Nowe szatki "króla" cd.

Wczoraj w programie Tomasza Lisa wystąpił były premier, prezes PiS (przepraszam, Prawa i Sprawiedliwości albowiem podobno zaleceniem "góry" jest nieużywanie skrótu) i... Wielkim zaskoczeniem dla mnie było że wypadł bardzo dobrze, wręcz niewiarygodnie wiarygodnie.

Daleko mu było od tego walczącego z wiatrakami premiera krzyczącego z trybuny o podziale na "tych od ZOMO" i "nas", był niesłychanie spokojny. rzeczowy i wyrazisty oraz starał się puszczać mimo uszu uszczypliwe komentarze prowadzącego. Niewygodnych pytań nie unikał, ale starał się kierować rozmowę na wyraźnie nakreślone tory – gospodarka, przyszłość i społeczeństwo. Szczerze mówiąc, to gdybym otrzymał stenogram rozmowy bez podania z kim rozmawia Tomasz Lis mógłbym postawić, że jego rozmówcą jest niezwykle zrównoważony polityk lewicy.

Co ciekawe Jarosław Kaczyński nie dał się, mimo usilnych starań Lisa, "wpuścić" w podsumowanie działań rządu za czasów poprzedniej kadencji, za każdym razem odpowiadając, że "myślimy wyłącznie o przyszłości", co wyraźnie mogło się podobać telewidzom i co za tym idzie przyszłym wyborcom. Natomiast prowadzący miał zdecydowanie zły dzień, gdzie się podziała dotychczasowa błyskotliwość Tomasza Lisa – na tle byłego premiera wyglądał bardzo marnie, na nieprzygotowanego i zagubionego pewnością siebie Kaczyńskiego. Żal było patrzeć, kiedy prowadzący momentami aż zagłębiał się w fotelu słysząc (posługując się terminologią innego b. premiera – Józefa Oleksego) "ostrego jak brzytwa" rozmówcę. Lis pogłębił jeszcze swoją bezlitosną ocenę, w moich oczach, podsumowując wyniki sondażu (niemal połowa głosujących chciała aby PiS powrócił do rządzenia Polską) prowadzonego w czasie programu, jako dalekie od reprezentatywnych i mające jakiekolwiek pokrycie w rzeczywistości.

Wielki wstyd i hańba panie Tomaszu, z pewnością podczas takiego programu następuje wielka mobilizacja zwolenników partii Kaczyńskiego, ale nie należało tego komentować w ten sposób, wyraźnie akcentując swoją niechęć do rozmówcy. Tego typu komentarze i stronniczość mogą nie dziwić w programach Pospieszalskiego i dysputach prowadzonych na TVP Info, ale od jednego z najpopularniejszych i najbardziej cenionych dziennikarzy w Polsce wymaga się czegoś więcej. Albo może wymagało.

Zimowa ofensywa

Kiedyś przebywał bez przerwy na nośnikach wszelkich mediów, nieważne czy to był papier, kineskop czy ekran monitora, a niektórzy spotykali go podobno nawet w lodówce (nie mówiąc o konserwach). Od dłuższego czasu pojawia się tylko zrywami, ale mocno akcentując swoją obecność. Natomiast od kilku ostatnich dni widzimy jego postać tak, ja za dawnych czasów - o kim mowa?

Oczywiście chodzi o byłego premiera - Kazimierza Marcinkiewicza. Człowiek, który został najbardziej niespodziewanym premierem (niektórzy twierdzą nawet, że został wyciągnięty z kapelusza) powraca, niekoniecznie w chwale. Widać, że odosobnienie w deszczowym Londynie nie wpływa pozytywnie na osobę niegdyś najpopularniejszego polityka. Metodę na swój powrót wybrał bowiem zgoła niefortunną - nie będę pisał o co chodzi, albowiem sprawa jest obszernie komentowana przez taką samą ilość mediów, jaka wyniosła kilka lat temu pana premiera na szczyty popularności. W skrócie napiszę, że Marcinkiewicz strzelił sobie w stopę i to z wielkiego rewolweru (wydaje mi się, że to był taki olbrzym, którego używał niezapomniany Brudny Harry).

Oczywiście powrót nie jest przypadkowy, wszyscy wiedzą, że Marcinkiewiczowi w Londynie się nudzi i (mimo, że zarabia podobno nieźle) chętnie wróciłby do swojskiego bagienka, do uwielbiających go polskich wyborców i... No właśnie, karmieni jesteśmy od kilku dni informacjami, jaki to ten Kazio jest popularny. Wyborcza nawet opublikowała wyniki sondażu, według którego Marcinkiewicz byłby najlepszym premierem wtedy, kiedy to obecny zajmie miejsce Lecha Kaczyńskiego. Z pewnością mile takie rezultaty łechcą próżność "Londyńczyka". Ale chwila, moment.

Mało kto zauważył, że Kazimierz Marcinkiewcz jest świetny, ale tylko wtedy kiedy już ma jakieś stanowisko. Kiedy trzeba go wybierać to jakoś nie potrafi wygrać. Największą plamą w jego politycznej karierze była bowiem sromotna porażka w batalii o fotel prezydenta Warszawy. Jak bowiem inaczej nazwać przegraną uwielbianego przez masy, pięknego Kazimierza z Hanną Gronkiewicz-Waltz, która ani nie jest uwielbiana ani... (tu powstrzymam się od oceny urody p. prezydent). Czy zatem PO słusznie robi rezerwując podobno "jedynkę" w Warszawie na liście do Europarlamentu, czyżby zapomniała już o "cieniasach" i innych uszczypliwych uwagach Marcinkiewicza? Ładna (podobno) buzia to nie wszystko.

Na marginesie chciałbym polecić, jako lekturę na weekend, nowowydany - szósty numer Przeglądu Socjalistycznego. Tym razem dominuje tematyka historyczna, szczególne pragnę zwrócić na doskonały artykuł Andrzeja Ziemskiego pt. "Socjaliści wczoraj, dziś i jutro".

Nieszczęścia chodzą parami

Tak. To już chyba pewne - powstanie kolejna komisja śledcza, tym razem do spraw zbadania okoliczności zabójstwa Krzysztofa Olewnika. W skrócie - stacje żyjące z newsów, całodobowych transmisji (z powtórkami) z wszelakich obrad już zacierają ręce, albowiem będzie czym wypełniać ramówkę. Posłowie mający parcie na szkło już prasują garnitury i lobbują u szefów klubów parlamentarnych o wpisanie na listę kandydatów, a media zasypują nas informacjami o giełdzie nazwisk tych, którzy to mają największe szanse na powołanie do tejże.

Zastanawia jedynie fakt po co ma działać ta komisja, w szczególności że równolegle na tym polu działa prokuratura? Poseł będzie lepszy? Jest niemal pewne, że komisja będzie składać się wyłącznie z polityków z krwi i kości, a nie specjalistów w rozwiązywaniu tego typu spraw - czy chodzi o to, żeby pokazać, że "się bierze i pracuje"?

Wątpię - chodzi o to, aby się pokazać, poprowadzić małą wojenkę z przeciwnikami z innej partii, wyrazić swoje zdanie i... przejść do porządku dziennego. A meritum? Czy to takie ważne? Nie. Chociażby dlatego, że na tzw. sprawie Olewnika pośliznął się (były) minister Ćwiąkalski, odwołany z powodu znanego chyba li jedynie premierowi - wszyscy bowiem wiedzą, że ministerski związek z powieszeniem się jakiegoś tam bandziora jest mniej więcej taki, jak czarnobiauej z baletem - czyli minimalny i ledwie dostrzegalny ;)

Idąc tym tropem Grzegorz Schetyna powinien zostać odwołany za każdy błąd popełniany przez Policję (a byłoby z czego wybierać), Mirosław Drzewiecki za marne wyniki polskich sportowców (np. brak awansu Wisły Kraków do tegorocznej Ligi Mistrzów) itp. - wymieniać można w nieskończoność. A kim został zastąpiony minister fachowiec, doktor habilitowany nauk prawnych? Politykiem. Nie musi się znać - ale za to będzie umiał się zachować!

A może tak, a może nie...

Cicho, ukradkiem - wręcz niepostrzeżenie zakończył się bojkot stacji TVN przez opozycyjny PiS (w przypadku Superstacji zachowano status quo) - podobno warunkowo. Wszyscy trzeźwo myślący oczywiście dawno doszli do wniosku, że "Prawo" i "Sprawiedliwość" bardziej szkodziło sobie omijając studia należące do ITI niż znienawidzonej rozgłośni, ale Rada Polityczna wpadła na to dopiero kilka dni temu.

Niektórzy - tych jest większość - sądzą, że decyzja ta została podyktowana faktem, iż Jarosław Kaczyński nie mógł już znieść reprezentantów prawicy w debatach prowadzonych np. w TVN24 w postaci Marka Jurka, Michała Kamińskiego czy też (o zgrozo!!!) wziętego adwokata Romana Giertycha. A tak naprawdę to dosyć podejrzanie decyzja o "warunkowym" zawieszeniu bojkotu zgrała się z tzw. "przewrotem Farfała", który to pozbawił PiS największej, najbardziej wpływowej tuby, jaką przez ostatnie kilka lat była TVP. Wielki dziw bierze moją skromną osobę, że do tej pory chyba nikt tego nie podkreślił?

Rada Polityczna PiS (czyt.: Jarosław Kaczyński) uznała zatem, że lepiej wypchnąć piewców w postaci Tadeusza Cymańskiego, Krzysztofa Putry względnie Pawła Kowala (bo jakoś nie wyobrażam sobie J. Kaczyńskiego tudzież P. Edgara Gosiewskiego w debacie moderowanej przez np. Bogdana Rymanowskiego) niż zupełnie zniknąć z mediów - szkoda, że w tak kiepskim stylu, łapiąc się niemalże przysłowiowej brzytwy.

Taki to numer wycięły przez większość skreślone już z mapy politycznej tzw. "przystawki" - można, myślę, rzec że zza grobu. Trzeba się wziąć do roboty panie Jarku, albowiem niech Pan się boi - już dwie trzecie Sejmu za Panem nie stoi!

Przykładność i grzeczna fryzura na boczek

Media ostatnio (ostatnio = od ostatnich wyborów) zajmują się przypadkiem posła Janusza Palikota, który - jak mówią i piszą - przekracza wszelkie granice dobrego smaku. Pochylmy się więc nad tym i podobnymi przypadkami.

Według ogólnie pojętych ram przyzwoitości parlamentarzysta powinien być grzeczny, przykładny i ładnie się prezentować (jest nawet pojęcie "język nieparlamentarny") albowiem jest przedstawicielem społeczeństwa, które go wybrało na pełnienie tego odpowiedzialnego stanowiska. Ideałem dla większości, w szczególności tej nieco starszej części, byłby z pewnością Krzysztof Ibisz, który zresztą kiedyś był posłem - wiem, że ciężko w to uwierzyć :)

Tylko teraz powstaje problem - czy taki piękne, przystojne, elokwentne i wyidealizowane indywiduum (przepraszam z góry jeśli ktoś się poczuł urażony takim epitetem) jest w pełni tym, czego oczekujemy po reprezentancie ludu? Czy taka osoba jest wiarygodna i spełnia nasze oczekiwania? Wiadomo, że każdemu - nawet księdzu - zdarza się przekląć, wyrazić niepochlebną opinię czy też zwyczajnie oczerniać przeciwnika - bo tak.

Osobiście wolę, kiedy osoba mówi bez ogródek to, co myśli, a nie ubiera swoje myśli w wyidealizowane wypowiedzi - bo przecież posłowi nie wypada. Otóż nie - według mnie wypada, jak mało komu! Jakież to się larum podniosło, kiedy "niechcący" wyciekły tzw. "Taśmy Gudzowatego", gdzie były Premier i Marszałek Oleksy nie przebierając w słowach opowiadał m.in. o swoich partyjnych kolegach. Cham i prostak - takie opinie przewijały się w komentarzach wszystkich, a w szczególności tych, których te wynurzenia dotyczyły. Czy naprawdę te osoby są takimi skończonymi hipokrytami, że wierzą iż sami takich rzeczy nie opowiadają? By-zy-dura!

Opowiadają i kto wie, czy nie więcej i mocniej - tylko, że jeszcze się nie wydało. Ot cała prawda. I tu możemy wrócić do posła Palikota, który specjalnie nie ma hamulców aby opowiadać to, jak on widzi polską politykę. Otóż daję sobie uciąć dowolną część ciała, że podobne poglądy, czy może raczej podobny sposób postrzegania rzeczywistości ma zdecydowana większość naszych parlamentarzystów - tylko po prostu tego nie uzewnętrzniają. Czy to dobrze? Z pewnością dla ich wizerunku tak, ale jak się czują, kiedy mówią jedno, a myślą co innego?

Czy taki, nie wybierając specjalnie, marszałek Jerzy "Buc Nadęty" Szmajdziński powinien się czuć szczególnie dotknięty, wręcz oburzony kiedy sam pewnie nie przebierając w słowach, w chwilach słabości (?) wyrzuca podobne epitety w stronę innych polityków? Koronnym przykładem zdaje się być również Najważniejsza Osoba w Państwie czyli Prezydent Kaczyński określając dziennikarkę jako "małpę w czerwonym". Po krótkiej ofensywie w mediach sprawa przycichła i nadal Prezydenta widzi się jako wielkiego dżentelmena całującego rąsie i wręczającego kosze kwiatów w kierunki płci pięknej.

Dlatego - parafrazując sławny już (czy mogę użyć słowa "kultowy"?) napis na koszulce - Jestem z Palikotem! Więcej śmiałości, mniej hipokryzji i zakłamania.

Okres ochronny się skończył

Stratedzy Platformy Obywatelskiej nie śpią. Wiedząc, że opinia publiczna powoli przyzwyczaiła się już do nowego rządu i zaczyna (również niespodziewanie powoli) zauważać brak konkretnych zmian na lepsze, postanowili wykorzystać stare, sprawdzone metody swoich poprzedników. Oczywiście populistyczne hasła w wykonaniu PiS były "be", ale już Donald Tusk wypowiadający się w temacie kastrowania oraz Zbigniew Chlebowski opowiadający również o ucinaniu - tyle, że emerytur są już "cacy".

Najważniejsze jest to, że szczerze mówiąc nie spodziewałem się moralności Kalego w wykonaniu ładnych, słodkich panów z PO. Bardziej wyobrażałem sobie, że będą wprowadzać w życie swoje pomysły na lepszą Polskę w stylu ślepego nosorożca - zamknąwszy oczy na sondaże, wierząc w sukces. Tymczasem mamy smutną powtórkę z PiS i niech ktoś powie, że zasłyszana kiedyś przeze mnie opinia jest wyssana z palca:

PO to takie PiS, tylko że ładniejsze, z ogładą i potrafiące się lepiej wypowiadać.

Trudno się nie zgodzić z powyższym, kiedy każdego niemal tygodnia słyszy się nowe "rewelacje". Szczególnie, że po chwili okazuje się, że "kastracja" (a tak naprawdę chemiczne ograniczenie popędu - ale jak to kiepsko brzmi!!!) jest już możliwa od dawna, a jeśli odebrania przywilejów emerytalnych w jakiś sposób nie zakwestionuje Trybunał Konstytucyjny to z pewnością zrobi to Trybunał w Strasburgu - nie trzeba mówić kto później zapłaci odszkodowania. Ale przecież Premier chciał dobrze - a, że nie wyszło? Co prawda obecnie Platformie jest jeszcze daleko do szukania winnych w tzw. "Układzie", ale co będzie później?

Gdzie mamy konkretne informacje na temat przygotowań do Euro 2012, gdzie są prawdziwe efekty pracy komisji Palikota, co się ruszyło w kwestii żądań nauczycieli, jak będzie wyglądała reforma służby zdrowia - tego nie wie nikt, albowiem są to tematy trudne i drażliwe. A wszyscy wiedzą, że każde słowo może być nieopatrznie zinterpretowane lub można powiedzieć o to jedno słowo za dużo i sondaże polecą na łeb, na szyję. Zdecydowanie łatwiej jest dać narodowi igrzyska i łudzić się, że chleb kiedyś przyjdzie sam.

Na razie PO ma OGROMNE fory w stosunku do poprzedników. Opozycja nieustannie strzela sobie a to w kolano (krucjata SLD przeciwko Kościołowi), to w stopę (wynurzenia Jarosława Kaczyńskiego na temat alimentów płaconych przez Dorna). No łatwiej być nie może - ale, jak to mówią "szczęściu trzeba dodatkowo pomóc".

Niniejszym proponuję otworzenie giełdy - co będzie następnym pomysłem na zaistnienie i zapchanie mediów w celu odsunięcia uwagi od realnych problemów?

Trendomierz

Na językach, przepraszam - w ustach, wszystkich mediów dominującym tematem jest Tybet - we wszelkich odmianach. Wiadomo mniej więcej o co chodzi, o prawa człowieka, brutalne tłumienie demonstracji, prześladowanie Dalajlamy i okupację regionu. Jest wręcz w modzie demonstrowanie swojego poparcia dla Tybetańczyków poprzez noszenie okolicznościowych koszulek, opasek względnie czapeczek.

Ci, którzy są "wyżej" na świeczniku mogą sobie nawet pozwolić na szerszą demonstrację poprzez manifestacyjne (dzięki występom we wspomnianych mediach) odmawianie przenoszenia ognia olimpijskiego z jednego miejsca na drugie. A już najwyżsi naszego podwórka (oraz Ci, których stać) ostentacyjnie ogłaszają, że na olimpiadę nie pojadą wcale.

W czasach tzw. Globalnej Wioski takie manifestowanie staje się modne i dzięki niemu można poprawić swoją sytuację na rynku poprzez uwiarygodnienie swojej osoby, jako tej, która wydaje się nie być obojętna na cierpienia i ból innych - toż to znakomita (i nośna) okazja, której przegapienie mogłoby się okazać dużym błędem. A nuż ktoś pomyśli, że jak nie popieram Tybetu to znaczy, że popieram chiński totalitaryzm i komunizm - co to, to nie!

Tylko ja pytam gdzie byli Ci wszyscy Małaszyńscy, Renie Jusis i cała reszta zgrai "dobrych i wrażliwych", kiedy to Chiny KANDYDOWAŁY dopiero do organizacji największego sportowego widowiska na świecie? Czy w ogóle wiedzieli o istnieniu takiego problemu, a jeśli tak (to światowcy - mogą być oczytani!) to dlaczego dali o swoich poglądach znać dopiero teraz? Czy wtedy chiński reżim był łagodny, jak baranek i otaczał Tybetańczyków ciepłym i bezpiecznym ramieniem sprawiedliwości? Takich pytań mam więcej, ale odpowiedzi nie oczekuję - bo znana jest każdemu.

Kochani sportowcy (jeśli czytacie ten blog) jedźcie do Pekinu i biegajcie, jak najszybciej możecie, skaczcie najdalej i najwyżej. Nie słuchajcie tych, którzy chcą zrobić z igrzysk miejsce agitacji - dajcie z siebie wszystko i zapomnijcie przez chwilę o wszelkich problemach tego świata. Od zarania dziejów Igrzyska Olimpijskie były prowadzone pod hasłem szlachetnego współzawodnictwa i braterstwa wszystkich narodów. Zawsze na czas tej Wielkiej Imprezy zawieszane były wszelkie konflikty i wojny - niech tak będzie i teraz!

Religia na maturze? Czemu nie!

Media ostatnimi dniami są przepełnione wojenkami i sprzeczkami na temat wprowadzenia religii jako przedmiotu, który można zdawać na maturze. Z obydwu stron padają różne argumenty mające przekonać zwalczające się obozy - nikt oczywiście przekonać się nie da, bo jego oczywistości są bardziej oczywiste - to jasne.

Nikt natomiast nie zauważył (ja w każdym razie tego nie wychwyciłem), że zwolennicy religii na maturze nigdzie nie mówią, iż ta religia ma być obowiązkowa! Skoro nikt do jej zdawania nie będzie nikogo zmuszać to o co chodzi? O wrodzoną antyklerykalność? Według mnie, a głoszę poglądy wolnościowe, jeśli ktoś chce sobie zdawać religię to proszę uprzejmie - dlaczego mam mu tego zabraniać? Oczywiście istnieje jeden warunek - egzamin maturalny z religii musi zapewniać odpowiedni poziom merytoryczny, tak aby był on porównywalny z innymi przedmiotami, które obecnie można sobie wybrać jako dodatkowe. Nie może być zgody na to, aby zdający wybierali sobie religię po to, żeby gładziutko przejść przez egzamin dojrzałości! Nad tym powinna czuwać Centralna Komisja Egzaminacyjna aby zapobiec nierównościom spowodowanym jak wyżej.

Należy również gruntownie zbadać poziom prowadzenia zajęć z religii w szkołach - nie może bowiem dalej funkcjonować taka sytuacja, gdzie lekcje z religii sprowadzają się do sprawdzenia obecności i "odbębnienia" 45 minut (tak było za czasów mojej edukacji), bo i tak nie ma się gdzie podziać ponieważ przedmiot ten umiejscowiono w środku planu lekcji. Skoro ocena z tego przedmiotu ma być wliczana do średniej ocen (oczywiście nie jest to najlepsze rozwiązanie, ale bądźmy realistami - nie ma szans na zmiany przy obecnej koalicji rządzącej) to niech ilość włożonej pracy w celu uzyskania wysokiej oceny będzie porównywalna z innymi przedmiotami. Nie może wystarczyć sama obecność na lekcjach czy też, o zgrozo, regularne dostarczanie kartek od proboszcza z potwierdzeniami odbytej spowiedzi.

Jednym zdaniem - chcesz zdawać z religii? Proszę bardzo, wiedz jednak, że nie będzie to spacerek, dzięki któremu unikniesz nauki!

Autopromocja

Wczorajsza debata, reklamowana jako starcie III z IV RP wypadła bardzo blado. Przypominała nieco kiepski teleturniej tylko, że zamiast Ibisza wystąpił szef TVP - Andrzej Urbański.

Rację mieli Ci, którzy jako jedyny powód zwołania tego "wielkiego show" podawali chęć odsunięcia na boczny tor Donalda Tuska i PO. Każdy z dwójki polityków nie zabłysnął niczym konkretnym: Kwaśniewski był tradycyjnie odprężony, łatwo formułował riposty i nie rozsiewał nadmiernej demagogii, Kaczyński, jako wciąż urzędujący premier, chwalił się "osiągnięciami" rządu, sprawnie operował liczbami i wskaźnikami - nic nowego!

Oczywiście każdy zwolennik obu opcji twierdzi, że zdecydowanie na punkty wygrał ich kandydat - no właśnie. Nikt nie mówi o nokaucie, zdeklasowaniu przeciwnika czy też kompromitacji, najlepiej ilustruje to wczorajszy pojedynek. Obaj rozmówcy powiedzieli to, co mieli powiedzieć, bez specjalnych ataków i personalnych wycieczek, wydaje się, że nie tylko pytania były uzgodnione między sztabami wyborczymi, a również i odpowiedzi.

Nie było mowy o drażliwych tematach, atakowaniu poniżej pasa względnie docinkach pod publiczkę - wszystko starannie wyreżyserowane. Kwaśniewski zmarnował wielką szansę, aby zaskoczyć Kaczyńskiego i wyłamać się z ram, które narzucili mu organizatorzy programu. Były prezydent cały czas zapomina, że nie jest cały czas "byłym preziem", któremu nie wypada być stronniczym i w związku z tym jest... po prostu nijaki - A TO ON miał być lokomotywą kampanii LiD.

W debacie remis, dla lewicy kolejna zmarnowana szansa na promocję.

Spodziewany obrót sprawy

To znaczy wcale nie obrót ponieważ, tak naprawdę nic się nie obróciło, nie zmieniło - "Trwamy" dalej w obłudzie i ponad prawem i sprawiedliwością. Do czego piję? Otóż Przełożony Prowincji Warszawskiej Redemptorystów o. Zdzisław Klafkio raczył wystosować Oświadczenie (w porozumieniu z Ojcem Józefem Tobinem, Generałem Zgromadzenia Redemptorystów), w którym, jak można się było spodziewać odwraca lisa... to znaczy kota ogonem. A pisze tak:

Wobec treści "taśm", która nosi znamiona kompilacji, Ojciec Tadeusz Rydzyk nie utożsamia się z przypisywanym mu antysemityzmem, i jako współbracia, którzy go znają, wiemy, że jest mu obca taka postawa. Ojciec też nigdy nie miał zamiaru obrażać kogokolwiek, a tym bardziej Pary Prezydenckiej.

Uwaga! Kompilacja to coś złego i z pewnością taka forma przekazu została wymyślona i wdrożona przez samego Szatana we własnej osobie. A to, że Tadeusz Rydzyk nie utożsamia się z antysemityzmem to już od dawna "wiadomo" po jego licznych wystąpieniach na ten temat.

Martwi nas fakt, że tendencyjnie przedstawiane przez niektóre media informacje przy jednoczesnej wątpliwości dotyczącej autentyczności "taśm" stały się źródłem skrajnych komentarzy wielu osobistości, w których bez wysłuchania drugiej strony i woli obiektywnego szukania prawdy wydawano skazujące wyroki na Ojca Dyrektora.

Powyższy cytat należy rozumieć w ten sposób, że przełożonych Rydzyka w szczególności martwi fakt, że (jeszcze) nie wszyscy myślą tak, jak Pan Dyrektor Radia oraz, że wszelka krytyka jest dopuszczana tylko wtedy, gdy zgadza się oficjalną linią tegoż.

Wraz z Zarządem Prowincji otaczamy wspólną troską rozwój tych dzieł i jesteśmy przekonani, że obdarzeni charyzmatami nasi współbracia i ich współpracownicy mają szczególne znaczenie w wypełnianiu ewangelizacyjnej misji za pośrednictwem środków masowego przekazu.

To co przekazuje Radio Maryja to jest ewangelizacja? Popieranie, bez ogródek, konkretnych polityków i co za tym idzie uprawianie polityki na antenie, antysemityzm, obrażanie głowy państwa (wraz z małżonką) to jest ewangelizacja? To ja dziękuję po raz kolejny.

Pełną treść oświadczenia można znaleźć na stronach szatańskiej Gazety.pl.

Pada deszcz

Niestety stało się tak, jak wszyscy znający się na rzeczy przewidywali - premier zbagatelizował bulwersujące wypowiedzi Tadeusza Rydzyka dotyczące prezydenta oraz jego żony. Co ciekawe dodał, że całą sprawę wyolbrzymiły media i na koniec rzekł:

"Chociaż nie ukrywam, że się tym specjalnie nie zajmowałem, ta kwestia niemiła, w szczególności dla prezydenta i jego żony, nie ma podstawowego znaczenia politycznego"

Nie jestem zawodowym politykiem, ale ta sprawa według mnie ma najmniej fundamentalne znaczenie polityczne, otóż niskiej rangi przedstawiciel Kościoła Katolickiego raczy pomawiać głowę państwa o oszustwa (o czarownicy nie wspomnę - to może faktycznie nie mieć znaczenia politycznego) - czy to nie jest polityka? W moim odczuciu wypowiedź premiera jest o wiele bardziej oburzająca niż same inwektywy wygłaszane przez Rydzyka. Wstyd panie premierze!

Bracia Kaczyńscy niestety są wielce wybiórczy jeśli chodzi o działania w sprawie krytyki własnych poczynań, gdy niemiecka gazeta nazwała ich "kartoflami" prezydent odcierpiał ten incydent poważnymi problemami żołądkowymi, a obecny wicepremier chciał nawet wystosowania międzynarodowego listu gończego. W momencie, kiedy prezydenta zwymyślał najsłynniejszy (oczywiście po tym wydarzeniu) polski bezdomny - szukała go Policja w całej Polsce, a teraz? Wyolbrzymiona sprawa, w dodatku prawdopodobnie przez Szatanów, Układ, Szarą Sieć, Bure Suki oraz ZOMO. Wszyscy bowiem wiedzą, w którym miejscu jest Polska.

Szkoda tylko, że nie w tym gdzie jest większość polaków.

Flashbang

Wczorajszy wieczór obfitował w sensacyjne wydarzenia, najpierw do dymisji podał się Tomasz Lipiec (tego akurat można się było spodziewać), a później nastąpiło "klu" dnia czyli dymisja wicepremiera, ministra rolnictwa Andrzeja Leppera. Media oszalały, w każdym programie informacyjnym można było zobaczyć Kogoś Ważnego mówiącego o kryzysie w rządzie, a główny zainteresowany czyli Andrzej Lepper siedział niemal płacząc u Moniki Olejnik.

Otóż była to mistrzowska, brawurowa i genialna akcja Jarosława Kaczyńskiego. Nie jestem jego fanem jeśli chodzi o styl rządzenia, nie podzielam poglądów PiS i jestem przeciwnikiem tego gabinetu, ale jeśli chodzi o strategię to (niestety) nie ma lepszego od Jarka Kaczyńskiego.

Ale o co chodzi? Oto, że nagle z wszystkich mediów oraz ust narodu zniknęła sprawa bezczelnych wynurzeń Rydzyka... I to było celem całej wczorajszej zawieruchy! Sprawa Rydzyka była tak niewygodna dla PiS, że postanowiono WCALE jej nie komentować i przenieść oczy (i uszy) narodu na inny odcinek frontu, nie mniej atrakcyjny dla mediów. Lepiej bowiem poświęcić Leppera wiedząc, że może dojść do rozłamu w Samoobronie i część posłów (szczególnie tych, którzy nie śmierdzą groszem, mają komornika na karku, a dieta poselska jest ich jedynym dochodem) będzie nadal popierać PiS, niż rezygnować z kilkuset tysięcy głosów słuchaczy Radia Maryja. Warto wiedzieć, jak już kiedyś pisałem, że elektorat RM jest o wiele bardziej zdyscyplinowany niż potencjalni wyborcy "przejęci" z innych ugrupowań.

Teraz wystarczy tylko podtrzymać ogień kilka dni, może tydzień, a wszyscy zapomną o Rydzyku zajmując się spekulacjami o dymisji rządu, skróceniem kadencji parlamentu, wyborach itp. A Rydzyk będzie wiedział, że może dużo.

Warto dodać, że opozycja była całą sytuacją tak zaskoczona, że przez kilka godzin nikt się na ten temat nie wypowiadał! Dopiero późnym wieczorem w TVN24 ukazała się postać Wojciecha Olejniczaka (słabo wyglądał, jakby go ktoś przed chwilą wyciągnął z łóżka względnie większej imprezy), który wygłosił (również łamiącym się głosem) przemówienie dot. zgłoszenia konstruktywnego wotum nieufności.

Szkoły rewiami mody?

Przedwczoraj mieliśmy okazję (chyba we wszystkich telewizjach) obejrzeć galę mody zorganizowaną w łódzkiej hali Expo przez, uwaga, wicepremiera i ministra edukacji Romana Giertycha. Na tej, niewątpliwie pokazowej, imprezie można było oglądać niewątpliwy sukces ministra - mundurki szkolne, oraz rzeczonego w otoczeniu swojej świty - wszyscy z bananami na twarzy, jak to im się pięknie udał pomysł.

Przy okazji jak na dłoni widać było kto tak naprawdę zarobi na pomyśle ministra - producenci odzieży, który prześcigali się w prezentowaniu swoich pomysłów na wygląd dziatwy szkolnego. Nie muszę chyba tłumaczyć, że przy okazji otworzyło się szerokie pole do popisu dla wszelakiej maści spekulantów - wybierzcie nasze mundurki, a my coś tam pod stołem przekażemy dla Szanownej Komisji Wybierającej Outfit.

Kto na tym straci - wiadomo - rodzice, którym do szkolnej wyprawki dojdzie kolejny wydatek na ubranie dziecka zgodnie z obowiązującą normą. Następną sprawą jest to, że mając określony budżet na wyprawkę łatwiej będzie zrezygnować z książki do danego przedmiotu ponieważ takową dziecko może sobie pożyczyć od kolegi - mundurka już nie.

Tymczasem przez media przelewają się informacje o opóźnieniu zakupu nowych gimbusów, nieprawidłowościach w dofinansowywaniu wypoczynku dzieci i inne. Ja osobiście nie jestem w stanie sobie wyobrazić w jaki sposób ubiór może pomóc w edukacji dziecka.

Nuff said

Trafne podsumowanie wizyty George'a Busha w Polsce:

Według prezydenta Kaczyńskiego rozmowy w Juracie dotyczyły: tarczy antyrakietowej, Kosowa, Francji, Niemiec, Rosji, UE, NATO. Według prezydenta Busha: Juraty, tamtejszego lasu, spaceru po tymże lesie, wnucząt polskiego kolegi, wolności, Białorusi, Ukrainy, Kuby, wolności i jeszcze raz wolności. Co obu przywódców połączyło? Władimir Putin. Prezydent Bush z zainteresowaniem przyjął propozycję Putina budowy wspólnego systemu antyrakietowego. Prezydent Kaczyński zapewnił Rosję, że ze strony Polski nic jej nie grozi.

Według polityków partii rządzącej w polskiej polityce zagranicznej (jak zresztą we wszystkim) jest tak dobrze, że nie było lepiej od 1989. Tylko dlaczego gdzie Prezydent USA nie pojedzie to siedzi dłużej niż w Polsce, nawet w Czechach, gdzie już praktycznie "przyklepano" stację radarową spędził więcej czasu.

Chociaż z drugiej strony ostatnio rozmawiał z nami kilkanaście minut... Trzy godziny to znaczny sukces. Źródło powyższego cytatu: Trybuna.

I wszystko jasne

Okazało się, że wielce kontrowersyjne reality show w którym śmiertelnie chora kobieta miała obiecać swoją nerkę jednej z trzech osób tak naprawdę nie miało się wcale odbyć - była to zwykła mistyfikacja. Rzekoma "chora na raka mózgu" dawczyni okazała się być aktorką, z tym, że biorcy byli faktycznie chorzy.

Celem tej, budzącej sprzeciwy na całym świecie, "akcji" miało być zwrócenie uwagi opinii publicznej na prawdziwe problemy chorych borykających się z problemem znalezienia dawców, którzy mogliby uratować ich życie. Warto wspomnieć, że nawet bardzo liberalny w postępowaniu i ultrawstrzemięźliwy rząd Holandii skrytykował rzekomy reality show jako nieetyczny i niestosowny!

W Wolsce oczywiście na program poleciały gromy, wręcz walcem rozjechano sam pomysł jako, a jakże, niechrześcijański, zezwierzęcony oraz poniżający i nastawiony wyłącznie na zysk wręcz żerowanie na ludzkiej tragedii.

Ale popatrzmy na to z drugiej strony, na spokojnie i odpowiedzmy sobie na kilka prostych pytań:

  • czy sam pomysł wyboru biorcy jest nielegalny?
  • czy filmowanie tego jest sprzeczne z prawem?
  • czy zasięganie opinii, porady od widzów byłoby nieetyczne?
  • czy niestosowne jest dokładne poznanie osoby, w której będzie część mnie?

I przede wszystkim:

  • czy oglądanie tego reality show jest obowiązkowe???

O co więc chodzi? Gdzie tu kontrowersje? Dlaczego nie można pozwolić ludziom oglądać to, na co mają ochotę... Jeśli coś mi się nie podoba - nie oglądam, nie lubię posła Zawiszy - podczas jego wystąpień zmieniam kanał. Chodzi o to żeby mieć wybór i nie zmuszano nas do niczego!

Jak to jest z IV RP

W dzisiejszej Trybunie można przeczytać bardzo ciekawe streszczenie blisko dwuletnich rządów PiS i przystawek. Polecam, szczególnie tym, którzy nadal sądzą, że może być już tylko lepiej.

Ja ze swojej strony dopisałbym tylko dzisiejszą wiadomość o przeprowadzce (w ramach taniego państwa) jednego z najważniejszych ministerstw do nowej siedziby za jedynie milion złotych rocznie. Strach pomyśleć co by było jakby się okazało, że jeszcze ktoś musi dołączyć do koalicji - kolejne, nowe ministerstwo jak w banku. Może ds. Lustracji?

I tak mamy Was w głębokim...

Czytając dzisiejszą Trybunę bardzo spodobał mi się komentarz jednego z czytelników dot. zachowania się rządu w sprawie wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Tak bardzo, że aż pozwolę sobie go zacytować:

Przegraliśmy z trybunałem, to przynajmniej nasikamy mu na wycieraczkę – czytaj opóźnimy opublikowanie wyroku.

Piękne, dosadne i znakomicie ilustrujące to, w jakim poważaniu PiS ma, nie bójmy się tych słów, druzgocącą krytykę ustawy lustracyjnej.

Spiskowa teoria dziejów

Poszukiwacze układów, wszelakich nieprawidłowości, haków na kogo się da mają się znakomicie. Co prawda od kilku dni, czyli od momentu ucichnięcia sprawy ogłoszenia B. Wołoszańskiego agentem, trwa nieprzyzwoita cisza, ale podżegacie nie śpią!

Znany ze swojej ogromnej tolerancji dla bliźnich z zagranicy (a szczególnie dla tych z Bliskiego Wschodu) Stanisław Michalkiewicz nawet w wynikach sondażu Pentora potrafi doszukać się wielkiej afery. Rzeczony sondaż, zlecony przez Wprost, dotyczył ewentualnego poparcia dla hipotetycznej partii, którą mieliby założyć J. Rokita i K. Marcinkiewicz (nie ma co - tuzy polskiej polityki czyli niedoszły premier oraz niedoszły prezydent Warszawy, a były premier). Okazało się bowiem, że aż 41,7% Polaków byłoby zainteresowanych taką partią - widać to p. Michalkiewiczowi odpowiada dosyć średnio ponieważ od razu przypomniało Mu się, że:

Tygodnik „Wprost” uchodzi bowiem za organ tego odłamu razwiedki, która ośmieliła się podnieść rękę na prezydenta Kwaśniewskiego, za co on w odwecie zdemaskował jej tygodnik.

Ale co tam Wprost! Pentor to istna jaskinia lwa naszpikowana byłymi aparatczykami niczym Longinus Podbipięta strzałami w powieści Sienkiewicza. Następie p. Michalkiewicz usiłuje wzbudzić autentyczny niepokój o rzetelności badań pośród swoich czytelników pisząc, że:

Pentor działa w branży „obsługa nieruchomości, wynajem i działalność związana z prowadzeniem interesów”, co brzmi dość zagadkowo, podobnie jak „audyt, doradztwo podatkowe, badania rynku i opinii publicznej, doradztwo biznesowe”.

Olaboga! Pentor wygląda na jakiś gigantyczny przestępczy interes prowadzony przez piorących brudne pieniądze. To fakt, że dla "zwykłego" czytelnika, adresata felietonów p. Michalkiewicza stwierdzenie "prowadzenie interesów" może być alarmujące. Na wszelki wypadek akapit dalej następuje podkreślenie:

Ale sami chyba rozumiemy, że skoro firma prowadząca „działalność związaną z prowadzeniem interesów” postawiła na „nową”, albo może tylko „inną partię”, to i sondaże muszą to jakoś pokazać, bo w przeciwnym razie cały pogrzeb na nic, a para pójdzie w gwizdek.

Otóż każdy, w miarę średnio orientujący się w gospodarce "człeń" zdaje sobie sprawę z tego, że jakoś ta działalność gospodarcza musi być sklasyfikowana i Pentor (jaki by nieczysty i wstrętny nie był) też musi się w te ramki wpasować. Następnie taki człowiek (myślący) szybko skojarzy (albo mu Google pomoże), że można sobie jakoś sprawdzić i potwierdzić, że p. Michalkiewicz sieje zwykłą panikę, ponieważ PKD jest zbudowana tak, a nie inaczej. I to nie do Pentora należy mieć pretensję, że jego profil działalności mieści się w sekcji Obsługa nieruchomości, wynajem i usługi związane z prowadzeniem działalności gospodarczej (a nie żadnych interesów!!!), klasie Działalność gospodarcza pozostała, podklasie Działalność prawnicza, rachunkowo- księgowa; doradztwo; zarządzanie holdingami - badanie rynku i opinii publicznej.

Jak prosto można ludzi omamić i naprowadzać na wyciąganie fałszywych wniosków, nie wyrażając przy tym nieprawdy.

Znowu mi się nie podoba

Pan Zarzeczny był znakomitym felietonistą. Był, kiedy pisał o piłce nożnej, o piłce i niczym więcej. Obecnie większość jego artykułów, a w szczególności te pisane na Interii wyglądają na pisane na kolanie, bez pomysłu co skutkuje powstaniem felietonu bez sensu. Doskonałym tego przykładem jest wczorajszy felietonik napisany w formie listu do Davida Beckhama - wstyd i hańba.

Już miałem skasować wpis w czytniku RSS informujący mnie o nowych wpisach spłodzonych przez p. Zarzecznego, kiedy dziś pojawił się bardzo ciekawy artykuł: "50 groszy na ratowanie dzieci", w szczególności polecam akapity:

"Matematyka jest dla nas bezlitosna. Cały naród, uważający się za cywilizowany, nie ma pojęcia o sile dobroczynności, skoro jest w stanie raz w roku zebrać dwa razy mniej, niż FC Liverpool zapłacił swego czasu za średniego bramkarza Jerzego Dudka. I aż sto razy mniej, niż jeden tylko amerykański przedsiębiorca (Gates, Bill chyba) ofiarował na zwalczanie chorób. Zresztą ten Jankes aż dziesięć razy więcej dał własnym instytucjom charytatywnym, niż zapisał własnym dzieciom! Taki krwiożerczy kapitalista, gdy my przecież wszyscy wychowani w ideałach równości i sprawiedliwości społecznej, nie mówiąc już o umiłowaniu bliźniego jak siebie samego.

Nasze społeczeństwo jest skąpe i wyrachowane, a chwaląc akcję Owsiaka chwali po prostu siebie - straszliwie się przy okazji przeceniając. Bo co to jest te 20 milionów złotych - tyle wart był spalony parę dni temu zwykły bazar w Słubicach."

Nie jestem przeciwnikiem Owsiaka, szanuję go, że jako jedynemu chce się zrobić kosmiczny show, dzięki któremu chociaż część dzieci może być zdrowa, może mieć nadzieję. Jestem przeciwnikiem kosmicznej obłudy wśród Polaków - każdy po wrzuceniu choćby 5 groszy do skarbonki wypina pierś z przyklejonym serduszkiem jakby to właśnie ON był największym darczyńcą.

Zarzeczny pisze, że kiedyś wydał 3.000 PLN na koszulkę, na licytacji WOŚP, i jakby każdy choć raz wydał tyle to Orkiestra zebrałaby 30 miliardów PLN. Ja takim optymistą nie jestem i proponuję żeby każdy polak przekazał 10 zł, każdy, który może (za tych mogących przyjąłem polaków w wieku produkcyjnym, dane GUS, stan w dniu 31 XII 2005). Co roku orkiestra zebrałaby 244050340 PLN (244 miliony PLN).

Rokrocznie po każdym finale Jurek mówi, że byliśmy wielcy. A co ma powiedzieć?

PS. Panie Zarzeczny, czasem pan jednak coś dobrze napiszesz.

[tu wstaw nr kolejny] Rzeczpospolita

Znany publicysta Maciej Rybiński ogłosił niedawno na łamach Dziennika, w felietonie "Koniec Polski Kiszczaka i Michnika", że w poprzedni weekend, w niedzielę 7 stycznia 2007 roku skończyła się III Rzeczpospolita.

Zadziwiające jest już same zestawienie gen. Kiszczaka z Adamem Michnikiem, ale co tam, dalej w artykule są jeszcze lepsze porównania. Miłośnikom dobrego humoru podczas wieczornej kawki z ciastkiem polecam ww. artykuł z całego serca.

Bardzo mnie ciekawiła zawsze geneza konfliktu "wszyscy na Michnika", a w artykule p. Rybińskiego możemy nieco się dowiedzieć dlaczegóż to Michnik jest winien całemu złu świata, łącznie z kokluszem i gradobiciem - fascynujące. Tylko jakoś nigdzie p. Rybiński nie napisał dlaczego właśnie "Wyborcza" ma tylu czytelników, ktoś nakazuje ustawą czytanie tejże? A może, tak jak w czasach mojej edukacji w podstawówce trzeba było prenumerować radzieckie pisma młodzieżowe, tak teraz jest przymus czytania GW?

Po przebrnięciu przez pierwsze akapity mające na celu wprowadzenie czytelnika w stan kompletnego niezrozumienia i otumanienia (ja się zgubiłem gdzieś zaraz za wstępem) można przeczytać, m.in. że:

Jednym dekretem Polskę opartą na zrównaniu komunistów i antykomunistów, równouprawnieniu ofiar i katów, moralnej równości zdrajców i niezłomnych zburzył z dalekiego Watykanu Ojciec Święty Benedykt XVI, orzekając, że agent SB nie może być arcybiskupem metropolitą warszawskim.

Otóż wg mnie Benedykt XVI stwierdził, że to nie o agenturę chodzi, ale o zwyczajne kłamstwo TW Greya, który wcześniej wypierał się jakiejkolwiek współpracy. To, że był jakimś tam Tajnym Współpracownikiem myślę, że Papieża obchodziło raczej średnio, a już z pewnością nie w pierwszej kolejności.

Sprawa tego artykułu została poruszona również we wczorajszym programie publicystycznym (nie powiem w jakim, bo włączyłem już po czołówce) na TVP1, w którym gośćmi byli właśnie Maciej Rybiński i Jacek Żakowski. P. Rybiński siedział sobie przez cały program z założonymi rękoma i na wszelkie argumenty Żakowskiego po prostu odburkiwał mając siebie za jedyne prawdomówno-wszechwiedzące medium, atmosferę potęgowała wyraźnie stronnicza prowadząca którą zresztą widziałem po raz pierwszy na ekranie i miejmy nadzieję, że po raz ostatni.

Artykuł się wyraźnie p. Rybińskiego udał, ale tylko jako nowa wersja przemówienia Joanny Szczepkowskiej, która też ogłaszała koniec Rzeczpospolitej, Ludowej.