Kto dogoni psa?

Pies, proszę PT odwiedzających, to takie stworzenie, które bardzo lubi człowieka. Człowiek, to takie stworzenie, które bardzo lubi psy. Przytulać i cieszyć się, gdy są posłuszne. Niestety kiedy chodzi już o obowiązki wobec najlepszego towarzysza jest już bardzo różnie.

Dzieci również bardzo lubią psy, niektóre nawet tak bardzo, że nie wyobrażają sobie, że taki milusi piesek może im zrobić krzywdę kąsając tu i ówdzie. Ale dzieci najbardziej lubią się bawić. Bawić, biegać i fikać koziołki. A już najlepiej gdy mają dookoła siebie dużo miejsca i nikt (nic) specjalnie im w tym procederze nie przeszkadza. Doskonale do tego nadają się parki, polanki oraz place zabaw, gdzie mogą spotkać przyjaciół w podobnym wieku oraz w ten sam sposób nastawionych do życia. Nie zważają wtedy na nic i tylko czuwający, z boku - żeby nie przeszkadzać, tatusie lub mamusie, względnie babcie potrafią dostrzec czyhające niebezpieczeństwa.

Połączywszy pierwszy i drugi akapit otrzymujemy "sumę wszystkich strachów", które mogą napotkać dziecko i rodzica na zbliżonych do blokowisk trawnikach i placach zabaw. Dla mnie, i dlatego o tym piszę, taką sumą jest brud, a dokładnie - nie bójmy się tego słowa - psie kupy. Są wszędzie, najbardziej widać je, kiedy spadnie śnieg i wtedy cudownie kontrastują ze śnieżną pierzyną, która zakrywa zwykle zielone trawniki - miejsca zabaw dzieci. W lato są jeszcze groźniejsze, ponieważ brykające sobie po trawnikach placów zabaw dzieci nie są w stanie, w odpowiednim momencie, ich dojrzeć i kłopot gotowy. Opiekunowie czworonogów mają sobie, niestety, za nic utrzymywanie czystości przez ich czworonogi i pozwalają im załatwiać swe potrzeby gdzie tylko szanowne pieski sobie zażyczą - nie zważając na to, że komuś może to przeszkadzać. Oby tylko szybciej piesek zrobił to, do czego natura wzywa i można wracać do kapci oraz gazety - przed telewizor.

Jednym z niewielu plusów mojego miejsca zamieszkania jest to, że "strzał z procy" od mojego bloku jest przepiękny park, zwany Leśniczówką. Jest to naprawdę spory kawał lasu w centrum ćwierć milionowego miasta, przedzielony rzeczką i do tego całkiem nieźle utrzymany. Wyposażenie obejmuje, oprócz oczywiście drzew i wspomnianej rzeczki, urządzenia do umilania dzieciom wolnego czasu w postaci drabinek, piaskownic, huśtawek oraz sporą polankę do uskuteczniania harców wszelakich, grania w piłkę i innych pomysłów, na które tylko mogą wpaść nasi milusińscy. Oczywiście we wszystkich tych przyjemnościach przeszkadzają psie kupy oraz ich producenci. Otóż ich właściciele nie zadawali sobie żadnego trudu, żeby przejść nieco dalej za polankę i wśród całkiem bogatych krzaków pozwolić swoim podopiecznym załatwić swoje potrzeby, tylko spuszczają psy wśród dzieci i siadają sobie na ławeczkach soczyście zaciągając się papierosami bądź zajmują się ploteczkami z napotkanymi sąsiadami. A gdzie pieski sobie zrobią kupkę - co ich to obchodzi.

Naprzeciw potrzebom dzieci, o dziwo, wyszło miasto i wydzieliło całkiem duży kawałek polanki ogrodzony siatką i oznaczyło go na każdym z boków tabliczką z napisem WYBIEG DLA PSÓW, jest to również miejsce, gdzie pieski mogą sobie załatwić swoje potrzeby fizjologiczne oraz pobiegać w kółko bez naruszania prywatności innych użytkowników. Wspomniany wybieg stoi sobie już kilka miesięcy - liczyłem, że może, chociaż w minimalnym stopniu wpłynie na poczucie estetyki i czystości właścicieli psów. A skąd.

Wczoraj korzystając z całkiem niezłej, słonecznej pogody wybrałem się z Juniorem na spacerek. Junior wyposażony w swoją żółtą strzałę pokonywał na niej wszelkie chodniki z prędkością (dla niego) zbliżoną do prędkości światła, a tatuś z godnością maszerował za nim podziwiając wspaniałe okoliczności przyrody. Przy okazji przechodziliśmy właśnie obok wymienionego wcześniej wybiegu, który był oczywiście pusty. Obok niego biegały sobie radośnie pieski, a ich właściciele, jak wspomniałem wcześniej siedzieli sobie na ławeczkach i tylko od czasu do czasu pokrzykiwali na nich. Kupek koło ławek, moczu spływającego z pni drzew na chodniki - co nie miara.

Zastanawiam się tylko kiedy nasz naród dorośnie do czystości i obowiązków wobec innych. Należy się również zastanowić czy np. wysokie kary dla "brudasów" wymuszające czystość w czymś by pomogły, czy może tylko jeszcze bardziej wzburzyły ludzi przeciw władzy.

Stop histerii!

Jedyne, co możemy oglądać od dwóch dni to czarne, żałobne loga stacji, w niektórych przypadkach ozdobione czarnymi wstążkami. Muzyki, jaką raczy nas większość stacji słuchać się raczej nie da, ponieważ człowiek przysypia nawet i w południe. Wszelakie media przebijają się wzajemnie w kolejnych pomysłach, jak najbardziej uszanować smutek po tragicznym wypadku w śląskiej kopalni.

Na większości forów możemy zaobserwować setki tematów ze świeczkami, emotkami wyrażającymi smutek i płacz, dodatkowo społeczeństwo na potęgę manifestuje swoją zdolność do płaczu i modlitwy. Kiedy na jednym z forów zapytałem jedną z uczestniczek zbiorowej histerii czy czy modli się również codziennie za tych, którzy w znacznie większej liczbie giną np. na polskich drogach, tracą życie wykonując niebezpieczną pracę względnie skaczą sobie z mostu - "bo tak!", to zostałem niemal zjedzony żywcem, nazwany cynikiem i odsądzony od czci i wiary.

Dla mnie to jest masowa histeria, nie mająca nic wspólnego z normalnością. Podobnie zresztą jak to miało miejsce podczas sytuacji z zawaleniem hali targowej na - nomen omen - Śląsku. Ludzie zginęli - smutne, tragedia. Nikt pewnie nie zdaje sobie sprawy, że w tym roku zginęło już kilkunastu górników, setki kierowców i ich pasażerów, polscy żołnierze na bezsensownej misji w Iraku, jakoś żałoby narodowej nie było. Przestańcie!

Bardzo dobrze napisał, co czuje Rafał Majdaczak:

Chcę mojej "Laleczki Chucky", dwudziestej debaty Hanny z Kazimierzem, białego loga TVP1 i niech mi nikt nie kładzie łopatą do głowy jak mam przeżywać śmierć drugiego człowieka.

Natomiast byte zamieścił wielce wymowny obrazek i też bardzo słusznie napisał:

Tak zapewne czuje się przeciętny internauta, gdy wypełnia formularz w kolejnej księdze kondolencyjnej. Zaraz potem idzie sobie zrobić kanapkę z jajkiem i przełącza się na HBO, gdzie właśnie dają “Punishera”.

Po raz drugi, również muszę się zgodzić z p. Ziemkiewiczem:

Halo, halo, witam spod kopalni, gdzie od dwudziestu godzin trwa akcja ratownicza, a pod bramami gromadzą się zapłakane rodziny. Jest z nami pani Zdzicha, której mąż został właśnie tam, na dole. Pani Zdzicho, męża nie ma wśród wydobytych ciał, wierzy pani, że jeszcze żyje? Proszę opowiedzieć, jak bardzo pani cierpi. Przepraszam, musimy teraz przerwać, bo właśnie mamy w studio eksperta, panie profesorze, proszę opowiedzieć, co dzieje się z człowiekiem, który nagle znajdzie się w obszarze eksplozji metanu, gdzie temperatura sięga tysiąca stopni. Co najpierw mu się pali, czy bardzo wtedy cierpi? Wracamy do pani Zdzichy, która po zastrzyku doszła już do siebie, proszę pani, niech pani teraz opowie, jak mąż wychodząc pocałował waszą córeczkę w główkę i obiecał, że wieczorem zabierze ją do kina...

i jeszcze jedno, dla tych, którzy zaraz mnie zjedzą również na moim blogu. Tak, jest mi przykro i współczuję rodzinom tragicznie zmarłych, ale nie przyłączam się do medialnego szumu i sztucznej histerii.

To ja, Jarząbek...

...dawno nie nagrywałem bo byłem chory. Mam zwolnienie.

Faktycznie, dopadło mnie i to dosyć nieźle, od wtorku siedzę sobie w domku i na zmianę mi zimno / gorąco. Ale juz mi nieco lepiej i postaram się dalej zjadliwie, okiem wstrętnego lewaka komentować otoczenie :)

Żbik reaktywacja

Jak donosi Wojciech Orliński na stronach Gazety już wkrótce możemy się spodziewać reaktywacji przygód znanego z dzieciństwa super-hero Kapitana Żbika.

Nie, nie będą to kolejne reprinty starych albumów tylko całkiem nowe opowiadania rysowane przez jednego najlepszych (najlepszego?) rysownika komiksów młodego pokolenia - Śledzia.

Nowy Żbik ma na imię Michał i jest wnukiem emerytowanego pułkownika Jana Żbika, bohatera poprzednich komiksów. Przejął po dziadku jego metody śledcze - rozpracowując jakieś kryminalne środowisko, udaje wybitnego specjalistę w jakiejś dziedzinie humanistycznej, przyjmując oryginalny pseudonim "Żbikowski".

Jak dla mnie bomba, więcej informacji, wstępne plansze z pierwszego albumu oraz okładkę można znaleźć na wcześniej linkowanej przeze mnie stronie Gazety.

I znowu lekarze...

Nasi kochani lekarze kontratakują. Tym razem wymyślili, że pozwalniają się z etatów w szpitalach lub przychodniach i otworzą własną działalność gospodarczą na terenie swoich aktualnych miejsc pracy. Problem tylko w tym, że wszystkie wizyty, względnie zabiegi, będą płatne. Jednym słowem idąc do lekarza będziemy musieli pamiętać o zabraniu ze sobą portfela i to pewnie grubego. Taki oto pomysł ma zmusić rząd do przyznania jeszcze większych podwyżek dla lekarzy, bo te 200 zł, które obiecano im wcześniej to za mało.

Rząd ma podobno czas do 15 grudnia, potem będziemy płacić - jak ktoś przyjdzie chory i nie będzie miął pieniędzy? No cóż tego nie wiem, pewnie odejdzie z kwitkiem.

Moje zdanie sprzed 4 miesięcy nie zmieniło się wcale. Do roboty nieroby! Nikt Wam nie kazał być lekarzem, albo ma się powołanie do przynoszenia pomocy człowiekowi i zdaje sobie sprawę jakie są zady i walety bycia lekarzem, albo się idzie kształcić na murarza, filozofa bądź bankowca. Spadać leczyć Niemców, Szwedów i Irlandczyków!

Dlaczego akurat my?

Gdyby ktoś się przypadkiem zastanawiał dlaczego akurat od Polski rozpoczął się proces rozkładu Imperium Sowieckiego i czemu to akurat my zaczęliśmy nową rewolucję przenoszącą komunę na śmietnik historii to proszę zajrzeć na MyśloZbrodnię.

A co jeśli silna opozycja w Polsce wynikała z woli ZSRR? Może to nie my byliśmy bardziej uparci od Niemców, Czechów czy Węgrów ale Moskwa tylko nam pozwoliła na tworzenie liczącej się opozycji?

Dla mnie za bardzo naciągane, ale dobrze napisane. Polecam.

Plan (prawie) doskonały

Wczoraj wieczorem postanowiłem, że w niedziele się wyśpię za wszystkie czasy - plan iście szatański wiedząc, że Junior wstaje najpóźniej o 8:00. Wszyscy Ci, którzy mają dziecko w wieku 3-4 lata wiedzą, że takie szkraby nie potrafią docenić snu sprawiedliwego, który tak ceni Tatuś.

Tak więc plan powinien być przygotowany starannie - tak też go przemyślałem: komputer wraz z AP-kiem zostawiłem na noc włączony bowiem Bobas umie się zalogować na swoje konto, ale nie zna hasła potrzebnego do rozruchu komputera (i słusznie), wędlinka, jogurciki i serki wszelakie zostawiłem na niższej półce w lodówie żeby dziecko mogło dosięgnąć wszystkiego bez budzenia tatusia. Piciu też leżało w dostępnym miejscu. Wszystko pięknie, ładnie więc zasnąłem.

Niestety nie przewidziałem jednego - rozładowały się baterie w klawiaturze... O 8:00 obudził mnie tekst: "tatooooooooo, klawiatura nie klika". Argh.

PKP...

Właśnie siedzę sobie na peronie i dopadła mnie taka refleksja, że od dłuższego czasu nie udało mi się trafić na pociąg, który przyjeżdża o czasie. Chyba jestem pechowcem jakimś.

Wpis sponsoruje Opera mini i K700i.

Piwko w górę

Tak wszyscy narzekają na brak oczuwalnych podwyżek - żaden chyba z czytających nie zarabia tyle ile by chciał, prawda? Zresztą ile by człowiek nie zarabiał to zawsze będzie za mało - od razu bowiem rośnie "stopa życiowa".

Tak więc nasze troskliwe Ministerstwo Finansów zdecydowało się przyznać wszystkim podwyżkę, tyle że akcyzy na piwo. Wzrost przełoży się wg MF o mniej więcej 5 groszy na butelce - czyli niewiele. Ale... Ale przeważnie jest tak, że każda podwyżka ceny towaru "z musu" prowadzi do zwietrzenia okazji przez właścicieli sklepów, czy też hurtowników do podniesienia swoich marży - a nuż klient nie zauważy, bądź wszystko będzie można zwalić na pazerny rząd.

i tego się, jako piwosz, najbardziej boję.

Reklam się naoglądał?

Przedwczoraj widziałem w Tesco Piastów jak między regałami szybkim krokiem przemieszczał się Krwawy Ludwik. Duży skubaniec jest, nawet nie podejrzewałem - za nim oczywiście dreptał śmiesznie goryl, tylko jakiś z tych mniejszych goryli. Gdybym nie wiedział, który jest który to bym obstawiał, że to wicepremier jest ochroniarzem tego drugiego.

Wcześniejsze wpisy Nowsze wpisy