Październikowym wieczorem. Rozwinięcie.

Ci, którzy w końcu zdecydowali się przywrócić świadomość Zbysławowi Żebro robili to nader delikatnie, ponieważ nie wiadomo jak zareaguje nowy-przyszły szef największej partii opozycyjnej w Sejmie...

- Zbyszku... Halo... Panie Prezesie... – cichutko zagajali "ratownicy" jednocześnie oglądając się niepewnie na obecnego-ustępującego szefa.
- No ale Panie Prezesie – zdecydował się na zabranie głosu Jacek Murski, który do tej pory siedział z tyłu i z przerażeniem przyjmował monolog Jaromira – Czy mam rozumieć, że Pan się poddał przed kolejnym rozdaniem? Jak mam to rozumieć? Co to za smutne zakończenie.

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Milanówek.

Przywoływanie posłanek do trzeźwości przyniosło połowiczny sukces, co prawda oczy miały otwarte, ale nikomu nie udało się nawiązać z nimi kontaktu. Natomiast Przystojny Poncjusz siedział blady pod ścianą i coś do siebie mamrotał, zupełnie nie reagując na usiłujących go przywrócić do normalności kolegów.

- Przynajmniej przestały beczeć – z przekąsem dodał Rysław Białecki – nie mogłem już tego wytrzymać... To co, panie prezesie, oni już wiedzą co mają robić. Tylko co dalej? Po co ta nowa partia? Kompletnie się zgubiłem...
- Spokojnie, powoli – przywołał go porządku Jaromir – oprócz Poncjusza i tych dwóch beks do nowej partii zapiszą się Misiek Głaziński, Adam Czarnin i jeszcze paru wyznaczonych przeze mnie ochotników.

Na sali znowu dało się zaobserwować zdenerwowanie, niektórzy nerwowo przecierali czoła z potu – takiego planu to jeszcze nie było. Czy prezes wywala na serio, a może tylko na chwilę. Permanentnie – czy może na próbę. Nic nie rozumieli...

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Plan.

Mimo tego, że Prezes obiecał, iż nikt nie będzie musiał się zapisywać do konkurencji, oraz że większość (z wyjątkiem Anny i Heli) nie będzie stać na linii bezpośredniego ostrzału, to jednak wyraźnie dało się odczuć panującą na sali sporą dawkę emocji i niepewności. Tymczasem Jaromir brnął dalej...

- ...I wtedy pomyślałem sobie, że to jest metoda! W wyborach miałem 48% poparcia wśród głosujących, ale linia była spokojna, za spokojna dla mnie. Najbardziej niespodobało mi się to, że ludzie wielebnego Koźlaczka kręcili nosami. A to, że robię umizgi w stronę lewicy - w tym momencie Prezes z uśmiechem spojrzał w stronę Głazińskiego, a sala wybuchnęła ponownie śmiechem - a to za mizerne eksponowanie katolicyzmu i inne takie. Pomyślałem więc, że mogę mieć i tych, których idolem jest Tolek Maciorkowski i jego obsesyjne dążenie do prawdy, a także miłośników przystojnego i wyważonego Poncjusza.

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Spotkanie.

Lato się już skończyło, zmrok zapadał coraz wcześniej. Nawet na Żoliborzu.

- Wszyscy są?
- Dwajścia sześć, dwajścia siem, dwajścia osiem. Brakuje jednego Panie Prezesie! - zameldował Bukiński.
- Kogo? - zainteresował się gospodarz posiedzenia.
- Nie ma Grubego - usłużnie odpowiedział gensek partii.
- Zawsze się spóźnia, eurooseł w mordę jeża... - ktoś z końca stołu pozwolił sobie na uwagę.
- Trudno, zaczniemy bez niego... - zadecydował Wielki Szef i już otwierał segregator z wielką naklejką "Ściśle tajne - wracamy!", kiedy nagle otworzyły się drzwi i wpadł przez nie zadyszany Misiek Głaziński.
- Prezesie, wybaczcie - jechałem dookoła, ponieważ nie mogę się pozbyć wrażenia, że jeżdżą za mną cały czas...
- Jasne, ostrożności nigdy za wiele, szczególnie teraz... Misiek! Gdzie twoja fryzura? Błyszczysz zupełnie jak średnio-starszy reprezentant lewicy!

Po sali rozniósł się śmiech. Głaziński zaczerwieniony zajął miejsce przecierając okulary.

Czytaj dalej »

Jak nie powinno się politykować cz. 6

Jarosław Kaczyński swoją rezygnacją z uczestnictwa w Radzie Bezpieczeństwa Narodowa sam, zupełnie niepotrzebnie, wyklucza się z bieżącej polityki. Powoli, aczkolwiek skutecznie wytrąca z ręki oręż swoim zwolennikom, którzy próbują coraz bardziej rozpaczliwie tłumaczyć jego poczynania.

Czytaj dalej »

Samobój. I to przed bardzo ważnym meczem.

Wczorajsze karne usunięcie z PiS dwóch posłanek z niewątpliwie pierwszej linii było najgorszą rzeczą, która mogła się zdarzyć tej partii tuż przed najważniejszym wydarzeniem tej jesieni czyli wyborami samorządowymi.

Czytaj dalej »

Zmarnowana szansa

Wczorajszy pogrzeb zamordowanego asystenta europosła Janusza Wojciechowskiego, był znakomitą okazją na zakończenie, a przynajmniej przekazanie jasnego sygnału jak ukrócić samonakręcającą się spiralę oskarżeń o działanie na szkodę atmosfery w kraju.

Niestety, tak jak najważniejsze osoby w Państwie wcześniej okopały się na swoich pozycjach, tak zostały w nich w dniu dzisiejszym. Wystarczyło tylko (aż?) wspólne wystąpienie przeciwko narastającej agresji, jasny przekaz wskazujący na jedność polityków przeciwko nienawiści - jestem zdania i głęboko wierzę, że później mogłoby być już tylko lepiej.

Czytaj dalej »

Nowe szatki "króla" cd.

Wczoraj w programie Tomasza Lisa wystąpił były premier, prezes PiS (przepraszam, Prawa i Sprawiedliwości albowiem podobno zaleceniem "góry" jest nieużywanie skrótu) i... Wielkim zaskoczeniem dla mnie było że wypadł bardzo dobrze, wręcz niewiarygodnie wiarygodnie.

Daleko mu było od tego walczącego z wiatrakami premiera krzyczącego z trybuny o podziale na "tych od ZOMO" i "nas", był niesłychanie spokojny. rzeczowy i wyrazisty oraz starał się puszczać mimo uszu uszczypliwe komentarze prowadzącego. Niewygodnych pytań nie unikał, ale starał się kierować rozmowę na wyraźnie nakreślone tory – gospodarka, przyszłość i społeczeństwo. Szczerze mówiąc, to gdybym otrzymał stenogram rozmowy bez podania z kim rozmawia Tomasz Lis mógłbym postawić, że jego rozmówcą jest niezwykle zrównoważony polityk lewicy.

Czytaj dalej »

Nowe szatki "króla"

Zeszłotygodniowy kongres Prawa i Sprawiedliwości w jaskrawy sposób powinien uzmysłowić potencjalnym wyborcom koniunkturalność i owczy pęd do władzy polityków skupionych wokół Jarosława Kaczyńskiego. Co prawda nie sposób było jasno usłyszeć znanych wszem i wobec opowieści o wszechobecnym układzie, łże-elitach i ZOMO, ale uważny słuchacz z łatwością napotykał na załamanie słowotoku Wielkiego Wodza, kiedy trzeba było wygłosić zdania "o nowej linii".

Czytaj dalej »

A może tak, a może nie...

Cicho, ukradkiem - wręcz niepostrzeżenie zakończył się bojkot stacji TVN przez opozycyjny PiS (w przypadku Superstacji zachowano status quo) - podobno warunkowo. Wszyscy trzeźwo myślący oczywiście dawno doszli do wniosku, że "Prawo" i "Sprawiedliwość" bardziej szkodziło sobie omijając studia należące do ITI niż znienawidzonej rozgłośni, ale Rada Polityczna wpadła na to dopiero kilka dni temu.

Niektórzy - tych jest większość - sądzą, że decyzja ta została podyktowana faktem, iż Jarosław Kaczyński nie mógł już znieść reprezentantów prawicy w debatach prowadzonych np. w TVN24 w postaci Marka Jurka, Michała Kamińskiego czy też (o zgrozo!!!) wziętego adwokata Romana Giertycha. A tak naprawdę to dosyć podejrzanie decyzja o "warunkowym" zawieszeniu bojkotu zgrała się z tzw. "przewrotem Farfała", który to pozbawił PiS największej, najbardziej wpływowej tuby, jaką przez ostatnie kilka lat była TVP. Wielki dziw bierze moją skromną osobę, że do tej pory chyba nikt tego nie podkreślił?

Rada Polityczna PiS (czyt.: Jarosław Kaczyński) uznała zatem, że lepiej wypchnąć piewców w postaci Tadeusza Cymańskiego, Krzysztofa Putry względnie Pawła Kowala (bo jakoś nie wyobrażam sobie J. Kaczyńskiego tudzież P. Edgara Gosiewskiego w debacie moderowanej przez np. Bogdana Rymanowskiego) niż zupełnie zniknąć z mediów - szkoda, że w tak kiepskim stylu, łapiąc się niemalże przysłowiowej brzytwy.

Taki to numer wycięły przez większość skreślone już z mapy politycznej tzw. "przystawki" - można, myślę, rzec że zza grobu. Trzeba się wziąć do roboty panie Jarku, albowiem niech Pan się boi - już dwie trzecie Sejmu za Panem nie stoi!

Wcześniejsze wpisy Nowsze wpisy