<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>Czarnobiaua Rzeczywistość</title><link>http://czarnobiaua.com/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Mon, 08 Mar 2010 10:16:32 +0100</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>W poszukiwaniu lepszych reprezentantów?</title><link>http://czarnobiaua.com/2009/10/01/w-poszukiwaniu-lepszych-reprezentantow/</link><description>Od dłuższego czasu wiele się mówi o parytetach podczas układania list wyborczych. Sprawa dotyczy konkretnie zbyt małej liczby kobiet (w szczególności na pierwszych miejscach) na arkuszach przedstawianych wyborcom przed urnami. Co ciekawe, zarówno wśród zwolenników, jak i przeciwników przeważają mężczyźni – kobiety, kolokwialnie mówiąc, &quot;siedzą cicho&quot;. Pochylmy się więc nad słusznością umocowania w prawie takiego zapisu.
Przede wszystkim należy się zastanowić po co wybieramy własnych przedstawicieli na wyższe stanowiska, a także obdarzamy ich zaufaniem podczas startu po mandat posła względnie senatora. Odpowiedź jest prosta i nie należy tu dorabiać żadnej ideologii – po to aby nas, uwaga – ważne, reprezentowano w sposób godny i przedstawiający nasze poglądy oraz potrzeby. Czy w takim razie jest ważne, dla nas – wyborców, czy będzie to kobieta czy mężczyzna?
Kolejnym pytaniem, które należy sobie postawić jest hipotetyczna sytuacja, co stanie się jeśli (zakładam szeroko lansowany parytet 50/50) okaże się, że ciężko jest znaleźć odpowiednią liczbę osób danej płci spełniającą warunki narzucone przez ustawę. Wiadomo, że w obecnej postaci Parlament jest zdominowany przez osobników płci męskiej i o ile w regionach proporcje są mniej więcej równe, dla wszystkich obecnie reprezentowanych w Sejmie partii, to co podczas układania ma zrobić taka np. Partia Kobiet, w której przytłaczającą liczbę członków stanowią kobiety? Z drugiej strony mamy takie ugrupowania, jak LPR w których zdecydowana większość to mężczyźni – proszę porównać aktualne zestawienia posłów i senatorów, a także prześledzić archiwa.
I w tym momencie dochodzimy do paradoksalnej sytuacji. Dlaczego na listach kandydatów MUSZĄ pojawić się osoby, które dostaną się na nie tylko dlatego, że ustawa nakazuje obecność określonej liczby osób danej płci? Czy to jest już przypadkiem seksizm? Przecież może się zdarzyć (i z pewnością takie przypadki nie będą jednostkowe), że mężczyzna dostanie miejsce na liście tylko dlatego, że jest facetem i nie reprezentuje odpowiedniego poziomu, a bardziej kompetentna kobieta odpadnie gdyż postulowany parytet mówi, że płeć piękna może być reprezentowana tylko przez 50% reprezentantów?
</description><pubDate>Thu, 01 Oct 2009 14:47:59 +0200</pubDate><guid>http://czarnobiaua.com/2009/10/01/w-poszukiwaniu-lepszych-reprezentantow/</guid><category>polityka</category><category>parytet</category><category>wybory</category></item><item><title>Nie będzie Niemiec pluł nam w płaszcz</title><link>http://czarnobiaua.com/2009/02/13/nie-bedzie-niemiec-plul-nam-w-plaszcz/</link><description>...ani mężów w kajdankach wyprowadzał. Tak chce się aż krzyknąć po awanturze, która miała miejsce z udziałem państwa Rokitów na pokładzie samolotu Lufhansy kilka dni temu. Żał patrzeć dziś na &quot;premiera z Krakowa&quot;, który to niby dobrowolnie zrezygnował z życia politycznego jednocześnie od czasu do czasu usilnie o sobie przypomina – a ostatnio przeszedł sam z siebie.
Rokita jest znany od dawna z ekscentrycznego trybu życia, jak również wypowiadania się, a jego małżeństwo z niezwykle barwną postacią, jaką jest obecna posłanka PiS – Nelli Rokita nierzadko bywa tematem wielu artykułów w prasie tzw. &quot;różnej&quot;, zwykle brukowej.
Ekscentrycznie, żeby nie powiedzieć wyniośle, zachował się były przewodniczący najsłynniejszej komisji śledczej we wspomnianej, mało chlubnej, opowieści prosto z pokładu. Pomijając już różne wersje zaistniałego &quot;nieporozumienia&quot; pochylmy się nad faktami – ocenę zostawiam czytelnikom mojego bloga:

czy jeśli wykupujemy bilet w klasie ekonomicznej można sobie zażyczyć umieszczania bagażu, względnie odzieży w klasie business?
czy słuszne jest ignorowanie poleceń obsługi (a stewardessa z pewnością do niej należy), bo &quot;ja wiem lepiej&quot;? Szczególnie, że sam ten fakt może zaowocować wydaleniem pasażera z samolotu.
czy na działanie Policji należy zareagować krzykiem i kurczowym trzymaniem się fotela? w jaki sposób mieli Rokicie pomóc współpasażerowi wezwani błagalnym okrzykiem &quot;Ratujcie mnie! Biją mnie Niemcy! Ratujcie!&quot;? Czy &quot;pojmany&quot; wyobrażał sobie, że nagle pasażerowie zerwą się z foteli, obezwładnią policjantów oraz obsługę?
czy w ogóle uzasadnione było wzywanie pomocy, kiedy ignoruje się wyraźne polecenia, opóźnia start samolotu i wszczyna niepokój?
czy, bądź co bądź, osobie publicznej wypada wzniecać konflikty na tle narodościowym i imputować niechęć do Polaków z powodu własnych wyimaginowanych fobii?

Swoją ocenę pozostawię sobie i życzę wszystkim subskrybentom udanego weekendu oraz polecam nie zwracanie uwagi na wyjątkowo – podobno – niefortunną datę.
</description><pubDate>Fri, 13 Feb 2009 12:30:25 +0100</pubDate><guid>http://czarnobiaua.com/2009/02/13/nie-bedzie-niemiec-plul-nam-w-plaszcz/</guid><category>polityka</category><category>Jan Rokita</category><category>samolot</category><category>Lufthansa</category><category>Nelli Rokita</category></item><item><title>Nowe szatki &quot;króla&quot; cd.</title><link>http://czarnobiaua.com/2009/02/10/nowe-szatki-krola-cd/</link><description>Wczoraj w programie Tomasza Lisa wystąpił były premier, prezes PiS (przepraszam, Prawa i Sprawiedliwości albowiem podobno zaleceniem &quot;góry&quot; jest nieużywanie skrótu) i... Wielkim zaskoczeniem dla mnie było że wypadł bardzo dobrze, wręcz niewiarygodnie wiarygodnie.
Daleko mu było od tego walczącego z wiatrakami premiera krzyczącego z trybuny o podziale na &quot;tych od ZOMO&quot; i &quot;nas&quot;, był niesłychanie spokojny. rzeczowy i wyrazisty oraz starał się puszczać mimo uszu uszczypliwe komentarze prowadzącego. Niewygodnych pytań nie unikał, ale starał się kierować rozmowę na wyraźnie nakreślone tory – gospodarka, przyszłość i społeczeństwo. Szczerze mówiąc, to gdybym otrzymał stenogram rozmowy bez podania z kim rozmawia Tomasz Lis mógłbym postawić, że jego rozmówcą jest niezwykle zrównoważony polityk lewicy.
Co ciekawe Jarosław Kaczyński nie dał się, mimo usilnych starań Lisa, &quot;wpuścić&quot; w podsumowanie działań rządu za czasów poprzedniej kadencji, za każdym razem odpowiadając, że &quot;myślimy wyłącznie o przyszłości&quot;, co wyraźnie mogło się podobać telewidzom i co za tym idzie przyszłym wyborcom. Natomiast prowadzący miał zdecydowanie zły dzień, gdzie się podziała dotychczasowa błyskotliwość Tomasza Lisa – na tle byłego premiera wyglądał bardzo marnie, na nieprzygotowanego i zagubionego pewnością siebie Kaczyńskiego. Żal było patrzeć, kiedy prowadzący momentami aż zagłębiał się w fotelu słysząc (posługując się terminologią innego b. premiera – Józefa Oleksego) &quot;ostrego jak brzytwa&quot; rozmówcę. Lis pogłębił jeszcze swoją bezlitosną ocenę, w moich oczach, podsumowując wyniki sondażu (niemal połowa głosujących chciała aby PiS powrócił do rządzenia Polską) prowadzonego w czasie programu, jako dalekie od reprezentatywnych i mające jakiekolwiek pokrycie w rzeczywistości.
Wielki wstyd i hańba panie Tomaszu, z pewnością podczas takiego programu następuje wielka mobilizacja zwolenników partii Kaczyńskiego, ale nie należało tego komentować w ten sposób, wyraźnie akcentując swoją niechęć do rozmówcy. Tego typu komentarze i stronniczość mogą nie dziwić w programach Pospieszalskiego i dysputach prowadzonych na TVP Info, ale od jednego z najpopularniejszych i najbardziej cenionych dziennikarzy w Polsce wymaga się czegoś więcej. Albo może wymagało.
</description><pubDate>Tue, 10 Feb 2009 15:04:19 +0100</pubDate><guid>http://czarnobiaua.com/2009/02/10/nowe-szatki-krola-cd/</guid><category>Media</category><category>PiS</category><category>polityka</category><category>Tomasz Lis</category><category>Jarosław Kaczyński</category><category>ZOMO</category></item><item><title>Nowe szatki &quot;króla&quot;</title><link>http://czarnobiaua.com/2009/02/03/nowe-szatki-krola/</link><description>Zeszłotygodniowy kongres Prawa i Sprawiedliwości w jaskrawy sposób powinien uzmysłowić potencjalnym wyborcom koniunkturalność i owczy pęd do władzy polityków skupionych wokół Jarosława Kaczyńskiego. Co prawda nie sposób było jasno usłyszeć znanych wszem i wobec opowieści o wszechobecnym układzie, łże-elitach i ZOMO, ale uważny słuchacz z łatwością napotykał na załamanie słowotoku Wielkiego Wodza, kiedy trzeba było wygłosić zdania &quot;o nowej linii&quot;.
Z jednej strony mieliśmy, parafrazując Tomasza Lisa, slogan na czasie &quot;Gospodarka głupcy&quot;, ale z drugiej prezes atakował niezwykle populistycznie, niemalże ultraprzyziemnie, pytając dlaczego prawie wszyscy mieli olimpiadę, a my jeszcze nie? Z jednej strony puszczał oczko do inteligencji, przepraszając za &quot;wykształciuchów&quot;, łże-elity i tym podobnych, a z drugiej ograniczył swoje przesłanie tylko do &quot;etosowców&quot; jawnie stwarzając kolejne podziały nie definiując w prosty sposób kto się do tego &quot;etosu&quot; zalicza, a kto nie. Mówiąc o polityce rozmowy i pokoju, skoro już jesteśmy przy przeprosinach, nigdzie nie padły z kolei słowa ubolewania w stosunku do wyborców za wyniesienie na najwyższe stanowiska w państwie indywiduów w postaci Andrzeja Leppera i Romana Giertycha.
Nowy program jest (tu specjalnych pretensji mieć nie można, bo tak robią wszyscy – co nie oznacza, że to słuszny zwyczaj) pełen ogólników bez przykładów na rozwiązania konkretnych problemów, z wyjątkiem projektu ogromnego wzmocnienia roli urzędu prezydenta, gdzie trzeba przyznać, że politycy PiS popuścili wodze fantazji. Gdyby te zmiany miałyby wejść w życie to polski prezydent byłby super-urzędnikiem mającym niemal kontrolę nad całym państwem włącznie z możliwością (przy zacietrzewieniu przy wetowaniu obecnego - jest to scenariusz wielce prawdopodobny) rozwiązywania Sejmu przy byle okazji. Taki projekt (polecam lekturę – pasjonujący materiał dla pisarzy z gatunku science-fiction szukających inspiracji do tworzenia powieści o alternatywnej rzeczywistości) budzi oczywiście uśmieszek politowania, ale doskonale obrazuje kierunek, w którym zmierza partia Jarosława Kaczyńskiego.
Będziemy mieli znowu władzę to wam pokażemy, pozmieniamy, ulepszymy i tym razem przedwcześnie się nie poddamy. No chyba, że widmo kolejnego kryzysu pojawi się na horyzoncie i trzeba będzie oddać stery komu innego.
</description><pubDate>Tue, 03 Feb 2009 18:41:40 +0100</pubDate><guid>http://czarnobiaua.com/2009/02/03/nowe-szatki-krola/</guid><category>PiS</category><category>kongres</category><category>Jarosław Kaczyński</category><category>Sejm</category><category>prezydent</category></item><item><title>Zimowa ofensywa</title><link>http://czarnobiaua.com/2009/01/30/zimowa-ofensywa/</link><description>Kiedyś przebywał bez przerwy na nośnikach wszelkich mediów, nieważne czy to był papier, kineskop czy ekran monitora, a niektórzy spotykali go podobno nawet w lodówce (nie mówiąc o konserwach). Od dłuższego czasu pojawia się tylko zrywami, ale mocno akcentując swoją obecność. Natomiast od kilku ostatnich dni widzimy jego postać tak, ja za dawnych czasów - o kim mowa?
Oczywiście chodzi o byłego premiera - Kazimierza Marcinkiewicza. Człowiek, który został najbardziej niespodziewanym premierem (niektórzy twierdzą nawet, że został wyciągnięty z kapelusza) powraca, niekoniecznie w chwale. Widać, że odosobnienie w deszczowym Londynie nie wpływa pozytywnie na osobę niegdyś najpopularniejszego polityka. Metodę na swój powrót wybrał bowiem zgoła niefortunną - nie będę pisał o co chodzi, albowiem sprawa jest obszernie komentowana przez taką samą ilość mediów, jaka wyniosła kilka lat temu pana premiera na szczyty popularności. W skrócie napiszę, że Marcinkiewicz strzelił sobie w stopę i to z wielkiego rewolweru (wydaje mi się, że to był taki olbrzym, którego używał niezapomniany Brudny Harry).
Oczywiście powrót nie jest przypadkowy, wszyscy wiedzą, że Marcinkiewiczowi w Londynie się nudzi i (mimo, że zarabia podobno nieźle) chętnie wróciłby do swojskiego bagienka, do uwielbiających go polskich wyborców i... No właśnie, karmieni jesteśmy od kilku dni informacjami, jaki to ten Kazio jest popularny. Wyborcza nawet opublikowała wyniki sondażu, według którego Marcinkiewicz byłby najlepszym premierem wtedy, kiedy to obecny zajmie miejsce Lecha Kaczyńskiego. Z pewnością mile takie rezultaty łechcą próżność &quot;Londyńczyka&quot;. Ale chwila, moment.
Mało kto zauważył, że Kazimierz Marcinkiewcz jest świetny, ale tylko wtedy kiedy już ma jakieś stanowisko. Kiedy trzeba go wybierać to jakoś nie potrafi wygrać. Największą plamą w jego politycznej karierze była bowiem sromotna porażka w batalii o fotel prezydenta Warszawy. Jak bowiem inaczej nazwać przegraną uwielbianego przez masy, pięknego Kazimierza z Hanną Gronkiewicz-Waltz, która ani nie jest uwielbiana ani... (tu powstrzymam się od oceny urody p. prezydent). Czy zatem PO słusznie robi rezerwując podobno &quot;jedynkę&quot; w Warszawie na liście do Europarlamentu, czyżby zapomniała już o &quot;cieniasach&quot; i innych uszczypliwych uwagach Marcinkiewicza? Ładna (podobno) buzia to nie wszystko.
Na marginesie chciałbym polecić, jako lekturę na weekend, nowowydany - szósty numer Przeglądu Socjalistycznego. Tym razem dominuje tematyka historyczna, szczególne pragnę zwrócić na doskonały artykuł Andrzeja Ziemskiego pt. &quot;Socjaliści wczoraj, dziś i jutro&quot;.
</description><pubDate>Fri, 30 Jan 2009 10:41:19 +0100</pubDate><guid>http://czarnobiaua.com/2009/01/30/zimowa-ofensywa/</guid><category>Media</category><category>Platforma</category><category>Kazimierz Marcinkiewicz</category><category>Hanna Gronkiewicz-Waltz</category><category>Przegląd Socjalistyczny</category><category>wybory</category><category>Europarlament</category><category>Londyn</category></item><item><title>Nieszczęścia chodzą parami</title><link>http://czarnobiaua.com/2009/01/22/nieszczescia-chodza-parami/</link><description>Tak. To już chyba pewne - powstanie kolejna komisja śledcza, tym razem do spraw zbadania okoliczności zabójstwa Krzysztofa Olewnika. W skrócie - stacje żyjące z newsów, całodobowych transmisji (z powtórkami) z wszelakich obrad już zacierają ręce, albowiem będzie czym wypełniać ramówkę. Posłowie mający parcie na szkło już prasują garnitury i lobbują u szefów klubów parlamentarnych o wpisanie na listę kandydatów, a media zasypują nas informacjami o giełdzie nazwisk tych, którzy to mają największe szanse na powołanie do tejże.
Zastanawia jedynie fakt po co ma działać ta komisja, w szczególności że równolegle na tym polu działa prokuratura? Poseł będzie lepszy? Jest niemal pewne, że komisja będzie składać się wyłącznie z polityków z krwi i kości, a nie specjalistów w rozwiązywaniu tego typu spraw - czy chodzi o to, żeby pokazać, że &quot;się bierze i pracuje&quot;?
Wątpię - chodzi o to, aby się pokazać, poprowadzić małą wojenkę z przeciwnikami z innej partii, wyrazić swoje zdanie i... przejść do porządku dziennego. A meritum? Czy to takie ważne? Nie. Chociażby dlatego, że na tzw. sprawie Olewnika pośliznął się (były) minister Ćwiąkalski, odwołany z powodu znanego chyba li jedynie premierowi - wszyscy bowiem wiedzą, że ministerski związek z powieszeniem się jakiegoś tam bandziora jest mniej więcej taki, jak czarnobiauej z baletem - czyli minimalny i ledwie dostrzegalny ;)
Idąc tym tropem Grzegorz Schetyna powinien zostać odwołany za każdy błąd popełniany przez Policję (a byłoby z czego wybierać), Mirosław Drzewiecki za marne wyniki polskich sportowców (np. brak awansu Wisły Kraków do tegorocznej Ligi Mistrzów) itp. - wymieniać można w nieskończoność. A kim został zastąpiony minister fachowiec, doktor habilitowany nauk prawnych? Politykiem. Nie musi się znać - ale za to będzie umiał się zachować!
</description><pubDate>Thu, 22 Jan 2009 20:46:08 +0100</pubDate><guid>http://czarnobiaua.com/2009/01/22/nieszczescia-chodza-parami/</guid><category>Media</category><category>Platforma</category><category>Krzysztof Olewnik</category><category>komisja śledcza</category><category>Zbigniew Ćwiąkalski</category></item><item><title>A może tak, a może nie...</title><link>http://czarnobiaua.com/2009/01/21/a-moze-tak-a-moze-nie/</link><description>Cicho, ukradkiem - wręcz niepostrzeżenie zakończył się bojkot stacji TVN przez opozycyjny PiS (w przypadku Superstacji zachowano status quo) - podobno warunkowo. Wszyscy trzeźwo myślący oczywiście dawno doszli do wniosku, że &quot;Prawo&quot; i &quot;Sprawiedliwość&quot; bardziej szkodziło sobie omijając studia należące do ITI niż znienawidzonej rozgłośni, ale Rada Polityczna wpadła na to dopiero kilka dni temu.
Niektórzy - tych jest większość - sądzą, że decyzja ta została podyktowana faktem, iż Jarosław Kaczyński nie mógł już znieść reprezentantów prawicy w debatach prowadzonych np. w TVN24 w postaci Marka Jurka, Michała Kamińskiego czy też (o zgrozo!!!) wziętego adwokata Romana Giertycha. A tak naprawdę to dosyć podejrzanie decyzja o &quot;warunkowym&quot; zawieszeniu bojkotu zgrała się z tzw. &quot;przewrotem Farfała&quot;, który to pozbawił PiS największej, najbardziej wpływowej tuby, jaką przez ostatnie kilka lat była TVP. Wielki dziw bierze moją skromną osobę, że do tej pory chyba nikt tego nie podkreślił?
Rada Polityczna PiS (czyt.: Jarosław Kaczyński) uznała zatem, że lepiej wypchnąć piewców w postaci Tadeusza Cymańskiego, Krzysztofa Putry względnie Pawła Kowala (bo jakoś nie wyobrażam sobie J. Kaczyńskiego tudzież P. Edgara Gosiewskiego w debacie moderowanej przez np. Bogdana Rymanowskiego) niż zupełnie zniknąć z mediów - szkoda, że w tak kiepskim stylu, łapiąc się niemalże przysłowiowej brzytwy.
Taki to numer wycięły przez większość skreślone już z mapy politycznej tzw. &quot;przystawki&quot; - można, myślę, rzec że zza grobu. Trzeba się wziąć do roboty panie Jarku, albowiem niech Pan się boi - już dwie trzecie Sejmu za Panem nie stoi!
</description><pubDate>Wed, 21 Jan 2009 21:50:15 +0100</pubDate><guid>http://czarnobiaua.com/2009/01/21/a-moze-tak-a-moze-nie/</guid><category>LPR</category><category>Media</category><category>PiS</category><category>polityka</category><category>Samoobrona</category><category>Jarosław Kaczyński</category><category>ITI</category><category>TVN24</category></item><item><title>Przykładność i grzeczna fryzura na boczek</title><link>http://czarnobiaua.com/2009/01/12/przykladnosc-i-grzeczna-fryzura-na-boczek/</link><description>Media ostatnio (ostatnio = od ostatnich wyborów) zajmują się przypadkiem posła Janusza Palikota, który - jak mówią i piszą - przekracza wszelkie granice dobrego smaku. Pochylmy się więc nad tym i podobnymi przypadkami.
Według ogólnie pojętych ram przyzwoitości parlamentarzysta powinien być grzeczny, przykładny i ładnie się prezentować (jest nawet pojęcie &quot;język nieparlamentarny&quot;) albowiem jest przedstawicielem społeczeństwa, które go wybrało na pełnienie tego odpowiedzialnego stanowiska. Ideałem dla większości, w szczególności tej nieco starszej części, byłby z pewnością Krzysztof Ibisz, który zresztą kiedyś był posłem - wiem, że ciężko w to uwierzyć :)
Tylko teraz powstaje problem - czy taki piękne, przystojne, elokwentne i wyidealizowane indywiduum (przepraszam z góry jeśli ktoś się poczuł urażony takim epitetem) jest w pełni tym, czego oczekujemy po reprezentancie ludu? Czy taka osoba jest wiarygodna i spełnia nasze oczekiwania? Wiadomo, że każdemu - nawet księdzu - zdarza się przekląć, wyrazić niepochlebną opinię czy też zwyczajnie oczerniać przeciwnika - bo tak.
Osobiście wolę, kiedy osoba mówi bez ogródek to, co myśli, a nie ubiera swoje myśli w wyidealizowane wypowiedzi - bo przecież posłowi nie wypada. Otóż nie - według mnie wypada, jak mało komu! Jakież to się larum podniosło, kiedy &quot;niechcący&quot; wyciekły tzw. &quot;Taśmy Gudzowatego&quot;, gdzie były Premier i Marszałek Oleksy nie przebierając w słowach opowiadał m.in. o swoich partyjnych kolegach. Cham i prostak - takie opinie przewijały się w komentarzach wszystkich, a w szczególności tych, których te wynurzenia dotyczyły. Czy naprawdę te osoby są takimi skończonymi hipokrytami, że wierzą iż sami takich rzeczy nie opowiadają? By-zy-dura!
Opowiadają i kto wie, czy nie więcej i mocniej - tylko, że jeszcze się nie wydało. Ot cała prawda. I tu możemy wrócić do posła Palikota, który specjalnie nie ma hamulców aby opowiadać to, jak on widzi polską politykę. Otóż daję sobie uciąć dowolną część ciała, że podobne poglądy, czy może raczej podobny sposób postrzegania rzeczywistości ma zdecydowana większość naszych parlamentarzystów - tylko po prostu tego nie uzewnętrzniają. Czy to dobrze? Z pewnością dla ich wizerunku tak, ale jak się czują, kiedy mówią jedno, a myślą co innego?
Czy taki, nie wybierając specjalnie, marszałek Jerzy &quot;Buc Nadęty&quot; Szmajdziński powinien się czuć szczególnie dotknięty, wręcz oburzony kiedy sam pewnie nie przebierając w słowach, w chwilach słabości (?) wyrzuca podobne epitety w stronę innych polityków? Koronnym przykładem zdaje się być również Najważniejsza Osoba w Państwie czyli Prezydent Kaczyński określając dziennikarkę jako &quot;małpę w czerwonym&quot;. Po krótkiej ofensywie w mediach sprawa przycichła i nadal Prezydenta widzi się jako wielkiego dżentelmena całującego rąsie i wręczającego kosze kwiatów w kierunki płci pięknej.
Dlatego - parafrazując sławny już (czy mogę użyć słowa &quot;kultowy&quot;?) napis na koszulce - Jestem z Palikotem! Więcej śmiałości, mniej hipokryzji i zakłamania.
</description><pubDate>Mon, 12 Jan 2009 11:37:49 +0100</pubDate><guid>http://czarnobiaua.com/2009/01/12/przykladnosc-i-grzeczna-fryzura-na-boczek/</guid><category>Lewica</category><category>Media</category><category>Platforma</category><category>Janusz Palikot</category><category>Józef Oleksy</category><category>hipokryzja</category><category>Jerzy Szmajdziński</category><category>parlament</category></item><item><title>Gwóźdź</title><link>http://czarnobiaua.com/2008/12/19/gwozdz/</link><description>Wczorajsza decyzja SLD o odrzucenia weta Prezydenta stanie się tym, o czym będą jeszcze długo pisać książki. Otóż po raz pierwszy (tak naprawdę to nie po raz pierwszy, ale nigdy jeszcze tak wyraźnie tego nie było widać) &quot;lewica&quot; opowiedziała się po stronie liberałów zostawiając na lodzie swoje ideały.
Jak bowiem inaczej wytłumaczyć człon &quot;lewica&quot; w rozwinięciu skrótu SLD jeśli jednocześnie pozbawia się milion ludzi prawa do przywilejów emerytalnych? Gdzie Ci lewicowcy, którzy powinni wbrew wszystkiemu bronić interesów ludzi pracy, słabszych i wykluczonych? Z pewnością nie po lewej stronie Sejmu!
Na deser komentarze:

Nie chcę być złośliwy, nie będę mówił: jaka lewica, taka decyzja.


Zdrada ideałów lewicowych, która nie pierwszy raz ma miejsce w tej partii, tym razem ma wymiar wyjątkowo obrzydliwy.


Decyzja taka została podjęta mimo zapewnień i obietnic składanych ruchowi związkowemu, w tym współpracującej z SLD centrali OPZZ, że OPZZ w sporze z Platformą Obywatelską konsekwentnie opowiadać się będzie po stronie interesów ludzi pracy


Nikt, kto w sposób rzeczywisty opowiada sie po stronie pracowników, a przeciwko neoliberalnym rozwiązaniom, kto opowiada się po stronie wyzyskiwanych, a nie wyzyskujących, po stronie tych, których prawa są łamane i deptane, a nie po stronie łamiących i depczących te prawa, nie może nigdy więcej udzielić swego poparcia i obdarzyć zaufaniem, ludzi i formacji politycznej, która w tak haniebny i obrzydliwy sposób kolejny raz zdradziła ideały lewicy.

Ci, którzy wierzyli w młodych - Olejniczaka i Napieralskiego - mogą dać sobie spokój - panom tym dziękujemy niemile, a obiecany &quot;skręt w lewo&quot; Napieralskiego okazał się pustą obiecanką-cacanką. Miejmy nadzieję, że żaden z posłów, którzy zagłosowali za odrzuceniem weta nie dostanie nigdy więcej mandatu do reprezentowania ludzi pracy, ani okazji do wycierania swojej gęby słowem &quot;lewica&quot;.
</description><pubDate>Fri, 19 Dec 2008 10:37:23 +0100</pubDate><guid>http://czarnobiaua.com/2008/12/19/gwozdz/</guid><category>Lewica</category><category>SLD</category><category>emerytury</category></item><item><title>Wielkie zwycięstwo prezydenta</title><link>http://czarnobiaua.com/2008/10/17/wielkie-zwyciestwo-prezydenta/</link><description>Nagłówki gazet jeszcze długo przed szczytem UE trąbiły o kompromitacji, piaskownicy i zabawkach premiera oraz prezydenta, tymczasem czarnobiaua czekała na rozwój sytuacji...
Premier mówił, że &quot;prezydent mu niepotrzebny&quot;, minister SZ błagał na kolanach, a Lech Kaczyński twardo obstawał przy swoim uczestnictwie mimo tego, że Kancelaria Premiera odmówiła przyznania mu samolotu. Donald Tusk ostrzegał o prawdopodobnej kolizji stanowisk w wielu sprawach i działaniu na szkodę polskiej polityki, wręcz o skandalu. A co się stało? NIC!
Nie było kłótni, prezydent ustąpił miejsca ministrowi Rostowskiemu, kiedy był on niezbędny przy dyskusji o finansach - jednym słowem nasz premier wyszedł na... Na pieniacza, tak - na snującego spiskowe teorie pieniacza, który na wszelki wypadek starał się zablokować wizytę polityka (głowy państwa!), którego nie lubi i z którym się nie zgadza w niemal każdej (również na wszelki wypadek) kwestii.
Oczywiście nie ma wątpliwości, że taki scenariusz został uknuty przez dbających o PR i ogólny wizerunek prezydenta specjalistów. Nie ma również wątpliwości, że cała ta sytuacja nie wpłynęła pozytywnie na postrzeganie Polski na międzynarodowym forum, jak również na opinie o możliwości współpracy ponad podziałami w sprawach dotyczących nas wszystkich.
Konkludując chodzi o to, kto w oczach opinii publicznej będzie twardym i konsekwentnym szeryfem, jak również o to, kto potrafi zachować zimną krew do końca starcia. Pojedynek ten wygrał Lech Kaczyński i to nie na punkty, ale przez nokaut. Nie sprawdziła się bowiem żadna ze spiskowych teorii premiera, prezydent nic nie popsuł, nie sprzeczał się z premierem, wzbudzał zdziwienie faktem, że musiał wychodzić z posiedzenia aby skonsultować się z niewpuszczonymi doradcami. A premier? I tak zrobił, co do niego należało, a dał się ściągnąć do dyskusji i przepychanek na poziomie wspomnianej na początku piaskownicy. Jak dziecko.
</description><pubDate>Fri, 17 Oct 2008 09:56:27 +0200</pubDate><guid>http://czarnobiaua.com/2008/10/17/wielkie-zwyciestwo-prezydenta/</guid><category>Platforma</category><category>polityka</category><category>Donald Tusk</category><category>prezydent</category><category>Lech Kaczyński</category><category>Wspólnota Europejska</category></item></channel></rss>