Kto przełożył wajchę?

Mniej więcej od momentu, kiedy kampania wyborcza do Parlamentu rozkręciła się na dobre, uważni obserwatorzy mediów prawdopodobnie zauważyli silne odwrócenie wektora promowanych osób. Otóż o ile wcześniej dosyć ciepło wypowiadano się na temat lewicy prowadzonej przez Grzegorza Napieralskiego, to teraz przedstawiciele SLD (oraz popierane przez nie osoby) są przedstawiane w sposób dużo mniej korzystny. Daje się zauważyć starannie wybrane wypowiedzi, które mają na celu odwiedzenie wyborców od głosowania na te ugrupowanie, czy nawet tendencyjnie prowadzone wywiady, które później publikuje się tak, aby nie pozostały niezauważone.

Czytaj dalej »

I po co nam to było?

Nieprzyjemności, które to towarzyszyły marszowi ONR 11 listopada można było uniknąć. Wydaje mi się, że artykuł Gazety Wyborczej "Przeciw marszowi faszystów" był nieco nieprzemyślany i podyktowany niepotrzebnymi emocjami. Otóż mój główny zarzut dotyczy błędnego, w moim przekonaniu, założenia że ONR wybiera się manifestować faszyzm i nietolerancję "by default".

Zdecydowanie można się było spodziewać do czego ten artykuł doprowadzi, a do czego doprowadził - widzieliśmy wszyscy: zatrzymania, burdy, ranni funkcjonariusze oraz, przede wszystkim, niestety utrzymany wizerunek Polski, jako kraju, gdzie nawet podczas święta niepodległości mają miejsce niesnaski, awantury oraz dalszy ciąg wojny polsko-polskiej. Wstyd mi za tych z Warszawy!

Czytaj dalej »

Nie możesz znaleźć wroga - stwórz swojego!

Walka Jarosława Kaczyńskiego z układem prawdopodobnie powoli dobiega końca, 7 września br. Sejm ma głosować za skróceniem obecnej kadencji - istnieje więc szansa, że mityczny układ przetrwał. Ale czy na pewno?

Otóż w zeszły weekend z wielką pompą ogłosili rozbicie groźnej szajki przestępczej, która niechybnie miała na celu manewrowanie Polską na szkodę obywateli, wspólnie i w porozumieniu. Konferencja była profesjonalnie okraszona dowodami w postaci zapisów podsłuchów, video z kamer ochrony oraz przepięknymi animacjami mającymi na celu dokładne przedstawienie, że nie może być w tym całym ambarasie żadnych pomyłek. Układ rozpoznany, rozbity, udowodniony!

W tym sęk, że wszyscy członkowie tegoż Układu doszli na świecznik dzięki tym, którzy ich w poprzednim tygodniu zatrzymali i pokazowo, na łamach wszystkich gazet i antenach wszelakich telewizji przesłuchiwali. Jak to powiedział Ryszard Kalisz:

PiS nie mógł przez dwa lata odnaleźć i zdemaskować mitycznego Układu więc postanowił go samemu stworzyć, później zdemaskować i ujawnić opinii publicznej.

Nic tak nie raduje tłumu, jak wyniki. Brak wyników - trzeba je poprawić, nawet kosztem tej bardziej rozumnej części społeczeństwa, która zwijała się ze śmiechu obserwując ową hucpę.

Cały ten cyrk przypomina mi od razu policjantów, którzy mają miesięczny "limit" spisań obywateli, którzy coś tam sobie przeskrobali. Czy jest spokojnie czy nie - ilość "spisanych" delikwentów ma być nie mniejszy niż, powiedzmy, 20 nazwisk. Jeśli jest ich mniej co robią dzielni stróżowie prawa? Przepisują z notesów kolegów nazwiska złapanych na niegodziwych czynach - tak, aby osiągnąć plan minimum. Prawda, że widać analogię?

Tylko czy, po raz kolejny zadam to pytanie, tak miała wyglądać odnowa moralna IV Rzeczpospolitej? Czy to są te zasady, które obowiązują?

Przegrani są w tym bałaganie wszyscy. PiS - bo żeby udowodnić, że Układ istnieje musi kogoś pokazać i złapać. Samoobrona i LPR - bo uwierzyli bezspornie w opowiadania Kaczmarka i jeszcze go desygnowali na premiera. SLD i Platforma bo wysuwali pod publiczkę żądania niemożliwe do spełnienia przy obecnym stosunku sił. PSL bo nie potrafiło się wyraźnie odciąć od tej sprawy i pokazać, że można stać z boku i nie mieszać się do z daleka cuchnącej sprawy.

Najbardziej przegrał naród, przegrał 2 lata.

Nierównomierność

Najważniejszym wydarzeniem ostatnich dni (według mediów) jest oczywiście wypadek polskiego autokaru we Francji. Wydarzenie to jest na tyle ważne, że na miejsce wypadku pofatygował się osobiście Prezydent RP, a rząd wraz z Kancelarią Prezydenta obiecał każdej rodzinie po 110 tys. złotych. No właśnie, 110 tys. złotych w ramach czego? Zapomogi? Zadośćuczynienia? A może rekompensaty?

Oczywiście współczuję rodzinom ofiar z Grenoble, ale takie rozdawania pieniędzy, które najbliższych nie zwrócą jest co najmniej niestosowne w oczach tych, którzy stracili domy, a czasem i cały dobytek podczas zeszłotygodniowej wichury. Co więcej, u nich nie zjawił się nikt "z góry", a to właśnie tam da się całkowicie zlikwidować szkodę i pomóc w powrocie do normalnego życia.

Z pewnością wpływ na takie, a nie inne postrzeganie rzeczy przez Prezydenta miał fakt, że tragicznie zmarli byli pielgrzymami. Dodatkowo Lech Kaczyński "zabłysnął" w rozmowie z prezydentem Francji stwierdzeniem, że "Polska jest bardzo pobożnym krajem"... Trochę nieładnie tak generalizować ponieważ ja akurat specjalnie pobożny nie jestem, a prezydent mówiąc o Polsce wypowiedział się również i w moim imieniu. Zastanawia mnie fakt, czy gdyby to była wycieczka szwaczek artystycznych to prezydent powiedziałby do swojego odpowiednika, że "Polska to kraj z wybitnymi i głębokimi tradycjami w dziedzinie ozdabiania tkanin".

O potrzebie wprowadzanie żałoby narodowej nawet nie napiszę ponieważ zrobili to mniej lub bardziej dosadnie inni blogerzy. Od siebie dodam tylko, że jeśliby podliczać śmiertelne wypadki na drogach to żałoba narodowa ogłaszana byłaby co tydzień.

Na koniec ogłoszenie parafialne dotyczące tego, że od dziś czarnobiaua rzeczywistość ma swoją własną domenę - oczywiście czarnobiaua.com. Proszę uaktualnić bookmarki oraz wpisy w czytnikach RSS.

Italian job

Jak było wiadomo wcześniej w dniu dzisiejszym pracownicy marketów podjęli akcję protestacyjną skierowaną przeciw niecnym pracodawcom, którzy każą im pracować świątek, piątek i niedzielę (w szczególności).

Strajk włoski, ponieważ taką formę przyjęli pracownicy, polega na ultradrobiazgowym wykonywaniu swoich obowiązków - w tym przypadku na ręcznym wstukiwaniu kodów z opakowań zakupionych produktów. Wiadomo nie od dzisiaj, że do marketów nie chodzi się po jedno piwo, czy też dwie kostki masła - przeważnie wózki są wyładowane po same brzegi, a pchający je klienci ledwo docierają do kasy. Dziś czekała ich wielka niespodzianka - kolejki przy miejscu zapłaty przypominały ostatnie święta Bożego Narodzenia, albo i lepiej. I czy oto chodziło?

Oczywiście prawo do strajku należy się każdemu pracownikowi (o ile nie ogranicza go odgórnie żadna ustawa), ale należy się zastanowić czy z pewnością mają na tym cierpieć klienci?

...chyba paryska

Modnym ostatnio powiedzeniem jest "A za komuny to było...". Nie mam pojęcia skąd się to wzięło ponieważ nie przypominam sobie (osobiście, a także żadne źródła tak nie podają) żeby w Polsce był kiedykolwiek komunizm. Poprzedni ustrój, który panował w naszym kraju ma tyle wspólnego z komunizmem co krzesło z krzesłem elektrycznym względnie tyle co picie w Szczawnicy i szczanie w piwnicy.

Niektórzy nawet twierdzą, że ustrój komunistyczny jest wręcz zabroniony! Owszem, podróbki powinny być zakazane.

Bard, czy może nie?

Ten wpis będzie jak zwykle (mam nadzieję) kolejnym z tych, uznanych przez większość osób za oburzający lub co najmniej wielce kontrowersyjny. Mam bowiem zamiar wystąpić z bezczelną polemiką na temat "barda" Solidarności - Jacka Kaczmarskiego.

Co prawda jest takie powiedzenie, że o zmarłych nie mówi się źle, ale całą winę zrzucę na PiS, który ustami Jacka Kurskiego sprezentował Sejmowi uchwałę upamiętniającą 50-tą rocznicę urodzin Kaczmarskiego. Wszyscy wychwalają tegoż piosenkarza za jego "walkę śpiewem i poezją" z "systemem", poświęcenie dla ojczyzny i takie tam inne. Mało z nas tymczasem wie, że ten "patriota" zwyczajnie zwiał z Polski, zaznaczę że z Wolnej Polski, tej o którą tak "walczył" aby sobie prowadzić spokojne życie w Australii, niejako przy okazji zrzekając się polskiego obywatelstwa. Takie rzeczy jak alkoholizm, maltretowanie rodziny pominę, bo może faktycznie nieładnie będzie mówić o zmarłych.

Sytuacja powyższa powróciła dzięki wspomnianemu Jackowi Kurskiemu, ale także i dzięki córce Kaczmarskiego, która pozbawiona polskiego obywatelstwa przez patriotycznego tatusia oraz mamusię stara się teraz je odzyskać lobbując u kogo się da - od Gazety aż po Sejm i MSZ. Może by tak jej nie oddawać, bo za kilka lat wyjedzie do USA i zrzeknie się polskiego paszportu - tym razem sama? Jaki ojciec taki syn córka?

Pryszła kryska...

A już myślałem, że ominie mnie najpopularniejsza ostatnio zabawa czyli wypisywanie pięciu głupot o sobie - publicznie. Wszyscy mnie wspaniałomyślnie pomijali, a tu z niedzieli Bartini zaskoczył mnie wywołaniem do tablicy. No cóż.

  1. Jako uczęszczający do podstawówki krasnal byłem miłośnikiem Świata Młodych oraz plakatów z sobotniego Dziennika Ludowego. Potrafiłem stać pod kioskiem od 6:00 rano - nawet podczas trzaskających mrozów. Nikt w to nie uwierzy, kto mnie zna teraz.
  2. Tak gdzieś do początku szkoły średniej miałem długie (białe!!!) włosy. Też trudno w to uwierzyć.
  3. Pierwszą twardą walutę (kilkanaście centów otrzymane od jakiegoś wujka) wydałem na napój Donald Duck w Pewexie.
  4. Paliłem papierosy z Wojciechem Kowalczykiem.
  5. Nie powiem, bo to wstyd.

Jako kolejnych proponuję (mam nadzieję, że jeszcze nie byli): scannera, (salva)dhora, greyera. Wiem, że ma być pięciu, ale wszyscy pozostali już brali udział.

No i wymyślił

Niebywałe, jakie to pomysły mogą się rodzić w głowie premiera bądź w głowach jego doradców. Otóż Brat Premier wykombinował, że to nie On będzie decydował o tym, co się stanie z ekosystemem Rospudy, a - uwaga - mieszkańcy województwa podlaskiego.

Jak usłyszałem tą radosną nowinę w radiu to myślałem, że to jakiś żart! Jakim to prawem mieszkańcy jakiegokolwiek województwa mogą sobie decydować czy zburzyć to, co natura zbudowała w ciągu lat, i co jest własnością całego świata? Jak, z całym szacunkiem dla mieszkańców Podlasia, pierwszy lepszy kmiot spod budki z piwem może decydować o czymś takim jak "część Europejskiej Sieci Ekologicznej Natura 2000", o "węźle o znaczeniu międzynarodowym w Krajowej Sieci Ekologicznej ECONET–PL ze względu na uwarunkowania: geomorfologiczne, hydrologiczne, biotyczne, strukturę krajobrazu oraz istniejące i proponowane obszary chronione" - cytaty z mądrych źródeł.

Mówiąc natomiast o Europie to przechodzimy do, nie wiem czy nie najważniejszego, aspektu - czy mieszkańcy województwa podlaskiego mogą sobie decydować o tym, czy obowiązują ich prawa i nakazy Unii Europejskiej czy nie?

Premier niestety poszedł na łatwiznę i miast podjąć męską decyzję "w tę, albo we w tę" wolał żeby ktoś to zrobił za niego.

Uprzedzenie

Bardzo lubię czytać felietony Daniela Passenta na jego blogu, uważam zresztą, że jest to jeden z lepszych, najbardziej treściwych dzienników, jakie można spotkać w naszej sieci. Co więcej, do dnia dzisiejszego z wszystkimi opiniami pana Daniela zgadzałem się w całej rozciągłości. Niestety przeczytawszy wczorajszy wpis pt. "Wszystkiego najgorszego!" jestem nieco zażenowany.

Otóż pan Daniel komentuje pomysł szefa stowarzyszenia krematoriów w Danii, polegający na tym, aby wykorzystywać (sprzedawać na rynku) ciepło wytworzone podczas spalania ciał:

Może jestem ulepiony z innej gliny niż luteranie, którzy stanowią 85 proc. mieszkańców Danii, ale nie mieści mi się w głowie, że taki pomysł narodził się i ma zostać wprowadzony w życie zaledwie jedno pokolenie po epoce pieców (...). Pomysł wykorzystania energii z krematoriów kojarzy się z wykorzystaniem ciepła, jakie wydychały kominy Brzezinki. Do tego nie byli zdolni nawet hitlerowcy.

Chyba nieco się pan Daniel zagalopował w swoim toku myślenia. Zgodnie z Jego światopoglądem należałoby zakazać produkcji mydła i materaców, oraz kategorycznie zabronić budowania krematoriów w ogóle! Zastanówmy się dlaczego w Danii żyje się dostatnio, a w Polsce nie. Dlatego, że Duńczycy potrafią myśleć i nie pozwalają na marnotrawstwo, a polak przez swoje zabobony woli żyć w biedzie.

Co złego jest w wykorzystywaniu marnującej się energii? Czy ludzi w duńskich krematoriach zamienia się w popiół wbrew ich woli? Skąd, sami wolą poddać swoje ciało spaleniu miast budować wielkie groby z wymyślnymi pomnikami z marmuru. Nie muszą się prześcigać w tym, która rodzina ma większy i bogatszy grób, przy bardziej lub mniej reprezentacyjnej alejce. Pod takim, a nie pod innym drzewem.

Wcześniejsze wpisy