. Ta "zgraja" nie miała prawa istnieć, a trwała - mimo szyderczych opinii nawet i wewnątrz (vide wystąpienia Lityńskiego).

Problem tylko w tym, jak ta współpraca się zakończyła - oczywiście awanturą, bo inaczej być przecież nie mogło. Paliwem tejże było jednostronne wypowiedzenie wygłoszone przez Wojciecha Olejniczaka - podobno "po kawce" z naczelnym Krytyki Politycznej Sławomirem Sierakowskim. Najbardziej wzburzeni oczywiście byli przedstawiciele demokratów.pl, którzy natychmiast ogłosili (z pewnością z nieukrywaną ulgą), że przystępują do budowy silnego obozu centrowego i niewykluczają obecności w nim nawet posłów SLD (konkretnych nazwisk na razie brak). Wreszcie bowiem będą mogli się uwolnić od niewygodnego stawiania ich w jednym szeregu z "komuchami", a swój cel osiągnęli - są przecież w Sejmie, inna sprawa, że dostali się tam faktycznie "na plecach" SLD.

Wszyscy zastanawiają się jak postąpi SdPL - po której stronie się opowie. Z pewnością programem jest jej bliżej do SLD (demokraci.pl mają jakiś program?), ale wątpię czy to akurat zadecyduje - Marek Borowski jest raczej niemile widziany przez przedstawicieli SLD mających o nim opinię wichrzyciela i rozłamowca (nie wspominając już o tym, jak w pewnym okresie się wypowiadali inni przedstawiciele SdPL o dawnych towarzyszach z SLD).

I po co to było wszystko? Śmiem twierdzić, że przez stowarzyszenie z SdPL i PD tyle samo osób odwróciło się od SLD, co przybyło aby głosować na LiD. Po to żeby graficy mogli się popisać przy tworzeniu pomarańczowo-czerwonego logo nowej koalicji? A może aby Aleksander Kwaśniewski mógł jeszcze na chwilę wrócić na anteny mediów? Czy było warto?

Powodem pęknięcia LiD ma być zdecydowany "skręt w lewo" SLD - czy nie lepiej było włączyć kierunkowskaz przed wyborami prezentując KONKRETNE rozwiązania zamiast kolorowego folderka, wypełnionego banałami? W tej chwili tenże skręt objawia się oprowadzaniem gejów przez Sejm - jako przewodnik wycieczki wystąpił Ryszard Kalisz, jeśli to jedyny punkt nowego programu SLD, to ja chwilowo podziękuję. Wojciech Olejniczak walcząc o przedłużenie swojego szefostwa zapomniał najwyraźniej, że lewica ma za zadanie dbać o wszystkich, wyrównywać różnice, a nie tylko o tych, którzy aktualnie są "na ekranach".

Ja pytam gdzie są efekty tego skrętu - GDZIE SĄ KONKRETY? Jak będą wyglądać ustawy, które zaproponuje "skręcone" SLD, czego będą dotyczyć. O Kościele - wiemy, o związkach partnerskich - wiemy. A gdzie coś naprawdę dla społeczeństwa, dla tych, którym się powiodło w życiu nieco gorzej. Konkretów oczywiście brak.

Poprzednie części minicyklu: cz. 1, cz. 2, cz. 3, cz. 4.

Szufladka

Wszyscy znają nowy kurs PiS - inteligencja, młodzi - to prawdopodobnie przez te grupy społeczne rządzi dziś Donald, a nie Jarosław. Ostatnia konferencja z udziałem "wybitnych ludzi nauki" zdawała się potwierdzać obrany kierunek. Tym bardziej dziwi (nie tylko mnie) wypowiedź (oczywiście wyrwana z kontekstu) Jarosława Kaczyńskiego na temat przybliżania urn wyborczych dla tych, którym się po prostu nie chce:

Akt głosowania powinien być według mnie czynnością poważną, świadomą, wymagającą pewnej fatygi. Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać.

Warto zauważyć, że to właśnie ludzie inteligentni i młodzi starają się "wysługiwać" Internetem wszędzie tam, gdzie się da co wyraźnie kłóci się z wizją przyciągnięcia przez PiS wspomnianego elektoratu. Jak to? Czyżby Jarosław Kaczyński widział w Sieci tylko pornografię, a w jej użytkownikach popijających piwko degeneratów? Bardzo ciekawe szufladkowanie znacznej części społeczeństwa. Otóż Panie Prezesie - obiecuję, że jeśli w jakikolwiek sposób przyłoży się Pan do wprowadzenia e-votingu (myślę, że wybory samorządowe byłyby doskonałym "poligonem") to obiecuję mieć podczas głosowania otwartą tylko stronę PKW - piwo odłożę do lodówki, strony z XXX zminimalizuję, a klikać będę na stojąco.

Dalsza część wypowiedzi byłego premiera jest równie ciekawa:

Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować.

Czyli mitycznego układu ciąg dalszy - Internet jest również opanowany przez żelazne macki, które oplatają całą Globalną Wioskę. Co ciekawe agitacja i manipulacja w Internecie jest dla Prezesa czymś nagannym, wartym tępienia, a taka sama - niemniej agresywna kampania prowadzona z ambon jest tym, na co można przymknąć oko, a nawet po cichu tolerować. W skrócie: jeśli nadają na nas - be, mówią zgodnie z linią - cacy.

Osobiście, według mnie to nowy kurs PiS jest tylko pewnego rodzaju makijażem nakładanym przez górę partii aby pozbyć się etykietki "ortodoksyjności" i rozszerzyć swoje wpływy, które mogą się przełożyć na głosy - jednak, jakby to powiedział mój znajomy - "słoma nadal z lakierek wychodzi". Z jednej strony walczymy o głosy nie tylko tych, którzy już nas znają i wychodzimy z otwartymi ramionami na każdego, nawet wcześniej obrażanych wykształciuchów, a z drugiej strony wszystko co nowe, nowoczesne i (chyba) nie do końca zrozumiałe jest by default złe i nie do przyjęcia.

Czy ktoś nad tym panuje?

Płacić czy płakać - o to jest pytanie!

Powoli wraca stare. Stare - czyli znana od początku "nowej Polski" (tej po 1989) niemoc i słabość rządzących w stosunku do Kościoła - chodzi oczywiście o pierwsze starcie rządu Donalda Tuska z duchowieństwem w sprawie dopłat do zapłodnienia in vitro.

Warto na początku zaznaczyć, że niemal wszystkie państwa należące do Unii Europejskiej od dawna refundują ten proceder, a Polska tradycyjnie pozostaje w skansenie w towarzystwie na przykład Rumunii.

Z odważnych wypowiedzi minister Kopacz na temat refundacji nie zostało niemal nic, kiedy biskupi delikatnie pogrozili paluszkiem - z drugiej strony nie ma się co dziwić, na wojnę z Kościołem nie zdecydowały się poprzednie ekipy (włącznie z dwoma rządami, na których czele stała lewica), to dlaczego mielibyśmy mieć teraz ewenement?

Z jednej strony duchowni mówią o szczęśliwych rodzinach i miłości rodzicielskiej, a z drugiej swoim wetem odbierają możliwość doświadczenia tychże ubogim małżeństwom, którzy pokrzywdzeni przez los nie mogą mieć dziecka. Bo nienaturalnie poczęte będzie z pewnością gorsze i nie zasługuje na życie - jak bowiem inaczej można zinterpretować słowa biskupa Górnego, który nazwał poczęcie przez zapłodnienie in vitro - "niegodziwym"?

Czy biskup Górny będzie na tyle odważny żeby stanąć przed dzieckiem, które otrzymało życie dzięki in vitro i powiedzieć mu prosto w oczy: "Zostałeś poczęty w niegodziwy sposób!". Czy zdanie "Idźcie i się rozmnażajcie" dotyczy tylko tego typu rozmnażania, które łaskawie zaakceptuje Kościół podczas któregoś z kolei posiedzenia - czy to Kościół ma decydować kto się może urodzić, a kto jest niegodziwcem? Dochodzimy tutaj do niebezpiecznej sytuacji. W liście przesłanym do parlamentarzystów in vitro nazywane jest również "rodzajem wyrafinowanej aborcji" - przepraszam, ale ktoś tu jest niedouczony względnie brutalnie fanatyzuje!

Czy czekają nas kolejne lata ideologiczno-ultrakonserwatywnego zacofania? Bezwzględnie sprawa in vitro jest pierwszym przyczółkiem i rozpoznaniem, którego dokonuje Kościół, badając na ile nowa ekipa będzie uległa duchowieństwu. Panie Kardynale - melduję wykonanie zadania!

Religia na maturze? Czemu nie!

Media ostatnimi dniami są przepełnione wojenkami i sprzeczkami na temat wprowadzenia religii jako przedmiotu, który można zdawać na maturze. Z obydwu stron padają różne argumenty mające przekonać zwalczające się obozy - nikt oczywiście przekonać się nie da, bo jego oczywistości są bardziej oczywiste - to jasne.

Nikt natomiast nie zauważył (ja w każdym razie tego nie wychwyciłem), że zwolennicy religii na maturze nigdzie nie mówią, iż ta religia ma być obowiązkowa! Skoro nikt do jej zdawania nie będzie nikogo zmuszać to o co chodzi? O wrodzoną antyklerykalność? Według mnie, a głoszę poglądy wolnościowe, jeśli ktoś chce sobie zdawać religię to proszę uprzejmie - dlaczego mam mu tego zabraniać? Oczywiście istnieje jeden warunek - egzamin maturalny z religii musi zapewniać odpowiedni poziom merytoryczny, tak aby był on porównywalny z innymi przedmiotami, które obecnie można sobie wybrać jako dodatkowe. Nie może być zgody na to, aby zdający wybierali sobie religię po to, żeby gładziutko przejść przez egzamin dojrzałości! Nad tym powinna czuwać Centralna Komisja Egzaminacyjna aby zapobiec nierównościom spowodowanym jak wyżej.

Należy również gruntownie zbadać poziom prowadzenia zajęć z religii w szkołach - nie może bowiem dalej funkcjonować taka sytuacja, gdzie lekcje z religii sprowadzają się do sprawdzenia obecności i "odbębnienia" 45 minut (tak było za czasów mojej edukacji), bo i tak nie ma się gdzie podziać ponieważ przedmiot ten umiejscowiono w środku planu lekcji. Skoro ocena z tego przedmiotu ma być wliczana do średniej ocen (oczywiście nie jest to najlepsze rozwiązanie, ale bądźmy realistami - nie ma szans na zmiany przy obecnej koalicji rządzącej) to niech ilość włożonej pracy w celu uzyskania wysokiej oceny będzie porównywalna z innymi przedmiotami. Nie może wystarczyć sama obecność na lekcjach czy też, o zgrozo, regularne dostarczanie kartek od proboszcza z potwierdzeniami odbytej spowiedzi.

Jednym zdaniem - chcesz zdawać z religii? Proszę bardzo, wiedz jednak, że nie będzie to spacerek, dzięki któremu unikniesz nauki!

Interes ponad wszystko.

Marny bo marny, ale zyskownych jeszcze Wolsce za czasów Kaczyńskich jeszcze nie udało się sfinalizować, ciągle tylko dajemy nieotrzymując nic w zamian - tu oczywiście piję do "wizyt" w Afganistanie i Iraku.

Tymczasem, kiedy nadarzyła się okazja żeby naprawdę pomóc i to w dodatku, w kraju, który Polacy odwiedzają często i chętnie (nie wspomnę, że Grecja jest również członkiem - tak jak my - Unii Europejskiej) to prezydent przesłał wyrazy współczucia i zapewnienia o modlitwie. Modlitwa zapewne będzie o deszcz ponieważ w tym nasi posłowi, a okazuje się, że również i najważniejsza osoba w Państwie, są najlepsi.

Pomoc płonącej Grecji zapowiedziały m.in. Francja, Włochy, Słowenia, Serbia, Izrael, Cypr, Hiszpania, Rumunia, Belgia, Niemcy, Norwegia, Austria. My się będziemy modlić i składać kondolencje. Brawo panie prezydencie!

Gaśnica

Nowy minister edukacji jeszcze dobrze nie zaczął piastować swojego urzędu, a już musiał zostać sprowadzony na ziemię przez premiera. Chodziło oczywiście o "niefortunną" wypowiedź dotyczącą religii wliczanej do średniej ocen na świadectwach szkolnych:

Nie jestem entuzjastą pomysłu, żeby religia była liczona do średniej ocen.

Ostatnio podejrzanie cichy w sprawach politycznych Kościół (widać do tej pory skutecznie obłaskawiany przez obecną władzę) wybuchnął w bardzo mocnych słowach "za pomocą" abpa Sławoja Leszka Głódzia, który raczył pogrozić MINISTROWI laickiego (teoretycznie) państwa:

Jeżeli minister Legutko chce konfliktu i dysharmonii społecznej, to będzie ją miał. Zapowiedź zniesienia religii z listy przedmiotów wliczanych do średniej, bez konsultacji z Kościołem, uważam za arogancję.

Dramat! Jak dla mnie to powyższa wypowiedź jest swoistym wezwaniem do buntu, a co do arogancji to nie wie kto w tym wypadku jest większym arogantem - minister czy przypadkiem arcybiskup. W każdym innym, rządzonym przez przestrzegających słów konstytucji, państwie taka wypowiedź byłaby uznana, jako co najmniej niestosowna i powinna zostać odpowiednio oceniona. Tymczasem jedną wypowiedzią Ryszard Legutko został sprowadzony do poziomu ziemi zarówno przez arcybiskupa, jak i premiera, który pozwolił sobie zmienić decyzję ministra, co pokazało dobitnie ile do powiedzenia w tym rządzie ma minister. Ja bym zrezygnował.

Najważniejsze jest to, że akurat Kościół doskonale orientuje się w bieżącej sytuacji politycznej w Wolsce i wie, że po ostatnich spięciach na linii prezydent, premier vs Tadeusz Rydzyk Kaczyńscy nie mogą sobie pozwolić na widmo dalszej krytyki ich, jako ludzi przy władzy przez "katolików". Za dużo to będzie kosztowało i lepiej "uciszyć" ministra niż pogodzić się z utratą sporej ilości głosów, które z pewnością przejęłyby LPR, Prawica RP czy nawet Platforma. Zresztą na sprzeczki z KK nie idzie nawet, co uważam za bulwersujące, SLD, które "zaledwie" skieruje sprawę do Trybunału Konstytucyjnego, aby ten "zbadał zgodność ustawy z najwyższym prawem" i to bez żadnego komentarza dla narodu. Widać przed potencjalnymi wyborami każdy z polityków stara się BARDZO ważyć słowa, za bardzo.

Spodziewany obrót sprawy

To znaczy wcale nie obrót ponieważ, tak naprawdę nic się nie obróciło, nie zmieniło - "Trwamy" dalej w obłudzie i ponad prawem i sprawiedliwością. Do czego piję? Otóż Przełożony Prowincji Warszawskiej Redemptorystów o. Zdzisław Klafkio raczył wystosować Oświadczenie (w porozumieniu z Ojcem Józefem Tobinem, Generałem Zgromadzenia Redemptorystów), w którym, jak można się było spodziewać odwraca lisa... to znaczy kota ogonem. A pisze tak:

Wobec treści "taśm", która nosi znamiona kompilacji, Ojciec Tadeusz Rydzyk nie utożsamia się z przypisywanym mu antysemityzmem, i jako współbracia, którzy go znają, wiemy, że jest mu obca taka postawa. Ojciec też nigdy nie miał zamiaru obrażać kogokolwiek, a tym bardziej Pary Prezydenckiej.

Uwaga! Kompilacja to coś złego i z pewnością taka forma przekazu została wymyślona i wdrożona przez samego Szatana we własnej osobie. A to, że Tadeusz Rydzyk nie utożsamia się z antysemityzmem to już od dawna "wiadomo" po jego licznych wystąpieniach na ten temat.

Martwi nas fakt, że tendencyjnie przedstawiane przez niektóre media informacje przy jednoczesnej wątpliwości dotyczącej autentyczności "taśm" stały się źródłem skrajnych komentarzy wielu osobistości, w których bez wysłuchania drugiej strony i woli obiektywnego szukania prawdy wydawano skazujące wyroki na Ojca Dyrektora.

Powyższy cytat należy rozumieć w ten sposób, że przełożonych Rydzyka w szczególności martwi fakt, że (jeszcze) nie wszyscy myślą tak, jak Pan Dyrektor Radia oraz, że wszelka krytyka jest dopuszczana tylko wtedy, gdy zgadza się oficjalną linią tegoż.

Wraz z Zarządem Prowincji otaczamy wspólną troską rozwój tych dzieł i jesteśmy przekonani, że obdarzeni charyzmatami nasi współbracia i ich współpracownicy mają szczególne znaczenie w wypełnianiu ewangelizacyjnej misji za pośrednictwem środków masowego przekazu.

To co przekazuje Radio Maryja to jest ewangelizacja? Popieranie, bez ogródek, konkretnych polityków i co za tym idzie uprawianie polityki na antenie, antysemityzm, obrażanie głowy państwa (wraz z małżonką) to jest ewangelizacja? To ja dziękuję po raz kolejny.

Pełną treść oświadczenia można znaleźć na stronach szatańskiej Gazety.pl.

Pada deszcz

Niestety stało się tak, jak wszyscy znający się na rzeczy przewidywali - premier zbagatelizował bulwersujące wypowiedzi Tadeusza Rydzyka dotyczące prezydenta oraz jego żony. Co ciekawe dodał, że całą sprawę wyolbrzymiły media i na koniec rzekł:

"Chociaż nie ukrywam, że się tym specjalnie nie zajmowałem, ta kwestia niemiła, w szczególności dla prezydenta i jego żony, nie ma podstawowego znaczenia politycznego"

Nie jestem zawodowym politykiem, ale ta sprawa według mnie ma najmniej fundamentalne znaczenie polityczne, otóż niskiej rangi przedstawiciel Kościoła Katolickiego raczy pomawiać głowę państwa o oszustwa (o czarownicy nie wspomnę - to może faktycznie nie mieć znaczenia politycznego) - czy to nie jest polityka? W moim odczuciu wypowiedź premiera jest o wiele bardziej oburzająca niż same inwektywy wygłaszane przez Rydzyka. Wstyd panie premierze!

Bracia Kaczyńscy niestety są wielce wybiórczy jeśli chodzi o działania w sprawie krytyki własnych poczynań, gdy niemiecka gazeta nazwała ich "kartoflami" prezydent odcierpiał ten incydent poważnymi problemami żołądkowymi, a obecny wicepremier chciał nawet wystosowania międzynarodowego listu gończego. W momencie, kiedy prezydenta zwymyślał najsłynniejszy (oczywiście po tym wydarzeniu) polski bezdomny - szukała go Policja w całej Polsce, a teraz? Wyolbrzymiona sprawa, w dodatku prawdopodobnie przez Szatanów, Układ, Szarą Sieć, Bure Suki oraz ZOMO. Wszyscy bowiem wiedzą, w którym miejscu jest Polska.

Szkoda tylko, że nie w tym gdzie jest większość polaków.

Kontratak

Na efekty milczenia braci Kaczyńskich w sprawie bulwersującego "występu" Tadeusza Rydzyka nie trzeba było długo czekać. Grupa europosłów wystosowała do prezydenta Lecha Kaczyńskiego list otwarty, w którym - uwaga - domagają się od niego przeprosin na rzecz "Ojca Dyrektora"! To nieprawdopodobne zdarzenie uzmysławia prawdziwą potęgę redemptorysty (?) z Torunia, który może liczyć nawet na reprezentantów naszego kraju w europarlamencie.

"Wzywamy prezydenta do zadośćuczynienia za krzywdy moralne i obrażanie Dyrektora Radia Maryja oraz całej rzeszy jego słuchaczy"

Mnie osobiście zastanawia fakt, czy owi posłowie naprawdę mają takie poglądy i uważają, że prezydent obraził Rydzyka, czy po prostu wyczuli możliwość koniunkturalnego zarobienia kilku głosów w następnych wyborach do europarlamentu? Wszyscy bowiem wiedzą, że słuchacze Radia Maryja są bezgranicznie i ślepo oddani swojemu, nie wiem jak go nazwać... idolowi? Słuchacze Radia Maryja, w większości, to starsze osoby podatne na manipulacje, których w oczywisty sposób dopuszcza się Rydzyk głosząc pod sztandarami Boga i wiary zwykłą nienawiść.

W tym miejscu widzę wielkie niebezpieczeństwo powstania precedensu polegającego na tym, że Rydzyk widząc, że oprócz ślepo oddanych wiernych ma poparcie polityków, a najwyższe władze w państwie nie reagują ostro i natychmiastowo na jego wypowiedzi będzie dalej testował na ile jest w stanie bezkarnie ingerować w sprawy kraju. Armia słuchaczy z poparciem polityków ze skraju prawej strony wraz z milczącym przyzwoleniem mniej radykalnej prawicy stanowi już poważne zagrożenie. I w tym momencie widziałbym rolę lewicy, która (o ile nie będzie usilnie walczyć o "każdy" elektorat) powinna stanowczym wystąpieniem zgłosić wyraźny sprzeciw wobec narastającej fali nienawiści inicjowanej przez (uwaga!) ślepo oddanych "miłowaniu i pokojowi". Niestety boje się, że SLD może się nie zdobyć, ze względu na wcześniej wspomniany "każdy" elektorat, na taką próbę.

Czuję się w również w obowiązku napisać, że owymi światłymi, wrażliwymi europosłami uważającymi, że to prezydent jest winny są: Urszula Krupa i Witold Tomczak, ponadto pod listem podpisali się byli parlamentarzyści Jan Łopuszański i Halina Nowina-Konopka.

Tam wczoraj była Polska

O ja głupi. Myślałem, że występ premiera, który stwierdził całkiem niedawno, że Ci, którzy nie są z nim są jak ZOMO to był jednorazowy wybryk niekonsultowany ze specjalistami od PR (czyt. pijaru).

Niestety wczoraj w Częstochowie Jarosław Kaczyński po raz kolejny uświadomił narodowi, że nie jest premierem wszystkich Polaków. Jasno i dobitnie stwierdził, że Polska jest tylko tam, gdzie jest On i popierający go tłum (im bardziej zagorzały - tym lepiej). Nie wiem gdzie w tym momencie byli wspomniani już wcześniej specjaliści, może by udało się powstrzymać wypluwającego z prędkością karabinu maszynowego pochwały dla zgromadzonych pielgrzymów premiera. Ale się nie udało.

Daleko mi od nazwania wczorajszego święta hucpą i spędem owczego, bezmyślnego tłumu. Szanuję przekonania każdego człowieka i jeśli myśli, że tak (zlot w Częstochowie) jest dla niego dobrze to życzę mu jak najlepiej oraz wytrwałości w swojej wierze. Natomiast nie mogę tolerować, kiedy Prezes Rady Ministrów zwyczajnie różnicuje i wywyższa jedną, cokolwiek radykalną, część społeczeństwa i nazywa TYLKO ją Polską, natomiast reszta to co? Volksdeutsch (poprawcie mnie jeśli źle zapisałem), jak to powiedział z nienawiścią w oczach jeden z "pielgrzymów" cytowanych wczoraj przez telewizję?

Takimi wypowiedziami premier po raz kolejny, niestety, stawia jedynych wyżej, jednocześnie gnojąc pozostałych jako tą gorszą część społeczeństwa. Jarosław Kaczyński wyraźnie zapomina, że to społeczeństwo właśnie jest państwem, a państwo społeczeństwem - w całości jako nierozerwalna część! Rozczłonkowywanie tejże całości to jest już dyskryminacja - przy tym bardzo blado wygląda sztandarowe hasło PiS: "Solidarne Państwo".

Instytut Skromności i Uniżenia

Jak się można dowiedzieć z mediów w 16 największych polskich miastach już wkrótce powstanie sieć kawiarni prowadzonych przez Instytut Księdza Prałata Henryka Jankowskiego, w których będzie można napić się wina z butelek sygnowanych wizerunkiem księdza prałata i być obsłużonym przez kelnerki legitymujące się zaświadczeniem od swojego proboszcza!

Ale to nie wszystko, Henryk Jankowski dołączy do m.in. Celine Dion, Davida Beckhama oraz Naomi Campbell, a to za sprawą kolekcji kosmetyków również sygnowanych swoim nazwiskiem. Szczerze mówiąc to po pierwszej informacji o sprzedaży wina z facjatą kapelana "Solidarności" szybko rzuciłem okiem na kalendarz i sprawdziłem czy przypadkiem nie jest 1 kwietnia, względnie nie przespałem kilku lat, w których księżą zrzucili sutanny i porzucili głoszenie "słowa" aby zająć się, już bez skrępowanym, zbijaniem majątków. Niestety to nie był 1 kwietnia...

Pycha, buta i obnoszenie się z bogactwem oraz orderami już od dłuższego czasu kojarzy z prałatem Jankowskim, nie wiem czy tylko zdaje on sobie sprawę, że przez taką część kleru jaką reprezentuje on wraz z o. Rydzykiem część ludzi traci resztki wiary w to, do czego księża pierwotnie byli powołani. W tej chwili jesteśmy świadkami działania doskonale prosperujących przedsiębiorstw nastawionych (oczywiście i bezwzględnie) na osiągnięcie zysku, a nie na krzewienie wiary, służebność wobec ludzi czy też pokorę i skromność.

Niestety żyjemy w ultrakatolickim kraju, gdzie z pewnością znajdą się chętni na stołowanie się w takich restauracjach, picie spoglądając z uwielbieniem na swojego idola z ambony oraz ludzie, którzy pójdą do restauracji, w której kelnerki mają zaświadczenie od proboszcza. W żadnym natomiast cywilizowanym kraju taki numer nie przeszedłby - jeśli nie politycy to naród i władze Kościoła ukręciłyby takiego "przedsiębiorce" zanim on jeszcze rozpocząłby działalność. Niestety (po raz kolejny) jesteśmy ciemnogrodem, w którym znaczna część społeczeństwa myśli średniowiecznymi kategoriami, gdzie ksiądz jest nieomylny, nieskazitelny i zawsze ma racje cokolwiek by nie robił.

Dlatego jestem zdecydowanie za wpisaniem do konstytucji paragrafu dotyczącego zakazu finansowania przez państwo żadnych religii (podobnie jak to jest np. w Irlandii) oraz przyjęciem niemieckiego, bądź francuskiego modelu finansowania się Kościoła charakteryzującego się wprowadzeniem podatku kościelnego (ok. 1% rocznych dochodów, Niemcy) lub zwolnieniem z opodatkowania (oczywiście do pewnej kwoty) darowizn na rzecz Kościoła (Francja). Oczywiście niewierzący podatku nie płacą, ani nie mają wcześniej wymienionego przywileju podatkowego.

Dopiero wtedy okazałoby się ilu jest prawdziwych katolików w Wolsce, oraz - przede wszystkim - mogłyby zwiększyć się wydatki budżetu państwa na bardziej potrzebne rzeczy niż np. dotacje na Świątynię Opatrzności, uczelnie teologiczne itp.

Uprzywilejowani

Od kilku dni toczy się przez całą Wolskę dyskusja na temat opodatkowania Kościoła - pomysł wysunęła Federacja Młodych Socjaldemokratów w liście do prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pominę w tym wpisie z pewnością podły, poniżej pasa komentarz bp. Pieronka natomiast chciałbym się skupić na istocie rzeczy. Otóż według mnie nie jest to pomysł całkowicie pozbawiony sensu, dlaczego bowiem ja otrzymując np. darowiznę (odpowiednik instytucji tacy) od mojego kolegi (III grupa podatkowa) muszę zapłacić od niej 12% podatku, a Kościół nie? Czyż to nie jest najzwyklejsze w życiu uprzywilejowanie?

Skoro ustaliliśmy, że Kościół Katolicki jest uprzywilejowany to należy się zastanowić dlaczego? Czy dlatego, że jest to największa organizacja kultu religijnego w Polsce? To dlaczego TP S.A. jako największy operator telefoniczny nie jest zwolniona z podatku? Chyba zły argument. To może dlatego, że Kościół jest najstarszą kultywowaną religią? Chyba nie, bo takiego Peruna, Świętowita względnie Trygława czci się znacznie dłużej.

A może społeczność Joggera zna odpowiedź na pytanie "Dlaczego Kościół Katolicki jest uprzywilejowany w kwestii płacenia podatków?".

Indoktrynacja dla najmłodszych

Jeszcze nie przebrzmiały echa dokooptowania oceny z religii do średniej ocen, a już mamy kolejny krok do budowania w Wolsce państwa wyznaniowego.

Otóż kuria biskupia zachęca rodziców do składania wniosków o wprowadzenie katechezy do przedszkoli! Jestem daleki od ferowania wyroków o tym jakoby w ten sposób kreowano wśród dzieci kolejnego pokolenia fanatyków religijnych (pot. moherów), ale coraz mniej zaczyna mi się podobać to, co się dzieje. W tej chwili wygląda to na fakt, że Kościół czując dobrą koniunkturę usiłuje "wepchnąć się" i uchwycić jak najwięcej przyczółków wiedząc, że prawdopodobnie za następnej ekipy tak łatwo i przyjemnie już nie będzie.

Co do samego wprowadzenia nauki takowej do przedszkoli to osobiście uważam to za pomysł ze wszechmiar chybiony, nie wyobrażam sobie bowiem, żeby trzylatki i nieco "większe" starszaki potrafiły zgłębić tajniki wspomnianej nauki duchowej. Co więcej, jestem zdania, że większość uroczystości takich jak chrzciny, pierwsza komunia czy nawet bierzmowanie powinno być przeznaczonych wyłącznie dla dorosłych, którzy są całkowicie w stanie sami zadecydować czy są gotowi na przystąpienie do tychże. W tej chwili np. komunia jest tłem dla wielkiego obżarstwa i tony prezentów dla dziecka, które traktuje przystąpienie do sakramentu nie jako przeżycie duchowe, a okazję do otrzymania tony prezentów oraz ewentualnego licytowania się z kolegami, który to dostał lepsze fanty.

Kolejna kwestia to pieniądze. Wiadomo bowiem, że księża za darmo (względnie "Bóg zapłać") wiary krzewić nie będą - czyż nie lepiej te pieniądze przeznaczyć na stworzenie dodatkowych miejsc w przedszkolach? Nie od dziś wiadomo, że do przedszkoli dostają się dzieci wybrane, dla wszystkich miejsc nie starcza. A może po prostu środki wpompowywane do kas kościołów spożytkować na dodatkowe zajęcia dla dzieci - sucha opłata czesnego za przedszkole to zaledwie część opłat związanych z porannym wysyłaniem dziecka, tańce, rytmika, angielski - za wszystko trzeba płacić dodatkowo!

Rozwiązań jest wiele, wg mnie dopłacanie do zbyt wczesnej indoktrynacji powinno znaleźć się na miejscu ostatnim.

Takich chcemy!

Nie mam w zwyczaju chwalić księży, chociażby dlatego, że większość z nich uważa się za co najmniej nadludzi, lub "tylko" wybranych, ze słowem których należy się zgadzać zawsze i wszędzie. Nie zdarzyło mi się też aby duchowny, który odwiedza domy "po kolędzie" usiadł i porozmawiał tonem innym niż urzędowy — wszakże są oni pasterzami, a nie nadzorcami... No ale cóż, nie można mieć tego co się chce itp.

Natomiast bardzo mi się zawsze podobały wypowiedzi Prymasa Glempa, co prawda ostatnio jest go co raz mniej, ale to też świadczy o nim pozytywnie - nie "prze na szkło" jak to mają w zwyczaju niektórzy, nie tworzy własnej telewizji — po prostu robi to, co do niego należy. Niemalże na potwierdzenie moich słów może świadczyć ostatni wywiad, jaki Prymas udzielił Dziennikowi:

"Nauczanie Kościoła w kwestii ochrony życia jest jednoznaczne. Jednak państwo to nie jest Kościół, nie wszyscy Polacy są chrześcijanami. Zobowiązanie wszystkich, także niekatolików, do reguł, jakie obowiązują w Kościele, byłoby ryzykowne"

Piękne i mądre słowa. Glemp mówi jeszcze, że:

"Starałem się kontynuować linię prymasów(...) przede wszystkim Stefana Wyszyńskiego. Polega ona na oddziaływaniu przez Kościół na społeczeństwo, ale nie poprzez przyspieszanie przemian politycznych, lecz raczej poprzez wskazywanie rozwiązań zgodnych z Ewangelią"

O, o, o! panie Rydzyk (celowo nie "ojcze Rydzyk") weź pan i bierz pan wzór z tych, którzy mimo zajmowania o wiele wyższych stanowisk potrafią sobie zdać sprawę z tego, że żyjemy w państwie świeckim, a Kościół nie ma za zadanie kierować polityką, ani się do niej mieszać.

Podniesiemy średnio gładziutko

No i stało się. Od następnego roku szkolnego ocena z religii bądź etyki będzie wliczana do średniej na świadectwie. Fakt ten zawdzięczamy Ministerstwu Edukacji, ale przede wszystkim Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu.

Ministerstwo dąży widać do podniesienia wyników w nauce nie za pomocą strukturalnych instrumentów, które podniosą ogólny poziom wiedzy uczniów tylko za pomocą "zakulisowych" machlojek. Wspomnieć tylko wyśmiany i zdelegalizowany przez Trybunał Konstytucyjny pomysł przyznawania matur uczniom, którzy jej faktycznie nie zdali.

Pozostaje tylko odwieczny problem co zrobić z dziećmi, które nie będą chciały uczestniczyć w lekcjach z księdzem, a na posadzie nauczyciela etyki będzie wieczny wakat? Posadzić ich w szatni, żeby sobie np. palili papierosy? A może skierować za karę do zamiatania boiska szkolnego? W związku z i tak przepełnionym planem lekcji nie ma pewnie co liczyć, że zajęcia "z przedmiotu dodatkowego" będą ustawione jako pierwsze, bądź kończące zajęcia.

Kolejna sprawa to dlaczego przedmiot nazywa się "Religia"? Czy to oznacza, że np. muzułmanie też będą mogli uczyć się o swojej wierze? Co z wyznawcami judaizmu i prawosławia - będą oddzielne klasy w których uczyć będą rabinowie i popi? Dlaczego mamy ich dyskryminować - tylko dlatego, że są w mniejszości? Czy o tym też pomyślała Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu? W ogóle dlaczego w tejże komisji uczestniczą przedstawiciele tylko jednego wyznania?

Nie wspomnę już, że na lekcjach religii wystawia się zawsze na koniec semestru piątki, a etyk będzie wymagał uczenia się... Miejmy nadzieję, że lewica i tym razem stanie na wysokości zadania i skieruje ten pomysł tam, gdzie trzeba

PS. U bycika też się na ten temat kłócą.

Zero tolerancji?

Na początek zagadka, do kogo należą te słowa:

Nie nazywajmy tego inaczej, nie nazywajmy nigdy, że szambo jest perfumerią...

oraz

Jestem rozczarowany tymi władzami, tymi działaniami, że pozwalacie państwo na takie skandaliczne zachowanie.

Zorientowani już wiedzą, mniej zainteresowanym podpowiem, że mówił to, uwaga - DUSZPASTERZ, ksiądz, ojciec, zakonnik! Czy może mi ktoś wytłumaczyć ile jeszcze będzie tolerowana taka postawa osoby, której, podobno, przeznaczeniem jest krzewienie wiary, miłowanie bliźniego i takie tam inne... Ojciec Tadeusz taką oceną, krytyką sprawia wrażenie kogoś, kto jest bardzo wyjątkową osobą, z której opinią KAŻDY powinien się liczyć i ukorzyć po takim wyraźnym pogrożeniu palcem!

Czy naprawdę Rydzyk nie ma nikogo nad sobą, który potrafiłby trzasnąć pięścią w stół i w ciągu 10 minut wysłać niepokornego księdza na Madagaskar albo do Wietnamu? Nie jestem zwolennikiem kleru, nie chodzę na msze ani nie znam jego prawideł tudzież przyzwyczajeń, ale jeśli Kościół nie chce dalej budować swojego wizerunku poprzez pryzmat jednego duchownego z Torunia to powinien wreszcie zacząć działać bardziej stanowczo.

Nie do pomyślenia jest fakt, że jeden ksiądz może decydować kto wchodzi do Parlamentu (poprzednia kadencja LPR, teraz PiS), kto jest prawdziwym chrześcijaninem, a to szambem. Zaraz po zarzutach Rydzyka Prezydent pośpiesznie:

podkreślił, że "moja żona i ja to dwie oddzielne osoby". Zasugerował jednocześnie, że może mieć inne zdanie niż PiS ponieważ nie jest już członkiem tej partii.

Oczywiście, że tak, miliony moherów są wielką siłą, która może być użyta przeciwko PiS. Wstyd mi.

Ale...

Niemieckiej fobii ciąg dalszy. W dzisiejszych Sygnałach Dnia premier Kaczyński "przytomnie" zauważył, że w Polsce znaczna część prasy należy do niemieckich wydawców i publicznie zadaje pytanie czy taka sytuacja jest właściwa i nie należałoby zahamować tego zjawiska.

Jeśli premier zastanawia się czy należy przeciwdziałać to znaczy, że według niego jest to złe. A jeśli premier uważa, że coś jest złe, źle zarządzane lub działa nie po Jego myśli to próbuje to "odzyskać". Czy w takim razie możemy się wkrótce spodziewać nacjonalizacji koncernów prasowych? A może zostanie wprowadzone nowe prawo zakazujące germańskim najeźdźcom przejmowania polskich mediów (a co najmniej ograniczające im prawo głosu)?

Niestety dotychczasowy bilans rządów PiS i prezydentury L. Kaczyńskiego z perspektywy naszych sąsiadów (i nie tylko, podobnie myśli wiele innych krajów) wygląda, delikatnie mówiąc, bardzo średnio. Wśród nowoczesnej Europy Polska wraca do stereotypu zacofanej ideowo, rządzonej przez zabobonnych polityków europejskiej prowincji. Akcje typu "koronacja Jezusa" czy też "40 mln PLN dla obiektu kultu religijnego" (nie wspomnę już o kombinacjach alpejskich jak tu obejść prawo zakazujące Państwu finansowanie tego typu inwestycji). Jeszcze niedługo, a na zachodzie zaczną wierzyć, że nie tylko na Syberii niedźwiedzie chodzą po ulicach.

Zastanawiający jest fakt głębokiego uprzedzenia rządzącego Polską rodzeństwa właśnie do naszych odwiecznych zachodnich sąsiadów. Czy ktoś z PT Czytelników ma może jakieś informacje, co lub kto spowodował takowe zachowania?

[tu wstaw nr kolejny] Rzeczpospolita

Znany publicysta Maciej Rybiński ogłosił niedawno na łamach Dziennika, w felietonie "Koniec Polski Kiszczaka i Michnika", że w poprzedni weekend, w niedzielę 7 stycznia 2007 roku skończyła się III Rzeczpospolita.

Zadziwiające jest już same zestawienie gen. Kiszczaka z Adamem Michnikiem, ale co tam, dalej w artykule są jeszcze lepsze porównania. Miłośnikom dobrego humoru podczas wieczornej kawki z ciastkiem polecam ww. artykuł z całego serca.

Bardzo mnie ciekawiła zawsze geneza konfliktu "wszyscy na Michnika", a w artykule p. Rybińskiego możemy nieco się dowiedzieć dlaczegóż to Michnik jest winien całemu złu świata, łącznie z kokluszem i gradobiciem - fascynujące. Tylko jakoś nigdzie p. Rybiński nie napisał dlaczego właśnie "Wyborcza" ma tylu czytelników, ktoś nakazuje ustawą czytanie tejże? A może, tak jak w czasach mojej edukacji w podstawówce trzeba było prenumerować radzieckie pisma młodzieżowe, tak teraz jest przymus czytania GW?

Po przebrnięciu przez pierwsze akapity mające na celu wprowadzenie czytelnika w stan kompletnego niezrozumienia i otumanienia (ja się zgubiłem gdzieś zaraz za wstępem) można przeczytać, m.in. że:

Jednym dekretem Polskę opartą na zrównaniu komunistów i antykomunistów, równouprawnieniu ofiar i katów, moralnej równości zdrajców i niezłomnych zburzył z dalekiego Watykanu Ojciec Święty Benedykt XVI, orzekając, że agent SB nie może być arcybiskupem metropolitą warszawskim.

Otóż wg mnie Benedykt XVI stwierdził, że to nie o agenturę chodzi, ale o zwyczajne kłamstwo TW Greya, który wcześniej wypierał się jakiejkolwiek współpracy. To, że był jakimś tam Tajnym Współpracownikiem myślę, że Papieża obchodziło raczej średnio, a już z pewnością nie w pierwszej kolejności.

Sprawa tego artykułu została poruszona również we wczorajszym programie publicystycznym (nie powiem w jakim, bo włączyłem już po czołówce) na TVP1, w którym gośćmi byli właśnie Maciej Rybiński i Jacek Żakowski. P. Rybiński siedział sobie przez cały program z założonymi rękoma i na wszelkie argumenty Żakowskiego po prostu odburkiwał mając siebie za jedyne prawdomówno-wszechwiedzące medium, atmosferę potęgowała wyraźnie stronnicza prowadząca którą zresztą widziałem po raz pierwszy na ekranie i miejmy nadzieję, że po raz ostatni.

Artykuł się wyraźnie p. Rybińskiego udał, ale tylko jako nowa wersja przemówienia Joanny Szczepkowskiej, która też ogłaszała koniec Rzeczpospolitej, Ludowej.

Krótko, zwięźle i na temat

O Arcybiskupie Wielgusie napisano już wszystko, a może nawet jeszcze więcej dlatego też rozpisywać się nie mam zamiaru, chociażby dlatego, że moje zdanie nt. kleru jest powszechnie znane. Chciałem tylko zapytać czy może ktoś z PT Odwiedzających wie:

  • jak można po ujawnieniu niezbitych dowodów na współpracę, przyznaniu się do winy, okazaniu się ewidentnymi kłamstwami wcześniejszych zapewnień o niewinności mówić o "zwycięstwie Kościoła", z mediów można wywnioskować, że kolejne "zwycięstwa" w drodze;
  • jakim trzeba być (przerwa na szukanie odpowiedniego, delikatnego słowa) ignorantem aby wypisywać na transparentach poparcia dla Wielgusa, niesionych przez jego zwolenników, stwierdzenia, że jest On "godnym następcą Prymasa Tysiąclecia";
  • jaka jest różnica między fanatycznymi muzułmanami, a spędem (nie powiem czego) przed warszawskim kościołem, co prawda Ci drudzy jeszcze się nie wysadzają, ale kto wie co by było jakby Rydzyk wezwał...

Gdyby ktoś znał odpowiedzi na moje ww. pytania to zapraszam do komentowania.

Wpuszczać tylko w krawatach...

Wczoraj Onet.pl przekazał informację z Newsweeka, że od nowego roku rusza kampania nakłaniająca Polaków do płacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego, co ciekawe uświadczą ją wyłącznie odbiorcy mediów katolickich:

"TVP wyda 425 tys. złotych na reklamę w Telewizji Trwam, "Niedzieli", "Gościu Niedzielnym", "Różańcu", "Kwietniku" i "Lancecie". Za pomysłem spotów stoi Anna Milewska, członek zarządu TVP z ramienia Samoobrony."

Czyżby to było skopiowanie pomysłu o. Rydzyka, którego potęga oparta jest m.in. na "datkach" elektoratu ultrakatolickiego? Czy TVP liczy na to, że wychowani w duchu dziesięciu przykazań wezmą sobie do serca "Nie kradnij"? Dla mnie to jakoś dziwnie pachnie dotowaniem.

Przy okazji od razu przypomniał mi się świetny cytat (podaję z pamięci - w oryginale może było troszeczkę inaczej, ale sens ten sam) z "Misia": "Wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest mniej awanturujący". W wolnym przekładzie: "Przypominać tylko wierzącym, wierzący są bardziej podatni na sugestie".