Be quick or be dead cz. 2

Wpis ten jest kontynuacją felietonu „Be quick or be dead” z dnia 28 października.

Aftermath

Żal było oglądać twarze zgromadzonych na wieczorze wyborczym polityków SLD. Z drugiej strony dopiero wtedy zrozumieli, że droga konformizmu, którą obrali w czasie kampanii miała tylko jeden kierunek – na dno, w otchłań niebytu. Tak bowiem należy podsumować wynik poniżej 10% i najmniejsza reprezentacja w Sejmie, mniejsza nawet od PSL i przede wszystkim Ruchu Palikota, wyraźnie zlekceważonego i skazywanego na pożarcie. Wydawało się, że paradoksalnie wygranym w SLD będzie Ryszard Kalisz, którego rywalizacja z Grzegorzem Napieralskim z pewnością w pewnym stopniu przyczyniła się do takiego, a nie innego wyniku Sojuszu. Niestety dla niego, ale i również dla lewicy okazało się, że triumfatorem jest kto inny – zmarginalizowany kilka lat temu przez Olejniczaka i Kwaśniewskiego były premier - Leszek Miller.

Czytaj dalej »

Be quick or be dead

Tytułowej maksymy nie rozumiano w SLD przed ostatnią kampanią wyborczą, nie pojmowano jej w trakcie wspomnianej, jak również po wyborach wydaje się ona obca. Kiedy słyszę o kolejnych ruchach Palikota, to narasta we mnie wściekłość, dlaczego człowiek, który nagle postanowił zostać czołową postacią lewicy potrafi w ten sposób punktować działaczy, którzy powinni dać się prędzej pokroić na plasterki niż dać się wyprzedzić zwykłemu awanturnikowi, zręcznie korzystającemu z rad specjalistów od budowania wizerunku.

Czytaj dalej »

I Ty wybierzesz następcę Grzegorza Napieralskiego?

Bardzo mnie ucieszyła informacja, mówiąca o możliwości powszechnego wśród członków SLD wyboru przyszłego przewodniczącego partii. To bardzo dobry ruch i jeśli nie zostanie szybko spacyfikowany przez zarządy wojewódzkie (lub poprzez jawne głosowanie), to może przynieść wiele świeżości skompromitowanej, przez wyborczy wynik, największej formacji po lewej stronie sceny politycznej.

Czytaj dalej »

Powyborcze résumé

Kolejne wybory za nami, najprawdopodobniej przez następne cztery lata będziemy mieli rząd zbliżony do właśnie ustępującego – to pierwszy ewenement w historii młodej, polskiej demokracji, bowiem nie zdarzyło się jeszcze, aby ktoś zajmował stanowisko premiera przez dwie kolejne kadencje Parlamentu.

Drugą sensacją jest zaskakujący wynik Ruchu Palikota, który zdecydowanie zadał kłam lansowanych od dłuższego czasu dwóch opinii, nieustannie wtłaczanych nam do głów, zarówno przez media, jak i polityków – mówiącej o tym jakoby "polska scena polityczna była zabetonowana", że "nie ma miejsca dla innej partii odwołującej się do lewicowych wartości poza SLD". Otóż znany i (gdzieniegdzie) lubiany performer, Janusz Palikot ostentacyjnie pokazał figę wszystkim i wprowadził do Sejmu kilkudziesięciu posłów, zupełnie nic sobie nie robiąc z filipik wysuwanych od prawicy aż po lewą stronę politycznej zagrody.

Czytaj dalej »

Przykładność i grzeczna fryzura na boczek

Media ostatnio (ostatnio = od ostatnich wyborów) zajmują się przypadkiem posła Janusza Palikota, który - jak mówią i piszą - przekracza wszelkie granice dobrego smaku. Pochylmy się więc nad tym i podobnymi przypadkami.

Według ogólnie pojętych ram przyzwoitości parlamentarzysta powinien być grzeczny, przykładny i ładnie się prezentować (jest nawet pojęcie "język nieparlamentarny") albowiem jest przedstawicielem społeczeństwa, które go wybrało na pełnienie tego odpowiedzialnego stanowiska. Ideałem dla większości, w szczególności tej nieco starszej części, byłby z pewnością Krzysztof Ibisz, który zresztą kiedyś był posłem - wiem, że ciężko w to uwierzyć :)

Czytaj dalej »

Gwóźdź

Wczorajsza decyzja SLD o odrzucenia weta Prezydenta stanie się tym, o czym będą jeszcze długo pisać książki. Otóż po raz pierwszy (tak naprawdę to nie po raz pierwszy, ale nigdy jeszcze tak wyraźnie tego nie było widać) "lewica" opowiedziała się po stronie liberałów zostawiając na lodzie swoje ideały.

Jak bowiem inaczej wytłumaczyć człon "lewica" w rozwinięciu skrótu SLD jeśli jednocześnie pozbawia się milion ludzi prawa do przywilejów emerytalnych? Gdzie Ci lewicowcy, którzy powinni wbrew wszystkiemu bronić interesów ludzi pracy, słabszych i wykluczonych? Z pewnością nie po lewej stronie Sejmu!

Na deser komentarze:

Czytaj dalej »

Krajobraz po (przed) bitwie

Lewica parlamentarna (i ta poza nim) jest w rozsypce - to widzą i wiedzą wszyscy. Wojciech Olejniczak przekonuje cały czas, że do wyborów lepiej było iść "zjednoczonym" niż osobno na "ura!" - co z tego, kiedy krótko po nich mamy sytuację, kto wie, czy nie gorszą.

Warto podsumować co dobrego przyniosło kilka lat rządów "młodych" w SLD. Wypunktujemy:

Czytaj dalej »

Uwaga zakręt!

Na lewicy zamęt - zamęt spowodowany zbliżającymi się wyborami nowych władz, ale i również znaczącymi przegrupowaniami wewnątrz, nie tak dawno (podobno) monolitycznego LiD, który na szczęście przeszedł już do historii.

Szkoda tylko, że wskutek walki pomiędzy przewodniczącym Olejniczakiem, a sekretarzem Napieralskim traci na znaczeniu sam przekaz ugrupowań na lewo od PO, o przepraszam - demokratów.pl. Codziennie mamy nowe konferencje, przedstawianie jakichś-tam-kolorowych-ksiąg, a konkretów wciąż brak.

Jak na razie to cały "skręt w lewo" opiera się na atakach skierowanych ku Kościołowi i... To by było chyba na tyle - więcej nie zauważyłem. W tej chwili peleton "lewicy" skręcający w lewo prowadzi Joanna Senyszyn, u której lewicowość objawia się jedynie wspomnianymi wcześniej uwagami nt. konkordatu, roli kościoła i jego finansowaniu. Wczoraj w "Kropce nad i" pani Senyszyn raczyła wypowiedzieć bardzo ciekawe zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: "Nasz program w 70% składa się z pomocy socjalnej, aktywizacji bezrobotnych i dbaniu o wykluczonych". To ja pytam w takim razie, o czym mówi pozostałe 30%? Jeśli o Kościele to porównywając częstotliwość wypowiedzi pani profesor o klerze z wywiadami nt. "socjału" to wydaje się, że o tych 70% mówi się w SLD chyba tylko na wewnętrznych, zamkniętych dla elektoratu posiedzeniach względnie w wewnątrzpartyjnej telewizji ponieważ w ogólnodostępnych mediach cisza, jak makiem zasiał.

Czytaj dalej »

Jak nie powinno się politykować cz. 5

Kilka dni temu Wojciech Olejniczak utwierdził wszystkich wątpiących w jego mandat do szefowania parlamentarnej lewicy o słuszności ich poglądów. Piję oczywiście do sławnego już "zrezygnowania z usług" demokratów.pl przy tworzeniu wspólnego ugrupowania - z rozbrajającą szczerością stwierdził on, że dotychczasowa formuła raczyła się wyczerpać. Trudno o żałośniejsze podsumowanie sztucznej koalicji, która już na samym początku nie miał prawa bytu.

Czytaj dalej »

Wszystko w porządku. Najlepszym.

Po dawno już obiecanym "odejściu" (miejmy nadzieję, że tym razem definitywnym) Aleksandra Kwaśniewskiego powoli rośnie napięcie w LiD - nawet mimo oficjalnego, jeśli za oficjalny można uznać wpis na blogu, dementi Marka Borowskiego. "Twarz kampanii" usunęła się z widoku więc powoli zaczyna pękać spinacz, który trzymał do tej pory koalicyjny komitet wyborczy - zobaczymy ile wytrzyma.

Tak, jak przewidywałem wcześniej tylko osoba byłego prezydenta gwarantowała "jako-takie" stosunki pomiędzy SLD, PD i SdPL - gdy jej zabrakło tarcia zaczynają się już przy pierwszej nadarzającej się okazji. A o co poszło? Otóż o podział ról w nowej kadencji.

Twór o nazwie "Komitet Porozumiewawczy LiD" ogłosił bowiem, że reprezentacja LiD będzie wyglądała następująco: Olejniczak – jako przewodniczący, Borowski i Lis – v-ce przewodniczący, a Jerzy Szmajdziński zostanie wicemarszałkiem. Pierwszy sygnał, że coś tu jest nie tak dał ugodowy zazwyczaj Ryszard Kalisz, który stwierdził (zresztą całkiem słusznie), że:

Kandydata Sojuszu do Prezydium Sejmu powinien najpierw rekomendować Zarząd Krajowy partii, a dopiero potem rekomendacja taka powinna być zatwierdzona przez Komitet Porozumiewawczy Lewicy i Demokratów.

A co mieliśmy? Klika Starszych Panów za plecami członków (ładne parę tysięcy osób) zarządziła sobie, że Wojtuś będzie tu, renegat Marek tam, a przedstawiciel 1-osobowej (słownie: jednoosobowej) reprezentacji PD w parlamencie Boguś będzie też na stołku. Nie dziwię się zwyczajowo spokojnemu Kaliszowi, że coś w nim pękło - mi też się scyzoryk w kieszeni otwiera.

Wygląda na to, że mamy kilka wariantów sytuacji:

  1. Olejniczak został zakrzyczany przez bardziej doświadczonego Borowskiego i starszego Lisa; następuje powolna marginalizacja Olejniczaka, a co za tym idzie SLD,
  2. Kwaśniewski, jak rasowy polityk z kilkunastoletnim stażem już na początku kampanii rozdał (znaczone) karty, a to co się teraz dzieje było przewidziane już dawno.

Obydwa powyższe punkty prowadzą do jednego wniosku. Ktoś (guess who?) uznał, że dotychczasowa idea SLD się wyczerpała i trzeba spróbować czegoś innego - do czego to doprowadziło widzieliśmy oglądając wyniki wyborów - osiągnięty rezultat nie wypada nazwać inaczej niż klęską. A czy ktoś pomyślał o rozliczeniu winnych tej porażki?

Po co, SdPL jest ponownie w sejmie, PD ma szansę (miejmy nadzieję, że nikłą) na wybicie się powyżej kanapy, a Wojtek będzie przewodniczącym klubu. Wszystko pięknie i ładnie.

Dość tego panowie!

Wcześniejsze wpisy