…zesie, …alo, …yje pan? – strzępki słów zaczęły powoli docierać do Jaromira, po tym jak zrezygnowany stracił przytomność.
- Może to od tego załamania pogody – dało się słyszeć Pawcia Stolarza – prezes już niemłody, a taka hekatomba, jak śnieg w maju to każdego może zwalić z nóg!
- Ale ja nic złego raczej nie powiedziałem? – wolał się upewnić Poncjusz.
- No raczej – przytaknęła mu Kluczyk-Krostecka – widać, że zmęczony, a może nostalgia go dopadła? Nuda na tym Żoliborzu, to i kota można dost.. – w odpowiednim momencie ugryzła się w język widząc powoli dochodzącego do siebie prezesa.
- Ooooo, wreszcie! – niemal wszyscy podnieśli się z krzeseł i odetchnęli (odpowiednio teatralnie) z ulgą.
- Panie prezesie – zagaił Stolarz – to może odłożymy to spotkanie na jutro, bo ja muszę jeszcze dziś na parę minut skoczyć do Brukseli podpisać się na liście, inaczej 300 euro przepadnie.
- Ja ci dam 300 euro… - wycedził niespodziewanie pobudzony Jaromir i niemal zerwał się z fotela.
- To wszystko przez tą waszą małostkowość, gamonie! Partię mieliście tworzyć nową, ludzi zapisywać, intrygi knuć i ludzi dezorientować, przeciwników dezorganizować. A wy co? Po 300 euro gonić będziecie od prezesa na drugi koniec Europy?
Czytaj dalej »