Majówka pośród zasp. Plan był padł.

…zesie, …alo, …yje pan? – strzępki słów zaczęły powoli docierać do Jaromira, po tym jak zrezygnowany stracił przytomność.

- Może to od tego załamania pogody – dało się słyszeć Pawcia Stolarza – prezes już niemłody, a taka hekatomba, jak śnieg w maju to każdego może zwalić z nóg!
- Ale ja nic złego raczej nie powiedziałem? – wolał się upewnić Poncjusz.
- No raczej – przytaknęła mu Kluczyk-Krostecka – widać, że zmęczony, a może nostalgia go dopadła? Nuda na tym Żoliborzu, to i kota można dost.. – w odpowiednim momencie ugryzła się w język widząc powoli dochodzącego do siebie prezesa.
- Ooooo, wreszcie! – niemal wszyscy podnieśli się z krzeseł i odetchnęli (odpowiednio teatralnie) z ulgą.
- Panie prezesie – zagaił Stolarz – to może odłożymy to spotkanie na jutro, bo ja muszę jeszcze dziś na parę minut skoczyć do Brukseli podpisać się na liście, inaczej 300 euro przepadnie.
- Ja ci dam 300 euro… - wycedził niespodziewanie pobudzony Jaromir i niemal zerwał się z fotela.
- To wszystko przez tą waszą małostkowość, gamonie! Partię mieliście tworzyć nową, ludzi zapisywać, intrygi knuć i ludzi dezorientować, przeciwników dezorganizować. A wy co? Po 300 euro gonić będziecie od prezesa na drugi koniec Europy?

Czytaj dalej »

Majówka pośród zasp. The początek.

Pierwsze dni maja zaskoczyły nawet Prezesa. Odkąd pamiętał, nigdy w tych dniach nie padało, na pochodach od zawsze było słońce, wesoła i podniosła atmosfera, dzieci śpiewające radosne piosenki i dużo kwiatów. A teraz co? Śnieg? W maju? Globalne ocieplenie... No i plany szły źle. Cała misterna intryga legła w gruzach, wielki wiekopomny plan (jak to się teraz modnie mówi? epicki?) chylił się ku upadkowi. Trzeba działać.

Czytaj dalej »

Poziom zakłamania

Co prawda sprawa wypłynięcia wulgaryzmów senatora Platformy Obywatelskiej Romana Ludwiczuka nieco przycichła - po części dzięki jego zrzeczeniu się członkostwa w partii - ale postanowiłem napisać jeszcze kilka słów na ten temat.

Na wstępie chciałbym przypomnieć swoją notkę sprzed niemal dwóch lat, która dotyczyła właśnie sprawy języka używanego przez przedstawicieli narodu, którzy uzyskali mandat reprezentowania go w Parlamencie. W sumie to mógłbym zakończyć ten wpis na podaniu tego linka i czułbym się rozgrzeszony ponieważ moje zdanie się nie zmieniło, ale okropnie mnie mierżą wypowiedzi Ważnych Osób z Samej Góry Platformy, którzy niemal jak mantrę powtarzają - według mnie - nadmiernie wyświechtane stwierdzenie, które brzmi "standardy w partii".

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Rozwiązanie.

Prezes zrobił szybki rachunek sumienia, próbował sobie przypomnieć za co został tak ukarany przez los, dlaczego przyszło mu walczyć o lepszą Polskę z takimi ludźmi, osobami, które – delikatnie mówiąc – nie są zbyt błyskotliwe.
- Może to wszystko przez to, że jestem wciąż kawalerem? Gdybym miał żonę to może byłbym bardziej przyzwyczajony do zmiennych humorów i braku zrozumienia? Mniej bym się denerwował i nauczyłbym się jednym uchem wpuszczać, a drugim wszystko wypuszczać? Robiłbym swoje pomimo wiatru w oczy... Tak! To jest metoda! – w myślach próbował znaleźć wyjście z sytuacji.
- Zrobię to co zaplanowałem, chociażbym miał już do końca życia wysłuchiwać oderwanych od rzeczywistości komentarzy moich, cholera jasna, współpracowników.

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Zwątpienie.

Prezesowi ręce opadły po raz już niewiadomo który. Siły go opuściły (wraz z ochotą na dalsze wyłuszczanie planu) i musiał usiąść. Wziął ponownie szklankę z wodą i zwilżył usta. Po raz kolejny wzięło go na refleksję.
- Przecież mogłem sobie pracować w bibliotece… Mili ludzie, cicho, spokojnie. Albo na uczelni, teraz to wykładowcy mają luz, spokój. Można mówić niemal co się chce, a i na kota więcej czasu by było…

Powinność jednak wzięła górę, wstał po chwili i przemówił jeszcze pewniejszym głosem.
- Zbysławie! Chciałem kiedyś abyś był moim zastępcą, chcę nadal, ale już nieco mniej. Na szczęście pomimo swojej bezmyślności jesteś niemal tak bezwzględny, jak ja – więc powierzyłem ci ważne zadanie. Jak już wcześniej wspomniałem będziesz szefem partii – myślę, że już do końca, twojego lub jej.

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Smok.

Na sali zapanowała konsternacja. Ci, którzy myśleli, że już wszystko jest jasne ponownie wpadli w niepewność, a niektórzy nawet zaczęli panikować nerwowo rozglądając się na boki sprawdzając jak reaguje reszta sali. Nie byli odosobnieni.

Po dłuższej chwili odezwał się niepewnie Żebro.
- To pan Prezes będzie sterował z emerytalnego krzesła?
- Oczywiście, że ja – przecież mówiłem, że się nie nadajecie. Natomiast na papierze i w telewizorze premierem będzie osoba, której dawno nie widzieliście... – tu Jaromir zrobił pauzę licząc na przebłysk inteligencji zgromadzonych.

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Rozwinięcie.

Ci, którzy w końcu zdecydowali się przywrócić świadomość Zbysławowi Żebro robili to nader delikatnie, ponieważ nie wiadomo jak zareaguje nowy-przyszły szef największej partii opozycyjnej w Sejmie...

- Zbyszku... Halo... Panie Prezesie... – cichutko zagajali "ratownicy" jednocześnie oglądając się niepewnie na obecnego-ustępującego szefa.
- No ale Panie Prezesie – zdecydował się na zabranie głosu Jacek Murski, który do tej pory siedział z tyłu i z przerażeniem przyjmował monolog Jaromira – Czy mam rozumieć, że Pan się poddał przed kolejnym rozdaniem? Jak mam to rozumieć? Co to za smutne zakończenie.

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Milanówek.

Przywoływanie posłanek do trzeźwości przyniosło połowiczny sukces, co prawda oczy miały otwarte, ale nikomu nie udało się nawiązać z nimi kontaktu. Natomiast Przystojny Poncjusz siedział blady pod ścianą i coś do siebie mamrotał, zupełnie nie reagując na usiłujących go przywrócić do normalności kolegów.

- Przynajmniej przestały beczeć – z przekąsem dodał Rysław Białecki – nie mogłem już tego wytrzymać... To co, panie prezesie, oni już wiedzą co mają robić. Tylko co dalej? Po co ta nowa partia? Kompletnie się zgubiłem...
- Spokojnie, powoli – przywołał go porządku Jaromir – oprócz Poncjusza i tych dwóch beks do nowej partii zapiszą się Misiek Głaziński, Adam Czarnin i jeszcze paru wyznaczonych przeze mnie ochotników.

Na sali znowu dało się zaobserwować zdenerwowanie, niektórzy nerwowo przecierali czoła z potu – takiego planu to jeszcze nie było. Czy prezes wywala na serio, a może tylko na chwilę. Permanentnie – czy może na próbę. Nic nie rozumieli...

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Plan.

Mimo tego, że Prezes obiecał, iż nikt nie będzie musiał się zapisywać do konkurencji, oraz że większość (z wyjątkiem Anny i Heli) nie będzie stać na linii bezpośredniego ostrzału, to jednak wyraźnie dało się odczuć panującą na sali sporą dawkę emocji i niepewności. Tymczasem Jaromir brnął dalej...

- ...I wtedy pomyślałem sobie, że to jest metoda! W wyborach miałem 48% poparcia wśród głosujących, ale linia była spokojna, za spokojna dla mnie. Najbardziej niespodobało mi się to, że ludzie wielebnego Koźlaczka kręcili nosami. A to, że robię umizgi w stronę lewicy - w tym momencie Prezes z uśmiechem spojrzał w stronę Głazińskiego, a sala wybuchnęła ponownie śmiechem - a to za mizerne eksponowanie katolicyzmu i inne takie. Pomyślałem więc, że mogę mieć i tych, których idolem jest Tolek Maciorkowski i jego obsesyjne dążenie do prawdy, a także miłośników przystojnego i wyważonego Poncjusza.

Czytaj dalej »

Październikowym wieczorem. Spotkanie.

Lato się już skończyło, zmrok zapadał coraz wcześniej. Nawet na Żoliborzu.

- Wszyscy są?
- Dwajścia sześć, dwajścia siem, dwajścia osiem. Brakuje jednego Panie Prezesie! - zameldował Bukiński.
- Kogo? - zainteresował się gospodarz posiedzenia.
- Nie ma Grubego - usłużnie odpowiedział gensek partii.
- Zawsze się spóźnia, eurooseł w mordę jeża... - ktoś z końca stołu pozwolił sobie na uwagę.
- Trudno, zaczniemy bez niego... - zadecydował Wielki Szef i już otwierał segregator z wielką naklejką "Ściśle tajne - wracamy!", kiedy nagle otworzyły się drzwi i wpadł przez nie zadyszany Misiek Głaziński.
- Prezesie, wybaczcie - jechałem dookoła, ponieważ nie mogę się pozbyć wrażenia, że jeżdżą za mną cały czas...
- Jasne, ostrożności nigdy za wiele, szczególnie teraz... Misiek! Gdzie twoja fryzura? Błyszczysz zupełnie jak średnio-starszy reprezentant lewicy!

Po sali rozniósł się śmiech. Głaziński zaczerwieniony zajął miejsce przecierając okulary.

Czytaj dalej »

Wcześniejsze wpisy Nowsze wpisy