Październikowym wieczorem. Zwątpienie.

Prezesowi ręce opadły po raz już niewiadomo który. Siły go opuściły (wraz z ochotą na dalsze wyłuszczanie planu) i musiał usiąść. Wziął ponownie szklankę z wodą i zwilżył usta. Po raz kolejny wzięło go na refleksję.
- Przecież mogłem sobie pracować w bibliotece… Mili ludzie, cicho, spokojnie. Albo na uczelni, teraz to wykładowcy mają luz, spokój. Można mówić niemal co się chce, a i na kota więcej czasu by było…

Powinność jednak wzięła górę, wstał po chwili i przemówił jeszcze pewniejszym głosem.
- Zbysławie! Chciałem kiedyś abyś był moim zastępcą, chcę nadal, ale już nieco mniej. Na szczęście pomimo swojej bezmyślności jesteś niemal tak bezwzględny, jak ja – więc powierzyłem ci ważne zadanie. Jak już wcześniej wspomniałem będziesz szefem partii – myślę, że już do końca, twojego lub jej.

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Smok.

Na sali zapanowała konsternacja. Ci, którzy myśleli, że już wszystko jest jasne ponownie wpadli w niepewność, a niektórzy nawet zaczęli panikować nerwowo rozglądając się na boki sprawdzając jak reaguje reszta sali. Nie byli odosobnieni.

Po dłuższej chwili odezwał się niepewnie Żebro.
- To pan Prezes będzie sterował z emerytalnego krzesła?
- Oczywiście, że ja – przecież mówiłem, że się nie nadajecie. Natomiast na papierze i w telewizorze premierem będzie osoba, której dawno nie widzieliście... – tu Jaromir zrobił pauzę licząc na przebłysk inteligencji zgromadzonych.

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Rozwinięcie.

Ci, którzy w końcu zdecydowali się przywrócić świadomość Zbysławowi Żebro robili to nader delikatnie, ponieważ nie wiadomo jak zareaguje nowy-przyszły szef największej partii opozycyjnej w Sejmie...

- Zbyszku... Halo... Panie Prezesie... – cichutko zagajali "ratownicy" jednocześnie oglądając się niepewnie na obecnego-ustępującego szefa.
- No ale Panie Prezesie – zdecydował się na zabranie głosu Jacek Murski, który do tej pory siedział z tyłu i z przerażeniem przyjmował monolog Jaromira – Czy mam rozumieć, że Pan się poddał przed kolejnym rozdaniem? Jak mam to rozumieć? Co to za smutne zakończenie.

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Milanówek.

Przywoływanie posłanek do trzeźwości przyniosło połowiczny sukces, co prawda oczy miały otwarte, ale nikomu nie udało się nawiązać z nimi kontaktu. Natomiast Przystojny Poncjusz siedział blady pod ścianą i coś do siebie mamrotał, zupełnie nie reagując na usiłujących go przywrócić do normalności kolegów.

- Przynajmniej przestały beczeć – z przekąsem dodał Rysław Białecki – nie mogłem już tego wytrzymać... To co, panie prezesie, oni już wiedzą co mają robić. Tylko co dalej? Po co ta nowa partia? Kompletnie się zgubiłem...
- Spokojnie, powoli – przywołał go porządku Jaromir – oprócz Poncjusza i tych dwóch beks do nowej partii zapiszą się Misiek Głaziński, Adam Czarnin i jeszcze paru wyznaczonych przeze mnie ochotników.

Na sali znowu dało się zaobserwować zdenerwowanie, niektórzy nerwowo przecierali czoła z potu – takiego planu to jeszcze nie było. Czy prezes wywala na serio, a może tylko na chwilę. Permanentnie – czy może na próbę. Nic nie rozumieli...

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Plan.

Mimo tego, że Prezes obiecał, iż nikt nie będzie musiał się zapisywać do konkurencji, oraz że większość (z wyjątkiem Anny i Heli) nie będzie stać na linii bezpośredniego ostrzału, to jednak wyraźnie dało się odczuć panującą na sali sporą dawkę emocji i niepewności. Tymczasem Jaromir brnął dalej...

- ...I wtedy pomyślałem sobie, że to jest metoda! W wyborach miałem 48% poparcia wśród głosujących, ale linia była spokojna, za spokojna dla mnie. Najbardziej niespodobało mi się to, że ludzie wielebnego Koźlaczka kręcili nosami. A to, że robię umizgi w stronę lewicy - w tym momencie Prezes z uśmiechem spojrzał w stronę Głazińskiego, a sala wybuchnęła ponownie śmiechem - a to za mizerne eksponowanie katolicyzmu i inne takie. Pomyślałem więc, że mogę mieć i tych, których idolem jest Tolek Maciorkowski i jego obsesyjne dążenie do prawdy, a także miłośników przystojnego i wyważonego Poncjusza.

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Spotkanie.

Lato się już skończyło, zmrok zapadał coraz wcześniej. Nawet na Żoliborzu.

- Wszyscy są?
- Dwajścia sześć, dwajścia siem, dwajścia osiem. Brakuje jednego Panie Prezesie! - zameldował Bukiński.
- Kogo? - zainteresował się gospodarz posiedzenia.
- Nie ma Grubego - usłużnie odpowiedział gensek partii.
- Zawsze się spóźnia, eurooseł w mordę jeża... - ktoś z końca stołu pozwolił sobie na uwagę.
- Trudno, zaczniemy bez niego... - zadecydował Wielki Szef i już otwierał segregator z wielką naklejką "Ściśle tajne - wracamy!", kiedy nagle otworzyły się drzwi i wpadł przez nie zadyszany Misiek Głaziński.
- Prezesie, wybaczcie - jechałem dookoła, ponieważ nie mogę się pozbyć wrażenia, że jeżdżą za mną cały czas...
- Jasne, ostrożności nigdy za wiele, szczególnie teraz... Misiek! Gdzie twoja fryzura? Błyszczysz zupełnie jak średnio-starszy reprezentant lewicy!

Po sali rozniósł się śmiech. Głaziński zaczerwieniony zajął miejsce przecierając okulary.

Czytaj dalej »

Zmarnowana szansa

Wczorajszy pogrzeb zamordowanego asystenta europosła Janusza Wojciechowskiego, był znakomitą okazją na zakończenie, a przynajmniej przekazanie jasnego sygnału jak ukrócić samonakręcającą się spiralę oskarżeń o działanie na szkodę atmosfery w kraju.

Niestety, tak jak najważniejsze osoby w Państwie wcześniej okopały się na swoich pozycjach, tak zostały w nich w dniu dzisiejszym. Wystarczyło tylko (aż?) wspólne wystąpienie przeciwko narastającej agresji, jasny przekaz wskazujący na jedność polityków przeciwko nienawiści - jestem zdania i głęboko wierzę, że później mogłoby być już tylko lepiej.

Czytaj dalej »

Wielkie przeoczenie

Dawno nie mieliśmy w Wolsce takiej krucjaty. Media wszelakiej maści grzmią na wszystkie możliwe sposoby i z użyciem każdej dostępnej formy rozpowszechniania informacji o śmierci, która czai się w niewinnych sklepikach z niezwykle mobilizującymi nazwami typu: Kofi Szop, Smart Cafe względnie Power Store!

Na wyżej wymienione apele podejrzanie szybko zareagował rząd z, co niebywałe, wszystkimi przedstawicielami Sejmu - taka sytuacja nie miała precedensu w całej historii III (tudzież IV - ale ona podobno wcale nie miała miejsca) Rzeczypospolitej. Co więcej, owa reakcja jest tak szybka, że przebiega nie do końca zgodnie z prawem, co zresztą przyznał sam Inicjator w osobie urzędującego Premiera. Wiadomo, jak to mówi znane przysłowie, że co nagle to po diable - ale przecież chodzi o uchronienie przed niechybną śmiercią milionów (nie znam dokładnej liczby potencjalnych denatów - strzelam) młodocianych oraz pozostałych amatorów mocnych wrażeń.

Czytaj dalej »

W poszukiwaniu lepszych reprezentantów?

Od dłuższego czasu wiele się mówi o parytetach podczas układania list wyborczych. Sprawa dotyczy konkretnie zbyt małej liczby kobiet (w szczególności na pierwszych miejscach) na arkuszach przedstawianych wyborcom przed urnami. Co ciekawe, zarówno wśród zwolenników, jak i przeciwników przeważają mężczyźni – kobiety, kolokwialnie mówiąc, "siedzą cicho". Pochylmy się więc nad słusznością umocowania w prawie takiego zapisu.

Czytaj dalej »

Nie będzie Niemiec pluł nam w płaszcz

...ani mężów w kajdankach wyprowadzał. Tak chce się aż krzyknąć po awanturze, która miała miejsce z udziałem państwa Rokitów na pokładzie samolotu Lufhansy kilka dni temu. Żał patrzeć dziś na "premiera z Krakowa", który to niby dobrowolnie zrezygnował z życia politycznego jednocześnie od czasu do czasu usilnie o sobie przypomina – a ostatnio przeszedł sam z siebie.

Rokita jest znany od dawna z ekscentrycznego trybu życia, jak również wypowiadania się, a jego małżeństwo z niezwykle barwną postacią, jaką jest obecna posłanka PiS – Nelli Rokita nierzadko bywa tematem wielu artykułów w prasie tzw. "różnej", zwykle brukowej.

Czytaj dalej »

Wcześniejsze wpisy Nowsze wpisy