Be quick or be dead

Tytułowej maksymy nie rozumiano w SLD przed ostatnią kampanią wyborczą, nie pojmowano jej w trakcie wspomnianej, jak również po wyborach wydaje się ona obca. Kiedy słyszę o kolejnych ruchach Palikota, to narasta we mnie wściekłość, dlaczego człowiek, który nagle postanowił zostać czołową postacią lewicy potrafi w ten sposób punktować działaczy, którzy powinni dać się prędzej pokroić na plasterki niż dać się wyprzedzić zwykłemu awanturnikowi, zręcznie korzystającemu z rad specjalistów od budowania wizerunku.

Czytaj dalej »

Majówka pośród zasp. Deszcz.

Cucenie Anny trwało wyjątkowo krótko, widać było wprawę u Poncjusza – w końcu nie robił to po raz pierwszy, z pewnością również nie po raz ostatni.

– Wstała? – Panie prezesie, można kontynuować. – krzyknął Lolo.
– Tak szybko? Niebywałe! – z wyraźnym szacunkiem odpowiedział Jaromir – Ty to masz Poncjusz talent, może też powinieneś zostać doktorem? Błyskalski, mimo że doktor tego nie potrafi...
– Czas kończyć – po chwili zreflektował się Prezes – znowu straciliśmy kupę czasu na nie wiadomo co, a wróg nie śpi i nie czeka. Wszyscy wiedzą co mają robić?
– Ja nie wiem – nagle odezwał się Zbysław Żebro – miałem być prezesem i nie jestem.
– Pretensje kieruj do dziewczyn, dały plamę i plan nie wszedł w życie – odparł Wielki Szef.
– A ten wypali? – wyraził zaniepokojenie europarlamentarzysta.
– Do dwóch razy sztuka – uspokoił go Prezes – faktycznie przeceniłem nieco ich zdolności i nie wyszło tak, jak to miało wyglądać, ale tym razem zadanie mają tak proste jak pole golfowe na Cyprze – Jaromir wymownie zerknął na zaczerwienionego Karola Nagrodzkiego.

Czytaj dalej »

Majówka pośród zasp. Kot.

Napięcie w sali sięgało zenitu. Hela i Anna zaczynały powoli pochlipywać, a Poncjusz swoim zwyczajem siedział osłupiony. Prezesowi znowu udało się ich zaskoczyć i utwierdzić w przekonaniu, że to On pociąga za wszystkie sznurki... I linki.

Po rytualnym oblizaniu ust, Jaromir ciągnął wywód.

Czytaj dalej »

Majówka pośród zasp. Jajo.

Prezes tym razem nie dał się wyprowadzić z równowagi. Uodporniony i zdeterminowany ciągnął dalej niewzruszony.

- Wszyscy powoli wracają do Sprawiedliwej Prawicy, szkoda marnować czas. Tylko teraz tak – uniósł palec do góry – musicie zrobić trochę zamieszania, o to akurat się nie martwię, że dacie radę.

Słysząc o robieniu zamieszania wszyscy na sali wyraźnie się ożywili.

Czytaj dalej »

Majówka pośród zasp. Plan był padł.

…zesie, …alo, …yje pan? – strzępki słów zaczęły powoli docierać do Jaromira, po tym jak zrezygnowany stracił przytomność.

- Może to od tego załamania pogody – dało się słyszeć Pawcia Stolarza – prezes już niemłody, a taka hekatomba, jak śnieg w maju to każdego może zwalić z nóg!
- Ale ja nic złego raczej nie powiedziałem? – wolał się upewnić Poncjusz.
- No raczej – przytaknęła mu Kluczyk-Krostecka – widać, że zmęczony, a może nostalgia go dopadła? Nuda na tym Żoliborzu, to i kota można dost.. – w odpowiednim momencie ugryzła się w język widząc powoli dochodzącego do siebie prezesa.
- Ooooo, wreszcie! – niemal wszyscy podnieśli się z krzeseł i odetchnęli (odpowiednio teatralnie) z ulgą.
- Panie prezesie – zagaił Stolarz – to może odłożymy to spotkanie na jutro, bo ja muszę jeszcze dziś na parę minut skoczyć do Brukseli podpisać się na liście, inaczej 300 euro przepadnie.
- Ja ci dam 300 euro… - wycedził niespodziewanie pobudzony Jaromir i niemal zerwał się z fotela.
- To wszystko przez tą waszą małostkowość, gamonie! Partię mieliście tworzyć nową, ludzi zapisywać, intrygi knuć i ludzi dezorientować, przeciwników dezorganizować. A wy co? Po 300 euro gonić będziecie od prezesa na drugi koniec Europy?

Czytaj dalej »

Majówka pośród zasp. The początek.

Pierwsze dni maja zaskoczyły nawet Prezesa. Odkąd pamiętał, nigdy w tych dniach nie padało, na pochodach od zawsze było słońce, wesoła i podniosła atmosfera, dzieci śpiewające radosne piosenki i dużo kwiatów. A teraz co? Śnieg? W maju? Globalne ocieplenie... No i plany szły źle. Cała misterna intryga legła w gruzach, wielki wiekopomny plan (jak to się teraz modnie mówi? epicki?) chylił się ku upadkowi. Trzeba działać.

Czytaj dalej »

Poziom zakłamania

Co prawda sprawa wypłynięcia wulgaryzmów senatora Platformy Obywatelskiej Romana Ludwiczuka nieco przycichła - po części dzięki jego zrzeczeniu się członkostwa w partii - ale postanowiłem napisać jeszcze kilka słów na ten temat.

Na wstępie chciałbym przypomnieć swoją notkę sprzed niemal dwóch lat, która dotyczyła właśnie sprawy języka używanego przez przedstawicieli narodu, którzy uzyskali mandat reprezentowania go w Parlamencie. W sumie to mógłbym zakończyć ten wpis na podaniu tego linka i czułbym się rozgrzeszony ponieważ moje zdanie się nie zmieniło, ale okropnie mnie mierżą wypowiedzi Ważnych Osób z Samej Góry Platformy, którzy niemal jak mantrę powtarzają - według mnie - nadmiernie wyświechtane stwierdzenie, które brzmi "standardy w partii".

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Rozwiązanie.

Prezes zrobił szybki rachunek sumienia, próbował sobie przypomnieć za co został tak ukarany przez los, dlaczego przyszło mu walczyć o lepszą Polskę z takimi ludźmi, osobami, które – delikatnie mówiąc – nie są zbyt błyskotliwe.
- Może to wszystko przez to, że jestem wciąż kawalerem? Gdybym miał żonę to może byłbym bardziej przyzwyczajony do zmiennych humorów i braku zrozumienia? Mniej bym się denerwował i nauczyłbym się jednym uchem wpuszczać, a drugim wszystko wypuszczać? Robiłbym swoje pomimo wiatru w oczy... Tak! To jest metoda! – w myślach próbował znaleźć wyjście z sytuacji.
- Zrobię to co zaplanowałem, chociażbym miał już do końca życia wysłuchiwać oderwanych od rzeczywistości komentarzy moich, cholera jasna, współpracowników.

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Zwątpienie.

Prezesowi ręce opadły po raz już niewiadomo który. Siły go opuściły (wraz z ochotą na dalsze wyłuszczanie planu) i musiał usiąść. Wziął ponownie szklankę z wodą i zwilżył usta. Po raz kolejny wzięło go na refleksję.
- Przecież mogłem sobie pracować w bibliotece… Mili ludzie, cicho, spokojnie. Albo na uczelni, teraz to wykładowcy mają luz, spokój. Można mówić niemal co się chce, a i na kota więcej czasu by było…

Powinność jednak wzięła górę, wstał po chwili i przemówił jeszcze pewniejszym głosem.
- Zbysławie! Chciałem kiedyś abyś był moim zastępcą, chcę nadal, ale już nieco mniej. Na szczęście pomimo swojej bezmyślności jesteś niemal tak bezwzględny, jak ja – więc powierzyłem ci ważne zadanie. Jak już wcześniej wspomniałem będziesz szefem partii – myślę, że już do końca, twojego lub jej.

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Smok.

Na sali zapanowała konsternacja. Ci, którzy myśleli, że już wszystko jest jasne ponownie wpadli w niepewność, a niektórzy nawet zaczęli panikować nerwowo rozglądając się na boki sprawdzając jak reaguje reszta sali. Nie byli odosobnieni.

Po dłuższej chwili odezwał się niepewnie Żebro.
- To pan Prezes będzie sterował z emerytalnego krzesła?
- Oczywiście, że ja – przecież mówiłem, że się nie nadajecie. Natomiast na papierze i w telewizorze premierem będzie osoba, której dawno nie widzieliście... – tu Jaromir zrobił pauzę licząc na przebłysk inteligencji zgromadzonych.

Czytaj dalej »

Wcześniejsze wpisy